Yu-Gi-Oh Heroclix Starter, czyli potyczka w klimatach fantasy – recenzja

Pudełko Yu-Gi-Oh Heroclix StarterOglądaliście kiedyś anime „Yu-Gi-Oh”? Ja dotychczas nie – niemniej dla potrzeb tej recenzji zapoznałem się z tematyką serialu. W skrócie opowiada on o graczach, którzy toczą między sobą walki za pomocą przywoływanych przez siebie stworów. Istoty te przywołują ze sobą za pomocą specjalnych kart a walki toczą się na różnych arenach. I tu prosiłbym o wyrozumiałość fanów serialu, to bardzo duży skrót fabuły i zdaję sobie z tego sprawę. W „Yu-Gi-Oh Heroclix” gracze tworzą drużyny złożone z istot występujących w anime – fani zapewne rozpoznają w figurkach ich odpowiedniki z serialu. Jego znajomość nie jest jednak potrzebna do gry, ot po prostu, dla oglądajacych „Yu-Gi-Oh”, gra będzie bardziej klimatyczna i będzie posiadać więcej smaczków.

Zawartość startera Yu-Gi-Oh Heroclix

Zajrzyjmy teraz do startera „Yu-Gi-Oh Heroclix”. Starter to przezroczyste pudełko z sześcioma figurkami w klimacie fantasy. Fantasy to moje pierwsze skojarzenie, jako że anime nigdy wcześniej nie oglądałem. Jest tu więc duży smok, unoszący się na kłębie dymu mag, wojownik dzierżący miecz w swej dłoni. Całości dopełniają trzy zielone potwory” cyklop z maczugą, jaszczur i krzyżówka kota z nietoperzem (no co – takie mam skojarzenia).
Figurki osadzone są na charakterystycznych podstawkach, zawierających współczynniki postaci. Większość z nich zmienia się wraz z otrzymywanymi podczas rozgrywki obrażeniami.

Po bardziej szczegółowy opis figurek odsyłam do unboxingu “Yu-Gi-Oh Heroclix Starter”.

Każda z figurek ma przypisaną do siebie kartę postaci, na której znajdują się jej zdolności, słowa kluczowe do niej przypisane oraz wartość punktową. Karty są czytelne, nie ma na nich nadmiaru informacji dzięki czemu łatwo w trakcie gry znaleźć na nich to czego w danym momencie potrzebujemy.

Oprócz kart postaci w starterze znajdziemy też kartę mocy i zdolności, do której odnoszą się nazwy zdolności z kart postaci. Jest to bardzo prosto rozwiązane. Każda zdolność dotyczy jednego z atrybutów: szybkości, ataku, obrony, obrażeń. Na karcie postaci wydrukowany jest symbol atrybutu w kółku w określonym kolorze oraz nazwa zdolności. To wystarczy by szybko znaleźć opis zdolności na karcie mocy i zdolności. Karta ta zawiera również skrót przydatnych podczas gry informacji, między innymi typy akcji i rodzaje terenów.

Plansza /mapa to dwustronny arkusz papieru podzielony na kwadraty zaznaczonymi różnymi rodzajami terenu. Z jednej strony jej rozmiar mile zaskakuje z drugiej zaś jej grubość rozczarowuje. Wprawdzie jest trochę grubsza i bardziej sztywna od tej znanej z „Summoner Wars” jednak to ciągle jest tylko trochę grubszy papier.

Więcej informacji na temat komponentów gry znajdziecie we wspomnianym unboxingu.

Przed bitwą

Yugi Muto i Seto Kaiba

Yugi Muto i Seto Kaiba

Tak jak każdą rozgrywkę w systemie Heroclix i tutaj zaczynamy od stworzenia drużyny o określonej liczbie punktów. W praktyce nie ma raczej sensu kombinować dysponując jedynie starterem. Wiz Kids dba by we wszystkich zestawach startowych Heroclix dobierać figurki tak, by tworzyły dwie zbalansowane drużyny. Która postać należy do jakiej drużyny można rozpoznać bardzo łatwo po wyrażeniach kluczowych. Na trzech kartach postaci znajduje się wyrażenie kluczowe „Seto Kaiba” na trzech pozostałych „Yugi Muto”. Na marginesie warto zaznaczyć, że to imiona i nazwiska bohaterów serialu, a postacie im przyporządkowane odpowiadają tym, za pomocą których toczyli walki.

