Pędzące ślimaki. Trylogia Knizii? Recenzja

Pędzące ślimakiPędzące żółwie chyba znacie? Właściwie, to któż ich nie zna? Jakiś czas temu pisaliśmy o Pędzących jeżach. Autor ten sam. Ilustracje od tego samego grafika. W Polsce za wszystko odpowiada Egmont. Dziś recenzujemy Pędzące ślimaki – trzeci tytuł z „pędzącej” serii. Czy to koniec trylogii? A może to dopiero początek? Co różni poszczególne tytuły?

W Pędzących żółwiach – chyba najprostszych w serii – zarządzaliśmy kartami na ręce, by jak najszybciej doprowadzić naszego żółwia do mety. W Jeżach – nikt nie miał przypisanego konkretnego koloru do siebie. To karty na ręce przynosiły nam punkty w zależności od pozycji poszczególnych kolorów. Poza tym jeże nie właziły na siebie.

A co mamy w ślimakach? W skrócie: każdy ma 2 „swoje” ślimaki, a ich ruchem zarządzają kostki. Nie ma więc obaw – to nie jest odgrzewany kotlet. Oprócz tego mamy też kilka smaczków w trakcie gry. Ale po kolei…

Wykonanie

Mamy serię, a więc jak już wspominałem za wszystko odpowiada ten sam autor – Reiner Knizia (jeden z bardziej znanych projektantów gier). Mamy też tego samego ilustratora – Rolfa Vogta. Pudełko też ma takie same rozmiary jak poprzednie gry z serii.

Co znajdziemy w środku? Dużą, składaną na 3 planszę:

Spora plansza. Ślimaki już czekają, by ruszyć w bieg.

Spora plansza. Ślimaki już czekają, by ruszyć w bieg.

Mamy też ślimaki w 5 kolorach – spore, drewniane, dobrze wykonane. Są tu też kostki: podobnie w 5 kolorach – wyjątkowo nie są drewniane, więc mają też porządną ciężkość Do tego wszystkiego są karty określające, które ślimaki będą dla nas punktować (jak nigdzie musimy je „powyciskać” z wypraski), a także zestaw żetonów z punktami.

Poza kartami, które jak na grę dla dzieci są zdecydowanie za cienkie (czemu nie zdecydowano się na twarde żetony), właściwie nie mam uwag co do wykonania. Ślimaki na swoim torze wyglądają bardzo ładnie. Owszem, kolory na planszy są dość stonowane, ale to raczej celowy zabieg wprowadzenia „klimatu późnej jesieni”.

Jak ściga się ślimak?

Ślimaki i ich kostki

Ślimaki i ich kostki

Jak już wspomniałem, na początku gry otrzymujemy jedną kartę, która określa, jakie 2 ślimaki (kolory) będą dla nas punktować. Jak w Pędzących żółwiach informacji tej nie ujawniamy.

Pierwszy gracz (który ostatnio jadł/zbierał grzyby) rzuca wszystkimi 5 kostkami. Każda z nich odpowiada ślimakowi w danym kolorze. Gracz wybiera jedną kostkę i wykonuje odpowiednim ślimakiem ruch:

  • wartości 1-5 – przesuwamy ślimaka o tyle pól do przodu, następnie odkładamy wybraną przez nas kostkę
  • ikonka ślimaka – przesuwamy ślimaka o 2 pola do przodu (danej kostki nie odkładamy)

Następny gracz bierze pozostałe kostki, przerzuca je, wybiera jedną kostkę itd. Gdy gracz otrzyma tylko jedną kostkę, bierze wszystkie 5 i nimi wykonuje ruch.

Mamy tu też troszeczkę inne działanie, gdy ślimak wejdzie na pole z innym ślimakiem: przepycha wtedy wszystkie o 1 pole do tyłu. Następnie do gracza, który to spowodował wędruje tyle punktów, ile ślimaków przepchał. Dodatkowo mamy na planszy pola z grzybkami: za wejścia na takie pole gracz otrzymuje jeden punkt. Na grzybkach nie ma jednak przepychanek.

