Fiesta de los Muertos – ożywianie imprezy. Recenzja

Od paru lat wciągamy w gry planszowe rodziców mojej żony. Początki były słabe i długo wydawało się, że moich teściów po prostu nie rusza ten typ rozrywki. Odbijały się od nich fillery, lekkie familijne tytuły nudziły, typowe gateway’e po pierwszej rozgrywce nie wracały już na stół. Klęska.

Aż w końcu trafiliśmy na właściwy trop – gry imprezowe. Ryzyk Fizyk był pierwszym wielkim przebojem, Podaj Dalej dołączyło chwilę później, Imago podeszło na tyle, że kupili własny egzemplarz (!!!), a Jednym Słowem grywaliśmy tak często, że mogę z pamięci wyrecytować większość haseł jakie znajdują się w pudełku.

Od tej pory polujemy na co ciekawsze imprezówki, jakie trafiają na polski rynek – ale od czasu Jednym Słowem żaden nowy tytuł nie dołączył do naszej ścisłej czołówki.

Informacje o grze



Autor: Antonin Boccara
Wydawnictwo: GRANNA
Liczba graczy: 4 – 8
Czas gry: 15 minut
Wiek: 12 +
Cena: 75 zł

Na scenę wkracza nowy  zawodnik

Fiesta de los Muertos – kooperacyjna gra imprezowa, wydana w Polsce przez GRANNĘ – przykuła naszą uwagę jeszcze przed premierą. Graficznie prezentowała się świetnie, zasady przypominały połączenie Podaj Dalej z Jednym Słowem, liczba graczy od czterech do ośmiu – wszystko idealnie. Gdy tylko więc gra trafiła do sklepów, nadszedł czas na test: będzie kolejny przebój czy nie?

Zacznijmy od tego, jak to działa. Na początku gry każdy z graczy otrzymuje czaszkę (pełniącą tu rolę notesu do zapisywania podpowiedzi), marker i kartę z nazwiskiem znanej, martwej postaci. Postaci nie ujawniamy innym graczom, ale zapisujemy ją wewnątrz czaszko-notesu. Następnie czaszko-notes zamykamy, odkładamy kartę na bok i jesteśmy gotowi do gry.

Tu pojawia się skojarzenie z Podaj Dalej, czy też klasycznym głuchym telefonem. Na froncie naszej czaszki musimy zapisać słowo, które kojarzy nam się z naszą postacią. Nie może to być imię ani nazwisko, poza tym mamy wolną rękę. Imię samej postaci jest więc ukryte wewnątrz czaszki – widoczne będzie tylko słowo, które zapisujemy. Wszyscy gracze robią to jednocześnie, a potem przekazują czaszki o jedno miejsce w lewo.

Teraz wszyscy zerkają na swoją nowo otrzymaną czaszkę (bez otwierania), ścierają widniejące na froncie słowo i zapisują nowe – takie, które kojarzy im się z tym, które właśnie starli. Ciąg skojarzeń oddala się coraz bardziej od startowej postaci.

Po tym, jak każda czaszka minie w ten sposób czterech graczy, wszystkie trafiają na środek stołu, nadal zamknięte. Do kart postaci dobranych przez graczy na początku rozgrywki dolosowuje się z talii tyle, żeby było ich łącznie osiem. I tu zaczyna się druga część gry.

Albert Einstein i Mama Bambi

Wszystkie czaszki leżą więc teraz na środku stołu, nadal zamknięte. Widzimy tylko słowa, zapisane na każdej czaszce przez ostatniego jej właściciela. Obok leży osiem kart postaci, teraz już odkrytych. Zadaniem każdego z graczy jest dopasowanie każdej z czaszek, do którejś z postaci. Bierzemy specjalną tabliczkę i spisujemy nasze typy: czaszka numer jeden – Einstein, czaszka numer dwa – Mama Bambi itd. Kiedy wszyscy zapiszą swoje propozycje, otwieramy wszystkie czaszki i sprawdzamy ile punktów zdobyliśmy.

