Brazil: Świt Imperium. Recenzja

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Gra została przekazana mi bezzwrotnie w ramach recenzji od wydawnictwa Lucrum Games. Wydawnictwo Lucrum Games nie miało wpływu na kształt mojej opinii/niniejszej recenzji.

Po przeczytaniu instrukcji do gry Brazil: Świt Imperium, od razu pojawia się myśl: zaraz, gdzieś to już widziałem. Po chwili udaje się namierzyć w pamięci źródło – widziałem to już w Scythe! Brazil inspiruje się Scythem w sposób dość oczywisty, nie musi to jednak być coś złego – cały gatunek deckbuildingów wyrósł na inspiracji Dominionem, a dziś rynek pełen jest doskonałych deckbuildingów. Jak to więc wygląda w przypadku Brazil?

Informacje o grze


Autor: Zé Mendes
Wydawnictwo: Lucrum Games
Liczba graczy: 1-4
Czas gry: 120 – 180 min.
Wiek: 14+
Cena: 150 zł

Co to jest za gra?

W największym skrócie – Brazil to gra, w której gracze zaczynają ze swoimi stolicami na mapie, a w trakcie rozgrywki będą je rozbudowywać o kolejne budynki, stawiać nowe miasta i rekrutować jednostki bojowe, które pozwolą im podbijać tereny przeciwników. W międzyczasie będą realizować swoje prywatne cele, wylosowane na początku gry, zdobywać specjalne zdolności i eksplorować mapę, skrywającą z początkiem gry trochę tajemnic.

Najpierw rozstawiamy mapę – mamy w instrukcji kilka jej wzorów, dostosowanych do różnej liczby graczy. Każdy gracz dostaje swoją planszę akcji, na której rozstawia swoje budynki i jednostki, losujemy swoje indywidualne cele – i jesteśmy gotowi do gry.

W swojej turze wybieramy jedną akcję, spośród dostępnych na naszej planszetce – rekrutacja jednostki, zakup specjalnej zdolności, budowa (nowego budynku lub nowego miasta), wyprodukowanie zasobów w jednym z naszych budynków, ulepszenie jednej z naszych akcji lub handel.

Po wykonaniu tej akcji mamy zawsze dostępną jeszcze jedną – ruch jednostką. A nawet jeszcze dodatkowy specjalny ruch, tym razem już obudowany pewnymi warunkami – np. ruch tylko na teren leśny, albo tylko do miasta. W sumie więc zrobimy w swojej turze maksymalnie jedną akcję i dwa ruchy.

Omówmy sobie szybko te akcje, bo właściwie składają się one na całość zasad Brazil. Nie jest to skomplikowana gra, po porządnym przeczytaniu instrukcji da się ją nowym graczom tłumaczyć dość szybko i sprawnie.

Więc po kolei – “Rekrutacja”. Płacimy zasobami, zabieramy z naszej planszetki jedną z naszych jednostek bojowych i ustawiamy ją w jednym z naszych miast. Jednostki mogą potem wędrować po mapie, w kilku celach. Po pierwsze: na mapie znajdują się zakryte pola, skrywające różne niespodzianki. Odkrywamy je wchodząc na to pole swoją jednostką. Zdobyć możemy w ten sposób np. dodatkowe zasoby lub punkty na koniec gry. Po drugie: jedna z naszych jednostek – nasz monarcha, musi być obecny na polu na którym chcemy wybudować nowe miasto. I wreszcie po trzecie: jednostki mogą zajmować budynki i miasta innych graczy. Bitwy rozgrywane są bardzo prosto – atakujący zagrywa zakryte karty walki, broniący się zagrywa zakryte karty walki, obie strony odsłaniają to co zagrały, dodają wartość bojową swoich jednostek i lokacji w której się znajdują, zwycięzca zostaje na polu na którym toczyła się bitwa, pokonany zabiera jednostki z powrotem na swoją planszetkę.

Następna możliwa akcja to “Obraz” – czyli zakupienie z dostępnej na środku stołu puli jednego z obrazów, dających nam specjalną zdolność. Możemy dzięki nim np. produkować więcej zasobów w budynkach konkretnego typu, ignorować warunku stawiania budynków albo permanentnie zwiększyć swoją siłę bojową – opcji jest wiele.

“Budowa” – dzięki tej akcji na planszy pojawią się nowe budynki, a z czasem – nowe miasta. Z początkiem gry mamy erę pierwszą, i mamy dostęp do czterech związanych z nią budynków – a każda kolejna era będzie dodawała nam dwa nowe. Budynki mają koszt i wymagania – musimy je postawić na konkretnym rodzaju terenu. Kiedy postawimy nowy budynek – kładziemy na nim od razu produkowane w nim surowce. Budynki stawiać możemy tylko obok już posiadanych na planszy miast lub budynków – dzięki nim nasz teren powoli się rozrasta.

