RPG. O mojej podróży tam i z powrotem

Z okazji startu kampanii 7 edycji Zew Cthulhu gra fabularna na wspieram.to zapraszam do tekstu o grach fabularnych (dalej jako RPG). Dla tych, co to o RPG nie słyszeli, lub słyszeli niewiele.
Za kampanię odpowiada wydawnictwo Black Monk.

Czy da się pogodzić miłość do planszy ze snuciem opowieści w wyobraźni? Czy oba typy gier mają coś ze sobą wspólnego? 

Zapraszam do lektury.

 

RPG. O mojej podróży tam i z powrotem

Pałac położony był w środku rozległych kompleksów leśnych. Do najbliższej cywilizacji (czyt. źródła alkoholu) kilka kilometrów.

Niegdyś przepiękna rezydencja bogatego rodu została przerobiona na szkołę mundurową, gdzie młodzi chłopcy zdobywali wykształcenie w ciężkim fachu. W internacie panowała koszarowa atmosfera i rygorystyczne zasady egzekwowane przez konsekwentnych wychowawców.

Czasy to były na swój sposób swojskie, jednak nikt z ówczesnych nie miał do końca rozeznania, co to jest Internet (coś tam kiedyś może przeczytali na ten temat, więcej pewnie wiedział Pan od Informatyki). Telefony komórkowe znane w XXI wieku to było jakieś science-fiction.

Po godzinie 22.00 panowały już ciemności w większości okien, złamanie tej zasady skutkowało dużymi nieprzyjemnościami na następny dzień. Kilku uczniów wymykało się potajemnie, dokładnie nasłuchując kroków wychowawców na rozległych korytarzach. Pojedynczo przemykali na najwyższe piętro zamku, obecnie opuszczone, gdzie w licznych, ciemnych salach stały tylko stare łóżka i wszelkiego rodzaju graty.

Na miejscu był już Wojtek. Właściwie to nikt nie wiedział, po co tam przyszedł. Stół i cztery krzesła, które jakimś cudem miały wszystkie nogi. Na środku stołu świeca, ołówki i kilka kartek papieru. Wszyscy zasiedli, a Wojtek, z tym swoim niesamowicie mrocznym głosem i aparycją kapłana pogańskiego kultu, powiedział tylko – Witajcie…

 

Powyższy opis nie jest sceną postapo z jakiegoś filmu czy książki. Nie jest również scenariuszem czy wspomnieniem wiktoriańskiej Anglii. Jest to relacja z pierwszej sesji RPG, w jakiej brałem udział. Lata 90-te XX wieku, gdzieś na Śląsku…

Szarość lat po transformacji jest niepojęta dla osób wychowanych w XXI wieku. Młodzi ludzie chcieli zachodnich kolorów i rozrywki, kompletnie nieosiągalnej dla większości z nas. Kto nie miał bogatych rodziców, był skazany na raczej ubogie biblioteki i rozrywkę w rodzaju kółek teatralnych i tym podobnych.

Czasami pojawiały się zachodnie gry planszowe przywiezione przez ojców-gastarbeiterów, kolorowe i niesamowite jak na tamte czasy. Nikomu nie przeszkadzało, że instrukcja jest w niezrozumiałym dla nas języku i często brakowało połowy elementów. Graliśmy na własnych zasadach. Dopiero później dostępne zaczęły być gry strategiczne Dragona czy kolejne, bardziej nowoczesne tytuły. Kto grał w Komandosów, do dziś czuje nostalgiczny ścisk w żołądku, gdy widzi obrazek z okładki.

Jedyną odskocznią towarzyską tamtych czasów, taką związaną z grami (nie liczę Eurobiznesu i brydża), były gry RPG.

 

– Wojtek, w co my będziemy grać? Gdzie plansza?

– Tutaj nie ma planszy. Masz tylko kartkę i ołówek.

– Nie rozumiem… mam coś pisać? Rysować?

– Jeśli chcesz…

– To, co mam robić?

– Rozmawiać ze mną i żyć swoim życiem.

– A ty to, kim niby jesteś w tej grze?

