Okiem "Władcy Areny" – Sebastian G.

Rozpoczynam cykl krótkich, niezobowiązujących wywiadów z osobami, który złapały bakcyla i regularnie projektują gry planszowe. Jedną z takich osób jest Sebastian, który wywołał niemałe poruszenie na forum w temacie poświęconym grze “Władca Areny”.

1) Dlaczego za hobby wybrałeś planszówki?

Grzebiąc w zakamarkach własnej pamięci, dociera do mnie fakt, że od zawsze towarzyszyły mi gry. Każda z tych gier była nowym światem, w który zagłębiałem się bez reszty puszczając wodze fantazji. Symulatory fantastycznych rzeczywistości podanych przez komputery, gry fabularne, bitewne i w końcu planszowe, a każdy jako stymulator wyobraźni. Jak można nie kochać gier, jeśli dają tak wielkie możliwości wypróbowania samego siebie, w tak bezpiecznym środowisku. Planszówki mają jeszcze jedną ważną dla mnie zaletę. Są jak zagadka, układanka, do której rozwiązania zasiadasz z przyjaciółmi gimnastykując logiczne myślenie. Współzawodnictwo też ma oczywiście spore znaczenie, choć do tego trudniej się już przyznać.

2) I skąd pasja ich tworzenia?

Twórczość jest nieodzownym kompanem samorealizacji. Jeśli połączysz elementy, które są twoją prywatną pasją z możliwością tworzenia, jesteś na dobrej drodze do bycia szczęśliwym. To była naturalna kolej rzeczy, że od bliskiego mi grania w gry, przeszedłem do ich tworzenia. Muszę jednak oddać w tej kwestii prym grom fabularnym, które z założenia są tworem nieukształtowanym i urabianym w trakcie rozgrywki. To bycie mistrzem gry nauczyło mnie zabawy formą.

3) Jaki, twoim zdaniem, osiągnąłeś największy sukces w developingu gier? Niekoniecznie musi być to cała gra – to może być pojedynczy element.

Największym moim sukcesem jest oczywiście wywiad z Tobą [! – Matio.K]. Jeśli chodzi o gry, to jestem dumny z tego, że potrafiłem bawić znajomych i siebie samego przy wielogodzinnych partiach spędzonych z moimi autorskimi rpgami i planszówkami.

4) Ile spośród swoich projektów możesz uznać za gotowe?

Od lat zabija mnie i moje dzieła perfekcjonizm, który zmusza mnie do ciągłego wprowadzania poprawek i ulepszeń, zmian i udoskonaleń. Bardzo ciężko jest przy takim psychicznym felerze cokolwiek zakończyć. Przy głębszym zastanowieniu, dochodzę do wniosku, że samo tworzenie jest tym co mnie uskrzydla, więc przedłużam ten etap w nieskończoność. Przyparty do muru przyznam, że obiecałem sobie już nie wprowadzać zmian do „Władcy Areny”, formalnie jest ukończony.

5) Jak według Ciebie wygląda idealna gra planszowa? Uwzględniając, że to subiektywna opinia.

Gdybym poznał idealną grę, prawdopodobnie uśmierciłoby to moje zapędy twórcze. Cieszę się więc, że takiej nie spotkałem. Poza tym jest gra idealna na piątkowy wieczór, idealna na spotkanie przy piwie, idealna do zagrania z czterolatkiem. Rządzi tu chwila i czysty relatywizm przesiany przez tysiące gustów i doprawiony szczyptą nastroju na konkretny tytuł. Aha, moja jest idealna.