Kartografowie, czyli welcome to patchwork fantasy. Recenzja

W dobie intensywnego rozwoju gier bez prądu coraz częściej obserwujemy wśród wydawniczych nowości opasłe pudła wypełnione po brzegi plastikowymi figurkami, a ceny przekraczające 300, 400, czy 500 zł za planszówkę przestają dziwić. Jak to dobrze, że w tym samym czasie równie intensywnie rozwijają się tytuły stawiające na minimalizm komponentów, a do takich z pewnością można zaliczyć wiele gier z gatunku roll&write. Kartografowie, których bierzemy tu na tapet są kolejnym, ale z pewnością nieprzeciętnym tytułem należącym do tego gatunku. Dla uściślenia należałoby dodać, że są bardziej „flip” niż „roll”, ale o tym szerzej opowiem w dalszej części tekstu.

Informacje o grze


Autor: Jordy Adan
Wydawnictwo: Ogry Games
Liczba graczy: 1 – 100
Czas gry: 30 – 45 minut
Wiek: od 10 lat
Cena: ok. 50 zł

Wygląd i wykonanie

Pudełko z grą Kartografowie: Opowieść ze świata Roll Player kryje w sobie talię 41 bardzo ładnie ilustrowanych kart, cztery niewielkie ołówki (zakończone gumkami), instrukcję i dominujący nad resztą komponent w postaci grubego bloczka dwustronnych arkuszy mapy. Te ostatnie na pierwszy rzut oka wyglądają szaroburo, jednak w istocie ich wygląd świetnie wpasowuje się w klimat gry, bowiem mają one za zadanie imitować coś na kształt starego pergaminu. Podoba mi się jakość użytego papieru, który jest nieco grubszy i ma odczuwalnie lepszą gramaturę niż arkusze użyte w takich grach jak Welcome To – Miasteczko marzeń, czy Patchwork Doodle. Jakość samych kart oceniam jako dobrą, jednak ich krawędzie mają tendencję do delikatnego strzępienia się, co jest widoczne zwłaszcza na rewersach. A jako, że w każdej rozgrywce karty odkryć i zasadzek (w sumie 17 sztuk) tasowane są aż czterokrotnie, „zakoszulkowanie” ich jest bardzo dobrym pomysłem.

Ocenę wyglądu i jakości komponentów chciałbym zakończyć małą dygresją na temat ilustracji na okładce gry, ponieważ spotkałem w Internecie kilka opinii wskazujących na brzydotę tej grafiki. Moja pierwsza myśl w tym momencie to banał: nie to ładne, co ładne, ale to, co się podoba. Sądzę, że zastosowanie takiej okładki raczej nie przysporzyłoby grze sukcesu marketingowego w przypadku dystrybucji w supermarketach (jakoś nie mogę wyobrazić sobie Kartografów na jednej półce z Monopoly, Jengą i Uno), ale dla geeków nie powinno być czymś dziwnym. Ludzie, widzieliście okładki Klemensa Franza? One też mają swoich fanów. A okładka Kartografów w moim odczuciu dobrze ilustruje klimat gry.

Czy mechanika idzie w parze z klimatem?

No właśnie: klimat. Czy w ogóle go tu znajdziemy? Poszukiwania zaczynamy w treści instrukcji. Na wstępie dowiadujemy się, że przyjdzie nam wcielić się w rolę nadwornych kartografów królowej Gimnax. Władczyni królestwa Nalos zarządza wyprawę na północ w celu odzyskania ziem spornego terytorium, a nam przyjdzie włączyć do królestwa nieodkryte tereny, nanosząc je na królewskie mapy.  Nie możemy jednak rysować na mapach wszystkiego według własnego widzimisię, bowiem nasze zapędy będą ograniczać królewskie edykty, odzwierciedlające oczekiwania wspomnianej Gimnax.  Jeżeli zastanawiacie się, jak powyższe wprowadzenie przekłada się na przebieg rozgrywki, spieszę z wyjaśnieniami.

Mechanikę Kartografów można zasadniczo streścić w dwóch punktach:

  • Odwróć wierzchnią kartę odkryć i narysuj wskazany na niej „tetrisowy” kształt w wybranym przez siebie miejscu mapy, wypełniając go wskazanym na karcie rodzajem terenu (najczęściej: woda, pole, las, wioska. Czasami mogą trafić się karty ruin, nakazujące nanieść obszar w wybranych miejscach mapy, a czasami… potwory, o których wspomnę w dalszej części tekstu).
  • Powtarzaj punkt pierwszy do momentu, aż suma jednostek czasu widoczna na kolejnych kartach odkryć zrówna się lub przekroczy liczbę jednostek czasu przewidzianą na daną porę roku, czyli najzwyczajniej w świecie: rundę.

