Budujemy Miasteczka (Tiny Towns) – recenzja

Miasteczka (Tiny Towns) to gra od początku przyciągająca wzrok graczy. Kolorowe pudełko, dziesiątki drewnianych znaczników, wizja budowania i planowania własnego miasta to coś, co rozbudza zainteresowanie wielu miłośników gier strategicznych czy cywilizacyjnych. Mnie też ta gra bardzo zainteresowała, jako że bardzo lubię takie tytuły, a po pierwszej partii chciało się kolejnej, by testować kolejne budynki, strategie i wyciskać z gry wszystko co w niej najlepsze. 

Zapraszam do recenzji, zobaczmy co udało mi się wycisnąć z tego tytułu.

Informacje o grze


Autor: Peter McPherson
Wydawnictwo: All In Games
Liczba graczy: 1 – 6
Czas gry: ok 45 minut
Wiek: od 10 lat
Cena: około 120 zł

Wykonanie

Jest bardzo dobrze. Całość gry mieści się w eleganckiej, przemyślanej wyprasce. Komponenty nie będą nam latać po pudle, niezależnie od tego czy pozostajemy we frakcji “tych co gry układają płasko” czy “tych co stawiają pionowo”.

Karty tarotowego rozmiary są twarde i nie grozi im szybkie zużycie, tym bardziej że nie będziemy ich właściwie używać podczas gry. Grafiki kolorowe i przyciągające oko, adekwatne do treści i nazwy karty. Planszetki gracza to twarda, gruba tektura, surowa wprawdzie i nieco mdła kolorystycznie, ale w grze nie ma to większego znaczenia.

Zasadnicza “waga” gry to jej drewniane komponenty, a tych jest naprawdę sporo. Mamy tutaj do czynienia z dwoma rodzajami drewnianych znaczników. Zwykłe sześciany reprezentują surowce w pięciu kolorach, nie specjalnego, ot zwykłe kosteczki jakich wiele. Drugi rodzaj drewienek to siedem rodzajów kolorowych budynków, które również pozostawiają neutralne wrażenie. Ogólnie jest tego sporo, bo ponad 200 różnego rodzaju znaczników, co jednak jest zrozumiałe, gdy weźmiemy pod uwagę, że grać może aż sześciu graczy. Nie powinno być obawy, że czegokolwiek zabraknie. 

 
 

Instrukcja wymiaru pudła, kolorowa, przejrzysta, zaledwie ośmiostronicowa z czego właściwe zasady gry zawarto na jednej stronie. Reszta to setup, warianty i opis poszczególnych kart. Po 20 minutach czytania jesteśmy w pełni gotowi do rozgrywki i tylko jakaś niedyspozycja mentalna sprawi, że będziemy musieli zaglądać do instrukcji w trakcie gry.

Zasady, czyli jak zbudować miasteczko

Mechanika gry na pierwszy rzut oka przypomina nieco grę młodości wielu geeków – tetrisa, i nie jest to skojarzenie w pełni chybione.

Na początku gry dostajemy planszetkę, która jest siatką kwadratów podzielonych na 16 pól (4×4). Następnie losujemy siedem kart z nostalgicznymi kształtami złożonymi z kolorowych czteroboków. Każda karta posiada charakterystyczny układ kolorowych pól, których ułożenie zaowocuje wzniesieniem danego budynku. Gdy tylko zauważymy, że kolory na budynkach odpowiadają surowcom, to już właściwie wiemy o co chodzi w grze.

W podstawowym wariancie będziemy po kolei deklarować jeden kolor (rodzaj) surowca, po czym każdy gracz będzie brał kosteczkę odpowiedniego koloru i układał ją na swojej planszy. Gdy ułożymy właściwy kształt z odpowiednich kolorów to możemy sprzątnąć położone surowce i na jednym z zajmowanych przez nie pól wznieść budynek. Tak proste, że aż ocierające się o banał. Szybko jednak przekonamy się, że pól jest niewiele i właściwe planowanie naszego tetrisa jest kluczowe, aby nasz wynik nie był powodem do wstydu. Sytuacja pogarszać będzie się z każdą rundą, gdy zajętych pól jest coraz więcej, a złośliwi gracze deklarują kolory, które ni jak nie pasują do naszego misternego planu. 

