Kemet – pierwsze wrażenia

Nic nie poradzę na to, że Funiverse – ku uciesze fanów – poszło na całość i zamiast dozować nam przyjemności w małych dawkach, od razu zaserwowało całego możliwego Kemeta, czyli podstawkę i dodatki Set i Ta-Seti. Do tego Board Times, bardzo słusznie zresztą, objęło całą tą trójcę patronatem medialnym, a ja jeszcze przed premierą mam nadzieję utwierdzić was w przekonaniu, że to 77 miejsce na BGG nie jest przypadkowe i że dodatki są absolutnie niezbędne, więc przygotujcie się na kemetowy spam. Chociaż właściwie: czy kogokolwiek kto grał w Kemeta w tym przekonaniu należy utwierdzać?

Informacje o grze



Autor: Jacques Bariot, Guillaume Montiage
Wydawnictwo: Funiverse
Liczba graczy: 2 – 5
Czas gry: wg pudełka 60 minut, wg mnie – bliżej 90 minut
Wiek: od 14 lat
Cena: około 150 zł

Kemet.zip

Jeśli nie wiadomo czego się spodziewać (więc przepraszam za spoiler), Kemet zawartością zaskakuje w co najmniej dwóch aspektach: tym, ile tego wszystkiego jest w pudełku i tym, że mimo tego da się w tym pudełku zmieścić jeszcze któryś z dodatków, i to bez wyjmowania wypraski. Bez wypraski spokojnie zmieszczą się obydwa dodatki, ale wszystko będzie latać, a każda z gier ma figurki i kości, czyli komponenty, których zbyt bliskie spotkanie mogłoby skończyć się dla wspomnianych figurek bardzo źle. 

W każdym razie i podstawka, i obydwa dodatki łatwo da się skompresować, ale przy rozkładaniu okazuje się, że ta gra jest naprawdę wielka. Jeśli graliście w Rising sun czy Cyklady, to dla lepszej orientacji: potrzebny wam będzie stół co najmniej tej samej wielkości. Przyda się też zapas woreczków strunowych, bo oryginalnie są w nich tylko kości i figurki a zaufajcie mi: nie chcecie trzymać tej gry bez woreczków.

Względem wykonania nie mam uwag, figurki potworów i jednostek są bardzo ładne i nawet mają trochę szczegółów, kości-piramidy są duże, czytelne i fajnie wygląda to, że są perłowe, kafle po 3 rozgrywkach wyglądają nadal dobrze (ale też w ogóle się ich nie tasuje, więc raczej w takim stanie zostaną). Przyczepię się do ikonografii, która jest zwykle kompletnie nieintuicyjna, a przy takim wyborze kafli nie powinno tak być i mam też mieszane uczucia względem instrukcji, która jest strasznie nieprecyzyjna (chociaż patrząc po forach, to po prostu „urok” tej gry). Za to! Uwielbiam to, że na pierwszej stronie małym druczkiem dopisane jest, że „odniesienia do rodzaju męskiego w takich określeniach jak „gracz”, „przeciwnik” itp są stosowane dla ułatwienia i należy je rozumieć jako odnoszące się także do graczy płci żeńskiej” – to jest przemiłe i patrząc na to, kto robił korektę instrukcji oraz mając w pamięci inne gry z taką uwagą lub instrukcją pisaną neutralnie płciowo chyba wiem, czyja to sprawka. Jasne, że to niczego nie zmienia w grze, ale po prostu jest bardzo miłe i uważam, że należy to podkreślić.

Co do samej zawartości, w pudełku od podstawki znajdziecie:

  • dwustronną planszę (dla 2 i 4 oraz dla 3 i 5 graczy)
  • 48 płytek mocy
  • 7 figurek potworów
  • 35 kart Boskiej Interwencji
  • 5 zestawów po 6 kart walki dla każdego z graczy + 2 karty specjalne
  • 53 żetony Punktów Zwycięstwa
  • 1 złoty i 3 srebrne znaczniki Akcji
  • 1 Indeks Pomocy, w którym opisane są kafle Mocy i karty BI
  • 5 zestawów Piramid w trzech kolorach
  • 5 planszy graczy (plansze mają taki sam układ, różnią się tylko ilustracją)

oraz, w każdym z 5 kolorów graczy:

  • 12 jednostek
  • 5 znaczników Akcji
  • 1 znacznik Punktów Modlitwy
  • 1 znacznik Kolejności

Falstart

Zrobiłam pewien błąd, bo pierwszą w życiu partię w Kemeta zagrałam z dodatkiem Ta-Seti i przez to wiem, czego mi brakuje w podstawce – niekoniecznie w negatywnym znaczeniu, ale po prostu gdybym miała wybierać pomiędzy partią z Ta-Seti a bez, to wybrałabym z, bo gra jest pełniejsza. Nie oznacza to oczywiście, że sama podstawka nic nie oferuje – już bazowy zestaw daje nam możliwość 7 różnych początkowych kombinacji piramid i zakupu któregoś z 48 kafelków (z których tylko kilka się powtarza), a to jest naprawdę sporo. Kart Boskiej Interwencji (czyli kart dających bonusy w różnych momentach gry: Fazie Nocy, Fazie Dnia, podczas Bitwy lub w turze innego gracza) też jest bardzo dużo i przydzielane są losowo, a że dają nam one różne możliwości, to mogą też mieć wpływ na sposób, w jaki gramy.