– Powiedzmy, że możesz mnie uznać za narratora, czasem sprzymierzeńca lub własne sumienie. Lub boga …

 

Rotacja osób na najwyższym piętrze pałacu była dość spora. Stała grupa szybko się jednak powiększyła, co niestety poważnie zagroziło intymności i konspiracji naszych nocnych spotkań. Ponieważ tylko jedna osoba miała podręcznik i strzegła go jak oka w głowie, nie dając nam go nawet dotknąć, zaczęliśmy szybko wymyślać własne systemy. Jako że nikt z nas nigdy podręcznika nie czytał i kompletnie nie wiedział, o co chodzi, to zaczęliśmy tworzyć mechaniki na podstawie przebytych sesji.

Pamiętam jak dziś, że mój serdeczny wówczas kolega Marcin, stworzył system oparty na grozie i klimatach horroru. Mechanika opierała się na umiejętnościach i ich testowaniu z pewną ciekawą modyfikacją. Każdy pięciokrotnie udany test podnosił umiejętność o jeden. Każdy z nas chciał oczywiście tylko gonić zombie i innej maści upiory. Efekt tego był taki, że stworzyliśmy grind, zanim to w ogóle stało się modne. Nasze sesje polegały na łażeniu po… czymkolwiek i wdawaniu się non stop w bójki byle tylko walczyć i rzucać kośćmi. Ech młodość…

– Dobra, idę kupić miecz.

Wchodzisz do sklepu w centrum podłej dzielnicy niedaleko portu. Widzisz niewielkie pomieszczenie z mnóstwem żelastwa poupychanego w każdy możliwy zakamarek. Za ladą siedzi stary krasnolud, wyraźnie niezadowolony, że przerwałeś mu śniadanie.

– Dobra, kupuje od niego miecz.

– No to kupuj…

– No to kupuje…

– Nie, nie…to nie tak!

Krasnolud patrzy na ciebie spode łba. – Hej ty. Nie uczono cię, że wchodząc, należy się przywitać?

– Dobra, no… Witam się z nim…

– Hej! Język ci urżnęli?! Coś tak zaniemówił? Gadaj czego ci trzeba, albo spadaj i nie zawracaj mi głowy!

– Eeeeee…chciałbym kupić miecz.

– Więc jednak masz język… jaki miecz sobie pan życzy?

 

Po pierwszych doświadczeniach wciągnąłem się na całego. Poznawałem, już na własną rękę, kolejne systemy (Kryształy Czasu, Dzikie Pola w końcu Zew Cthulhu), zaczytywałem się w czasopismach typu Magii i Miecz. Komputery pojawiły się jednak dość szybko, wraz z nimi ukończenie szkoły średniej… RPG odeszło w niepamięć na rzecz elektronicznej rozrywki. Dopiero po latach, jako mąż i ojciec, znudzony już nieco cyfrową rzeczywistością, wróciłem do macierzy. Kolorowych kartoników, kostek, plansz i figurek. Po raz kolejny mogłem uruchomić wyobraźnię wspomagany współczesną technologią i dostępnością wszelkiej maści gier bez prądu. Wciągnąłem się niesamowicie, kolekcja rosła szybko, wiedza o temacie i apetyt na więcej jeszcze szybciej. Podczas jednej z imprez planszówkowych ponownie zetknąłem się jednak z Mistrzem Gry i młodymi adeptami gier wyobraźni. No i wróciły wspomnienia oraz chęć ponownego zgłębienia tematu.

Powrót do macierzy nie był trudny. Sporo wiedzy zostało, a globalna Sieć oferowała wszystko, o czym na początku drogi, 20 lat temu, mogłem jedynie marzyć. Dziś zgłębiam temat równie mocno, jak wieści o nowych tytułach na planszy.

Czy RPG może coś zaoferować miłośnikom elektronicznej rozrywki? Czy może być alternatywą lub uzupełnieniem miłości do planszy i równych rzędów kolorowych pudeł na regale?

 

W przytulnej knajpce w środku miasta spotyka się dwóch dawno niewidzianych kumpli. Różnie toczyły się ich dzieje, jednak miłość do gier zawsze była wspólnym mianownikiem ich wzajemnych relacji.

– RPG? Ten teatrzyk nad stołem? Daj spokój… Jakbyś zobaczył, co ostatnio na KS-ie zamówiłem, to byś spalił te swoje papiery lub pchnął w drugi obieg, żeby kupić Gloomhaven.

Rozmówca, spokojnie uśmiechając się pod nosem, pociągnął długi łyk z kufla.

