Relacja z Board Manii, przecieki z Portalu.

boardmania-baner-1000x300_+ALTER

 

Z uwagi na kilka wakacyjnych wyjazdów (szczególnie w weekendy), nie dane mi było zbytnio zakosztować Board Manii, której jako serwis patronowaliśmy. No, trudno… Ale na samą końcówkę – weekend z Portalem – przybyłem.

Board Mania, jak pewnie już wszyscy wiecie, to dość szczególny festiwal. Główne wydarzenia mają miejsce w weekendy, zaś w dni powszednie jest możliwość grania w gry z biblioteczki. I tak np. w pierwszy weekend gościliśmy Polish Publishing League. Ale przejdźmy do konkretów, Portal (a właściwie Ignacy z rodziną) był obecny już w piątek. Co prawda liczba grających jakoś nie powalała, ale dawało to możliwość wypróbowania jedną z nowości. 

Na pierwszy ogień poszli więc “piraci”, czyli Statki, łupy, kościotrupy (a właśc. Rattle, Battle, Grab the Loot). Do czynienia mieliśmy z wersją angielską, czyli taką bardziej podrasowaną – z metalowymi monetkami etc. A jak sama gra? Wszystko tłumaczył nam sam Ignacy. Po kilku zdaniach wstępu już mogliśmy zaczynać. Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi, to każdy prowadzi flotę pirackich statków (czyli 4 kostek) i stara się wygrywać bitwy, zbierać skarby, a za te skarby w porcie wynajmować załogę, dokupować dodatki do statków etc. Wszystko wygląda bardzo ładnie, wręcz bajkowo. Jak się jednak okazało, większość gry spędzamy na rozstrzyganiu bitew. Cała gra jest podzielona na etapy, a każdy etap to 1-3 przygody. Przygody zaś to w większości bitwy. Do każdej z nich bierzemy statki (czyli kostki) wszystkich graczy, a także statki neutralne. Następnie wszystkie rzucamy do pudełka. Tam rozgrywać się będzie bitwa. I nagle… z prostej gry rodzinnej robi się jakaś taka skomplikowana. Statki neutralne albo wybuchają, albo strzelają, albo jeszcze coś… A nasze mogą się ruszać, strzelać, etc. W tym wszystkim sprawdzamy zasięgi (kartą), a czasem trzeba się też posłużyć linijką. Przy większej liczbie kostek to naprawdę może potrwać. A efekt i tak często uzależniony jest od tego nieszczęsnego rzutu. Wiem, że Ignacy od początku deklarował, że to gra dla dzieciaków, z zabawą, frajdą, pure fun, ale ten fun nie jest niestety dla mnie. Fajne dla mnie było wpływanie do portu i różne zakupy: fajne są rozszerzenia, czy dodatkowa załoga. Ale te bitwy… Ostatecznie nie skończyliśmy gry, przerwaliśmy mniej więcej w połowie scenariusza. Po prostu dłużej nie mieliśmy siły. Zwłaszcza, że na wiele rzeczy nie mieliśmy tu wpływu.

Na drugi ogień poszedł Istanbul. O tej grze pisaliśmy już kilka razy. I choć gra wydawana jest w serii 2Pionki, to jednak gracz docelowy musi być raczej graczem zaawansowanym. Przede wszystkim musimy ogarnąć trochę zasad, zwłaszcza, że lokacji w grze mamy kilkanaście. Większość lokacji ma różne działania. Do tego wszystkiego trzeba dodać specyficzne poruszanie się po planszy (przypominające niewątpliwie inną grę Dorna – Genuę). 

W grze żonglujemy 4 rodzajami surowców i pieniędzmi, by ostatecznie zdobyć rubiny (punkty zwycięstwa). Kto pierwszy zdobędzie ich 5, wygrywa. Miejsc, gdzie możemy zdobyć rubiny, jest kilka, ale nie wydaje mi się, by wszystkie były jednakowo wykorzystywane w każdej rozgrywce. Tak czy siak, Istanbul to wyścig. Trzeba się spieszyć, by być o krok przed innymi. Gra premiuje dodatkowo zajmowanie pól przed innymi – kolejny gracz chcąc wykonać akcję w miejscu, gdzie jesteśmy, musi nam zapłacić. 

Podsumowując – dobra eurogra, która jednak wymaga ogrania i raczej nie nadaje się jako “standardowa” gra rodzinna.