Wartość każdej z drużyn wynosi 300 pkt, w każdej znajduje się jedna postać z atakiem dystansowym (Blue Eyes White Dragon i Dark Magican).
Gdy wybierzemy postacie, którymi gramy, rzucamy dwoma koscmi K6 by wyznaczyć pierwszego gracza i przystępujemy do rozstawienia figurek na uprzednio wybranej mapie w wyznaczonym do tego miejscu.

Sedno Heroclix – akcje, czyli trzeba trochę pokombinować

Celem gry jest wyeliminowanie postaci przeciwnika a doprowadzić do tego można jedynie umiejętnie używając dostępnych akcji i wykorzystując zdolności poszczególnych postaci. To co różni Yu-Gi-Oh Heroclix od gier, w które dotychczas grałem to dość ograniczona liczba akcji. Jednym słowem trzeba dobrze się zastanowić, nie tylko jakie akcje przydzielić poszczególnym postaciom, ale też których figurek w danym momencie używać, a które pozostawić bierne by odpoczęły i mogły być aktywne w kolejnej turze.

Za każde 100 punktów wartości drużyny gracz ma do dyspozycji jedną akcję. Grając na 300 punktów mamy więc trzy akcje. Niby wszystko pasuje trzy postacie, trzy dostępne akcje. Tyle że jeśli będę chciał się w jednej turze poruszyć się wszystkim trzema postaciami, w drugiej znów wykonać nimi wszystkimi akcje, to w trzeciej turze żadna z figurek nie będzie mogła nic zrobić. Zasady mówią bowiem, że gdy wykonam daną figurką jedną akcję to zaznaczam, że ta postać ja wykonała, gdy chcę wykonać drugą – figurka ulega forsowaniu (otrzymuje jedno obrażenie), trzeciej akcji już tą figurka wykonać nie mogę. Jedyne co mogę zrobić to odpocząć – w ten sposób po jednej turze bezczynności mogę zdjąć znaczniki akcji z figurki.
No właśnie znaczniki akcji. Nie wiem dlaczego producent wybrał takie rozwiązanie, że sami musimy zdecydować co będzie spełniać ich funkcję bo w zestawie znaczników brak.
yu-gi-oh rozgrywka
Tak więc w czasie rozgrywki musimy decydować, którymi figurkami wykonamy akcję, ile tych akcji wykonamy po sobie, jakie to będą akcje, które figurki pozostawić bezczynne itp. Decyzji jest więc całkiem sporo.

Wykorzystaj zdolności

Kolejny istotny aspekt tej gry to zdolności. Na początku byłem przekonany, że wszystkich zdolności, które są wypisane na karcie postaci mogę używać w dowolnym czasie przez całą grę.

Lektura instrukcji wyprowadziła mnie z błędu. To czy dana zdolność jest dostępna widzimy na podstawce. Jeśli przy atrybucie np. szybkości mamy kwadrat w określonym kolorze to z akcji oznaczonej tym kolorem i atrybutem na karcie postaci możemy korzystać. W miarę odnoszonych ran postać nie tylko zmienia wartość poszczególnych atrybutów ale również traci część zdolności lub/i zyskuje inne. Tak więc dobrze jest pamiętać w jaki sposób zmieniają się współczynniki postaci w miarę odnoszenia kolejnych obrażeń.
Dark Magican Yu-Gi-Oh Heroclix

Zdolności bywają bardzo klimatyczne. Prawdopodobnie też odnoszą się do zdolności, które te postacie miały w serialu. Przykładowo smok ma zdolność Running Shot, która pozwala mu na poruszenie się o połowę wartości ruchu i wykonanie ataku zasięgowego. Jednym słowem odlatuje do przeciwnika i zionie ogniem czy czym tam ten smok zionął w serialu. Po odniesieniu kilku ran traci tę zdolność ale w zamian zyskuje Hypersonic Speed, która pozawala poruszyć się, wykonać atak i kontynuować ruch, jeśli postaci zostały jeszcze punkty ruchu.
Blue-Eyes White Dragon

Pole walki twoim sprzymierzeńcem

Ale nie tylko zdolności wykorzystujemy w grze ale również rodzaje terenu na mapie. Podczas moich rozgrywek najbardziej spodobała mi się mapa parku, zawierająca dużo fragmentów zadrzewionych, oznaczonych jako teren trudny. Cechą tego terenu jest to, ze z jednej strony, spowalniają one ruch, ale z drugiej, pomagają w obronie. Oprócz terenu trudnego na mapach pojawiać się mogą tereny blokujące, wzniesienia i woda. Każdy z nich wpływa na przechodzące przez nie figurki oraz na wykonywanie ataków.

