Było grane! Planszowe podsumowanie miesiąca (maj 2022)

Maj. Ostatni miesiąc przed wakacjami, wiosna w powietrzu, kto by miał czas na granie?

Ano my.

Marcin – ciekawostki z zagranicy (Shards of Infinity, Guild of Merchants Explorers)

Po długich poszukiwaniach udało mi się w końcu dopaść egzemplarz Shards of Infinity z dodatkiem Into the Horizon. Uwielbiam deckbuildingi i choć preferuję raczej te ze stałym rynkiem kart, to o tym słyszałem wiele dobrego. Więc oczekiwania były spore. No i muszę przyznać – ląduje wysoko w moim rankingu! To imponujące jak dużo gry udało się upakować w tak niewiele kart. Niby to podobnej wielkości karcianka co Star Realms – ale mamy tu o wiele więcej kontroli nad rozgrywką, różne drogi do zwycięstwa, nie zapychający się nigdy rynek kart… Mnóstwo naprawdę świetnych pomysłów, wyróżniających tę grę z tłumu. Mój ulubiony aspekt gry – zdobywamy tu punkty doświadczenia, które nie przepadają, a kumulują się w trakcie rozgrywki. Wiele kart działa w taki sposób, że ich efekt jest tym silniejszy, im więcej mamy tych punktów. Co oznacza że w trakcie gry nie tylko nasza talia staje się lepsza – ale nawet pojedyncze karty rosną w siłę! Genialne rozwiązanie, ogromnie polecam Shards of Infinity fanom deckbuildingu!
alt
 
Natomiast jeśli chodzi o nowości – na moim stole królowało ostatnio Guild of Merchant Explorers. Gra mocno przypomina Kingdom Buildera – za którym przepadam – ale jakby w bardziej gamerskiej wersji. Eksplorujemy tu mapę, budujemy wioski, znajdujemy skarby, zwiedzamy ruiny itp., a wszystko przy prostych, ale bardzo satysfakcjonujących zasadach. Jedyny problem – mapa jest o wiele za mała, przez co leżące na niej kostki zasłaniają zdecydowanie za dużo. Mimo to ciągle mam ochotę na kolejną partyjkę, ciągle bawią mnie nowe odkrywane specjalne zdolności, i nadal nie widziałem wszystkiego co gra ma do zaoferowania. Nie wiem czy detronizuje Kingdom Buildera, ale na pewno stanowi dla niego solidną konkurencję!
alt

Grześ – ze skrajności w skrajność (Ark Nova, Dice Masters, Gra w kotka i pyszczek)

Maj był dla mnie najlepszym planszówkowo miesiącem od przeszło roku, głównie ze względu na wspaniały wyjazd służbowy. W 2,5 dnia zagrałem 40 partii w 20 różnych tytułów! A że i poza tym udało się trochę pograć, zupełnie nie mogę narzekać.
 
Bezapelacyjnie grą miesiąca była dla mnie – dość znienacka – Ark Nova. Nie planowałem w nią grać do czasu polskiej premiery, a jednak w maju lądowała na stole w każdym tygodniu i nawet pokusiłem się o recenzję. W skrócie – warto. Jeśli lubicie tableau building, trzeba.
alt
 
Schodząc nieco z ciężkością rozgrywki, po niemal rocznej przerwie triumfalnie powróciłem do mojego ulubionego Dice Masters. Zagraliśmy w Warszawie dwa drafty (czyli absolutnie najlepszy turniejowy format świata), jeden z Avengersami, drugi w świecie Dungeons & Dragons. Sam draft jest już świetną metagrą, a potem pozostaje już czysta, radosna naparzanka. Wiem, że wiele osób zniechęca model wydawniczy gier CCG, ale podstawkę do Dice Masters można zdobyć za grosze, a nawet do domowych pojedynków jest jak znalazł. Uwielbiam bagbuilding – bardzo wysoko oceniam OrleanWar ChestSzarlatanów z Pasikurowic czy Wonderland’s War – ale żadna z tych gier nie budzi takich emocji i nie daje takiej swobody, jak Dice Masters.
alt
 
