Było grane! Planszowe podsumowanie miesiąca (wrzesień 2021)

Jak do tego doszło, nie wiem… ale to już nasze trzynaste podsumowanie miesiąca na łamach Board Times! Tym razem wrażeniami z rozgrywek podzielili się Marcin, Julia i Ewa.

Marcin – współpraca popłaca (Gra w zielone, Atlantis Rising)

Co jakiś czas przypominam sobie jak bardzo lubię gry kooperacyjne i ogrywamy w domu wszystkie kooperacje z naszej kolekcji – fillery, imprezówki, logiczne, przygodowe… Z wrześniowych rozgrywek szczególnie zapadły mi w pamięć te w Grę w zielone i Atlantis Rising.

Gra w zielone to nowa imprezówka słowna od Rebela – absolutnie uwielbiam Jednym słowem, więc wiązałem duże nadzieje z tym tytułem. Rozkładamy losowo cztery karty na naszej planszetce, po czym na wszystkich jej brzegach musimy zapisać słowa, stanowiące połączenie dwóch haseł które sąsiadowały z tym brzegiem. Po zapisaniu wszystkich słów zbieramy karty, tasujemy je i odkładamy na bok. Kiedy wszyscy to zrobią – przechodzimy do zgadywania. Wspólnie mamy za zadanie odtworzyć układ kart na planszetce każdego z graczy. Zabawa jest rewelacyjna, trochę przeszkadza brak jakiegokolwiek sensownego systemu punktowania – ale nadal bardzo polecam grę wszystkim fanom niecodziennych imprezówek. 
gra w zielone
 
Drugim tytułem który zapadł mi w pamięć było Atlantis Rising – gra która pokazuje czym byłby Pandemic, gdyby dodać do niego odrobinę gry przygodowej. Boskie komponenty, mnóstwo specjalnych zdolności, turlania kostkami i walki z czasem – wszystko razem wzięte tworzy rozgrywki które naprawdę zapadają w pamięć. Wcielamy się w mieszkańców Atlantydy, którzy próbują opuścić wyspę zanim zatonie – posiłkując się swoją zaawansowaną technologią. Budujemy rozmaite dziwaczne maszyny, pomagamy sobie odrobiną magii, walczymy z powodzią i próbujemy zbudować ratujący wszystkich mieszkańców teleport. Gra jest może odrobinę za długa, ale za to zawsze buduje wrażenie epickości a wygrana osiągana jest w ostatnim możliwym momencie. Bardzo polecam wszystkim fanom rozbudowanych kooperacji!
atlantis rising

Julia – eurogrowy zawrót głowy (Karczma pod Pękatym Kuflem, Dice Settlers, Barrage)

Miniony miesiąc był dla mnie łaskawy pod względem czasu przeznaczonego na granie. Wyjazd z mężem, gdy pogoda za oknem niezbyt zachęcała do jakiejkolwiek aktywności, zaowocował popołudniowymi rozgrywkami.

Dosłownie na dzień przed urlopem dotarł do mnie dodatek do Karczmy pod Pękatym Kuflem, więc pierwszy wieczór ogrywaliśmy tę pozycję. Bardzo przyjemna pozycja, dająca jeszcze więcej Karczmy w Karczmie. Gra robi się coraz bardziej miejscochłonna, ale to nam zupełnie nie przeszkadzało. Jeśli ktoś się zastanawia czy warto, to jak najbardziej TAK! 3 rozegrane partie z rzędu są tego najlepszym dowodem.

karczma

Kolejnego wieczora na stół wjechało Dice Settlers. Nie graliśmy tak dawno, że zapomniałam jak bardzo lubię ten tytuł. Nieważne, że ciągle dostaję łupnia od małżonka i przegrywam jakimś jednym marnym punktem (jak ja tego nienawidzę! ). Do tego udało nam się zagrać w tak klimatycznej knajpce w sercu Bieszczad, że pomimo przegranej, czułam się jak zwycięzca!

I na koniec mój ukochany Barrage! Móżdżeniu nie pomagały dwa grzańce, które wypiłam podczas rozgrywki, ale wygrana była moja! Strasznie się stęskniłam za konkretniejszą pozycją na stole i Barrage wynagrodził mi to oczekiwanie z nawiązką. To zdecydowanie jedna z moich topowych pozycji w kolekcji.

barrage

Ewa – minimalizm na szlaku (Go, Fantastyczne Światy)

 
Wrzesień to dla mnie zawsze miesiąc wyjazdów, w którym dominują aktywności na świeżym powietrzu. W tym okresie w grach planszowych stawiam na minimalizm. Zabieram ze sobą sprawdzone tytuły, które zajmują mało miejsca, a zarazem w które można grać bez końca.
 
Pierwszą było Go — tradycyjna, licząca sobie już 4000 lat, starochińska gra o kładzeniu na przemian białych i czarnych kamyków. Idealna gra dla dwóch osób, która mimo prostoty zasad jest świetną metaforą prowadzenia wojny. Ustawianie granic, łamanie murów, umacnianie pozycji i zastawianie pułapek. Gra bawi i rozwija na każdym stopniu trudności. Mistrzem może nigdy nie zostanę, za to każda partia jest ciekawa. Do tego mieliśmy wsparcie prawdziwego czarno-białego sensei, który nie odpuścił żadnej partii, obserwując czujnie każde przesunięcie kamyka. 
go
 
Na wieczory, kiedy padaliśmy po długich górskich wędrówkach, idealnie sprawdziła się sprytna karcianka —  Fantastyczne Światy. Niezbyt duża ilość kart i mnóstwo kombinowania, jak zebrać układ, który wygeneruje wystarczającą liczbę punktów, żeby pokonać przeciwnika. Fantastyczne światy dobrze sprawdzają się również w trybie dwuosobowym. To sprawdzony klasyk. Jeśli ktoś nie grał a szuka, niebawem Rebel wydaje reedycję (i to z dodatkiem!).
fantastyczne światy
 

Grzesiek & cały zespół redakcyjny Board Times

Grzegorz Szczepanski
Latest posts by Grzegorz Szczepanski (see all)