Pór roku mamy cztery: wiosna, lato, jesień i zima. Po zakończeniu każdej z nich, podliczamy punkty (zawoalowane pod nazwą „gwiazdek reputacji”), które udało nam się zdobyć, realizując założenia z kart celów, dla niepoznaki nazwanych „królewskimi edyktami”. Rozgrywka trwa do końca zimy, co ciekawe, będącej tu najkrótszą porą roku, a zwycięzcą zostaje ten kartograf, który zdobył największą liczbę gwiazdek reputacji. Jak zauważyliście przewinęły się tu pojęcia takie jak „tetrisowe kształty”, „jednostki czasu”, „karty celów” i „gwiazdki reputacji”. Same w sobie mogą kojarzyć się raczej z czymś abstrakcyjnym, zatem wracamy do pytania: czy jest tu jakiś klimat? Ku memu zdziwieniu okazało się, że jednak trochę go jest.

Przede wszystkim odkrywanie kolejnych kart przedstawiających różnorakie lokacje kojarzy się z podróżowaniem po nieznanej krainie. A zatem podróżujemy sobie radośnie i nanosimy nowo odkryte tereny na mapę. Wiele miejsc umożliwia nam wybór rodzaju terenu, jaki możemy narysować, co jest zgodne z fabularną otoczką gry. Za przykład weźmy kartę przedstawiającą trzęsawiska. W zależności od potrzeby, możemy nanieść je na mapę jako teren podmokły (woda) albo zadrzewiony (las). W obu przypadkach nie miniemy się z prawdą, ale jako sprytni kartografowie lekko nagniemy rzeczywistość, by sporządzić mapę nie tyle zgodną ze stanem faktycznym, a taką, która spełni zachcianki królowej Gimnax.

Na naszej mapie od początku gry mamy z góry naniesione… góry. Gdy sąsiadujące z nimi tereny zostaną zapełnione, otrzymujemy monetę, stanowiącą ekwiwalent jednej gwiazdki reputacji. I to kolejna rzecz zgodna z tematem, bo przecież wiadomo, że jak są góry, to gdzieś tam musi być złoto. Wystarczy sprowadzić w ich pobliże ludzi, a gorączka cennego kruszcu będzie nieunikniona. Równie nieunikniona jest również obecność… potworów! Na naszej drodze mogą pojawić się Koboldy, Gnolle, Gobliny i  Postrachy, które będą bezczelnie zajmować miejsce na mapie, a pozostawienie ich samopas może przynieść nam same kłopoty.

Zastosowano tu ciekawy mechanizm polegający na tym, że po odkryciu karty zasadzki swoją mapę przekazujemy sąsiedniemu graczowi, a sami również dostajemy do ręki mapę sąsiada. Ten element interakcji w moim odczuciu wnosi pewien powiew świeżości w gatunku i działa naprawdę pobudzająco. Gracze przystępują do naniesienia kształtu wypełnionego potworami tak, aby w jak największym stopniu utrudnić życie swojemu rywalowi. Każdy niezapełniony obszar sąsiadujący z potworami przysparza nam ujemny punkt na zakończenie każdej z pór roku. No cóż, królowa nie lubi, jak jakieś kreatury smrodzą się po jej pięknej krainie.

Niestety nie wszystkie mechanizmy gry zazębiają się z tematem tak dobrze, jak w powyższych przykładach. Chodzi mi przede wszystkim o karty królewskich edyktów, najzwyczajniej w świecie wyznaczające cele, za które dostajemy punkty. Tu niestety wkrada się duża doza abstrakcji, bowiem raz przyjdzie nam zdobywać punkty za pola lasu otoczone ze wszystkich stron zapełnionymi obszarami, innym razem zapunktuje druga co do wielkości osada, a jeszcze innym razem będziemy starali się zapełniać całe kolumny lub rzędy pól na mapie.