Zmarły, którego tożsamość odgadło wystarczająco wielu graczy, zaznał spokoju – im więcej zmarłych udało się nam uspokoić, tym lepszy nasz wynik. Temat nie jest specjalnie silny, ale w sumie całkiem nieźle pasuje do gry, nie odciąga uwagi od rozgrywki i jest to nawet miła odmiana w świecie gier imprezowych głównie pozbawionych jakiegokolwiek tematu.

No to jak? Dobre czy niedobre?

Bardzo dobre! Gra dołącza do naszego domowego zestawu Najlepszych Imprezówek Na Spotkania Rodzinne. Ale po kolei, bo jest tu sporo plusów do omówienia, ale i parę (drobnych) minusów.

Największe wątpliwości jakie miałem przed zakupem, dotyczyły faktu, że wszystkie hasła w grze to postacie. Muszą to w końcu być zmarli, których staramy się uspokoić w trakcie la Fiesta de los Muertos. Mechanika gry od początku wyglądała mi na dobrą, miałem natomiast wątpliwości, czy będę miał frajdę ze zgadywania samych haseł typu Katarzyna Wielka czy Kazimierz Wielki.

Gra pozytywnie mnie zaskoczyła. To, że widoczne na stole podpowiedzi  (np. “guziki”) zawsze prowadzą ciągiem skojarzeń do jakiejś osoby (Kazimierz Wielki – mur – zamek – suwak – guziki) wyróżnia tę grę spośród kilku podobnych. Poza tym – nie zgadujemy tu tak naprawdę samych postaci. Zgadujemy jak może wyglądać ciąg skojarzeń, który połączy któreś z dostępnych haseł, z którąś z dostępnych postaci. To duża różnica. Dla mnie – bardzo pozytywna.

A jak wygląda dobór osób do talii haseł? Całkiem dobrze. Przede wszystkim, jest tu zestaw kart wyróżnionych gwiazdką, który możemy wykorzystać kiedy gramy z młodszymi graczami. To dobry pomysł. Znajdziemy tu Kapitana Haka, mamę Bambi, Mozarta czy Minotaura. Ale pomiędzy tymi postaciami potrafi się też pojawić np. Kaziemierz Deyna – sporo z młodszych graczy miało z niektórymi kartami problem.

Ogólnie jednak talia jest w porządku, jeśli młodsi gracze nie kojarzą niektórych osób, możemy je przed rozgrywką wyjąć z talii lub potraktować rozgrywkę jako okazję, żeby te postacie przedstawić. Obecność niektórych nazwisk w grze trochę mnie zdziwiła – większość graczy bez googlowania nie była w stanie stwierdzić kim był Czesław Śliwa – ale mechanika gry sprawia na szczęście, że łatwo sobie z takimi problemami poradzić.

Czemu dobrze się podpowiada, czemu dobrze się zgaduje?

Bardzo lubię grę Dixit. Bardzo nie podszedł mi Klub Detektywów. Zakładam, że wszyscy znają Dixita. Zagrywamy przepiękne karty i wymyślamy dziwne hasła, na podstawie których inni gracze będą musieli zidentyfikować naszą kartę ukrytą wśród innych.

Klub Detektywów zastąpił wielu graczom Dixita. To gra, w której jedna osoba wymyśla hasło, po czym wszyscy pozostali gracze, poza jednym (zdrajcą) poznają to hasło. Następnie zagrywają karty pasujące do tego hasła. Zdrajca go nie zna, więc kartę pasującą do tego co zagrywają inni. W końcu wszyscy gracze tłumaczą czemu wybrali te karty, a nie inne. Zdrajca musi się mocno nakombinować, żeby wyjaśnić swój wybór.