Grzybkowe punkty

Grzybkowe punkty

Gramy tak do momentu, gdy jeden ze ślimaków dotrze do ostatniego pola. Gracz, który to spowodował, otrzymuje jeszcze jeden punkt. Następnie sprawdzamy, kto za jakie ślimaki otrzyma punkty (odkrywamy nasze karty).

Za pierwszego ślimaka (który właśnie doszedł do mety) gracz, który posiadał jego kartę otrzyma 5 punktów, za drugiego w kolejności – 2 punkty i za ostatniego (!) – 3 punkty.

Sumujemy punkty ze wszystkich naszych żetonów – kto zebrał ich najwięcej wygrywa.

Warianty!

  1. Rozgrywamy 3 partie i sumujemy z nich punkty.
  2. Ślimak na kostce oznacza, że ślimak w danym kolorze ma cofnąć się o 2 pola. Poza tym kostka taka jest normalnie odkładana. Po takim cofnięciu za przepchnięte ślimaki nie otrzymuje się punktów, za cofnięcie na grzybek – także nie ma punktów.

Wrażenia

Karty ślimaków

Karty ślimaków

Duch Pędzących żółwi wiecznie żywy! Wyścig zdecydowanie odczuwalny. Dodatkowo, w podstawowym wariancie, poza spychaniem się do tyłu nie ma właściwie cofania. I choć plansza jest znacznie dłuższa niż w Żółwiach (18 pól w Ślimakach na 9 pól w Żółwiach), to rozgrywka przebiega dość szybko (ok. 20 minut). Efekt ten jest też spowodowany innym zarządzeniem ruchem. Kostki potrafią nieźle rozpędzić nasze ślimaki. Wcześniej mieliśmy jedynie karty, które przesuwały czy to żółwie czy jeże o maksymalnie 2 pola. Tu kostki mają wartości od 1 do 5.

Rozwiązanie z pulą kostek wymusza na nas w miarę równomierny wyścig. Owszem, ktoś może wysunąć się na prowadzenie, jednak kostka każdego (prawie) ze ślimaków będzie aktywowana. Nie będzie więc tak, że w każdym ruchu przepychać będziemy tylko „nasze” gastropody.

Do biegu... gotowi...

Do biegu… gotowi…

Poza tym punktacja „pozwala” nam zawalczyć o ostatnie miejsce, które jest cenniejsze niż miejsce 2-gie. Dziwne? Z pewnością ciekawe. Możemy więc czasem zostawić innym pierwsze miejsce, by na spokojnie być na ostatniej pozycji, a przy okazji trochę punktów uzyskać po drodze z przepychanek i stawaniu na grzybkach.

To właśnie te punkty „po drodze” dają kolejny smaczek rozgrywce. Dobrze poprowadzona gra i zarządzanie kostkami pozwoli nam mimo niepomyślnych rzutów dla „naszych” ślimaków – na zwycięstwo. Wystarczy bacznie obserwować, gdzie i kogo możemy przepchać. W końcu za to też są punkty.

To wszystko sprawia, że Pędzące ślimaki nie są tylko prostą grą dla dzieci. Mamy tu kilka naprawdę sprytnych i przemyślanych mechanizmów. Oczywiście, dla dzieci będzie to również świetna zabawa. Kostki, duże drewniane i wytrzymałe elementy, element wyścigu…  Zgodnie z pudełkiem, już 6-latki dadzą sobie spokojnie radę. Wiadomo, nie wszystkie mechanizmy będą dla nich od razu jasne, ale z czasem… No właśnie, Ślimaki z czasem poznaje się lepiej. Przepychanki, wykorzystywanie grzybków… Nie jest to oczywiście zbyt złożona strategia, ale ważne, że gra ma kilka wymiarów. Nie tylko bowiem liczy się, kto pierwszy… Z czystym sercem polecam grę nie tylko dzieciom i rodzinom. Pędzące żółwie dawały poczucie, że to od początku do końca gra dla dzieci. Tu właściwie od początku czujemy, że każdy ruch może być ważny, że tu jest trochę więcej kombinowania.

