Majestat: Królewska korona z punktów. Recenzja

Marc André jest autorem kilku gier, z których najbardziej znaną ciągle pozostaje Splendor. Wczytując się w poszczególne zapowiedzi jego nowej pozycji, Majestat, można było odnieść wrażenie, że to gra o podobnym ciężarze i długości. Od razu w świat poleciała plotka, że będzie to Splendor killer.

Dziś nie pozostaje nam nic innego, jak zmierzyć się z tą hipotezą. Co znajdziemy tu nowego? Co wciągającego? A może Majestat to kalka/wydmuszka/… ?

Informacje o grze

Autor: Marc André
Wydawnictwo: Bard
Liczba graczy: 2 – 4
Czas gry: od 20 do 30 minut
Wiek: od 7 lat
Cena: około 110 zł

Jak wygląda Majestat od środka?

Na samym początku warto docenić dopracowane i klimatyczne grafiki. Co prawda, zaraz się okaże, że temat gry jest tak oklepany, jak się tylko da, ale nie zmienia to faktu, że te karty po prostu miło się ogląda. Tak, Majestat to gra karciana. Mamy tu z jednej strony lokacje (taki sam zestaw dla każdego gracza), a z drugiej podwójną talię postaci, które do owych lokacji będą trafiać. Dobrze, że zdecydowano się na mały format kart w przypadku postaci, dzięki temu gra nie zajmuje zbyt wiele miejsca na stole. Z drugiej strony po rozłożeniu lokacji (jedna obok drugiej) przy 4 graczach – może zrobić się ciut ciasno na mniejszych powierzchniach.

Pomijając karty mamy tu też trochę drewnianych pionków, a także całkiem sporo plastikowo-bakelitowych żetonów złotych monet. 

Jakościowo wszystko naprawdę na wysokim poziomie. Szkoda tylko, że pudełko takie duże… I choć mamy tu dość praktyczną wypraskę, to odnosimy jednocześnie wrażenie, że mamy tu naprawdę sporo powietrza.

Zasady

Jako możnowładcy panujący nad jakimiś bliżej nieokreślonymi włościami będziemy tutaj starali się zdobyć jak najwięcej złota. Całość umiejscowiona jest klimatem w średniowieczu. Tak, jak już wspominałem, temat dość często spotykany (Zamki Burgundii, Orlean, Caylus, Dominion).

Całość jest niespodziewanie krótka. Gra zamyka się bowiem w 12 rundach. W każdej zagarniemy do naszych włości jednego z poddanych. Najczęściej wiązać się to będzie z przypływem złota.

Poddani trafiają do konkretnej lokacji (zgodnej z ich kolorem). Każdy z graczy ma ich 7 (plus dodatkowo Szpital na poszkodowanych w czasie konfliktów). Lokacje są dwustronne. Przed rozgrywką należy wybrać, którą stroną danej karty będziemy grali. 

Czyżby to wszystko? Prawie. Każdy ma do dyspozycji robotników (drewniane meeple). Po co? Poddani, których będziemy zbierać, są ustawieni w rzędzie. Pierwsza karta jest do wzięcia po prostu za darmo, za kolejne musimy zapłacić. Dokładamy wtedy za każdą pominiętą kartę owego drewnianego robotnika. Z drugiej strony możemy też ich zbierać – jeśli zabierzemy poddanego z ludzikami leżącymi na nim. 

Wspomniałem o konfliktach zbrojnych. Określenie trochę na wyrost, ale można tutaj zaatakować pozostałych graczy dzięki zbrojnym. Jeśli ktoś nie ma odpowiedniej liczby strażników, wówczas jedna z jego postaci trafia do szpitala. Na szczęście można ją jeszcze wyleczyć. Wszystko dzięki tajemniczym ziółkom czarownicy. 

A co z pozostałymi postaciami? Mamy tu młynarkę, browarnika, karczmarza, królewnę. W zależności od strony lokacji działają trochę inaczej i trochę inaczej łączą się ze sobą. Czasem wzięcie browarnika daje złoto każdemu, kto ma przynajmniej jedną młynarkę…

Gdy każdy zebrał dokładnie 12 postaci, wówczas gra się kończy. Oprócz punktów zebranych w czasie rozgrywki, doliczamy jeszcze 3 elementy:

  1. sprawdzamy, w ilu różnych lokacjach mamy postacie – otrzymujemy w złocie tą wartość podniesioną do kwadratu (a więc maksymalnie 49)
  2. sprawdzamy, kto z graczy uzyskał przewagę w poszczególnych lokacjach (czyli kto miał na poszczególnych kartach najwięcej pracowników) – otrzymuje on punkty wyszczególnione na danej karcie
  3. za każdą postać w Szpitalu tracimy odpowiednią liczbę punktów

Suma wszystkich punktów daje nam ostateczny wynik. Kto zebrał najwięcej złota, zostaje szczęśliwym zwycięzcą.