Kolejna akcja to “Reforma”. Kiedy wydajemy surowce z jednego z naszych budynków, w żadnym momencie nie pojawią się tam ponownie z automatu. Musimy wybrać właśnie tę akcję – następnie wskazać jeden z naszych budynków, a znów wyprodukuje on surowce. Ale zanim to zrobi – możemy też zdecydować o jego przebudowie. Wszystkie kafle budynków w grze są dwustronne – zanim odpalimy produkcję, możemy przewrócić kafel na drugą stronę. Jest to czasem pomocne – możemy wybudować tańszy budynek, a następnie, w kolejnych akcjach, przebudować go w droższy, nie ponosząc już kosztu.

Akcja “Rozwój” pozwala nam opłacić koszt jednej z kostek leżących od początku gry na górze naszej planszetki – i przenieść ją na dół, pod jedną z możliwych akcji (tych, które właśnie omawiamy). Dzięki temu odblokowujemy silniejszą wersję tej akcji – np. możemy rekrutować dwie jednostki na raz, lub płacić dowolnymi surowcami przy akcji budowy.

Na koniec jeszcze dwie akcje związane z surowcami – “Port”, pozwalający po prostu wziąć jeden dowolny surowiec, oraz “Handel”, pozwalający na wymianę posiadanych surowców na inne.

Po tym opisie znacie już prawie pełne zasady Brazil.

Brazylia, jak się bawicie?

Moja pierwsza rozgrywka w Brazil nie była sukcesem – graliśmy na trzech graczy i dwóch stwierdziło, że nie mają ochoty wracać do tego tytułu. Mi osobiście gra całkiem się spodobała, ale z pewnymi zastrzeżeniami. Już wyjaśniam.

Zacznijmy może od tego, że wykonanie jest naprawdę super – w większości. Myślę, że moją opinię o tej grze najlepiej oddaje styl wykonania insertu – połowa pudełka to plastikowa tacka z przezroczystą przykrywką, z dedykowanymi miejscami na surowce i budynki. Świetnie! Druga połowa to kartonowa przegródka, tworząca dwa “pojemniki” w które wsypujemy wszystkie pozostałe komponenty gry. 

Tworzy to dziwne wrażenie – połowa komponentów jest dopieszczona, leży sobie wygodnie w dedykowanych przegródkach, a druga połowa wala się w woreczkach strunowych. To dziwne wrażenie towarzyszyło mi potem przez wszystkie rozgrywki.

Uwielbiam kolorystykę Brazil – gra prezentuje się na stole cudownie. Żywe zielenie na planszy, intensywne kolory znaczników graczy, drewniane znaczniki surowców – wszystko to naprawdę cieszy oczy. Z drugiej strony – surowców jest zdecydowanie za mało do rozgrywki na cztery osoby. Bardzo szybko się kończą, a wtedy trzeba je zastępować niezbyt ładnym kartonowym znacznikiem “+1”. Planszetki graczy też są naprawdę estetyczne – ale ustawione na nich budynki skutecznie zasłaniają umieszczone za nimi ikony, informujące o warunkach postawienia tego budynku. Trzy rozgrywane w grze ery mają przypisane kolory – brązowy, srebrny i złoty. W jakiej kolejności? Dla łatwego zapamiętywania – pierwsza jest brązowa, druga złota a trzecia srebrna. Przy każdym plusie Brazil stoi jakiś drobny znak zapytania, jakaś drobna wątpliwość.

A co z samą rozgrywką? Z jednej strony – wszystko jest ok. Bardzo podoba mi się zarządzanie surowcami – żeby wybrać akcję “Reforma” i uzupełnić zasoby na jakimś budynku (albo go przebudować), trzeba najpierw opróżnić go z zasobów które już się na nim znajdują. To stawia przed graczem ciekawe decyzje, karze budować ciąg planów – wyprodukuje te zasoby, wydam je tutaj, a potem uzupełnię.

Podoba mi się rola walki w grze – prawie nie występuje w pierwszej połowie gry, gracze rozbudowują swoje tereny, stawiają budynki, tworzą nowe miasta. A kiedy zbliżamy się do końca – tereny przybliżają się do siebie na tyle, że można spróbować gdzieś ukraść kilka dodatkowych punktów. Ale nie za dużo – kiedy opuszczamy budynek przeciwnika swoimi jednostkami, tracimy nad nim kontrolę, co oznacza, że nie utrzymamy zbyt wielu budynków przeciwnika. Możemy przejąć z jeden, dwa – ale nie zniszczymy całego jego terytorium.