Teoretycznie. W praktyce, w rozgrywkach w których miałem okazję wziąć udział, hasła wymyślane przez pierwszego gracza nie są nigdy tak ciekawe jak w Dixicie, ponieważ ten gracz chce, żeby zdrajcy udało się ukryć. Wymyśla się więc hasła takie jak: “spokój”, “bałagan” czy “woda”. A potem przychodzi faza tłumaczenia swoich wyborów. Wszystkie mocno nietrafione karty tłumaczy się zwykle dość podobnie: “no nie miałem lepszych kart”. Zaletą Dixita jest dla mnie swoboda, jaką oferuje. Minusem Klubu Detektywów – ilość ograniczeń, jakie nakłada na graczy.

Fiesta de los Muertos też nakłada na graczy sporo ograniczeń. Hasło, które wpisujesz w miejsce właśnie startego hasła, nie powinno być bezsensowne-ale-śmieszne. Twoje pierwsze hasło, to nawiązujące bezpośrednio do postaci, powinno być raczej dość oczywiste a nie sprytne-ale-niejasne. W końcu to gra kooperacyjna i chcesz ułatwić życie innym graczom, a nie utrudnić. Ale z jakiegoś powodu – tutaj to działa.

Głównie dlatego, że wymyślając podpowiedź, mamy wrażenie układania łamigłówki. Tworzenia, czy też współtworzenia, sensownego ciągu skojarzeń, z którym inni gracze będą w stanie sobie poradzić. I to daje satysfakcję. Szczególnie, kiedy na koniec gry, nasza postać zostaje odgadnięta. Stworzyliśmy dobrą łamigłówkę.

Gra oferuje też świetny system pozwalający manipulować poziomem trudności. Możemy wylosować przed grą karty utrudnień: jedną, dwie lub trzy. Te karty narzucają nam dodatkowe zasady budowania podpowiedzi. Np. w pierwszej turze nasza podpowiedź musi zaczynać się na literę E, a w drugiej turze musi być nazwą miejsca. Ale kwestią poziomu trudności jeszcze się zajmiemy. Teraz – zgadywanie.

Druga połowa gry jest świetna. Jest tak świetna dlatego, bo tak naprawdę nie zgadujemy w niej, jakie słowo łączy się z jaką postacią. Próbujemy zgadnąć z jakiego słowa mogło się wziąć słowo, które widzimy. Potem – z jakiego słowa mogło się wziąć to wcześniejsze. Aż w końcu, czy to wcześniejsze słowo mogło się komuś skojarzyć z którąś z dostępnych postaci. Ta próba cofnięcia się w czasie, do haseł, które wcześniej mogły się znajdować w miejscu obecnego, to coś bardzo oryginalnego. Sprawia, że ma się ochotę zagrać jeszcze jedną i jeszcze jedną partyjkę. Szczególnie, że jedna nie trwa długo. Nie zdarzyło mi się z żadną grupą skończyć na jednej rozgrywce, nawet jeśli czekały kolejne, mocne tytuły do ogrania.

A co z minusami?

Prawie wszystkie, jakie przychodzą mi do głowy, sprowadzają się do jednej kwestii: poziomu trudności. Nie są to duże zastrzeżenia, ale muszę o nich trochę opowiedzieć.

Gra jest łatwiejsza na mniej graczy. Nawet za łatwa. Sprawa wygląda tak: czaszka zawsze musi minąć czterech graczy, pierwszego – który zna postać ukrytą wewnątrz – i trzech następnych. Nie ważne ilu graczy bierze udział w rozgrywce, po czwartym wpisanym haśle czaszka ląduje na środku stołu. A to oznacza, że kiedy gramy na czterech graczy, mija nas każda czaszka, która bierze udział w grze. O każdej mamy jakieś dodatkowe informacje, widzieliśmy pierwsze, drugie czy trzecie hasło. Widzę na stole hasło “guziki”, ale pamiętam, że mijała mnie w pewnym momencie czaszka z napisem “zamek”, który zmieniłem na “suwak”. To pewnie stąd te guziki. A jeśli był tam wcześniej zamek – pewnie wziął się z Kazimierza Wielkiego.

