Planszówki w Spodku: 13-14 września 2025. Relacja.
W sobotę i niedzielę (13-14/09/2025), jak co roku w Katowickim Spodku zorganizowano konwent planszówkowy. Ludiversum nie zasypia gruszek w popiele i prężnie rozwija tę zacną ideę. Planszówki w Spodku trwają już od 2018 roku w legendarnej hali Spodek w Katowicach i są jednym z największych takich wydarzeń na planszowej mapie Polski. W tym roku przeniesiono co prawda główną część do sąsiadującego Centrum Kongresowego, jednak charakter ciągle zachowano.
Spis treści
Spojrzenie Sebastiana
Od samego początku uczestniczę w tym wydarzeniu i jest to dla mnie bardzo wyjątkowy dzień, szczególnie sobota. Dzień na wyłączność z moim starszym synem, z którym jeździmy tam co roku i jesteśmy od otwarcia o godzinie 10:00, po koniec po 19:00. Sentymentalnie mocno jestem związany z Planszówkami w Spodku i widzę zmiany, które zachodzą.
W tym roku przeniesiono część dla wystawców z „okrąglaka” do Centrum Kongresowego i potężnej hali w pobliżu, a w okrąglaku zostały prototypy, rozszerzona gralnia oraz miejsce dla prototypów i sesji RPG. Opuszczenie „okrąglaka” na rzecz wielkiej hali jest dyskusyjne – tutaj przemawia przeze mnie sentyment, poprzednie lata miały swój specyficzny rytm i wręcz kierunek zwiedzania, wymuszony otoczeniem. W tym roku hala zabrała tę wyjątkowość na rzecz większego miejsca, co wprowadziło pewien chaos. Rozmawiałem jednak z wystawcami i oni są zadowoleni – więcej miejsca na stoisko swoje robi. Także sentyment sentymentem, ale tak wygląda życie, że coś się zmienia. Pomyłką za to było przeniesienie sesji RPG do „okrąglaka”, gdzie było głośno.
W poprzednim roku popełniono błąd organizując PwS zbyt blisko Essen i wielu wydawców nie przyjechało z oczywistych względów. W tym roku liczba wydawców wydawała się znów taka, jak za czasów świetności. Miejsca do grania było sporo, chociaż część z tytułów, jak na przykład Quatermaster General od Red Square Games wylądowała na płycie Spodka, gdzie znajduje się gralnia, co sprawiło, że trafiłem tam zupełnym przypadkiem. Brak takiej informacji był według mnie błędem. Może warto by jednak przenieść takich wystawców do „okrąglaka”, a płytę zostawić wyłącznie pod gralnie?
Zaprezentowano sporo nowych gier, a z tego co udało mi się zagrać kilka zwróciło moją uwagę:
- Quatermaster General WW2 od Red Square Games – w końcu mogłem zagrać w tę uznaną strategię i bardzo mi się spodobała asymetryczność stron konfliktu i upchnięcie idei podboju świata w stylu Ryzyka w tak zacną i szybką formę.
- Deep Regrets od Alis Games – wyśmienicie się bawiłem przy grze, co jest również zasługą doborowego towarzystwa, które przyjechało aż z Torunia. Bardzo fajna gra o łowieniu ryb, w klimatach Cthulhu. Gra schodziła jak ciepłe bułeczki, a to już coś znaczy.
- BaTalia od Strategos Games – szybka, maluteńka gra karciana, która zaskakująco dużo frajdy przyniosła! Polecam spróbować choćby wersji online.
- Micromoonshine od Thistroy Games – ulubione wydawnictwo mojego syna, więc nie mogło zabraknąć ich na tej liście, szczególnie, że ich Micro gry są rewelacyjne i wypakowane po brzegi!
Tegoroczne Planszówki w Spodku mimo delikatnej zmiany lokalizacji dalej stanowią solidny punkt i już nie mogę się doczekać kolejnych. Bawiłem się świetnie, pograłem w sporo dobrych gier i niejedną zakupiłem. Pomimo większej liczby stoisk około-growych, jak maskotki czy nawet soczewki, dalej uważam, że to konwent planszówkowy pełną gębą!