Gdybym miał porównać działanie królewskich edyktów do czegoś znanego mi z innych gier, moim pierwszym skojarzeniem byłyby karty Budowniczych Królestwa z gry Królestwo w Budowie. Tutaj jednak w każdej rozgrywce przyjdzie nam realizować 4 różne cele, w dodatku punktują one po zakończeniu ściśle określonych pór roku, co powoduje, że stajemy przed nie lada łamigłówką. Jakby tego było mało niektóre cele mogą wzajemnie się wykluczać, dlatego też na początku rozgrywki warto przyjrzeć się edyktom i kolejności, w jakiej będą punktowały. Dzięki temu możemy z grubsza zaplanować swoją strategię na całą rozgrywkę, a warto to robić nawet mając pewność, że nie uda nam się zrealizować wszystkich swoich planów w stu procentach.

Regrywalność, skalowalność i garść porównań

Istotną zaletą kart edyktów jest fakt, że zapewniają mnóstwo kombinacji układów punktacji, dzięki czemu Kartografowie odznaczają się bardzo dużą regrywalnością. Szesnaście kart może wydawać się niewielką ilością, ale wierzcie mi, że ta szesnastka jest w stanie zapewnić graczom naprawdę wiele godzin unikalnych rozgrywek. Większą powtarzalność czujemy ze strony kart odkryć, gdyż pula kształtów, które rysujemy jest relatywnie niewielka. Miłośnicy gry Patchwork Doodle mogliby na ten fakt trochę pomarudzić (liczba rodzajów tetrisowych kształtów jest tam znacznie większa), ale myślę, że nie będą. Skąd ta pewność? Ano stąd, że dzięki zmienności celów punktacyjnych Kartografowie są grą znacznie głębszą, bardziej wymagającą i w mojej opinii znacznie bardziej regrywalną niż Patchwork Doodle.

W kwestii porównań do innych gier z gatunku roll&write wspomniana wyżej gra Uwe Rosenberga pojawiła się tutaj nieprzypadkowo. Jest to bowiem najlepiej znany mi tytuł o mechanice zbliżonej do Kartografów. Osobiście uznałem wyższość Kartografów nad rysowaną wersją Patchworka, tym nie mniej uważam, ze obie gry z powodzeniem znajdą swoich odbiorców. W Patchwork Doodle chętniej zagram z dziećmi lub dla niezobowiązujących, imprezowych rozgrywek, a Kartografów chętniej zaproponuję geekom i wszelkiej maści zapalonym graczom.

Przystępując do recenzji Kartografów nieuniknione wydawało mi się również zestawienie ich z jedną z topowych gier tego gatunku, czyli Welcome to – Miasteczko marzeń. Obie gry łączy element odwracania kart zastosowany w zastępstwie klasycznych rzutów kośćmi, zatem możemy tu mówić o podgatunku zwanym „flip&write”. Uważam, że oba tytuły w bardzo ciekawy sposób wykorzystują wyżej wymieniony mechanizm, poza tym jednak są to dwie zupełnie różne gry. Dotychczas uznawałem Welcome to za niekwestionowanego króla wykreślanek, jednak muszę przyznać, że pojawienie się Kartografów sporo namieszało na scenie i obecnie traktuję oba tytuły na równi. Bez wątpienia Kartografowie wyróżniają się ciekawym elementem interakcji w postaci rysowania potworów na cudzych mapach, jednak osoby stroniące od interakcji w grach mogą docenić bardziej pasjansowy charakter Welcome To. Czyli znowu banał: co komu bardziej pasuje.

W Kartografów (podobnie zresztą jak w Welcome to) może grać właściwie dowolna liczba graczy. Ogranicza nas tylko liczba posiadanych arkuszy mapy, przyborów do pisania i miejsca przy stole, choć po prawdzie da się w te gry grać również na odległość, np. z wykorzystaniem transmisji wideo. Skalowalność w tego typu tytułach jest specyficzna, bowiem charakter rozgrywki praktycznie w ogóle nie zmienia się wraz ze wzrostem liczby graczy. Ta cecha gry z pewnością może być dla wielu graczy dużą zaletą i trudno się z tym nie zgodzić. Gramy we dwoje? Kartografowie będą na pewno dobrym wyborem. Chcemy sobie porysować w gronie sześcioosobowym? Proszę bardzo, czas rozgrywki wcale się nie wydłuży, pudełkowe 30 – 45 jest jak najbardziej realne.

