Great Western Trail: El Paso – szybsze, a też dobre. Recenzja

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Gra została przekazana mi bezzwrotnie w ramach recenzji od wydawnictwa Rebel. Wydawnictwo Rebel nie miało wpływu na kształt mojej opinii/niniejszej recenzji.

Oto El Paso, nazywane Słonecznym Miastem. Gdy pod koniec XIX wieku pięć przedsiębiorstw doprowadziło tu linie kolejowe, miejsce stało się ważnym ośrodkiem handlu bydłem. Ranczerzy z Teksasu i Meksyku pędzili do El Paso stada krów, które potem ruszyły dalej w długą podróż na północ, wschód i zachód Stanów Zjednoczonych.

Great Western Trail: El Paso to całkowicie samodzielna, uproszczona gra oparta na mechanizmach znanych z popularnej trylogii o hodowcach bydła. Od razu uprzedzam, że co prawda nie zagrałem w wersję nowozelandzką, ale mimo to Great Western Trail (klasyczny, jak też w wersji argentyńskiej) uwielbiam. Stąd też byłem ogromnie ciekaw, jak uda się sztuczka w odchudzenie oryginału i czy skrócenie całości nie wyjdzie nowemu tytułowi na gorsze. 

Informacje o grze

Uwaga: oryginalny wydawca wydał specjalny pdf z wyjaśnieniem efektów, budynków i pozostałych żetonów

Co w pudełku?

W pudełku – dużo skromniejszym niż wersja oryginalna – znajdziemy przede wszystkim planszę. I tu na chwilę się zatrzymajmy. Plansza jest materiałowa i pozwala to (wg wydawcy) zagrać praktycznie wszędzie. No właśnie nie bardzo. Po pierwsze materiał jest złożony i trzeba będzie ją chyba wyprasować, żeby była idealnie płaska. Po drugie – i tak musimy grać na płaskim podłożu, bo inaczej wszystko się będzie zsuwać. Szczerze mówiąc lepiej sprawdziłaby się sztywna tektura niż nierówny materiał.

Co dalej? Karty, kafle, plansze gracza… No właśnie te ostatnie są nie dość że bardzo cienkie, to jeszcze płaskie (bez tłoczeń). Mamy tu więc przypadek jak w wersji Lacerty, że wszystko tu się może z niej zsunąć. W końcu mamy aż przesadnie wielkiego ranczera do poruszania się po planszy i … tekturowe znaczniki udające drewniane Czy naprawdę nie można było w tym miejscu pozwolić sobie na drewno? Czy to aż tak duża oszczędność? 

Miłym akcentem są pudełeczka na komponenty, dzięki czemu nie potrzebujemy woreczków.

Co nowego, czyli jak to wszystko zostało okrojone?

Great Western Trail: El Paso to gra samodzielna, ale zainspirowana. Silnie zainspirowana dużą wersją. Tak więc mamy tu ciut mniejszą planszę wokół której będą się kręcili nasi ranczerzy. Każda tura to przesunięcie się po planszy, a następnie wykonanie akcji. Najczęściej zatrzymywać się będziemy, by wykonać akcję z budynku (własnego bądź neutralnego).

Ranczerzy będą gonili krowy do El Paso, tak więc to na nich naturalnie warto się skupić. Kupno krów zawsze warto rozważyć. Dodatkowo nie zaszkodzi zakupić jakiegoś budynku (tylko my będziemy mogli wykonać w nim jego akcję). Tu mała zmiana: własnych budynków możemy postawić maksymalnie 2, a przy tym gracze nie mają własnej puli, wszystko jest współdzielone

Skoro Great Western Trail, to musi być kolej. Jednak tutaj tory zostały zredukowane do 4 kart, a na nich przeróżne bonusy. 

