Munchkin Legendy. It’s gonna be legen – wait for it – dary. Recenzja

munchkin_okladkaMunchkin. Kto o nim nie słyszał? Kto nie grał? Kto choć raz nie został zdradzony przez towarzyszy? Tak wiele w świecie munchkinomaniaków się dzieje, tak wielu śmiałków zapuściło się w ten pełen klątw, potworów i skarbów świat, że zaczęło to przypominać powieści, podania, a może nawet Legendy…

Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę.

Steve Jackson i Andrew Hackard (autorzy) wraz z odpowiedzialnym za grafiki Johnem Kovalicem stworzyli kolejną podstawową część kultowej serii – Munchkin Legendy. W Polsce ukazała się ona w zeszłym roku nakładem wydawnictwa Black Monk. Mimo, że nowy Munchkin może być rozgrywany osobno, mamy możliwość połączenia go z innymi częściami serii – zwłaszcza z Munchkinem klasycznym lub Munchkinem Conanem ze względu na podobne mechaniki oraz jednakowe rewersy kart. Gra umieszczona jest w standardowym, porządnym pudełku. Dostajemy 165 kart drzwi i skarbów, kostkę do gry oraz instrukcję. Karty są porządne, opatrzone humorystycznymi tekstami i komiksowymi, prześmiewczymi grafikami. To wszystko buduje munchkinowy klimat. Co mnie pozytywnie zaskoczyło, to obecność porządkującej karty wypraski. Może być ona problemem, gdy zechcemy zakoszulkować karty lub zmieścić w pudełku również jakieś rozszerzenia (dodatki to znając serię tylko kwestia czasu).

munchkin_poczatek

Schodzimy do podziemi a tu… drzwi.

Kto nie zna zasad, temu pokrótce je wyjaśnię – przeczytanie instrukcji jednak w tym wypadku nie boli, a wręcz jest przyjemne, więc nie będę pisać bardzo szczegółowo Jeśli jednak kiedykolwiek graliście w Munchkina, spokojnie możecie pominąć ten akapit.

munchkin_gra

W grze wcielamy się w bohatera, który schodzi do podziemi, aby pokonując potwory i gromadząc skarby uzyskać 10 poziom. W grze występują dwa typy kart: karty drzwi i karty skarbów. Na początku otrzymujemy po cztery jednych i drugich i z nich tworzy swoją postać. Początkowo jesteśmy człowiekiem bez klasy na pierwszym poziomie, jednak po takim zabiegu możemy zostać kim tylko chcemy, oczywiście przestrzegając wszystkich obostrzeń. W swojej turze możemy również się uzbrajać, jednak musi mieć to miejsce przed otwarciem drzwi. Owo otwarcie jest głównym elementem tury. Jeśli za drzwiami czai się potwór natychmiast go spotykamy i próbujemy pokonać (o walce co nieco powiem za chwile), jeśli jednak jest to jakaś inna karta, po jej rozpatrzeniu (np. w przypadku klątwy) możemy poszukać guza, czyli zawalczyć z potworem “z ręki”. Nieposiadający potworów, albo posiadający zbyt potężne dociągają dodatkową kartę drzwi i kończą turę. Wracając do walki. Niezależnie od tego skąd wziął się potwór, aby go pokonać musimy być od niego silniejsi. Zlicza się do tego celu cały poziom, bonusy z broni i tym podobnych, bonusy i osłabienia wynikające z kart (np. mikstur), a następnie porównuje z całkowitą siłą potwora. Na niego nasi przeciwnicy też mogą rzucać czary, mikstury, tak, aby uniemożliwić nam pokonanie go i zmusić do ucieczki (rzut kostką sześciościenną), a jeśli się nie uda – spotkania Marnego Końca (jest on różny dla każdego potwora). Możemy też poprosić naszych przeciwników o pomoc w walce. Często sami będą się o nią “bić”, skuszeni przekupstwem w postaci skarbów, których potwór strzeże. Co więcej, możliwe jest oczywiście stwierdzenie “Nie przeszkodzę ci, jeśli dasz mi jeden skarb”. W walce i w ogóle w grze wszystkie chwyty są dozwolone.

munchkin_walka

Epicka walka o zwycięski poziom między obdarzonym Przychylnością Bogów, posiadającym Wino Dionizosa, Ogień Grecki, Śmierdzącą Miksturę Sfinksa oraz Trójząb Wojownikiem, a Nieumarłymi, Straszliwymi i wspartymi Kamieniami z Szańca Mrówkami.

