Slavika 2 – rzut okiem

Pierwszą część miałem PRZYJEMNOŚĆ recenzować tuż po jej premierze, a później bronić. Dlaczego napisałem to dużymi literami? Aby podkreślić po której stronie barykady stoję. Grupy są bowiem dwie – jednym przypadła do gustu, drugim … nie – delikatnie mówiąc. To co obie te grupy łączy to zainteresowanie nadchodzącym dodatkiem, który dumnie nosi liczbę 2, która błędnie sugeruje jakobyśmy mieli do czynienia z następcą. Otóż tak nie jest, bo poprawia [tylko?] pewne budzące mieszane uczucia rozwiązania i dorzuca nieco nowości, które jednak nie odbiegają bardzo od podstawowych założeń.

+ Chyba każdy, włącznie ze mną, narzekał na losowy czas zakończenia rozgrywki. Bywało, że dłużyła się w nieskończoność, albo wręcz kończyła się po chwili. Tym razem czas będzie bardziej stały, a co ważniejsze przewidywalny. Autor rozwiązał to, dzięki umieszczeniu na krainach symboli upływu czasu. Bywają na nich wartości wyższe, bądź niższe, a po rozpatrzeniu przesuwają o tyleż wskaźnik, przybliżający nas do zakończenia zabawy.

+ Narzekano na brak zróżnicowania poszczególnych rodów. Otóż koniec z tym. W dodatku pojawiły się dwa nowe, które posiadają postaci z unikalnymi umiejętnościami. Wprowadza to rozgrywkę na nowy poziom, bo wymusza lepszą znajomość kart i pogłębia samą kwestię bohaterów. Owe frakcje to: chrześcijanie i poganie. Co ciekawe, ta pierwsza grupa nie otrzymuje punktów za pokonywanie potworów, ale nawracanie pozostałych graczy [nasza karta ma mieć wyższą wartość niż sąsiednia należąca do innej osoby w tym samym rzędzie].

+/- Zbieranie klejnocików [widzicie je na fotce]. Osoba, która ma największą siłę w krainie, wybiera jeden z nich jako pierwsza. Na końcu gry premiowane jest posiadanie klejnotów zgodnie z zasadą “im więcej różnych, tym lepiej”. Jest to jedyna z zasad, której implementacji nie do końca pojąłem.

+ Każda kraina posiada odrębne cechy. O ile wcześniej nie były znaczące, o tyle teraz BARDZO wpływają na zabawę. Co więcej jest ich kilkanaście i każda z nich jest drastycznie inna.

+ Kilka nowych potworów, które nie ograniczają się wyłącznie do wartości liczbowych, ale posiadają interesujące zdolności. Choćby taka “dziwożona”

+ Autor rozważa wariant SOLO, ale to nic pewnego.

+ Można mieszać z podstawką, ale zasady jeszcze się klarują.

Na chwilę obecną jestem przekonany, że malkontentów to nie przekona, bo zasadniczo rdzeń zabawy się nie zmieni, ale wszystkim pozostałym bardzo zabawę odświeży i poprawi to, co dotychczas w niej dokuczało. Marcinie – trzymam kciuki