Sebastian Lamch
Z perspektywy Oli
Ja, podobnie jak Sebastian, uczestniczę w Planszówkach w Spodku od samego początku. Zawsze to są dwa dni na odwiedzenie wszystkich wystawców, nabycie upatrzonych gier, często w promocyjnych cenach, poznanie nowości, zerknięcie na prototypy czy toczone turnieje, no i oczywiście pogranie. Nie inaczej było i tym razem.
Jednak oddzielenie wystawców od części przeznaczonej dla graczy zmieniło nieco vibe tej imprezy i upodobniło ją do np. Pyrkonu. Niektórzy wystawcy wprost odczuli, że impreza zmieniła się w targi gier. Wejście na konwent od strony hali wystawców powodowało, ze niektórzy czuli się nieco zagubieni – słyszałam też o takich , którzy nie wiedzieli, że cały Spodek jest przeznaczony dla graczy, tyle, że trzeba do niego przejść poprzez MCK.
Z pewnością przeznaczenie sporej hali dla wystawców sprzyjało różnorodności dostępnego towaru. Byli wydawcy ze swoimi nowościami oraz dobrze sprzedającymi się tytułami, były kramy z biżuterią, przypinkami, pinami, kubkami, naklejkami, skarpetkami, koszulkami, akcesoriami, playmatami, rzeczami z druku 3D, komiksami i książkami fantastycznymi. Było więc wszystko to, co może przyciągnąć planszówkowych nerdów.
Płyta Spodka jak zwykle pękała w szwach. Dołożenie stolików na korytarz wokół Spodka okazało się bardzo dobrym pomysłem, bo na korytarzu można było znaleźć wolne stoły do pogrania. Bardzo dobrze zaopatrzona wypożyczalnia i animatorzy tłumaczący grę to podstawa tej imprezy. I jak zwykle to działało znakomicie.
Miałam wrażenie, że było mniej prototypów, ale może było to spowodowane tym, że były one rozłożone na korytarzu wokół Spodka, jak poprzednio wystawcy, a nie zgrupowane na końcu korytarza.
Ale Planszówki w Spodku to również turnieje, warsztaty i prelekcje. Z pewnością fani Rummikub i układania puzzli na czas mogli cieszyć się, gdyż na ich zawody przeznaczonych było sporo stolików na dole w MCK. Odbyło się też wiele ciekawych prelekcji, niektórzy mogli się między innymi dowiedzieć, jak dobrze tłumaczyć gry, czy jak rozstrzygać remisy w grach. Nie zabrakło też słynnego już konkursu WCeta.
I jedynie RPG-owcy wciąż nie mają miejsca, gdzie w spokoju mogą pograć. Korytarz wokół Spodka czy załomki przed salami prelekcyjnymi w MCK raczej nie sprzyjają skupieniu.
Planszówki w Spodku 2025 przeszły już do historii. Dla mnie to był udany konwent. Spotkałam wielu znajomych, z którymi porozmawiałam nie tylko o planszówkach, zakupiłam parę gier i pograłam w kilka nowości. Czekam już na kolejną edycję imprezy, a póki co trzeba ograć zakupione tytuły.
Ci, którzy jeszcze nie byli na Planszówkach w Spodku, powinni w przyszłym roku się wybrać i sprawdzić na żywo jak to wszystko wygląda.
Aleksandra Danowska
Krótkie wrażenia Ewy
Wszystko się zmienia, Planszówki w Spodku również. Z imprezy planszówkowej zmieniły się w pełnoprawne targi. Na tegorocznych Planszówkach byłam zupełnie prywatnie i może dlatego mocniej niż rok temu odczułam zmiany. I jestem jedną z tych osób, które wolały to wydarzenie może mniejsze, ale bardziej skupione na graniu, niż na shoppingu.
