Było grane! Planszowe podsumowanie miesiąca (marzec 2021)

W marcu nasi redaktorzy pościągali z półek sporo nieco już starszych, ale wciąż znakomitych gier. Na stoły wjechały m.in. Kakao, Grand Austria Hotel czy Londyn. Wrażenia – przeważnie pozytywne!

Julia – gry rodzinne… do czasu

Marzec upłynął mi raczej na rodzinnym graniu, niemniej udało się ograć też kilka konretnych tytułów.
Najczęściej na stole lądowała Wybuchowa Mieszanka. Zdecydowanie nasz top 1 w ostatnich miesiącach. Zderzanie kulek, podkradanie składników innym graczom i rozgrywka trwająca mniej niż godzinę… i jak tu nie kochać tej gry? Dodam, że pięciolatek radzi sobie w nią całkiem nieźle, także jeśli szukacie czegoś również dla nieco młodszych graczy, to jak najbardziej polecamy!
 
Po długim czasie kurzenia się na stole wylądowało Kakao. Już zapomniałam jak bardzo lubię zbierać owoce kakaowca i przetwarzać je na czekoladę. Siostrzenica rozgromiła nas dokumentnie, a jak powiedziała “na początku nawet nie bardzo wiedziałam co robię” – to chyba słabo świadczy o mojej taktyce…
 
No i na koniec Diuna… Jakie to dobre! Oczywiście potrzeba do tego niewątpliwie graczy lubiących, gdy większość gry rozgrywa się nad stołem. Dogadywanie sojuszy i planowanie wspólnej strategii spodobało nam się tak bardzo, że po pierwszej rozgrywce od razu umówiliśmy się na drugi raz, żeby rozegrać ją już bardziej świadomie. Opłacało się – sojusz z mężem i przetrzymanie przeciwników do końca 10 rundy przyniosło słodkie zwycięstwo.

Łukasz – między nowościami a klasyką

 
Marzec obfity był w rozgrywki do recenzji, ale też pojawiło się kilka nowości i starych tytułów. Zacznijmy od Snu, który pojawia się ostatnio dość często na stole. Moje dzieci wciągnęły się w to na tyle, że prawie każdy dzień kończy się partyjką. Co jest tu szczególnego? Trochę memory, trochę blefu, trochę szczęścia. Dla mnie nie jest to wybitny tytuł, ale zagrać mogę. Mózgownicy nie przegrzewa.
 
 
Ze starych tytułów pojawił się na stole Grand Austria Hotel. Trzyosobowa rozgrywka była dość ciekawa, ale też pokazała słabości gry bez draftu – nierówny (niesprawiedliwy) podział kart personelu. Poza tym mi grało się bardzo dobrze pomimo, że tytuł wcale do nowości nie należy. Bardzo ciężko było o zasoby, więc każdy musiał sobie radzić trochę inaczej. Jeśli ktoś nie zna, a lubi euro, polecam sprawdzić.
 
Dzięki życzliwości Redaktora Naczelnego mogłem przypomnieć sobie także Lumerię. Rozgrywka toczyła się pomiędzy Słowianami a Grekami. Ci pierwsi nękali przeciwników Babą Jagą, ale dobrze, że na planszy w porę pojawił się Minotaur. Ostatecznie totem Słowian upadł, a grecki w tym czasie pozostał prawie nienaruszony. Do tego wszystkiego dołożyliśmy karty pogody. Sam scenariusz okazał się dość długi, ale sama gra dalej wciąga i daje poczucie dość dynamicznej walki. Obaj z Krzysztofem serdecznie polecamy!

Ewa – nadrabianie karcianek

Marzec upłynął pod znakiem gier karcianych. 
W końcu zagrałam w Londyn — odbudowywanie miasta po wielkim pożarze okazało się być nad wyraz emocjonujące. Wspólny obszar dociągu kart oraz mechanizm porównywania poziomu ubóstwa miedzy graczami, sprawia, że z pozoru pasjans, staje się bardzo interaktywny i wymaga bacznego zwracania uwagi na to co robią przeciwnicy. Martin Wallace stanowczo awansuje na jednego z moich ulubionych twórców gier.
 
Drugim odkryciem był Strife: Legacy of Eternals — mała, dwuosobowa gra  wydana u nas w 2014 roku przez Factory of Ideas. Gra składa się z 35 kart i jest praktycznie pozbawiona losowości. Po partii człowiek czuje się jednak jak po rozgrywce szachów. Ilość szacowania co zagra przeciwnik, kombinowania nad strategią oraz planowania, czasami aż przytłacza. Do tego wszystkiego Strife ma cudne ilustracje — w starym stylu, kiedy fantasy nie musiało być jeszcze komiksowe i słodkie.
 

Grzesiek & cały zespół redakcyjny Board Times

Grzegorz Szczepanski
Latest posts by Grzegorz Szczepanski (see all)