Co jest jednak ważne, po zakończeniu walki (zwycięskim czy nie) musimy mieć na ręce maksymalnie pięć kart. Jeśli przekraczone zostanie limit i nie ma co z nimi zrobić (klątwy zawsze warto rzucić) oddaje się je graczowi o najniższym poziomie postaci. Inną istotną sprawą jest kupowanie poziomu: za 1000 Sztuk Złota można kupić poziom. Jednak ostatni, zwycięski, dziesiąty poziom musi być zdobyty w walce. Nie będę się rozpisywać o ograbianiu zwłok, zasadach dotyczących ras i klas (generalnie można mieć po jednej), czy też wszystkich związanych z walką, pomocą i przeszkadzaniem niuansach. Przejdźmy do tego, czy i jak to wszystko działa

munchkin_przypakowany

Złodziejski Czarodziej tak przypakowany, że aż Batman stracił głowę

A za drzwiami czai się… klątwa!

Munchkin jest grą specyficzną, która nie każdemu, kolokwialnie mówiąc, podejdzie. Gra zmusza nas do bycia wrednym. Jeśli nasi współgracze się obrażają i biorą to bardzo do siebie, rozgrywka robi się słabsza, żeby nie powiedzieć gorzej. Jednak zasiadając z ludźmi mającymi zdrowe, dobre podejście, nastawione na rywalizacje, nie bojąc się ogromnej losowości i często nierównych szans na wygraną – wtedy nie ma to jak Munchkin. Bo Munchkina, patrząc na mnogość wersji podstawowych i kolejnych dodatków, gracze lubią.

Jako, że grałam już w niejednego Munchkina, nie jestem w stanie podejść do niego jako do oderwanego, zupełnie nowego tytułu. I szczerze mówiąc na tym tle wypada w środku stawki. Legendy nie oferują nam bowiem żadnej nowej mechaniki, żadnego efektu “wow”, poza oczywiście nowymi dowcipami na kartach. Munchkin Legendy jest tak bardzo zbliżony do wersji pierwszej (fantasy), że mógłby być po prostu dodatkiem. Nie powiem – teksty i obrazki są świetne (zwłaszcza zauroczyły mnie Szklane Pantofelki), jednak brakuje czegoś, co wyróżni edycje na tle innych – jak Pieczęci Apokalipsy, czy, mniej radykalni, Kultyści. Zawsze jednak pierwsze rozgrywki w nową edycję są o tyle przyjemniejsze, że każda karta potrafi wywołać uśmiech. Choć przyznam, że trochę inaczej wyobrażałam sobie zawartość pudełka – sądziłam, że karty, potwory będą bardziej legendarne. Braki może spokojnie wypełnić dodatek tematyczny.

munchkin_straszliwa_klastwa

Idealnie dopasowana klątwa

It’s gonna be legen – wait for it…

Dla kogo jest więc Munchkin Legendy? Dla nowych graczy spokojnie – brak urozmaicających mechanik będzie dla nich ułatwieniem. Również gracze bardziej zaawansowani, ale niekoniecznie zaznajomieni z cyklem powinni być zadowoleni. Osobom oswojonym z Munchkinami polecam zagrać. Jeśli chodzi o ilość graczy, to sytuacja jest dokładnie taka sama jak w każdym innym Munchkinie – im więcej osób, tym więcej negatywnej interakcji. Jednocześnie wydłuża się czas oczekiwania na swój ruch, więc jak dla mnie najbardziej optymalny skład to 4 lub 5 graczy. Są oczywiście szaleńcy, którzy porywają się na rozgrywki 8, czy 10 osobowe – co kto lubi. Jeśli macie klasycznego Munchkina, ten będzie też idealnym rozszerzeniem. I choć Legendy nie będą moją ulubioną częścią cyklu, chętnie od czasu do czasu partyjkę rozegram.

munchin_kolejne_starcie

Plusy
  • zachowany munchkinowy klimat
  • humor, humor, humor
  • prześmiewcze grafiki
  • wypraska w pudełku
Plusy / minusy
  • losowość
  • negatywna interakcja
Minusy
  • brak mechaniki wyróżniającej na tle innych gier w serii

Ocena: (3,5 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Black Monk za przekazanie gry do recenzji.

Krystyna Owsiak

Tę i wiele innych gier możesz kupić w dobrej cenie w sklepie naszego partneraplanszostrefa.pl 

Krystyna Owsiak

Krystyna Owsiak

Mogę powiedzieć, że gry planszowe to aktualnie mój sposób na życie. Bo przecież nie można przestać odkrywać nowych tytułów, jeśli na co dzień się je sprzedaje Na pewno preferuję gry z klimatem, ale również nigdy nie odmówię partyjki w "Splendor" czy "7 Cudów Świata".
Krystyna Owsiak