Nie wspomniałem też do tej pory o mechanizmie, który odpala koniec gry. Na początku każdy dostaje trzy karty misji. Ok, konkretnie to sześć – dwie pierwszej ery, dwie drugiej i dwie trzeciej. Potem odrzucamy trzy, tak żeby z każdej ery mieć jedno zadanie. Te zadania są źródłem dodatkowych punktów – ale wyznaczają też upływ czasu. Kiedy jeden z graczy zrealizuje zadanie ery pierwszej – kończy się era pierwsza. Odblokowują się budynki ery drugiej. Tak samo kiedy ktoś ukończy zadanie drugiej ery – kończymy drugą i dostajemy nowe budynki do budowy. Koniec trzeciej ery to jednocześnie koniec gry. Podliczamy punkty i wyłaniamy zwycięzcę.

Zaraz powiem co myślę o tej mechanice, ale najpierw krótki przerywnik pod tytułem:

 

Czy Brazil to Scythe?

Krótka odpowiedź: nie. Na szczęście nie. I niestety nie.

Dłuższa odpowiedź wymaga zagłębienia się w szczegóły. Więc ruszamy!

System wyboru akcji na naszej planszy jest bardzo podobny do Scythe. Nawet z tym detalem, że nie możemy wybrać dwa razy z rzędu tej samej akcji. Ale Scythe wprowadzał dodatkowo ciekawy pomysł – każde pole to dwie akcje, górna i dolna. Czujemy się sprytni, kiedy uda się maksymalnie wykorzystać zarówno górną jak i dolną akcję – czujemy, że to była dobra tura. W Brazil dostajemy jedną akcję. Działa to zupełnie dobrze, po prostu nie daje tej drobnej dodatkowej satysfakcji.

Ulepszenia akcji – przeniesienie kostki z góry planszetki na dół i ulepszenie jakiejś akcji – mega podobne rozwiązanie jak w Scythe. Ale tam zyskujemy na raz dwie rzeczy – zwiększamy skuteczność jednej akcji i zmniejszamy koszt drugiej. W jakiej kombinacji – zależy od nas. W Brazil – ulepszamy jedną z naszych akcji. To ulepszenie nadal jest super – ale jednak, czujemy, że w Scythe było super odrobinę bardziej.

Losowe spotkania obecne w Scythe mają tu formę kafelków ze znakiem zapytania – nie wiadomo co tam znajdziemy. Niestety bardzo często znajdujemy coś zupełnie nam niepotrzebnego – np. na nic nam pole, które dzięki wygranej walce da nam surowiec, jeśli nie mamy jak wygrać tej walki. W przeciwieństwie do scythowych spotkań, które zawsze dają coś wartościowego. Te “spotkania” w Brazil nadal mnie bawiły – ale pamiętam, że bardziej bawiły w Scythe.

I tak dalej, i tak dalej. Brazil jest naprawdę dobrą grą. Ale podobieństwa do Scythe nie wychodzą jej do końca na dobre, ponieważ nie jest tak dobrą grą jak Scythe. Jest trochę wolniejsza, trochę dłuższa, daje trochę mniej wyborów. Rzeczy, które różnią ją od Scythe to jednocześnie te rzeczy, które podobają mi się w Brazil najbardziej. Zarządzanie zasobami, stawianie budynków, ulepszanie budynków, kupowanie obrazów dających specjalne zdolności, walka o miasta w końcowej fazie gry…

Mimo, że to właśnie podobieństwa do Scyhte były w pierwszej kolejności powodem, dla którego zainteresowałem się Brazil – wolałbym jednak, żeby tych podobieństw było mniej. Tylko i wyłącznie dlatego, że nie wydaje mi się, żeby Brazil te zapożyczone elementy ulepszyło. A porównanie trochę odbiera blasku tym elementom Brazil, które są oryginalnymi i naprawdę dobrymi pomysłami.

Druga połowa

Więc wracając do mechaniki trzech er – czy podoba mi się ten pomysł? I tak i nie. Kiedy zaczynamy grę – jest super. Brazil to spora gra, w której jest całkiem sporo do roboty. Karta zadania, która mówi nam – postaraj się mieć dwie jednostki na planszy, dwa wybudowane budynki i trzy obrazy – to dobry drogowskaz. Jeśli nie wiem co powinienem zrobić w danym momencie – realizacja któregoś z celów z karty zawsze jest dobrym pomysłem.

Im bliżej jednak końca gry, tym wyraźniejszy staje się pewien problem – zrealizowanie tej trzeciej karty to jedyny sposób, żeby zakończyć rozgrywkę. Ostatnie tury gry to więc bardzo często przeskakiwanie między dwiema akcjami – potrzebnymi, żeby zrealizować naszą ostatnią misję. W tej turze rekrutacja, w następnej budowa, potem rekrutacja, a potem budowa, potem rekrutacja – itd.