Zaskoczenie miesiąca – i jednocześnie absolutny hit naszego pracowego minikonwentu – to Gra w kotka i pyszczek. Chodzi w niej z grubsza o to, żeby za pomocą magnetycznej łapki przestrzelić wszystkie kulki na stronę przeciwnika przez paszczę plastikowego kotka. Nie łudźcie się jednak, że to gra dla dzieci. W przeszło czterdziestoosobowym zespole geeków była to JEDYNA gra, która przez kilka dni nie zeszła ze stołu. Nie tak dawno zachwycałem się Ufodronem, ale Gra w kotka i pyszczek jest JESZCZE LEPSZA. Wspaniała gra konwentowa i turniejowa.
 

Łukasz Włodarczyk – lepsze wrogiem dobrego? (Pałac Jabby, Veiled Fate, Wonderland’s War)

W maju zagrałem w trzy tytuły, które zostały mi przedstawione jako kandydaci do zastąpienia innych gier z mojej kolekcji.
Gier, które bardzo lubię, więc nie było łatwo.
 
Podstawowy List Miłosny to sprytna mikrokarcianka, do której można zaprosić dosłownie każdego, dlatego drzewiej zabierałem pudełko na różne wyjścia czy wyjazdy – przynajmniej dopóki się nie rozpadło. Pałac Jabby, mimo tej samej mechaniki podstawowej, to nie tylko ta sama gra z ilustracjami z Gwiezdnych Wojen, ale również zmienione działanie wielu postaci oraz podzielenie ich na dwie frakcje – Rebeliantów oraz stronników Jabby. Ponadto zamiast klasycznego polowania na najwyższą kartę dostajemy zmienne karty celów na daną rundę. I niestety, mimo świetnego wykonania karcianka nie trafiła w moje gusta. Zdecydowanie wyżej cenię sobie prostotę oryginału, tutaj miałem wrażenie, że lekko przekombinowano. Nie pomaga na pewno fakt, że nie jestem wielkim miłośnikiem uniwersum SW.
 
Veiled Fate to dość abstrakcyjna gra, w której gracze kolektywnie kontrolują grupę bohaterów, która stara się realizować misje i okryć się chwałą. To miały być Pędzące Żółwie dla dorosłych (Pędzące Żółwie SĄ grą dla twardzieli!), bo tutaj również “kibicujemy” jednemu, nieznanemu innym graczom herosowi. Niestety, poza estetycznym wykonaniem nie znalazłem w tej grze nic, co by mnie do niej przyciągnęło na dłużej. Gra nie jest skomplikowana, ale w moim odczuciu Żółwie czy Bolidy robią to samo szybciej, prościej i lepiej. Losowość skutecznie zabiła mi wagę jakichkolwiek decyzji, nie mówiąc już o jakiejś głębszej dedukcji.
 
Szarlatani z Pasikurowic zdefiniowali dla mnie gatunek bag builderów. W Wonderland’s War znajdziemy co prawda jeszcze draft akcji czy area control, ale to budowanie wora stoi tutaj w centralnym miejscu. W prześlicznej, baśniowej oprawie prowadzimy swojego asymetrycznego bohatera ku całkowitej dominacji przy zakrapianej herbatą imprezie. I jest naprawdę dobrze! Bawiłem się wyśmienicie, miałem poczucie grania w mięsistą grę, sztony robiły blink-blink, a jakość wydania zachwyca. Dodam tylko, że miałem do czynienia z najbardziej dopakowaną wersją gry – figurki zamiast standees, plastik zamiast meepli, no i przede wszystkim pokerowe sztony zamiast tektury. Chętnie jeszcze wrócę do tego tytułu, bo wydaje mi się, że ma szansę powalczyć z Szarlatanami o miano TOP, ale już wiem, że z kolekcji ich nie wypchnie. Szarlatani są krótsi, bardziej przystępni, kompaktowi i o wiele tańsi. Poza tym – nic, tylko grać w Wonderland’s War!
alt
 

Grzesiek i cały zespół redakcyjny Board Times

Grzegorz Szczepanski
Latest posts by Grzegorz Szczepanski (see all)