Jednostki (po 12 w każdym z kolorów)

Pierwsze wrażenia

Chociaż sama podstawka zmusza graczy do walki trochę mniej niż Ta-Seti, to jednak do tych Bitew zawsze prędzej czy później dojdzie i muszę przyznać, że ich mechanika mi się podoba. W podstawowej wersji Kemeta mamy na ręce 6 kart i gdy walczymy, zawsze odrzucamy dwie: jedną, którą „płacimy” i drugą, która określa naszą siłę w tej Bitwie. Poza tym, że może trochę inaczej rozłożyłabym wartości na kartach, bo mam poczucie, że kilka jest zdecydowanie lepszych, a kilka automatycznie są kartami „do odrzucenia”, to uważam, że jest to naprawdę fajne rozwiązanie. Podoba mi się też to, że w Bitwie można nie stracić jednostek, a jeśli ją przegramy to zamiast wycofywać się na inne pole (co z jednej strony pozwala nam zaraz znów odbić to, które zostało nam odebrane, ale z drugiej, jeśli jesteśmy słabi – dać właściwie darmowy punkt przeciwnikowi) możemy też odwołać jednostki z powrotem do własnych zasobów, co broni nas przed drugą możliwością z nawiasu i daje nam dodatkowo 1 Punkt Modlitwy (waluta w Kemecie) za każdą odwołaną jednostkę. No i moja zdecydowanie ulubiona rzecz: rozkładanie akcji na piramidzie na planszy gracza i obowiązek, żeby na koniec tury w każdym rzędzie był co najmniej jeden znacznik akcji. To jest też zresztą sposób, w jaki gra trochę nakazuje nam walczyć: na najwyższym piętrze piramidy do wyboru są tylko akcje „Ruch/Atak” lub „Rekrutacja”, czyli albo akcja defensywna, albo ofensywna. A jeśli już zaczniemy chodzić, to plansza jest na tyle ciasna, że prędzej czy później na pewno natkniemy się na wrogi oddział.

Ciąg dalszy nastąpi…

Tyle na teraz – na razie Kemet zapowiada się jako niezły wstęp do area control, ale dajcie mi w niego jeszcze trochę pograć. Wiele osób pyta o porównanie z Cykladami i dla mnie na ten moment, porównując tylko pierwsze rozgrywki Cyklady + Tytani i Kemet + Ta-SetiKemet bez dwóch zdań.

Na dniach możecie spodziewać się więcej szczegółów o Secie i Ta-Seti – wiem, że są osoby, które bardzo czekają na ten drugi dodatek, więc póki co powiem tylko: jest na co czekać.

Dziękujemy wydawnictwu Funiverse za przekazanie gry do recenzji.

Małgorzata Mitura

Game Details
NameKemet (2012)
ComplexityMedium [3.00]
BGG Rank [User Rating]85 [7.73]
Player Count (recommended)2-5 (3-5)
Designer(s)Jacques Bariot and Guillaume Montiage
Artists(s)Dimitri Bielak, Emile Denis and Nicolas Fructus
Publisher(s)Matagot, Asmodee, Asterion Press, Bureau De Juegos, Crowd Games, Funiverse, Galápagos Jogos, Pegasus Spiele, Rebel and Surfin' Meeple China
Mechanism(s)Action Points, Area Majority / Influence, Area Movement, Card Drafting and Hand Management

Małgorzata Mitura

Znana też jako mitkaplays fanka nawiasów i nieprzyzwoicie długich zdań oraz żywy dowód na to, że są ludzie, którym zwyciężanie w grach planszowych jest tak samo obojętne jak przegrywanie. Graczka od 2017 (od jakiegoś czasu też RPGowiec), recenzentka od 2018 a od 2019 - Developerka gier planszowych w jednym z wrocławskich wydawnictw.

Mówi, że jest area controlowcem, ale 2 spośród 3 jej ulubionych gier nie mają kompletnie nic wspólnego z tym gatunkiem. Zresztą niektóre jej decyzje planszówkowe pozostają zagadką nawet dla niej samej, więc to akurat nic dziwnego.
Małgorzata Mitura