Największą zmianą w stosunku do oryginału jest inne zarządzanie pracownikami. Tutaj każdy z nas trzyma karty pracowników pod planszą gracza. Karty będą zużywane przy odpowiednich akcjach. Przykładowo: chcę zakupić kartę krów, mam 2 kowbojów, odrzucam ich na stos kart odrzuconych, płacę 4 monety i kupuję niebieską kartę krowy (która też trafia na stos kart odrzuconych). Gdy na mojej ręce pojawi się znowu taki pracownik, wówczas od razu wykładam go pod planszę, a sam dobieram kolejną kartę do limitu (bazowo 4).

Dodatkowo każdy z pracowników ma swój bonus. Można więc taką kartę odrzucić (jako akcja dodatkowa) i np. pobrać brakujące monety. Mamy tu też pracownika uniwersalnego (jokera), który może posłużyć jako dowolny typ. 

W końcu dojście do El Paso. Tu też nastąpiły zmiany. Nie ma znaczenia, jak duże było moje stado. Za każdym razem otrzymam tylko 5 monet. Za każdym razem otrzymam też kartę krowy Simental. W końcu na podstawie wartości stada zajmuję odpowiednie miejsce na torze. Tak jak w oryginale im wyżej, tym więcej punktów. Niższe wartości pozwalają odblokować troszeczkę słabsze pola na planszy gracza, wyższe – ciut lepsze. Mamy tu dość podobnie, choć planszetka została też uproszczona.

Ostatecznie, gdy skończą się karty krów Simental, gra dobiega końca. Co jest ważne i punktowana na koniec?

  • karty krów (kupione w trakcie gry posiadają wartości punktowe)
  • pracownicy (każdy z nich jest wart 2 lub 3 punkty)
  • wzniesione budynki
  • gotówka (5 monet = 1 punkt)
  • żetony celów i premii
  • wartości z pól przystanków (zajętych przez nasze znaczniki na planszy głównej)

Inne zmiany w stosunku do oryginału:

  • jak widzimy tory są zredukowane i to mocno, nie doszukamy się tutaj żadnych stacji kolejowych ani innych tego typu rzeczy/bonusów
  • nie ma tu też żadnych kafelków przeszkód na planszy
  • podobnie nie ma żadnych opłat za przejście przez budynek innego gracza

Wrażenia

Great Western Trail w wersji El Paso znacznie przyspieszył. Co prawda dalej kręcimy się wokół planszy, ale i plansza jest mniejsza, i obrotów będzie zdecydowanie mniej. W 2 osoby zagramy nawet w okolicach 45 minut. Czy jednak decyzje tu nie będą zbyt proste? 

Zacznijmy od tego, że pewne odczucia z gry pozostają podobne. Cały czas zmagać się będziemy z brakiem gotówki. Podobnie często na rękę dojdą nam nie te krowy. Docierając do El Paso zdarza się, że brakuje nam 1-2 oczek do lepszego pola i musimy wylądować niżej. Tak więc wcale nie jest lekko, choć doświadczeni z GWT gracze będą tu się czuć jak ryba w wodzie. 

Co jest dla mnie osobiście ważne? Że dalej nie ma jednej wiodącej (czyt.: wygrywającej) strategii. Wiadomo: można pójść w krowy. Zatrudnić szybko kowbojów i jak najszybciej lepsze i lepsze krowy. Parę obrotów (nie musimy nawet zbyt często się zatrzymywać) i będzie koniec. Z drugiej strony można zainwestować w budynki. Co prawda ta strategia musi być bardziej przemyślana, bo poszczególne budynki różnią się zdolnościami. Celem może tu być wystawienie najcenniejszego budynku (dającego zresztą 15 punktów). Wiadomo, będziemy to robili krokowo, ale wysiłek może się opłacić. Budynki same w sobie mogą nam zapewnić i krowy, i gotówkę, i inne bonusy. Warto o tym pamiętać. W końcu strategia kolejowa: o dziwo też jest możliwa, choć również warto się zastanowić nad żetonami bonusowymi. Na pewno będziemy musieli tak czy siak dokupić krowy, ale ostatecznie może się to sprawdzić. W każdym z przypadków trzeba obserwować przeciwnika: co robi, co kupuje, jak szybko zamierza skończyć grę. 