– Lepiej zamów kolejkę i weź sobie krzesło. Pogadamy…

Czym jest RPG?

To wbrew pozorom niełatwe pytanie. Dla mnie jest ono rozmową. Wspólnym przeżywaniem przygody. Mówiąc językiem planszówkowicza – grą kooperacyjną.

Czego potrzebujesz, aby bawić się w grze RPG? Praktycznie niczego… No dobra, potrzebujesz ołówka i gumki. Choć nawet to zapewni ci Mistrz Gry, jeśli trzeba.

Czy potrzebujesz przebijać się przez instrukcję? Rozkładać elementy gry, by wiedzieć, co autor instrukcji miał na myśli? Segregować elementy i tworzyć setup pod kolejną rozgrywkę? Absolutnie nie! Mistrz Gry jest twoim omnibusem, powie ci wszystko, co powinieneś wiedzieć i poprowadzi od początku do końca.

 

 

 

 

 

 

 

 

No więc super! Zero inwestycji i potrzeby czytania instrukcji. Już samo to (znając ceny gier i instrukcje Ignacego Trzewiczka) powinno cię zachęcić do zainteresowania się tematem.

Jeśli jednak postanowisz zainwestować w podręcznik i akcesoria to jednak jest to pewien koszt. W czym jednak RPG mają przewagę nad grami planszowymi pod tym względem? Kupując grę planszową, kupujesz jeden tytuł. Podobnie jak kupując podręcznik RPG, kupujesz „instrukcję świata”. Do gier planszowych dokupisz do danego tytułu dodatkowe rzeczy (koszulki na karty, insert itp.). Również do RPG możesz dokupić, co tylko dusza zapragnie lub zrobić to samemu… I tutaj dochodzimy do subtelnej, choć istotnej różnicy. Czegoś, co jest jednym z podstawowych kryteriów przy zakupie dowolnej gry, szczególnie planszowej. Regrywalność.

Jak wygląda regrywalność gier planszowych? Różnie, ale jedno jest pewne – jest skończona (pomijam szachy itp.). Jaka jest regrywalność systemu RPG? Porównywalna z szachami… Podręcznik RPG jest jak kurs pisania powieści – potem już tylko maszyna do pisania i własna wyobraźnia. Dostajesz w podręczniku wyczerpujący obraz świata i mechanik. Coś ci się nie podoba? Zmień to i graj po swojemu. Coś się znudziło? Wymyśl co tylko chcesz i graj dalej.

Kolejne ważne pojęcie dla geeka – skalowalność. Jak skaluje się RPG? Skaluje się zawsze i wszędzie. To Mistrz Gry skaluje daną przygodę i jeśli wszyscy chcecie się dobrze bawić, to skalowalność będzie perfekcyjna zarówno dla jednego, jak i dla wielu graczy. Są oczywiście przygody dedykowane pod konkretną lub minimalną liczbę badaczy/bohaterów, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by ją samodzielnie przeskalować. Choć pamiętaj, że samotna wyprawa, by pokonać smoka lub jednego z Przedwiecznych, wciąż może nie być dobrym pomysłem.

Balans – czy zdobycie bezcennego artefaktu będzie możliwe, gdy pilnują go czujni strażnicy w czeluściach niedostępnej twierdzy? Wchodzimy frontem i siłą przebijamy się do skarbca? Chyłkiem przemykamy w cieniach? A może lepiej przekupić kogo trzeba? Czy gdzieś żyje jeszcze budowniczy kompleksu i przed śmiercią wyjawi tajne wejście? Nie ma sprawy. Próbujcie. Ogranicza Was tylko wyobraźnia i cierpliwość Mistrza Gry. W RPG nie ma „jedynej słusznej strategii” ani schematu optymalnego postępowania. Nie ma jednej, decydującej karty, która wchodzi do rozgrywki w idealnym momencie lub układu kolorowych kostek wieszczącego rychłe zwycięstwo, lub porażkę.