 

Czas na wrażenia

O wykonaniu figurek pisałem już w unboxingu – tutaj wspomnę, że bardzo mi się podobają. Są dużo większe niż te, które miałem w „Runeboundzie”, czy choćby w „Draco” i do tego są pomalowane – tak wiem, że dla niektórych to minus – dla mnie to duży atut. Mimo że nie znam serialu Yu-Gi-Oh! Nie odczuwałem tego podczas gry.
Szczerze powiedziawszy pierwsza rozgrywka nie rzuciła mnie na kolana. Trudno było mi się przyzwyczaić do limitu trzech akcji na turę i maksymalnie jednej akcji na figurkę w turze (plus ewentualnie akcje darmowe) oraz konieczności odpoczywania by móc korzystać w kolejnej turze ze sforsowanej postaci. W praktyce zasady te wymuszają planowanie ruchów na kilka tur w przód, jeśli chcemy oczywiście grać efektywnie.

Na początku jednak nie było zbytnich szans by zaplanować odpowiednie wykorzystanie każdej ze zdolności, ponieważ trudno było zapamiętać, na czym każda z nich polega, więc częste zaglądanie do karty mocy i zdolności było nieuniknione. Na szczęście znalezienie na niej danej mocy było już bardzo proste i szybkie. Warto wspomnieć, że ISA zaczęła dodawać do każdego zestawu startowego dodawać drukowaną, polską instrukcję i kartę zdolności. Niemniej podczas pierwszej potyczki graliśmy raczej na zasadzie podejdź i zaatakuj i tak w kółko i co chwilę trzeba było sobie przypominać, że nie mogę podejść do przeciwnika i zaatakować go w tej samej turze (bez użycia specjalnej zdolności). Finezji w tym żadnej nie było, raczej przypominało to walenie się maczugami po łbach.

Kolejne rozgrywki zmieniły jednak swój charakter. Część zdolności już pamiętałem, zacząłem przyglądać się baczniej jakie zdolności maja aktualnie figurki przeciwnika, przeliczać możliwości jego ruchu i zasięgu ataku dystansowego. Jednym słowem zaczęły sprawiać coraz więcej frajdy i zmuszać do planowania. Losowość przy ataku wprowadza pewną dozę niepewności bo zazwyczaj daje się tylko przewidzieć czy prawdopodobieństwo powodzenia jest mniejsze czy większe, ale dzięki temu są emocje. Poza tym losowości jest tu w sam raz. Na pewno nie determinuje ona wygranej i przegranej.

Yu-Gi-Oh Heroclix to gra posiadająca proste zasady, które dają bardzo dużo możliwości podczas rozgrywki. Na pewno nie odkryłem ich jeszcze wszystkich dlatego, po kolejnych potyczkach prawdopodobnie pojawi się kolejny tekst, szerzej opisujący kolejne wrażenia z gry.

Plusy
+ ładne, stosunkowo duże, pomalowane figurki
+ duża dwustronna mapa
+ instrukcja zawierająca zasady podstawowe (możliwość szybkiego rozpoczęcia uproszczonej rozgrywki) i zaawansowane
+ proste zasady
Minusy
– mała wytrzymałość planszy
– brak znaczników akcji
– brak pudełka na przechowywanie zawartości startera

Ocena gry: 4 out of 5 stars (4 / 5)

 

Dziękujemy wydawnictwu ISA za przekazanie gry do recenzji i zachęcamy do zapoznania się z ofertą produktów Heroclix na stronie wydawnictwa.

 

Krzysztof Pilch

Lubi gry planszowe z klimatem, nie cierpi sucharów, choć nie znaczy to, że nie gra w euro. Fascynacja nowoczesnymi planszówkami zaczęła się u niego od „Dungeoneera” i gry przygodowe ciągle są mu bliskie.
Krzysztof Pilch