W sobotę rano szybko uciekłam z sali wystawców, gdzie kolejki wiły się niczym wstążki, a ludzie wychodzili obładowani paletami gier. Dzięki temu więcej czasu, niż zazwyczaj, spędziłam na płycie i w wypożyczalni. Tam można było poczuć atmosferę święta planszówek, taką jak pamiętałam. Całe szczęście popołudniem zrobiło się luźniej i można było wrócić do stoisk. Ograbionych z większości okazji, za to jak zwykle z uśmiechniętymi i chętnymi do rozmów wystawcami. Dzięki temu zagrałam w przedpremierowy Wodny ogród od Albi – zapowiada się bardzo ładna i ciekawa kafelkowa gra rodzinna. Wypróbowałam w końcu Miasta marzeń od Naszej Księgarni, wart uwagi średniozaawansowany tytuł familijny.
W wypożyczalni udało mi się wypożyczyć również tegoroczną nowość Galakty czyli Erę Cywilizacji. Grę, która przeszła bez echa, a moim zdaniem bardzo niesłusznie, bo to przykład, że gra cywilizacyjna nie musi trwać 2 godzin i zajmować stołu konferencyjnego.
Zazwyczaj zaglądałam do strefy prototypów, ale tym razem, przez to, że była odizolowana od głównej imprezy, zupełnie ją pominęłam. Mam też wrażenie, że coś mocno nie zadziałało z informacją o prelekcjach. Udało mi się skutecznie przegapić wszystkie, łącznie z ogłoszeniem zwycięzców Planszowej Gry Roku. Oczywiście mogłam pilnować harmonogramu, ale ogłoszenie na telebimach lub krótka informacja z głośników też by nie zawadziła. Podejrzewam, że o wiele więcej osób by zajrzało.
Wydarzenie zaliczę do udanych, choć zostawiło we mnie trochę wątpliwości: „dokąd zmierzamy”. Zobaczymy jak będzie za rok i dokąd nas ta ewolucja zaprowadzi.
Okiem debiutanta Przemysława
Tak, dokładnie, byłem na Planszówkach w Spodku po raz pierwszy. Niestety udało się wyskoczyć do Katowic tylko na niedziele, czyli w ten krótszy dzień festiwalowy. Pech chciał, że, akurat jak dotarliśmy na miejsce, to zaczęło walić żabami i zanim znaleźliśmy właściwe wejście z kasami biletowymi, to byliśmy cali mokrzy. No, ale nieważne. W końcu jesteśmy na tym legendarnym evencie. Weszliśmy na salę wystawców. Wydawała się… może nie mała, ale nie jakoś przesadnie duża. W drodze do Katowic zrobiliśmy sobie krótką listę interesujących nas gier, żeby, jak tylko przyuważymy którąś, nie tracić czasu i od razu atakować stolik. Więc pierwszym celem był Primal Hex od Smart Flamingo, który będzie niedługo walczył o ufundowanie.

Jest to taktyczna gra pojedynkowa, ale może w nią zagrać do 4 osób. Sprawdziliśmy wariant dwuosobowy. Gra polega na zajmowaniu heksów poprzez wyłożenie na 3 posiadane już heksy żetonów rozkazów. Każdy rozkaz to zazwyczaj atak innego rodzaju, który pozwala nam zajmować nowe heksy. Rozkazy wykładamy naprzemiennie, przy czym wykładamy 2 rozkazy zakryte i jeden odkryty. Istotna rzecz, że, zanim zaczniemy wykładać żetony rozkazów, zagrywamy jeszcze kartę taktyki, która coś nam usprawnia na daną rundę. Jest tu trochę kombinowania, trzeba przewidywać ruchy przeciwnika i przede wszystkim przemyśleć sekwencję wykonywania rozkazów. Teoretycznie powinno mi się spodobać, jednak jakoś mnie ta gra nie porwała.