Losowość – w grach planszowych często istotna. Są gry skrajnie losowe, gdzie rzut kością decyduje o wszystkim, gdzie misternie budowany plan wali się jak domek z kart z powodu jednego, jedynego rzutu. Są gry „trochę” losowe, gdzie można zapanować (mniej lub bardziej) nad efektem turlania się wielościanu. Są także takie, gdzie losowość nie istnieje, a twój wynik to efekt zimnej kalkulacji i próby zoptymalizowania każdego posunięcia. W planszówkowym świecie są różne stronnictwa. Jedni nienawidzą losowości i każdą losową grę najchętniej spaliliby na stosie, inni ją akceptują w różnym zakresie.

Czy w RPG istnieje losowość? W grach fabularnych poziom losowości jest dokładnie taki jak w realnym życiu. Skoro umiesz jeździć samochodem, to nikt nie każe ci wykonywać testu na odpalenie silnika sprawnego auta. Jednak czasem wywrócić się można i na prostej drodze, czego zimą dobitnie dowodzą szpitalne sale przyjęć, wypełnione zdziwionymi swą niezdarnością, „zwykłymi” przechodniami. Ogromna różnica tkwi w tym, że gracz sam decyduje o tym, w jaki sposób chce zdać dany test. Zarwanie się pod Badaczem podłogi w starym domu nie jest niczym niezwykłym, tylko od ciebie zależało czy stawiałeś kroki ostrożnie… A jak już słyszysz jęk pękających desek, to tylko od Twojej decyzji zależy, czy rzucisz się desperacko do przodu, próbując złapać czegokolwiek, czy też spróbujesz wykonać zgrabne salto i lekko wylądować w wojskowym padzie, jaki ostatnio widziałeś na filmie. Co ma większą szansę powodzenia? Zapewne dokładnie to samo, co miałoby w realnym życiu.

Czy RPG jest dla każdego?

Tak, jest dla każdego, kto chce zagrać. Nie wymagane są do tego specjalne umiejętności. Jednak jest pewna grupa osób, która może mieć z tym problem. Osoby nieśmiałe, mające problem z integracją, ciche i zachowawcze mogą nie wczuć się w ten typ zabawy. A tylko „czując” grę, można z niej czerpać przyjemność. Z drugiej strony może być to dla nich doskonała terapia

Fabularne światy

Tak jak istnieją gusta i guściki dotyczące konwencji w grach planszowych, w rodzaju kocham fantasy, nigdy nie zagram w post-apo, tak samo różnorodne światy znajdziemy w systemach RPG. Światy te są na tyle różnorodne, a możliwości ich kreowania tak nieskrępowane, że właściwie każdy znajdzie jakiś dla siebie. Trudno opisać nawet w skrócie każdy z nich. W jednej z baz RPG wydanych w Polsce znalazłem pond 350 pozycji dotyczących poszczególnych systemów i dodatków do nich. Większość z nich to systemy wydane w oryginale w języku angielskim, następnie tłumaczone na język polski, lub wydawane w oryginale na polskim rynku. Nasz kraj nie wydaje się jakimś wyjątkowym rynkiem pod tym względem, jednak wystarczy spojrzeć na grupy miłośników RPG na portalach społecznościowych. Nie są to może takie liczby, jak na największej grupie miłośników gier planszowych (ponad 28 tysięcy członków), jednak ponad 14 tysięcy miłośników fabularnych światów, tylko na jednej z grup, może robić wrażenie.

Na polskim rynku od lat prym wiedzie kilku wydawców, którzy zapewniają materiały dla miłośników RPG w naszym rodzimym języku. Galmadrin wydał na polskim rynku 6 edycję Zew Cthulhu. Kolejną edycję, której wydanie w języku polskim zainspirowało ten artykuł, realizuje wydawnictwo Black Monk Games. W chwili pisania tego tekstu, w drugim dniu kampanii, zebrano już ponad 200 tysięcy złotych, a projekt nowego podręcznika wsparło ponad 1000 osób. Copernicus Corporation od lat wydaje w Polsce podręczniki i dodatki do świata klasycznego Warhammera, a także Dark Heresy i systemu Klanarchia stworzonego przez polskiego autora. Niedawno wydawnictwo Rebel ogłosiło wydanie w języku polskim klasycznej serii Dungeon & Dragons, jednego z najbardziej znanych światów fantasy. Gliwicki Portal stworzył świat inspirowany swoją znaną grą planszową Neuroshima Hex, której akcja dzieje się w postapokaliptycznym świecie. Lista dostępnych, oficjalnych wydań, jest ogromna, a dochodzą do tego jeszcze setki systemów, światów i dodatków tworzonych przez fanów gier fabularnych w naszym kraju.

