Nowe szaty króla, czyli "Świat Gier Planszowych" w wydaniu wyłącznie cyfrowym – komentarz.

Gdy do Polski po raz pierwszy wkroczył internet, nikt nie traktował go poważnie. Był nowinką techniczną niedostępną dla zwykłych śmiertelników. Ale od tych mrocznych czasów minęło już wiele lat. Obecnie dostępny jest wszędzie – próbuje się go nam pchać do telefonów, telewizorów, sprzętów RTV/AGD. Śmiało można mówić, że w mniejszym, czy większym stopniu ma z nim styczność każdy. A to całkiem spora grupa potencjalnych odbiorców. Gdy, więc “Świat Gier Planszowych” ogłosił nowinę z którą nosił się od dłuższego czasu [ptaszki ćwierkały od bodaj miesiąca], że zmienia format na WYŁĄCZNIE cyfrowy, przyjąłem to jako naturalną kolej rzeczy. Wszak każda rewolucja wymaga ofiar.

Nie było tak, że prezes wstał lewą nogą i podjął decyzję. Na pewno poprzedzona została stosownymi badanami, niezliczoną ilością rozmów przy okrągłym stole, dziesiątkami arkuszy kalkulacyjnych w Excelu. Być może grupa odbiorców zaczęła spadać. Dinozaury takie jak ja kupowały z przyzwyczajenia i w ramach poparcia tej inicjatywy, choć nie wydając, ani złotówki mógłbym dostać znacznie więcej. Nie mam jednak powodu, aby straszyć, że skoro nie będę mógł pomiętolić papier, zrezygnuję z lektury. Podjęcie decyzji o tym, czy będę, czy nie będę kupował to moje pełne prawo konsumenta. Jednak podejmę ją dopiero, gdy pojawi się już w tej formie. I na pewno nie będę próbował wmawiać im, że popełnili błąd, bo znaczyłoby to, że molochy takie jak amerykańska edycja “Newsweeka” również powinny zwolnić swoich analityków, skoro również zdecydowały się na podobny krok. Forma papierowa umiera – czy tego chcemy czy nie. I tak jak wspomniałem lepiej przyszłość zastać z otwartymi ramionami już teraz, niż zostać zastanym przez nią.