Liczymy końcowe punkty

Liczymy końcowe punkty. Żółty ślimak – 5, niebieski – 2, fioletowy – 3

Ciekawy jest też element „współpracy”. Każdy bowiem ma na swojej karcie 2 ślimaki (tj. 2 kolory). Ktoś inny może mieć na karcie także nasz kolor. Tu właśnie może powstać taka niejawna współpraca. Dobrze oczywiście w porę wyłapać, kto jest po naszej stronie i „którego” ślimaka pcha do przodu. Oczywiście, im więcej osób, tym szansa, że ktoś ma jednego z naszych ślimaków jest większa. Przy mniejszej liczbie graczy, każdy może działać na własną rękę. Powiedzmy, że potraktujmy to jako niewielki problem ze skalowalnością

Warto też zatrzymać się przy wariantach: 3 rundy nie robią właściwie żadnego wrażenia. To samo mieliśmy w Jeżach. Wiadomo, lepiej zagrać 3 razy i „wyśrodkować” wynik, niż narzekać na losowość. Mamy też wariant z innym traktowaniem ikonki „ślimaka”. To już jest totalna jazda. Cofanie, cofanie i cofanie. Rozgrywka się wydłuża, robi się bardziej złośliwa. Ale też oczywiście jest ciekawiej. Czy to się wam spodoba? Czy wolicie bardziej charakter familijny? Tu już macie możliwość wyboru.

Podsumowanie

 

Zacięta końcówka

Zacięta końcówka

Pędzące ślimaki to godna polecania gra familijna. Nie dlatego, że ma w tytule „pędzące” lub że kojarzy się z Żółwiami. Nawet gdyby ta gra otwierała serię lub miała zupełnie inny tytuł, dalej byłaby po prostu dobra. 

Pewne nawiązania i podobieństwa niewątpliwie znajdziemy. Mimo wszystko nie są to gry takie same. Powiem więcej, pomimo obecności na półce Żółwi, warto, by obok stanęły Ślimaki. Mamy tu bowiem i ciekawie rozwiązane zarządzanie ruchem, i ciekawy wariant (z bardziej interakcyjną rozgrywką), ale też zdobywanie punktów w trakcie rozgrywki.

To wszystko sprawia, że „gramy” cały czas. W Żółwiach poniekąd nie musieliśmy się wysilać na początku. Dopiero, gdy przychodziła końcówka, trzeba się było sprężyć (tak w skrócie). Tu każdy ruch może przynieść nam punkty. Warto więc każdy przemyśleć. Tak, mamy tu trochę więcej do pokombinowania niż we wcześniejszych tytułach. A do tego walczymy o punkty dla aż 2 ślimaków.

Masz Żółwie? To czas ma Ślimaki! Nie masz? Hmm… 

Plusy
  • ciekawie rozwinięty pomysł z Żółwi
  • każdy ruch może przynieść punkty – nie tylko wynik końcowy
  • ostatni też punktuje
  • warianty rozgrywki
Plusy / minusy
  • kolorystyka 
Minusy
  • bardzo cienkie karty
  • plansza jest dłuższa niż w Żółwiach, zwłaszcza przy wariancie z cofaniem dzieciom może się ciut dłużyć

Ocena: 4 Stars (4 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za przekazanie gry do recenzji.

Łukasz Hapka

Tę i wiele innych gier możesz kupić w dobrej cenie w sklepie naszego partnera – planszostrefa.pl.

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaPędzące Ślimaki
AutorReiner Knizia
GrafikRolf Vogt
WydawcaEgmont Polska
Rok wydania2016
Liczba graczy2 - 5
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 5
Liczba rekomendowana: 2, 3
(2 głosy/głosów)
Czas gry20
Sugerowany wiek min.6 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)5 i więcej
(3 głosy/ów)
Zależność językowaNo necessary in-game text
(4 głosy/ów)
KategoriaAnimals, Children's Game, Dice, Racing
MechanikaRoll / Spin and Move
RodzinaAnimals: Snails

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Łukasz Hapka

Łukasz Hapka

Jest miłośnikiem gier złożonych. Mimo wszystko sympatią darzy wiele tytułów, niekoniecznie mózgożernych. W kręgu jego zainteresowań są także gry logiczne.
Ulubione tytuły: Race for the Galaxy, Le Havre, Lewis & Clark.
Łukasz Hapka