RPG w Polsce zyskuje coraz więcej fanów, a plany nowych projektów i wydań wyraźnie wskazują, że wydawcy widzą potencjał na naszym rynku. Dlatego niezależnie od tego jakie światy Cię fascynują, czy to będzie fantasy, czy odległa przyszłość; niezależnie od klimatu jaki jest Ci bliski, od szlacheckiej Polski, przez morskich piratów, po wiktoriańską Anglię, każdy w RPG znajdzie coś dla siebie.

Bracie i Siostro znad planszy! Jeśli nigdy nie grałeś w RPG to najwyższy czas spróbować. Być może Ci się nie spodoba i karta Twej postaci zginie w koszu na śmieci lub znajdzie wieczny spoczynek na Twej półce wstydu. Jednak ze światami gier RPG jest trochę jak z klasykami na planszy. Istnieją i mają swoich fanów, być może więcej niż się spodziewasz. Możesz nie lubić losowości Talizmana, może Cię odrzucać konwencja Neuroshimy Hex, możesz czuć niedosyt po pierwszej partii w Ticket to Ride… ale są to pozycje, w które po prostu wypada zagrać, chociaż raz. Pomyśl o wizji gry, gdzie nie istnieje setup i nie musisz czytać żadnej instrukcji. Pokusa warta spróbowania.

Słowo do młodych nerdów…

Drogi czytelniku. Jeżeli nigdy nie grałeś w RPG. Jeżeli na frazę „gry planszowe” widzisz oczami wyobraźni Monopol i Twoje doświadczenia z grami związane są ze swojskimi zbitkami liter: MMO, DPS, AFK, lag, loot itp., to chciałbym Ci pogratulować. Czego? Że dotarłeś do tego miejsca tekstu! Wierz mi, że dla ludzi Twojego pokolenia jest to momentami niezły achievement. Zadaj sobie pytanie, ile czasu w ostatnich tygodniach poświęciłeś znajomym i rodzinie w realnym świecie. Bez ekranów i klawiatur wszelkiej maści. Tak po prostu, ile poświęciłeś godzin na prostą rozmowę twarzą w twarz? Być może niewiele…

Gry fabularne, oprócz znakomitej rozrywki, dadzą Ci coś dużo cenniejszego. Dadzą Ci czas dla bliskich, taki który wprawdzie już posiadasz, ale jakoś ucieka on między palcami. Czy twój wspólny czas z bliskimi to tylko rozmowy o pracy/szkole lub milczące wpatrywanie się w telewizor?

Pomyśl o bliskich Ci osobach, które siedzą przy wspólnym stole i macie tylko siebie dla siebie nawzajem. Przez kilka godzin nie patrzycie w ekrany, zamiast tego wspólnie przemierzacie lochy, tajemnicze domostwa i zatęchłe biblioteki. Gwarantuje Ci, że po pewnym czasie będziesz z ciekawością szedł na kolejne spotkanie, zastanawiając się, co też dziś dla Was przygotował Mistrz Gry.

Kliknij obrazek i zobacz jak przebiega kampania Zew Cthulhu.


Niech gwiazdy będą w porządku

 

Miłosz 

Miłosz Mazur

Miłosz Mazur

Gra od zawsze. Pierwsze gry robił sam z papieru w szarości lat 80-tych. Z czasem zachwycał się kolorowym światem gierDragona. Potem była przerwa, a po latach zaskakujące odkrycie, że jest coś poza Monopoly i Scrabble. Dziś jest tutaj

Z zawodu leśnik i biolog, nauczyciel akademicki i badacz niewielkich stworzonek, zakochany w swojej pracy. Prywatnie mąż najlepszej z żon i ojciec dwojga, przyszłych wielbicieli planszówek. Miłośnik dymu fajkowego, muzyki metalowej i książek fantasy. Ulubione gry to strategie, tytuły ekonomiczne, cywilizacyjne, generalnie wszystko gdzie można wysilić umysł. Uwielbia karcianki i gry z klimatem. Nigdy nie odmówi gry w: Terraformację Marsa, Znak Starszych Bogów, Eldritch Horror czy Empires: Age of Discovery.
Miłosz Mazur