 

Same budynki i ich “kształt” w czasie wznoszenia to nie jedyny problem. Każdy budynek ma inną właściwość i często łączy swoje działanie z innymi budynkami. I tak Domek przyniesie nam punkty tylko jeżeli w odpowiednim zasięgu zbudujemy budynek nawiązujący do rolnictwa (czerwony); budynki “religijne” zapunktują, gdy powstaną w odpowiednim miejscu planszy lub w sąsiedztwie konkretnych lokacji; czarne budynki przemysłowo-handlowe niemal nigdy nie dadzą nam bezpośrednio punktów, ale za to pozwalają zamieniać lub przechowywać zdobywane surowce. W ten sposób, planując, kombinując i próbując wycisnąć każdy możliwy punkt z szybko zmieniającego się układu kolorowych kostek, będziemy grac do momentu, aż zapełnimy całą swoją planszetkę. Potem liczymy punkty i odejmujemy od wyniku pola, które nie zostały zabudowane. No cóż, błędy planistyczne kosztują, czasami nawet całkiem sporo. 

Gra posiada kilka dodatkowych trybów. W wariancie Ratusza nie będziemy skazani na złośliwość współgraczy, którzy będą dobierać akurat najmniej pasujące nam surowce. Tutaj będziemy losować dwa surowce za pomocą specjalnych kart, a dopiero trzeci dobierzemy sobie wedle własnej woli. 

 
 

Ciekawa jest gra z Monumentami. To specjalne budynki, często dość trudne do zbudowania, dające nam wyjątkowe profity lub możliwości w grze. Każdy z graczy losuje taki jeden budynek na początku gry i trzyma w tajemnicy przed innymi graczami. Dopiero po jego wybudowaniu ujawniamy jego właściwości i wdrażamy w życie efekty.

Miasteczka posiadają także wariant do gry solo, bardzo zbliżony do trybu Ratusza, z tym że będziemy wybierać zawsze jeden z trzech zasobów. To właściwie pasjans z tabelka punktową i gra na zasadzie “ile punktów wyciągnę tym razem”.

Wrażenia

Pierwsza partię zagrałem z żoną i sześcioletnią córką. Gra okazała się świetna i wszyscy dobrze się bawili. Nasz najmłodszy tester bez problemu ogarnął zasady i tylko przypominanie właściwości, co mniej intuicyjnych, domków ograniczało nam swobodną grę. Potem graliśmy we dwójkę w oba możliwe tryby wieloosobowe, a także w czteroosobowym gronie.

Miłośnicy planowania, strategii, podkładania belek (surowców) pod nogi i inercji pomiędzy różnymi komponentami znajdą w tej grze wszystko czego potrzebują. Tyle, że nie będzie to tętniąca życiem metropolia, ale ni mniej, ni więcej, ale właśnie miasteczko, małe, senne, sielskie i anielskie. Mieliśmy nieodparte wrażenie, że w grze czegoś bardzo brakuje, że wszystkiego jest tutaj mało. Gra jest bardzo krótka, we dwie osoby trwa może z 10 minut czyli niewiele więcej niż setup i powtórne spakowanie gry. Nie ma co siadać do Miasteczek na jedna partię. Planszetka z 16 polami zapełnia się błyskawicznie i choć faktycznie trzeba niemal od razu planować właściwe rozłożenie budynków, to zanim nasz mózg zdąży się dobrze rozgrzać to już dobiegamy do mety i zaczynamy liczyć punkty.
 
 

W grze przeszkadzała nam także pewna losowość. O ile w trybie podstawowym, gdzie to gracze deklarują kolory i przy wspólnej puli budynków surowce zawsze są z czymś powiązane, to w trybie Ratusza mamy pełna losowość i właściwie moglibyśmy losować komponenty z zamkniętego worka. Interakcja w Ratuszu spada właściwie do zera i nikomu nie będzie dane popsuć nam szyków. Właściwie jest to drugi tryb solo rozgrywany jednocześnie z innymi graczami.

Nie mamy także żadnego wpływu na raz położony surowiec, albo zamienimy go z czasem na budynek, albo zdejmiemy niewykorzystany na koniec gry i odejmiemy sobie za niego jeden punkt. Wprawdzie czarne budynki pozwalają na jakieś tam przechowywanie czy zamienianie zasobów, ale są one na tyle trudne w zbudowaniu, że wchodzą do gry w połowie rozgrywki, kiedy są już często właściwie nieopłacalne.

