Elementum – czy masz odwagę stać się najpotężniejszym magiem?

Czasami odnoszę wrażenie, że coraz więcej z nas ma tendencję do doceniania tylko rzeczy ,,naj” – najbardziej egzotycznych podróży, największych telewizorów, najszybszych samochodów i… najtrudniejszych gier planszowych. Albo chociaż takich, które dosłownie są najcięższe i zawierają mnóstwo wysokiej jakości figurek, znaczników, insertów. Sama nie należę do minimalistek, jednak mimo to uważam, że zaprojektowanie małej, szybkiej i interesującej planszówki stanowi prawdziwe wyzwanie. Ufundowane na wspieram.to w październiku zeszłego roku Elementum z pewnością spełnia dwa pierwsze kryteria. Czy zasłużyła i na trzecie określenie? Zapraszam do recenzji.

Informacje o grze

Autor: Mariusz Milewski
Wydawnictwo: Quantum Games
Liczba graczy: 1 – 4
Czas gry: 10-20 minut
Wiek: od 10 lat
Cena: około 45 zł

Wykonanie

W Elementum wcielamy się w magów z krainy Tellus, rywalizujących ze sobą o cząsteczki magicznej energii. W niewielkim pudełeczku dostajemy przyjemne dla oka karty, które przede wszystkim są czytelne i zawierają logiczną ikonografię, przyswajalną nawet dla mało doświadczonych graczy. Poza tym zawiera ono śliczne kryształki, po jednym w kolorze każdego gracza oraz specjalne kryształy mocy, w kolorze różowym, służące do aktywacji bądź potęgowania działania niektórych kart. Niewielkie zastrzeżenia mam do planszy punktacji – jest ona naprawdę mała, zaś kryształki służące za znaczniki są dość niestabilne, przez co łatwo jest je nieopatrznie strącić. Dodatkowo, nie da się położyć dwóch kryształków na to samo pole punktacji, co może wprowadzać odrobinę zamieszania. Zastrzeżenia mam także odnośnie instrukcji, która jak na tak prostą grę, jest zarazem napisana nieco rozwlekle, jednocześnie nie rozwiewając wszystkich wątpliwości w niektórych szczególnych sytuacjach. Zasady są tak naprawdę do sprawnego wyjaśnienia w dwie minuty, a opisane zostały na 12 stronach… Plusem jest podsumowanie ikonografii i zasad na ostatniej stronie, co bardzo pomaga zwłaszcza w pierwszych partiach.

Zasady

Przygotowanie rozgrywki jest niezwykle szybkie. W losowej kolejności wykładamy cztery karty źródeł żywiołów. Będą one tworzyć swego rodzaju ,,korzenie”, pod którymi układać będziemy kolumny zagrywanych kart. W grze trzy- i czteroosobowej, układamy dwa identyczne rzędy żywiołów. W miejscu dostępnym dla wszystkich grających umieszczamy trzy losowe karty tworzące wspólną pulę, zaś następne trzy umieszczamy zakryte w pudełku – nie będą one brały udziału w bieżącej rozgrywce. Podstawową mechaniką w Elementum jest draft. Każdy z graczy otrzymuje 6 kart, wybiera jedną z nich, dokłada do swojej kolumny zgodnej z symbolem żywiołu, resztę oddaje graczowi obok siebie. Niektóre z nich mają efekt natychmiastowy, inne – i tych jest zdecydowana większość – przynoszą punkty na koniec gry. Kartę możemy wymienić na jedną z puli, kosztuje to jednak jeden różowy kryształek mocy, które w Elementum są naprawdę cenne. Następną bowiem akcją, jaką możemy wykonać, jest dołożenie takiego znacznika na jedną z naszych kart, co zwykle skutkuje zwiększeniem ilości punktów, jakie otrzymamy na koniec gry. I właściwie… to by było na tyle. Można grać, gdyż całej reszty dowiadujemy się po prostu czytając treść znajdującą się na kartach. Runda toczy się aż do wyłożenia ostatniej karty, następnie znów rozdajemy każdemu po 6 kart – i gramy dalej. W zależności od liczby graczy, gramy dwie bądź trzy rundy, a następnie podliczamy zdobyte punkty.