Drugi dzień z Portalem to sobota. O 11:00 rozpoczął się wywiad z Ignacym Trzewiczkiem. Na sali kilkanaście osób. Ignacy z początku opowiadał o nowościach: dodatku do Imperialnych Osadników, Tides of Time, Welcome to Dungeon, Szalonych zegarkach, Wesołej farmie, Rattle, battle… Śledząc na bieżąco nowinki portalowe, nie dowiedziałem się niczego nowego. 

Różnych ciekawostek można było się dowiedzieć w czasie pytań z sali. I tak:

  • w tym roku na Essen dostępna będzie angielska wersja dodatku do Dziedzictwa. Co nowego tam znajdziemy? Gracze będą dysponować talią rodu. W niej znajdować się będą nasi rozmaici kuzyni i krewni. Do gry wejdzie dodatkowa faza (negocjacyjna), gdzie będziemy mogli innym graczom oferować/wciskać naszych krewnych. Każdy krewny to oczywiście jakiś bonus. Inny gracz przyjmując do rodu naszego człowieka jest nam jednak winny przysługę. Możemy dzięki temu w późniejszej grze wymusić na nim zwolnienie dla nas pola na planszy głównej albo zabranie mu kasy… Dodatkowo wylatują z gry komplikacje przy porodzie (ginie matka lub dziecko), ale za to dochodzi talia wydarzeń przy porodzie. Do końca nie wiadomo, co tam będzie, ważne, że matka nam nie zginie. 
  • odnośnie dodatku do Robinsona (mającego nawiązywać do mitologii Cthulhu), Ignacy przyznał się, że nie ma napisanej nawet pół litery scenariusza. Co za tym idzie trochę potrwa, zanim ów ujrzy światło dzienne. Póki co wszystko siedzi w głowie i czeka na spisanie. Z pewnością wejdzie do gry nowy tor poczytalności. Przy małej poczytalności gra wymuszać na nas będzie niepoczytalne ruchy (czyli z grubsza – bezsensowne). Poza tym wszystko ma być w formie kampanii. Scenariusze zaś opierać się będą o pomysł z Livingstone’a – czyli paragrafówki. 
  • na jesieni ukażą się także trzy “bajkowe” gry z serii 2Pionków: Żółw i zając, Trzy małe świnki i Baba Jaga. Gry będą wydane przepięknie, w pudełkach przypominających książki.
  • na tegorocznym Essen możemy się też spodziewać nowej edycji Strongholda
  • na przyszły rok Portal zapowiada trzy duże pudła (czyli swoje własne pomysły). Jedną z nich będzie gra o kolonizacji Marsa, w klimatach przypominających Starcrafta. Wszystko ma toczyć się w niej błyskawicznie, a w grze mają być nawet pewne mechanizmy, które dostosują długość rozgrywki do poziomu graczy.

Z ważniejszych przecieków to chyba tyle. Dowiedzieliśmy się też sporo o pracy Portalu, GenConie, jakości prototypów wysyłanych do Ignacego, kickstarterze itd

Po wywiadzie miałem jeszcze możliwość zagrać w Szalone zegarki, które okazały się obłędną grą. Nie dość, że same podstawowe zasady mogą przyprawić o ból głowy, to jeszcze do gry wchodzą rozmaite zasady czyniąc ją jeszcze bardziej wymagającą. Gra nie jest więc sama w sobie skomplikowana, ani trudna, ale po prostu wymagająca ciągłego skupienia i pamiętania kilku zasad naraz. Mimo pewnego otępienia po rozgrywce, tytuł mocno mi się spodobał


 

Na koniec jeszcze kilka faktów odnośnie przyszłości Board Manii. Sierpniowa edycja była jej pierwszą odsłoną. Na ferie zimowe planowana jest kolejna edycja. Tak więc jest szansa na cykliczną (co pół roku) imprezę planszówkową. Formuła będzie zachowana: w zimie 3 weekendy będą pełne wydarzeń/gości/konkursów, a w ciągu tygodnia będzie można pograć na miejscu i skorzystać z obszernej biblioteczki Cytadeli Syriusza (Lubelskiego Stowarzyszenia Fantastyki). 

Organizatorom serdecznie gratulujemy i życzymy powodzenia w przyszłych edycjach. Wydawnictwu Portal dziękujemy za odwiedzenie Lublina, również życzymy sukcesów i wielu udanych tytułów.

Łukasz Hapka

Jest miłośnikiem gier złożonych. Mimo wszystko sympatią darzy wiele tytułów, niekoniecznie mózgożernych. W kręgu jego zainteresowań są także gry logiczne.
Ulubione tytuły: Race for the Galaxy, Le Havre, Lewis & Clark.
Łukasz Hapka