Wariant solo – w starciu z losowością

Osobną kwestią jest natomiast wariant jednoosobowy, który rządzi się trochę odmiennymi zasadami. I od razu mogę pochwalić Kartografów również w tym aspekcie, ponieważ na potrzeby rozgrywki solo, standardowe reguły zmodyfikowane są w bardzo niewielkim stopniu. Wystarczy przyswoić niezbyt skomplikowany algorytm nanoszenia na mapę potworów, gdy te zostaną wylosowane z talii odkryć i… to właściwie wszystko. Możemy grać, a na zakończenie rozgrywki od uzyskanej liczby gwiazdek reputacji odejmujemy pewną sumę punktów zapisaną na kartach królewskich edyktów. Końcowy wynik porównujemy oczywiście z tabelą wyników, aby przekonać się, czy zasłużyliśmy na miano „Legendarnego Kartografa”, czy też „Poplamionego Ochlapusa” (to nazwy skrajnych tytułów za osiągnięty wynik punktowy).

W nawiązaniu do wariantu jednoosobowego Kartografów, chciałbym poruszyć jeszcze kwestię losowości. Trzeba przyznać, że w tej grze potrafi ona w bardzo istotny sposób wpłynąć na wynik końcowy. Dzieje się to głównie za sprawą losowego dociągu kart odkryć, ale w szczególności mają na to wpływ pojawiające się częściej lub rzadziej potwory. W rozgrywkach wieloosobowych nie stanowi to problemu, ponieważ wszyscy gracze jadą na tym samym wózku i mierzą się z tymi samymi przeciwnościami losu. W wariancie solo natomiast częste pojawianie się potworów, może spowodować, że choćbyśmy starali się ze wszystkich sił, dobrego wyniku po prostu nie da się osiągnąć (a zwłaszcza wtedy, gdy wypełnianie królewskich edyktów również idzie nam jak po grudzie).

Nie dziwią wówczas bardzo duże rozpiętości w punktacji końcowej pomiędzy poszczególnymi rozgrywkami: raz udało mi się osiągnąć rewelacyjny wynik 60 punktów (podwojona liczba punktów potrzebna do zdobycia tytułu „Legendarnego Kartografa”), a innym razem zaliczyłem minus 19 punktów (na szczęście wiem, że da się zagrać jeszcze gorzej). Osobiście nie przeszkadzał mi ten losowy aspekt wariantu solo, ale zdaję sobie sprawę, że mogą istnieć gracze, którzy w trakcie dziesiątek (lub setek) rozgrywek lubią „masterować” gry. I im wariant solo Kartografów może nie przypaść do gustu, ale to tylko moje przypuszczenia.

Podsumowanie

Dla tych, którzy dotrwali do końca niniejszego tekstu nie powinno być zaskoczeniem stwierdzenie, że Kartografowie są świetną grą, która po prostu mnie urzekła. Dla tych, którzy scrollowali treść recenzji w poszukiwaniu podsumowania mam również komunikat: tak, Kartografowie są świetną grą. Jeżeli lubicie tytuły z gatunku roll&write, a zwłaszcza, gdy połamaliście już wszystkie kredki grając w Patchwork Doodle i szukacie czegoś głębszego, musicie koniecznie sprawdzić Kartografów. Ja ze swej strony polecam i wracam do kreślenia kolejnej mapy z fantastycznego świata Roll Player.

Plusy
  • solidna jakość wydania
  • interesująca mechanika
  • spora głębia rozgrywki przy łatwych do opanowania zasadach
  • szybka i dynamiczna rozgrywka
  • potwory jako ciekawy element interakcji, przełamujący pasjansowy charakter rozgrywki
  • bardzo dobra regrywalność
Minusy
  • nieposkromiona losowość w wariancie solo czasami może irytować

Ocena: 5 out of 5 stars (5 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Ogry Games za przekazanie gry do recenzji.

Arkadiusz Deroszewski

Game Details
NameCartographers: A Roll Player Tale (2019)
ComplexityMedium Light [1.91]
BGG Rank [User Rating]258 [7.73]
Player Count (recommended)1-100 (1-8)
Designer(s)Jordy Adan
Artists(s)Luis Francisco and Lucas Ribeiro
Publisher(s)Thunderworks Games, Gen-X Games, Grok Games, Hobby World, Ludofy Creative, Mandoo Games, Ogry Games, Pegasus Spiele, Raven Distribution, REXhry and The Wood Games
Mechanism(s)Bingo, Grid Coverage, Line Drawing and Paper-and-Pencil
Arkadiusz Deroszewski