Wrażenia

Elementum to coś zdecydowanie więcej, niż wykładanie kart na ślepo – niezbędna jest strategia. Gra pozytywnie zaskoczyła mnie właśnie tym, jak z połączenia kilku prostych mechanik – draftu, punktowania za sąsiedztwo czy przewagi w konkretnych symbolach – można wycisnąć tak satysfakcjonującą rozgrywkę. Jest tutaj wiele elementów, które w takich niewielkich, szybkich grach bardzo cenię – combosy, szczyptę negatywnej interakcji, a przede wszystkim emocje. Podczas naszych rozgrywek były i momenty pełne śmiechu, jak i zgrzytania zębów. Kart wprowadzających negatywną interakcję nie jest wiele, jednak ich skutki potrafią być dotkliwe. Nie zauważyliśmy jednak, by któreś były kolokwialnie mówiąc ,,przegięte” i zapewniające wygraną posiadaczowi, jak się czasem w karciankach zdarza. Elementum nie jest wolne od typowej dla swego gatunku losowości. Mniej daje się ona we znaki w grze dwu- lub trzyosobowej, gdy mamy większy wpływ na to, jakie karty do nas powrócą. Słaby dociąg startowy, w połączeniu np. z kartą zmieniającą kolejność draftu, może dać się we znaki pechowcowi. Skarżenie się na losowość w grze karcianej brzmi absurdalnie, jednak dla osób jej nielubiących będzie dość dotkliwa.

We wcześniejszej części tej recenzji wspominałam o tym, że nie wszystkie nasze wątpliwości zostały rozwiane przez instrukcję. Ot, taka sytuacja – trzech graczy chce wymienić właśnie wyłożoną kartę na tę samą z puli. Może wziąć ją tylko jeden gracz, posiadający najwięcej konkretnego symbolu żywiołu, rzecz jasna po opłaceniu kryształu. Wymienia ją, ale czy pozostali gracze mogą wziąć tą, która właśnie trafiła do puli? Instrukcja w tej kwestii milczy, nie jest jednak napisane, by było to niemożliwe… Albo – kolega ma wyłożoną kartę, na niej położone trzy różowe kryształy, jest to najniżej położona karta w układzie. Koleżanka zagrywa kartę natychmiastową, która pozwala na zniszczenie jednej karty przeciwnika, decyduje się rzecz jasna na usunięcie tej konkretnej, pozbawiając gracza dobrych kilkunastu punktów na koniec. Czy, skoro zniszczeniu ulega tylko karta, kryształy wracają do gracza i może on wykorzystać je ponownie? A może, skoro zostały już przypisane, również przepadają? Mimo wertowania instrukcji, również na to pytanie nie uzyskaliśmy ostatecznej odpowiedzi, co było dość frustrujące.

Drugą rzeczą, która w Elementum umiarkowanie przypadła nam do gustu, jest dość długie podliczanie końcowe. Jasne, teoretycznie każdy może policzyć sobie punkty sam i po prostu podać wynik, jednak wówczas ginie gdzieś satysfakcja z wykręconych combosów. Efekt jest taki, że liczenie punktów trwa mniej więcej tyle czasu, co połowa przeciętnej rundy.

Gdybym miała określić Elementum jednym słowem, byłoby to chyba ,,sprytne”. Gra daje dużo możliwości do kombinowania, niezaprzeczalnie jest płynna i przyjemna. Właściwie już po pierwszej wymianie kart, większość zasad jest dla wszystkich intuicyjna i nie przysparzają one problemów (pomijając wspomniane wcześniej wyjątkowe sytuacje). Waga 2/5 na BoardGameGeek jest w zupełności adekwatna – nie mamy tu do czynienia z bezrefleksyjnym wykładaniem kart, jednak z pewnością się też intelektualnie nie przemęczymy. To moim zdaniem naprawdę dobra gra do pogrania na wakacyjnym wyjeździe, również wśród osób, które z grami planszowymi nie miały wcześniej styczności. Myślę, że chociaż według wydawcy jest ona przeznaczona dla dzieci od 10 roku życia, przeciętne dziecko chodzące do szkoły – grunt, że czytające i umiejące dodawać – powinno sobie bez problemu dać radę.

Gra dobrze się skaluje, choć moim zdaniem jest najlepsza na dwie osoby – nie tylko trwa ona wówczas rundę dłużej niż przy czterech graczach, ale mamy wtedy największy wpływ zarówno na nasze karty, jak i na to, co otrzymuje przeciwnik. Tryb solo działa sprawnie i intuicyjnie, jednak przyznaję, że po prostu nie lubię grać w pojedynkę, dlatego nie czuję się wystarczająco kompetentna, by się o nim więcej wypowiadać. Przygotowanie nie różni się wiele od gry dwuosobowej. Tryb ten polega na grze z wirtualnym przeciwnikiem, zwanym ,,imitacją”, którego karty są dokładane do układu w sposób losowy. Zadaniem gracza będzie osiągnięcie jak najlepszego wyniku, na podstawie którego zostanie obwołany odpowiednim tytułem określającym stopień wtajemniczenia.