Wrażenia

Majestat to gra nadzwyczaj krótka. 12 rund mija nie wiadomo kiedy. Trudno to raczej porównać ze Splendorem, który może być i 2 razy dłuższy (czasowo).

Co mamy tu wspólnego? Na pewno kolejne karty pomagają nam się rozwijać. W pewnym sensie w obu budujemy nasz silniczek. Splendor to wyścig po punkty. Ale musimy też cały czas myśleć, w którą stronę idziemy, co chcemy zdobyć, jakie karty punktowe chcemy zgarnąć… Majestat jest prostszy, a wybór często jest ograniczony. Bo przecież na torze kart może nie być karty, która nas teraz interesuje. Budujemy więc z tego, co mamy. 

Losowość więc jest tu niekwestionowana. Może być tak, że w naszej kolejce nigdy nie spotkamy rycerza albo strażnika. I w związku z tym możemy być mocno poszkodowani. 

Jednak prawdziwy sekret gry tkwi tu w umiejętnym wyważeniu punktów zdobytych w czasie gry i tych, które dostaniemy w ostatnim punktowaniu. Premiowane bowiem jest posiadanie poddanych w każdej lokacji. Dodatkowo mamy tu przecież punkty za przewagi w poszczególnych budynkach. Wiadomo, wszystkiego nie uda nam się zdominować, ale powinniśmy skupić się na kilku z nich. 

Jak gra prezentuje się w różnych składach osobowych? Najlepiej moim zdaniem jest w 2 osoby. Mamy wtedy zdecydowanie najwięcej kontroli nad rozgrywką z uwagi na mniej zmian na torze poddanych. Troszeczkę inaczej sprawa przedstawia się w składzie 3- i 4-osobowym. Przy maksymalnym składzie właściwie myślimy nad ruchem dopiero w naszej kolejce. Nie wiemy bowiem do końca, co wybiorą pozostali gracze. Stąd też przy takim składzie mamy najdłuższą i najmniej kontrolowaną rozgrywkę. Dodatkowo zbrojenie się jednego gracza wpłynie najpewniej na wszystkich (atak dotyczy wszystkich pozostałych graczy).

Podsumowanie

Ogólnie, Majestat jest tytułem godnym polecenia. Zadziwiające jest, że w tak krótkim czasie mamy tu całkiem sporo decyzji do podjęcia. Do tego całkiem satysfakcjonujące jest, gdy kolejni nasi poddani generują nam coraz więcej złota. 

Gra oferuje naprawdę sporo – dwustronne lokacje generują różnorodne warunki punktowania postaci i oczywiście różnorodne rozgrywki. 

Do tego mamy tu naprawdę przystępne zasady, dostępne nawet dla 6-latków. Jeśli dodamy do tego świetne wydanie i jakość komponentów, to co otrzymamy? Kolejny hit pana André? Jak dla mnie do hitu jest tu naprawdę całkiem blisko… 

Plusy
  • wydanie (wypraska, ilustracje, grube żetony monet)
  • proste i bardzo przystępne zasady
  • regrywalność – dwustronne lokacje
  • szybka rozgrywka
Plusy / minusy
  • temat
  • interakcja (dla jednych za duża, dla innych za mała)
Minusy
  • właściwie tylko techniczne:
    • trochę za duże pudełko
    • przy 4 osobach może zająć całkiem sporo miejsca

Ocena: (4 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Bard za przekazanie gry do recenzji.

Łukasz Hapka

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaMajesty: For the Realm
AutorMarc André
GrafikAnne Heidsieck
WydawcaHans im Glück, 999 Games, Arclight, Asterion Press, Bard Centrum Gier, Broadway Toys LTD, Devir, Mandoo Games, MINDOK, Z-Man Games
Rok wydania2017
Liczba graczy2 - 4
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 4
Liczba rekomendowana: 2, 3, 4
(42 głosy/głosów)
Czas gry40
Sugerowany wiek min.7 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)8 i więcej
(17 głosy/ów)
Zależność językowaNo necessary in-game text
(2 głosy/ów)
KategoriaCard Game, Medieval
MechanikaCard Drafting, Set Collection
RodzinaAdmin: Better Description Needed!, Forgenext

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Łukasz Hapka

Łukasz Hapka

Jest miłośnikiem gier złożonych. Mimo wszystko sympatią darzy wiele tytułów, niekoniecznie mózgożernych. W kręgu jego zainteresowań są także gry logiczne.
Ulubione tytuły: Race for the Galaxy, Le Havre, Lewis & Clark.
Łukasz Hapka