Opowiadanie w klimatach Władcy Podziemi


Był swego czasu konkurs na stronie wydawnictwa “Rebel”, który polegał na wykreowaniu opowiadania w klimatach gry “Władcy Podziemi”. Stało się tak, iż swych sił spróbowałem, ale mój trud nie został wzięty pod uwagę, nad czym ubolewam – nie pozwolił na to świadomie przekroczony limit znaków. Stąd też, ostatecznie, postanowiłem podzielić się nim z Wami (…)

Ale wcześniej krótka przedmowa.

Za sprawą gier RPG osadzonych w realiach fantasy, plądrowanie podziemi stało się sentymentalnym powrotem do chwil, gdy wraz z paczką znajomych wspólnymi siłami staraliśmy się wydrzeć stamtąd możliwie dużo złota, a okazjonalnie również przywdziać nowy, lepszy ekwipunek, nie bacząc na los żyjących w nim kreatur, ani to ile trudu włożono w jego budowę. Bullfrog, wraz z „Dungeon Keeper”, postanowił pobawić się tą oklepaną konwencją.

Ah, co to była za gra. Odwrócenie ról, poprzez udostępnienie roli istoty zarządzającej podziemiami, pozwoliło lepiej zrozumieć wszystkie mechanizmy rządzące tym biznesem – motywacje, fundament gospodarczy, oraz to jak wiele pracy kosztuje stworzenie sprawnie działających lochów. Szkoda, że nic na razie nie wiadomo na temat ewentualnej kontynuacji [czyli części trzeciej], bo wydane jakiś czas temu „Dungeon Lords”, które doczekało się zresztą dodatku, pokazuje, iż na podobny rodzaje zabawy istnieje odpowiednio dużo popyt. Ostatecznie pragnę złożyć hołd, poprzez publikację napisanego specjalnie na tę okazję opowiadania umieszczonego w tych realiach. Miłej lektury.

Próbowałem Cię oszukać, czego tu nie rozumieć? Wykorzystałem Twoje usługi, ale od samego początku, powiadam Ci, NIE-ZAMIERZAŁEM-PŁACIĆ. Czy nikt Cię jeszcze nie zrobił na szaro? – Rzekł Władca podziemi, którego uniesiona wysoko brew sugerowała, jakoby to, co zrobił było czymś najzupełniej normalnym.

Nie.

Naiwniak. – Zaśmiał się w duchu.

A nie zastanawiało Cię może, czemu, mimo tego, że opłatę bierzemy dopiero z góry, takie przypadki prawie nie mają miejsca? Bo zgodnie z odpowiednim paragrafem, karą umowną jest przemiana życzenia klienta w koszmar. – Spełniacz życzeń nie wydawał się być tą sytuacją przejęty.

Chcesz przez to powiedzieć, że … co? Naślesz na mnie bandę zbrojnych, by przetrzebili mi podziemia? Czy dla lepszego efektu powinienem zatupać kopytami ze złości, chwytając się w akcie bezsilności za rogi? Oj tam, oj tam.

Rumor, jaki powodował przynajmniej kilkanaście par stóp dobiegał od strony korytarza, i już po chwili w otwartych z hukiem drzwiach, pojawił się tuzin chochlików. Przekrzykując się nawzajem, ledwie zrozumiałym bełkotem próbowały przekazać swemu Panu wiadomość.

Poszukiwacze! Atakują nas! Nadchodzą! Idą! Przybywają! – Zdezorientowane krzyczały, wypatrując jednocześnie bezpiecznej kryjówki.

Władca, nieco zbladłszy, skrył twarz w dłoni, rozmasował czoło i spojrzał z wyrzutem na swojego gościa. Potrzebował chwili do namysłu. Nie zdarzało mu się jeszcze robić interesów ze spełniaczami życzeń i nim go wezwał, wiedział tylko, że jedynym, o co nie może poprosić, jest złoto, z racji ustawy ograniczającej inflację w królestwie. A teraz okazuje się, że w chwili, gdy podziemia są w remoncie, trolle na urlopie, a wiedźmy na macierzyńskim, on nasyła na niego zbrojnych.

No dobra, zagram w Twoją grę. Nie są pierwsi i pewnie nie będą ostatni. – Wydawało mu się, że ten, któremu zawdzięczał swoje życzenie, świetnie bawi się jego kosztem zachowując przy tym kamienną minę. – No, dobra chłopaki, do roboty. Ideowcy, czy najemni?

Ten idący na przedzie miał na kolczudze pacyfkę panie, a ich druid nie miał szat. Ponoć na znak zjednania z ziemią.

Ideolodzy. Niedobrze. Nie wystarczy zwykła plotka o pustym skarbcu z powodu szalejącego kryzysu, ani nabitych na piki głów ich poprzedników, bo idą z przesłaniem.

Zamknijcie wejście na cztery spusty, a za kupiony w ten sposób czas, w korytarzu postawcie wrota teleportujące.

Dokąd mają prowadzić Panie? – zamiast odpowiedzieć przekręcił po prostu czaszkę na ścianie [ponoć należącą do Palladyna, który złupił samego Diablo], tak, że przedstawiający go portret na ścianie ustąpił miejsca dla lustra. Wypowiedział inkantację.

Połącz mnie z Lordem BoardTimese’m.

Nie minęła chwila, a w tafli lustra pojawiła się rogata postać, który znana, była z tego, że prowadziła rozwojowy i wielce obiecujący loch w krainie, oddalonej o dobre kilka dni drogi.

Jestem demonem, który spłaca swoje długi – rzekł Władca Podziemi w szyderczy sposób.- A jeśli mnie pamięć nie myli, jestem Ci coś winny. Mianowicie szkody materialne, które spowodowałeś rozgłaszając tam na górze plotki na mój temat o planowanej inwazji. Przynajmniej tknęło mnie to do od dawna odkładanego remontu. Pozdrów ich ode mnie. – Wyłączył się, nim drugi demon zdążył siarczyście zakląć.

Za jednym zamachem rozwiązał problem zemsty, a także udowodnił sobie, po raz kolejny, że w tym zawodzie nie ma sobie równych i dał w prztyczka w nos spełniaczowi życzeń, który postanowił coś od siebie dodać:

Skąd Ci przyszło do głowy, że byli ode mnie? Palcem jeszcze nie kiwnąłem. – usłyszał.