I znów – pewien plus i pewien minus. Z jednej strony – podoba mi się rola walki w tych ostatnich rundach. Zawsze mamy dostępny ruch, w każdej naszej turze. Więc obojętnie co robimy w ramach naszej akcji głównej – nasze wojska będą maszerowały po planszy. Będziemy próbowali ukraść kilka punktów któremuś z graczy. Armie będą się przesuwały na strategiczne pozycje, nawet jeśli nie walcząc – to grożąc potencjalną walką przeciwnikowi. 

Z drugiej strony – w tle będziemy ciągle zapętlać te same akcje, potrzebne do domknięcia rozgrywki. Żeby jeszcze ta ostatnia karta dawała tyle punktów, że da nam to jakąś realną przewagę! Ale nie – daje nam raptem kilka punktów. Co oznacza, że budując jedno miasto – warte zawsze pięć punktów – możemy zyskać podobnie dużo! No ale nie zakończymy w ten sposób gry – więc jeśli odskoczyliśmy trochę w punktach i czujemy, że prowadzimy, naszą jedyną drogą jest dokończenie tej karty misji. Po wszystkim moich rozgrywkach w Brazil – szczerze mówiąc nadal nie mam pojęcia czy ten pomysł mi się podoba, czy nie.

Na pewno nie pomaga fakt, że karty zwyczajnie nie są równe – np. w drugiej erze jeden z graczy może mieć kartę mówiącą: “zrób trzy ulepszenia akcji, postaw jedno miasto i wybuduj dwie plantacje” a drugi: “zrób trzy ulepszenia akcji, postaw jedno miasto i wybuduj dwa dowolne budynki”. Obie karty warte tyle samo punktów, jedna oferująca większą swobodę niż druga – bez żadnego powodu.

Jaki z tego wniosek?

Taki, że mogę polecić przetestowanie Brazil – jest grą, która ma duże szanse się spodobać. W większości świetne wykonanie, sporo naprawdę ciekawych mechanik, dobre skalowanie i bardzo przystępna cena. Bardziej natomiast polecam tę grę osobom szukającym kolejnego tytułu do kolekcji, a nie “TEGO” tytułu do kolekcji. Nie wydaje mi się, żeby Brazil miał potencjał na stanie się czyimś ulubionym tytułem, albo fenomenem na skalę Scythe. Ma zbyt dużo drobnych minusów, drobnych niedociągnięć, drobnych niedoskonałości. Jest natomiast naprawdę dobrą odskocznią – takim nie do końca 4X dla fanów 4X, którzy chcą zagrać w coś krótszego. Takim nie do końca Scythe dla graczy, którym przejadł się Scythe. Takim miksem euro i area control dla towarzystwa w którym są zarówno fani tylko jednego, jak i fani tylko drugiego z tych gatunków. 

Bawiłem się przy Brazil naprawdę dobrze, a głównym minusem, który cały czas najbardziej mnie męczył, było to, że nie jest to jeszcze lepsza gra. Że nie robi pewnych rzeczy chociaż odrobinę lepiej.  Wtedy mogłoby być tytułem naprawdę świetnym. Natomiast jest – naprawdę dobrym.

 

Plusy
  • Kolorowe, porządne wydanie
  • Skalowanie mapy do liczby graczy
  • W miarę proste zasady jak na tak rozbudowany tytuł
Plusy / minusy
  • Podobieństwa do Scythe
Minusy
  • Za mało surowców w pudełku
  • Nierówne karty misji
  • Końcówka grana trochę na autopilocie

Ocena:

Brazil to solidny tytuł, o świetnym stosunku ceny do zawartości pudełka. Niektórym może przeszkadzać raczej wolne tempo rozgrywki, ale jest tu sporo rozwiązań które mogą się spodobać – zarówno fanom area control jak i gier euro.

Dziękujemy wydawnictwu Lucrum Games za przekazanie gry do recenzji.

Marcin Dudek

Game Details
NameBrazil: Imperial (2021)
ZłożonośćMedium [3.04]
BGG Ranking1095 [7.87]
Player Count (Recommended)1-4 (2-4)
Projektant/ProjektanciZé Mendes
GrafikaAdalberto Junio, Isaias Junior, Carlos Eduardo Justino, Vinicius Menezes, Arthur Parisi, Girleyne Costa Ramalho, Victor Sales, Ryan Teo and Tom Ventre
WydawcaMeepleBR, Board Game Rookie, CMON Global Limited, Gém Klub Kft., Geronimo Games, Giant Roc, Lucrum Games, Maldito Games, Midnight Jungle, MUNDUS, Portal Games, Super Meeple, TLAMA games and Низа Гамс (Niza Gams)
MechanizmyCard Play Conflict Resolution, Contracts, Grid Movement, Hexagon Grid, Modular Board, Once-Per-Game Abilities, Open Drafting, Solo / Solitaire Game, Tile Placement and Variable Player Powers
Marcin Dudek