Ptasie rewiry – Ptak ptakowi wilkiem. Recenzja

Ptasie rewiry od wydawnictwa IUVI Games wcale nie są kolorową, wesołą grą o ptaszkach. To pełnokrwista, rozpisana na pięć rozdziałów mafijna saga, w której pióra lecą z kuprów, truchła padają pokotem i nikomu nie można ufać, nawet ptakom we własnych barwach.

W Ptasich rewirach gracze stają się głowami stad pierzastej ferajny. Tu się walczy o przewagi w miejscach gniazdowania, kontrolę nad kaflami zmieniającymi zasady gry oraz o wpływ na szemraną menażerię. To jak Rodzina Soprano, tylko na gospodarstwie, bardziej folkowa, kolorowa i bezwzględna.

 

Benvenuto

Witajcie w gnieździe Don Orleone. Wszystkim, którzy przybyli złożyć wyrazy szacunku w dniu wylęgu mojej córki, serdecznie dziękuję. 

Zanim przejdziemy do interesów, musimy porozmawiać o zasadach, które obowiązują w naszej rodzinie. 
Nic nie może wyjść poza to pudełko. Omerta bezwzględnie obowiązuje każdego, nawet tego typa w żółtym kostiumie Wielkiego Ptaka, który zapisuje każde moje słowo.

Raport wstępny

Dla ptasich móżdżków, którym wszystko trzeba wykładać jak ziarno na dłoni, powtórzę podstawowe informacje. 
Ptasie rewiry sprowadziło na nasz teren IUVI Games. Federalsi z BBG dopatrują się w grze takich mechanik jak area majority, bag building. Tu się walczy o przewagi, zbiera punkty i korzysta ze zdobytych umiejętności oraz efektów. Od dwóch do czterech graczy jest skazanych na jakąś godzinę odsiadki. Wyrok można dostać już od czternastego roku życia. Wszystko prawda. Akta sądowe nie kłamią. 
Naszą organizację powołał do życia Doug Hettric jako Perch. Przetłumaczone na Żerdź brzmiałaby po polsku całkiem nieźle, ale nie oddawałaby w pełni ducha zorganizowanej rywalizacji.

Oględziny miejsca zbrodni

Pierwsza zasada mafii mówi, żeby nie wyglądać jak mafia. 
Ptasie rewiry dokładnie tak robią. Maskują się jako słodko ilustrowana przez Ari Oliver rodzinna gra o stadach ptaszków i leśnych oraz domowych zwierzątkach. Plastikowe ptaszyny, które daje się układać jedne na drugich w gniazdach i chować pod daszkami, tylko dodają złudnego uroku. To wszystko cieszy oko, osłabia czujność, zdobywa zaufanie.
 To taka gra, którą rozkłada się na stole, żeby pograć z nastoletnimi dzieciakami, a ona potem ma na nie wpływ. Tylko czekać, aż syn podejdzie do ojca i powie:
– Tata, daj haracz!
– Chyba kieszonkowe.
– Wiem, co mówię.
Na tych sielskich kaflach wiejskiego krajobrazu walczy się o władzę i zyski. Jak w przyrodzie. Jak w rodzinie.

Zasady Bird Clubu

Ptasimi rewirami rządzą żelazne reguły. Bez nich bylibyśmy tylko agresywnymi zwierzętami.
Kodeks postępowania jest banalnie prosty. Nie oznacza to jednak, że nie ma tu pola dla kreatywnych przekrętów. 
 
W swojej turze gracz ma do dyspozycji cztery kolorowe ptaszki, z których dwa losuje z woreczka. Wystawia je na kafle obszaru gry po jednym w ruchu. Dodatkowo może skorzystać z kontrolowanego stworzenia, akcji zadaszenia lub walnięcia piorunem. Czyj kolor dominuje na siedlisku, ten zazwyczaj zbiera więcej punktów lub kontroluje bardzo przydatnego zwierzaka zamieszkującego kafel.
Rozgrywka toczy się przez pięć rund. Dwie ostatnie wprowadzają ciekawe modyfikacje rozgrywki. Od czwartej można skorzystać ze znacznika domku dla ptaków który chroni rezydentów pod nim, lecz uniemożliwia dostawianie kolejnych tego koloru. W finalnej rundzie żetonem pioruna da się wyeliminować niechronionego daszkiem biedaka wedle swego upodobania. 
 
Wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej punktów. Zarabia się je co rundę za liczbę ptaków usadzonych na kafelkach miejsc. Nie zawsze ten, kto ulokował najwięcej ptaszorów, zdobędzie najwięcej punktów. W Ptasich rewirach bywa tak, że drugie lub nawet trzecie miejsce jest najzyskowniejsze, a to bardzo urozmaica rozgrywkę, gdyż promuje spryt i wyrachowane cwaniactwo.
 
Końcowe punktowanie potrafi namieszać w kwalifikacji ogólnej. Nagradza się tego, kto zgromadził najliczniejsze stado na pojedynczym kaflu. Punkty przypadają za kontrolowane stworzenia, więc warto o nie zawalczyć, nawet jeśli nie okazują się zbyt przydatne na finiszu. Sporo da się uzyskać za pozycje ptasząt skąpanych w fontannie. Ta piramida bardzo premiuje ptaki ulokowane na szczycie i w pobliżu, zatem opłaca w końcowych ruchach strącić nieprzynoszącego zysku ptaszora własnego koloru, jeśli w ten sposób trafi na dobrą pozycję. Rozrzucone po skwerze ptaszyny, do których dołączają pozostałości z woreczka, też są warte po punkcie, jak drobniaki wyciągnięte z fontanny – niby nieistotne, ale też potrafiące przeważyć szalę.
Wreszcie gracze ujawniają swoje karty ukrytych celów, których realizacja zapewnia dodatkowe punkty pod pewnymi niekiedy bardzo pokrętnymi warunkami. Tu trzeba mieć trochę szczęścia, gdyż wymogi ulokowania ptaków na określonych kaflach lub kontrolowaniu wskazanych bywają trudne do realizacji już przy rozgrywkach od trzech graczy.
Ptasie rewiry są proste. Cały myk w tym, że robią bardzo kreatywny użytek z rządzących nimi praw. Bardzo opłaca się myśleć i działać nieszablonowo. Jeżeli eliminacja ptaka swojego koloru jest opłacalna, to trzeba tak zagrać bez skrupułów. Wykorzystanie akcji stworzeń często pozwala pozmieniać układ sił na kilku kaflach jednocześnie. Już sam fakt, że z czterech dostępnych w rundzie ptaków dwa są w kolorze gracza, zaś pozostałe dociąga z worka migracji sprawia, że można wykorzystać cudze ptaszyny przeciwko ich właścicielom. Losowy układ kafli w każdej rozgrywce sprawia, że arsenał środków rażenia występuje w nieoczekiwanych konfiguracjach. Improwizuj, adaptuj, korumpuj – tak mawiała nioska Gambino.

Kafle z ferajny

Żeby zagrać dwa razy tak samo w Ptasie rewiry trzeba mieć pecha, lub bardzo nie umieć sobie w nich radzić.
Obszar rozgrywki za każdym razem składa się z innej konfiguracji kafli. Podstawowe służą do zdobywania punktów. Jak już wspomniałem, często sprytnie odwracają naturalny porządek, że kto ma najwięcej ptaków w stadzie, ten zgarnia najwięcej. Kafle specjalne pozwalają korzystać ze specjalnych bonusów, umiejętności lub zasad, kiedy ma się na nich przewagę. Niektóre bardzo przewrotnie trigerują efekty po zasiedleniu ich określoną liczbą ptaków. Wreszcie siedziby stworzeń umożliwiają korzystanie z usług specjalistów od mokrej roboty, o ile ma się przewagę w argumencie liczebności.
 
Dzięki tej różnorodności w Ptasich rewirach nie ma jednej dominującej strategii. Kolejne rozgrywki przynoszą nowe wyzwania i możliwości. Ponieważ w grach na większą liczbę graczy obszar gospodarstwa jest większy i bogatszy w opcje, rośnie liczba możliwych do wykonania wrednych zagrań.
 