Po Primalu ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie i wylądowaliśmy na płycie Spodka. Tam można było zagrać w Mass Effect od Portalu. Grałem kiedyś w pierwszą część komputerowego Mass Effecta, więc byłem ciekaw planszówki. Gra ta okazała się również grą taktyczną, tylko, że kooperacyjną i tym razem zagraliśmy w 4 osoby.
Gra ma stosunkowo nieskomplikowane zasady i kilka ciekawych rozwiązań, więc wydaje się, że ma potencjał. „Wydaje się”, ponieważ początkowy scenariusz, który zagraliśmy, to tak na prawdę „demo” gry i skończył się, nim na dobre się zaczął. I ja nie jestem na razie w stanie ocenić, na ile mi się gra podoba. Mam wrażenie, jakbyśmy rozgrywkę przerwali w 1/3 gry. Ale dałbym Mass Effectowi jeszcze jedną szansę.


Wróciliśmy na halę wystawców, ponieważ wcześniej upatrzyliśmy stolik z Bitwą o Hoth na stoisku Rebela. I ponownie trafiliśmy na jakiś początkowy „demo” scenariusz, gdzie wszystko w zasadzie zależało od rzutu kośćmi. Też na razie nie umiem powiedzieć nic o tej grze. Rozgrywka była nijaka, ale wiem, że to, co widzieliśmy, było mocno okrojone i gra może zaoferować więcej. Ponownie gra do weryfikacji.
Festiwal powoli dobiegał końca, więc wciąż nienasyceni szukaliśmy jeszcze czegoś szybkiego do ogrania. Mój wzrok przykuli Zaklinacze Smoków od Galakty.
Jest to prosta, rodzinna gra w zbieranie zestawów, ale z kilkoma ciekawymi rozwiązaniami. W grze chodzi o zbieranie zestawów smoków. Karty dobierać będziemy z dwóch talii. Po jednej karcie z obu talii umieszcza się odkryte, a pozostałe zakryte karty mają na swoich rewersach informacje o tym, jakie smoki, w jakiej liczbie możemy wykładać i jakie dostaniemy za to nagrody. Przyjemna i ciekawa gra. Zaskakująco chyba najbardziej przypadła mi do gustu ze wszystkich ogranych tego dnia tytułów.
Na minuty przed zamknięciem poszliśmy jeszcze zagrać w Star Wars: Unlimited, ale o tej grze pisałem już wiele, więc nie będę się tutaj na jej temat rozwodził.
Co sądzę o samej imprezie? (Tryb „Pan Maruda” zostaje aktywowany) Może jestem już stary i stetryczały, może się już planszówkowo wypaliłem, a może to jednak rynek nie jest nam w stanie nic ciekawego zaproponować i wszystko jest wtórne. Tak czy inaczej, nie widzę na tę chwilę nic ciekawego dla mnie wśród nowości i zapowiedzi wydawniczych. Gry, które mieliśmy na liście, to były takie „mogę sprawdzić, ale się za wiele nie spodziewam”. No i okazały się w zasadzie tylko „ok” grami. Na stoiskach wydawców nie było nic, co by przykuło moją uwagę. A poza grami festiwal nie oferuje w zasadzie nic więcej. Obecnie nie widzę więc potrzeby wybierania się na kolejną edycję Planszówek w Spodku. Tym bardziej, że mam imprezę, którą uważam za ciekawszą, u mnie na miejscu we Wrocławiu. Śmiem twierdzić, że One More Game jest wydarzeniem dużo większym, częściowo dlatego, że nie są to tylko planszówki – ale nawet jakby patrzyć tylko pod kątem planszówkowym, to czy Awaken Realms i Glass Cannon Unplagged przyjeżdżają do Katowic? Nie. A na One More Game są.
Przemysław Golus
- Gwint, Legendarna Gra Karciana – recenzja - 4 lutego 2026
- Planszówki w Spodku: 13-14 września 2025. Relacja. - 2 października 2025
- Fateforge Kroniki Kaan i Starcie Nieśmiertelnych – recenzja podstawki i dodatku - 13 marca 2025



