Losowy dobór kart budynków zapewnia dobrą regrywalność, jednak poszczególne kombinacje są sobie dość nierówne. W pewnych układach od razu będzie widać, że jedne budynki są całkowicie zbędne, a połączenie 2-3 innych lokacji jest najbardziej opłacalne punktowo. Wszyscy będą więc budować dokładnie to samo, choć może w różnej kolejności, i w kółko będziemy pobierać ten sam zestaw kolorowych drewienek. 

Monumenty także potrafią być bardzo nierówne. Jedne zbudować łatwo, ale istotnie zapunktują dopiero przy ich odpowiednim “obudowaniu”. Inne są trudne w budowie jednak często nie dają istotnych korzyści punktowych lub są bardzo sytuacyjne. Z kolei jeszcze inne potrafią całkowicie “ustawić” grę dając graczowi potężne bonus, przy którym przeciwnicy nie mają właściwie żadnych szans. 
 
 
System rozstrzygania remisów także jest zaskakujący, gdyż remisy punktowe wygrywa ten… kto rzadziej deklarował surowiec. Ponieważ wg instrukcji grę rozpoczyna najstarszy gracz, to będzie on w gorszej pozycji w czasie remisu, jeżeli kolejka nie zdąży do niego wrócić. Dyskryminacja ze względu na wiek, pełną gębą

Ostatnią rzeczą, jaka odbierała mi przyjemność z gry, jest powiązana z krótkim czasem jej trwania. O ile w pełnym składzie, przy wyjątkowych myślicielach za stołem, gra może dobić do szaleńczych, może 40 minut, to często pod koniec rozgrywki gra jest już właściwie bez sensu, gdyż układ kostek na planszy nie daje żadnej możliwości wzniesienia budynku. Nawet w takiej sytuacji, wg instrukcji, gra powinna być kontynuowana, tak by gracz mozolnie dokładał, całkowicie zbędne mu, surowce tylko po to by na końcu je i tak zdjąć i policzyć puste pola…

Żeby jednak nie pozostawić całkowicie negatywnego wrażenia to dodam, że gra może bardzo dobrze sprawdzić się w pewnych grupach graczy. Prostota zasad i szybki czas rozgrywki na pewno czyni z niej dobry tytuł rodzinny. Będzie to dobry wybór do grania z dziećmi. Na pewno będzie to dobra gra dla seniorów czy jako gateway dla planszówkowych świeżaków. Sprawdzi się na konwencie czy innym swobodnym spotkaniu przy herbacie. 

Ci jednak, którzy poszukują w Miasteczka choćby namiastki gry cywilizacyjnej, mogą się srogo zawieść. To w istocie  jedynie coś w rodzaju logicznej układanki, gdzie w połowie rozgrywki (czyli czasem po kilku minutach) zaczniemy błądzić wzrokiem po półce z grami w poszukiwaniu czegoś ciekawszego. 

Plusy
  • jakość wykonania, wypraska i mnogość komponentów
  • dobra regrywalność
  • proste zasady
  • świetna jako gateway i gra rodzinna
  • możliwość gry do 6 osób
Minusy
  • zdecydowanie za krótka, nawet jak na grę rodzinną
  • nierówne zestawy budynków mogą powodować, że wszyscy budują to samo
  • bardzo słaby tryb Ratusza
  • nierówne lub bardzo sytuacyjne monumenty
  • końcówka gry, gdy twoje ruchy właściwie nie mają już znaczenia
  • dziwne, właściwie losowe, rozstrzyganie remisów

Ocena geeka: 3 out of 5 stars (3 / 5)

Ocena gracza rodzinnego: 4 out of 5 stars (4 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu All In Games za przekazanie gry do recenzji.

Miłosz Mazur

Game Details
NameTiny Towns (2019)
ComplexityMedium Light [2.11]
BGG Rank [User Rating]326 [7.39]
Player Count (recommended)1-6 (1-5)
Designer(s)Peter McPherson
Artists(s)Gong Studios and Matt Paquette
Publisher(s)Alderac Entertainment Group, All In Games, Arrakis Games, Broadway Toys LTD, Fractal Juegos, Korea Boardgames co., Ltd., Lanlalen, Lucky Duck Games, Pegasus Spiele, Raven Distribution, Reflexshop and White Goblin Games
Mechanism(s)Bingo, Follow, Grid Coverage, Pattern Building, Solo / Solitaire Game, Turn Order: Progressive and Variable Phase Order
Miłosz Mazur