Podstawowym dylematem w rozgrywce jest wybór pomiędzy obsiadaniem miejscówek dla punktów a zdobywaniem przewagi dzięki bonusom lub usługom stworzeń. Układ sił na kaflach potrafi zmienić się drastycznie. Nie można być pewnym swojej pozycji ani stanu posiadania. Każdy plan może wymagać awaryjnej improwizacji. To jak z cateringiem na chrzcinach. Kiedy kuzyni tłoczą się przy kotletach, nikt nie pilnuje skrzynki z winem. Okazja czyni zwycięzcę.

Znam kogoś, kto zrobi to ciszej

W Ptasich rewirach lepiej nie przywiązywać się do swoich ptaków. W naszej firmie rodzinnej wiemy, że jak pora tobie odejść, to ktoś cię odejdzie. Praktycznie wszystko da się tu w jakiś, niekoniecznie moralny sposób, zastosować na swoją korzyść. Każdy dziób ma dwa końce.
 
Takie przytulne gniazdo wydaje się być czystym dobrem, bo liczy się do sumy ptaków na kaflu. Ale kto broni tam umieszczać ptaki konkurenta, żeby było ich więcej od twoich, kiedy lepiej punktujesz za drugie miejsce?
Albo daszek budki dla ptaków. Służy do chronienia twoich ptaszków, i też robi za plus jeden. Z drugiej strony, kiedy nakryjesz nim cudze ptaki, to ich właściciel więcej już tam nie dorzuci.
Piorunem można bić we własnego ptaka. Da się nim także strącić puste gniazdo. Może więc działać jak kukułka ogrodnika.
 
Wszelkie stworzenia, które usuwają, zamieniają lub przenoszą ptaki z kafli oddziałują też na ptaszęta aktualnego właściciela. Warto o tym pamiętać, kiedy celuje się w wysoko punktujące miejsce na fontannie. 
Wykorzystanie zwierzaków pozwala na wykonanie zaskakująco skutecznych ruchów, z których da się zmontować piętrowe kombo.
Co ciekawe, strach na wróble uchodzi tu za stworzenie. Ja to rozumiem. Zbyt wielu naszych kuzynów zaginęło na polach, żeby za tym nie stał nikt złowieszczy.
 
Ptasie rewiry są pełne zmyślnych nieoczywistości, na których korzystają wyrachowani gracze. Ciągle zmieniający się układ sił charakteryzuje właśnie takie łamigłówki o wybitnym zacięciu taktycznym. To gra w rozwiązywanie problemów. Jeśli twój ptaszek sprawia problemy, pozbądź się ptaka. I po problemie.

Portret pamięciowy

Warto podkreślić cechy szczególne Ptasich rewirów, które dodają tej grze charakteru.
Mechanizmy tu zastosowane są bardzo elastyczne w użyciu. Zawsze jest kilka patentów na wydziobanie sobie punktów. Trzeba tylko znaleźć najtrudniejszy.
Ptaki zbite z kafli też dają punkty. W ten sposób opłacalne stają się także zagrania pozornie na własną szkodę. Zysk z fontanny potrafi zrównoważyć straty poniesione w walce o terytoria. Gra ciekawie się balansuje.
Podczas rozgrywki praktycznie wszystko da się wykorzystać przynajmniej na dwa sposoby. Ptasie rewiry premiują świadomość sytuacyjną oraz przewidywanie i tworzenie zagrożeń.
To jest gra brutalnie prostej matematyki. Jak jastrząb obserwuje się tor punktacji, który ujawnia komu o ile przyrasta. Z tym trzeba zrobić coś radykalnego, żeby liczby się zgadzały na twoją korzyść.
Ponieważ gra jest łatwo policzalna, lider nie ma tu łatwego życia. Kto zbyt obrośnie w piórka, mocno dostaje po kuprze. W interesach nie ma sentymentów.

Mowa końcowa

Słyszałem, że Ptasie rewiry to wredna gra, ale nikt mi nie doniósł, jaka dobra. Muszę przetrzebić swoich konfidentów.
Rozgrywka jest dynamiczna. Tury przebiegają szybko. Już przez fakt wystawiania ptaków w kolorach innych graczy, negatywna interakcja jest nieunikniona. Efekty kafli specjalnych oraz umiejętności stworzeń definiują odmienny arsenał kreatywnych zagrań w każdej rozgrywce.
 