Dodatkową zaletą jest ogromna regrywalność tego tytułu. Przede wszystkim, kolejność kart źródeł żywiołów jest losowa. Może się pechowo zdarzyć, że dostaniemy karty o takich warunkach punktacji końcowej, które w konkretnym ułożeniu początkowym żywiołów, nie będą możliwe do realizacji, a co za tym idzie – najlepiej będzie takie karty ,,podarować” przeciwnikowi. Ponadto, trzy losowe karty zawsze są usuwane z gry, przez co może się okazać, że karta, na którą z utęsknieniem czekamy (np. taka, która pozwala na stworzenie wirtualnego sąsiedztwa) nigdy do nas nie trafi.

Elementum premiuje graczy, którzy mieli okazję zagrać już wcześniej, przez co zdecydowanie ciekawsze są pojedynki z osobami równie ogranymi. Z drugiej strony, jedna rozgrywka trwa naprawdę bardzo krótko, nawet z nowicjuszami, bo nie dłużej niż kwadrans. Osoby, z którymi graliśmy, zwykle po jednej rozgrywce i poznaniu prawie wszystkich kart radziły sobie równie dobrze, co my, choć – wiadomo – to też kwestia bardzo indywidualna.

Podsumowanie

Elementum to w moim odczuciu zdecydowanie udany tytuł. Ma wszystkie cechy charakteryzujące szybkie, małe i dobre gry. Nie jest to arcydzieło, w które miałabym ochotę grać całymi wieczorami, jednak świetnie sprawdza się jako przerywnik między cięższymi tytułami albo gdy mamy ochotę pokombinować przy planszówce, a nie mamy wiele czasu bądź miejsca na stole. Podobne opinie wyrażały również osoby, z którymi miałam przyjemność Elementum testować – właściwie wszystkie zadeklarowały, że nie odmówiłyby w nią następnych rozgrywek. Jeśli więc szukacie przyjemnego i ładnie wydanego fillerka, albo kompaktowej gry do zabrania w plecaku na wakacje, zdecydowanie powinniście wziąć Elementum pod uwagę, zwłaszcza, gdy tolerujecie odrobinę negatywnej interakcji oraz typową dla karcianek losowość.

Plusy
  • regrywalność
  • skalowność
  • niski próg wejścia
  • kompaktowość
  • przyjemne dla oczu wykonanie
  • logiczna ikonografia
  • krótki czas rozgrywki
  • satysfakcja z combosów
  • nieznaczna negatywna interakcja, dodająca grze emocji
Minusy
  • zdarzały się sytuacje, w której nie byliśmy pewni zasad, a instrukcja nie rozwiewała naszych wątpliwości
  • mała plansza punktacji końcowej i chybotliwe kryształki jako znaczniki
  • nieco nużące liczenie punktów przy rozgrywkach czteroosobowych
  • słaby dociąg kart może dać się we znaki

Ocena: (3,5 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Quantum Games za przekazanie gry do recenzji.

Anna Przybyła

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaElementum
AutorMariusz Milewski
GrafikJarosław Wajs
WydawcaQuantum Games (II)
Rok wydania2018
Liczba graczy1 - 4
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 2
Liczba rekomendowana: 3, 4
(4 głosy/głosów)
Czas gry30
Sugerowany wiek min.10 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)10 i więcej
(1 głosy/ów)
KategoriaCard Game, Fantasy
MechanikaCard Drafting, Set Collection
RodzinaCrowdfunding: Wspieram, Tableau Building

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Anna Przybyła

Anna Przybyła

Już niedługo – absolwentka medycyny. Swoją przygodę z planszówkami rozpoczęła trochę ponad trzy lata temu i to całkiem familijnie, bo od Carcassonne i Takenoko. Dzisiaj przy planszy woli dać wycisk swoim synapsom przy bardziej wymagających tytułach. W grach zdecydowanie bardziej od figurek i klimatu interesuje ją mechanika, tworzenie silniczków, planowanie i szukanie najbardziej optymalnego ruchu. Nie przepada za bezpośrednią negatywną interakcją i znaczną losowością. Jej aktualnie ulubione tytuły to Great Western Trail, Azul, Five Tribes, jednak nie wzgardzi też dobrą karcianką, jak Race for the Galaxy czy Seasons.
Anna Przybyła