Village / Pokolenia – rzut okiem

Gra, która zdobyła uwagę świata miniaturowymi grobami dla meepli – drewnianych pionków będących odzwierciedleniem ludzi. A która to sama w sobie okazała się być dobrą grą w kategorii worker placement i … zasadniczo nic więcej. Ma tą nośną tematykę życia w wiosce, której potencjał został trochę zmarnowany, bo stanowi tylko tło dla procesu optymalizacji kosteczek i gromadzenia punktów zwycięstwa. Wielka szkoda, bo pierwszą rzeczą jaka przyszła mi do głowy po tym, gdy ujrzałem tytuł, było ów wioską wspólne zarządzanie. Produkcja zboża z którego mógłby skorzystać inny gracz, walka o pozycję burmistrza, który ustanawiałby dekrety … Tego wszystkiego tutaj brakuje – niestety. Wszystko sprowadza się tylko do tego, by pamięć o naszym rodzie była jak najlepsza, czyli suto punktowana.

Co co dostaliśmy nie odróżnia się w zasadzie w prawie żadnym stopniu od sztandarowych gier z gatunku. Jest jednak jedna różnica, która wybija ją z tłumu, a mianowicie to, iż nasi “robotnicy” prędzej, czy później umierają. Starszyzna ma pod tym względem pierwszeństwo, więc warto na to uważać, gdy bierzemy pod uwagę fakt, że np. pewne pola dają punkty dopiero po zakończeniu zabawy. Drugim fajnym elementem jest wybór ścieżki kariery naszego członka rodu. Jeśli raz wyruszy w podróż, nie zostanie już rzemieślnikiem. I vice versa. Ale dość chwalenia. Czas poznęcać się nad tym czego w grach nie lubię najbardziej, czyli losowości. Jeśli się, bowiem uprzeć i wszystko przeliczać, okaże się, że mamy dość wąskie pole do manewru, bo nie sposób przewidzieć jakie kostki pojawią się w przyszłej rundzie. A to właśnie one uruchamiają ciąg przyczynowo-skutkowy w postaci akcji. Chcę przez to powiedzieć, że ów element czyni grę zabawę dalece odbiegającą od mózgożernego “Caylusa”, a jest raczej świetnym wstępem do gatunku worker placement. I jeśli tak właśnie odebrać grę, można uznać, że swoje zadanie spełnia znakomicie.


Źródło