Nie mogę przymknąć oczu na pewne niedociągnięcia i niedostatki Ptasich rewirów.
Przeźroczyste naklejki na standisach mogą się brzydko odklejać. Plastikowe podstawki do nich są zaskakująco łamliwe. Zostaliście ostrzeżeni.
Rozgrywka bywa dosyć chaotyczna i nieprzewidywalna. Długofalowe planowanie nie ma racji bytu w realiach full kontaktu.
Karty tajnych celów są tak sytuacyjne i okazjonalne, że nawet grając z nimi, można je zignorować i wielka krzywda się nie stanie.
Mankamenty wykonania i kapryśna natura rozgrywki nie przesłaniają miodności samej rozgrywki. To nie są wpadki, za które zalicza się spacer w betonowych butach po dnie rzeki. Raczej należy się upomnienie i podwójna działka dla bossa przy najbliższej okazji. Bez urazy.

Addio

Wyobraźcie sobie, że Martin Scorsese zrobił Ptasie rewiry, a Mario Puzo napisał do nich instrukcję. Kafle gospodarstwa zmieniają się w ulice, zaułki, dziuple, meliny, speluny szemranej dzielnicy. Mafijne rodziny walczą o kontrolę i dominację nad terytorium. Stworzenia przeistaczają się w cyngli, włamywaczy, hochsztaplerów, naciągaczy, złodziei, zbirów. Zamiast fontanny rozrasta się cmentarz wypełniony kwaterami o rosnącej wystawności, prestiżu, które świadczą o pośmiertnej pozycji w organizacji. Daszek budki lęgowej funkcjonuje teraz jako ochronny parasol skorumpowanej policji. Żeton pioruna zamienia się w samochód-pułapkę lub zlecenie mokrej roboty. Nic nie zmieniajcie w mechanikach. Wszystko będzie działać po staremu. Tylko temat bardziej pasuje. Jak nie zostawiająca odcisków skórzana rękawiczka. Capisci?
Ptasie rewiry wpasowują się w kategorię przystępnych gier o wysokim poziomie interakcji. Dobrze czują się w towarzystwie Power Plants. Z ciężaru i charakteru blisko im do Dewan. Ze względu na zaskakującą głębię taktyczną, bez problemu dogadają się z Huangiem. Kto chciałby pograć w coś mafijnego, co nie udaje, że jest czymś innym, to podobny kaliber emocji znajdzie w The Godfather: Imperium Corleone, chociaż realizowany za pomocą innych środków perswazji.
 
Poleciłem wam grę, która zamieni zwyczajny planszówkowy wieczór w ekscytujące wydarzenie towarzyskie, zakończone przynajmniej jedną vendettą. Nie dziękujcie. Powiedzmy, że jesteście mi winni przysługę. 
Arrivederci!
 

 

Plusy
  • proste zasady
  • dynamiczna rozgrywka
  • modularny obszar gry
  • wysoka interakcja
  • atrakcyjna cena
Minusy
  • taki sobie tryb dla dwóch graczy
  • chaos podczas rozgrywki w pełnym gronie
  • słaba jakość standisów stworzeń
Warto kupić, jeśli
  • lubisz gry konfrontacyjne
  • nie boisz się negatywnej interakcji
  • cenisz regrywalność
  • szukasz gry na plus minus godzinę
Nie warto kupować, jeśli
  • boisz się negatywnej interakcji
  • preferujesz długofalowe planowanie

Ocena:

Ptasie rewiry to rewelacyjna gra, pełna negatywnej interakcji. Rozgrywka premiuje spryt, nagradza wyrachowanie i zimną kalkulację. Szeroki wachlarz sposobów na uprzykrzenie rywalom życia daje pole do popisu graczom biegłym w sztuce kreatywnej agresji. Jest dla mnie rzeczą niepojętą, dlaczego ta gra nie jest w gangsterskich klimatach. Pewnie tak było ją łatwiej zalegalizować. 

Dziękujemy wydawnictwu IUVI Games za przekazanie gry do recenzji.

 

Daniel Brzost

 

 

Daniel Brzost