Te różnice ma wyrównywać fakt, że w grze na więcej graczy dostajemy od razu kilka specjalnych kostek, które pozwalają łatwiej uspokoić któregoś ze zmarłych. Zawsze mamy szanse zdobyć je w trakcie gry – jeśli tożsamość któregoś zmarłego zgadną wszyscy gracze, dostajemy w nagrodę taką kość. Ale w grze na więcej graczy dostajemy kilka takich już na starcie. Faktycznie wyrównuje to poziom trudności, ale jest też dużo mniej satysfakcjonującym sposobem wygrywania, niż kiedy po prostu gracze prawidłowo zgadują postacie. Gra na sześciu graczy i wzwyż jest ciekawsza, a poziom trudności wypada dużo lepiej, ale – to ogranicza też możliwość stosowania kart utrudnień. Na czterech graczy można spokojnie sięgnąć nawet po trzy utrudnienia i nadal mieć spore szanse. Przy ośmiu graczach już dwie karty bardzo mocno utrudniają rozgrywkę, czasem nawet za mocno. A szkoda – gra z utrudnieniami podoba mi się nawet bardziej, ale nie w większej grupie. Zdarzyło mi się w rozgrywce na ośmiu graczy, że część osób zaprotestowała przed dodawaniem utrudnień, mówiąc, że gra z nimi robi się gorsza, bo zmienia się w zgadywanie.

Temat utrudnień łączy się jeszcze z kwestią regrywalności. Talia postaci nie jest mała, ale w każdej grze zużywa się tych kart całkiem sporo. Jeśli gramy regularnie z jedną grupą i postacie zaczynają się powtarzać – mogą zacząć się tworzyć nawyki. Wiadomo już będzie, że pierwsze skojarzenie do Einsteina to mózg, a do Kazimierza Wielkiego – zamek. I tak dalej. Utrudnienia właściwie całkiem usuwają ten problem, bo raz nasze pierwsze hasło będzie musiało zaczynać się na literę T, innym razem będzie musiało mieć trzy sylaby itp. Ale jak wspomniałem wyżej, nie zawsze tak bezproblemowe jest sięgnięcie po karty utrudnień.

Ostatecznie

Ostatnich parę lat przyniosło kilka naprawdę rewelacyjnych gier imprezowych z oryginalnymi, świetnie zrealizowanymi pomysłami. Fiesta de los Muertos wchodzi więc na scenę, na której panuje spora konkurencja. Potrafi się jednak wyróżnić, oferuje chwytliwą mechanikę i piękne wykonanie. U nas w domu dołączyła do zestawu planszówek zabieranych obowiązkowo na każde spotkanie rodzinne, ale sprawdziła się też wśród hardcorowych graczy. Ma drobne wady, ale oferuje naprawdę sporo frajdy i nie kopiuje wielokrotnie wykorzystywanych rozwiązań.

 

Plusy
  • Dobra na dużą liczbę graczy
  • Oryginalna mechanika
  • Szybka
  • Talia utrudnień
Plusy / minusy
  • Raczej lżejszy, familijny tytuł
Minusy
  • Skalowalność – zbyt łatwa na mniej graczy
  • Zbyt mała talia haseł
  • Dobór niektórych haseł

Ocena: 4 out of 5 stars (4 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Granna za przekazanie gry do recenzji.

Marcin Dudek

Game Details
NameFiesta de los Muertos (2019)
ComplexityLight [1.25]
BGG Rank [User Rating]4318 [7.33]
Player Count4-8
Designer(s)Antonin Boccara
Artists(s)Margo Renard and Michel Verdu
Publisher(s)OldChap Editions and Mandoo Games
Mechanism(s)Cooperative Game
Marcin Dudek
Latest posts by Marcin Dudek (see all)