W El Paso nie mamy dużej rywalizacji np. o krowy czy o pracowników. Karty te bowiem są w otwartej puli i wszystkie są dostępne. Akcent rywalizacji został tu przeniesiony na budynki. W grze mamy bowiem po 2 egzemplarze jednego budynku i gdy zostaną wystawione, nie ma po prostu do nich dostępu. Po „ulepszeniu” budynku – stary trafia z powrotem do puli i jest znów dostępny do budowania. 

Można więc powiedzieć, że duch oryginalnej gry pozostał, ale całość została okrojona i pozbawiona pewnych aspektów rywalizacyjnych. 

Chciałem tu jeszcze wspomnieć o aspekcie pracowników. Jak już wspominałem, kupujemy ich i od razu możemy wykorzystać. Jednak po każdej akcji, będziemy musieli odrzucić ich karty na stos kart odrzuconych. Nie od razu więc otrzymamy ich z powrotem. Zmienia to troszeczkę strategie i wymusza inne planowanie. Z drugiej strony mamy tu też pracowników uniwersalnych (ciut droższych). Każdy z pracowników ma też bonus tymczasowy, który można otrzymać odrzucając po prostu daną kartę. Przykładowo kowboje pozwalają przesunąć naszego ranczera o 1 pole na planszy. Co to zmienia? Normalny limit kroków to 3, a my chcielibyśmy poruszyć się nieco dalej. Wykorzystujemy do tego kowboja i idziemy krok dalej. Można nawet wydać ich więcej… Podobnie nasz budowniczy: za 2 monety zapewnia nam dodatkowy certyfikat. Mało? Może i tak, ale pozwala to nawet w El Paso (po pobraniu gotówki) zwiększyć jakość naszego stada. 

Podsumowanie

Czy El Paso sprawdzi się, gdy na półce mamy klasyczne Great Western Trail? Jeśli będziemy poszukiwać czegoś szybszego – na pewno. Jeśli chcemy kogoś wprowadzić w dość bogaty świat wypasania krów w świecie Great Western Trail – jak najbardziej. Jeśli jednak szukamy czegoś pokroju „dużych” GWT, to możemy się rozczarować. 

Z drugiej strony do lekkiej rozgrywki jest w sam raz. Nie mamy tu zbyt długiego rozkładania. Nie mamy zbyt wielu zasad. Nie do każdego trafia Great Western Trail, a El Paso ma dużą szansę na dotarcie do takich właśnie sceptyków. 

Ja sam chętnie wyjmę pudełko z „małym” El Paso, co nie znaczy, że nie wrócę przy najbliższej okazji do dużych GWT

Plusy
  • szybki setup
  • płynna rozgrywka
  • krótszy czas gry w stosunku do oryginału
  • wariant solo
  • ciekawe rozwiązania z pracownikami
  • pudełeczka na komponenty
Plusy / minusy
  • w pewnym sensie jest to odchudzony Great Western Trail
Minusy
  • materiałowa plansza
  • kartonowe znaczniki (które imitują drewno)
  • zmniejszona interakcja i rywalizacja o pracowników i krowy

Ocena:

Great Western Trail: El Paso to ciekawa alternatywa dla miłośników oryginału, którzy akurat w tym momencie nie mają zbyt dużo czasu. Mniejsze pudełko oferuje podobne odczucia, a czas gry jest co najmniej o połowę krótszy. Przy okazji ten tytuł może przyciągnąć tych, którzy nie znają wersji oryginalnej, a szukają gry przystępnej, w której jest nad czym pomyśleć.

Dziękujemy wydawnictwu Rebel za przekazanie gry do recenzji.

 

Łukasz Hapka

 

Wesprzyj nas na Patronite i zdobądź planszówkowe nagrody

 

Łukasz Hapka