Nigdy nie wyrosłam #1

W gry planszowe grałam chyba od zawsze, choć niestety nie pamiętam swojej pierwszej. Wracam jednak wspomnieniami do kilku ulubionych po dziś dzień, a odnalezienie po latach Super Labiryntu wprowadziło mnie w bardzo nostalgiczny nastrój …

Labirynt wydany przez Elmark był jedną z tych gier, w którą grałam z każdą osobą, która się na to zgodziła lub została do tego zmuszona. Gdy zaczęłam w niego grać miałam 6 albo 7 lat. I nigdy mi się nie nudził. Być może to on jest przyczyną mojego zainteresowania historią starożytnego Egiptu, a nie Egipcjanin Sinuhe Miki Waltari, jak później myślałam. Może jest też powodem zainteresowania planszówkami?

 

Gra ta jest wariacją wydanej przez Ravensburger w latach 80tych The aMAZEing Labyrinth (żeby nie powiedzieć piracką kopią, bowiem zasady są takie same, jedynie wygląd się różni), który zresztą dorobił się potem jeszcze kilku przeróbek tematycznych. Ja jednak pozostanę wierna mojej wersji, nawet jeżeli jest to kopia już istniejącej gry. Patrzę teraz na podniszczone pudełko opatrzone ceną 47000 zł i opisem „Skarby starożytnego Egiptu ukryte w tajemniczym labiryncie. Podziemne korytarze tworzone pomysłowością i sprytem wszystkich graczy”. Zupełnie jakby to było wczoraj. (no dobrze, wcale nie jestem taka stara, mimo wszystko minęło 20 lat od kiedy zaczęłam grać w Labirynt). Obrazki z gry – żadnego nie zapomniałam, skarby, Egipcjanki, klejnoty. Również reguł nie musiałam sobie zbytnio przypominać – podstawowy wariant jest prostą grą dla 2-4 osób (choć teoretycznie na pudełku zaznaczona jest też opcja jednoosobowa) polegającą na dotarciu do wszystkich wylosowanych skarbów swoim pionkiem przy okazji przesuwając korytarze (za pomocą zapasowego elementu, dzięki czemu układ na planszy potrafi bardzo się zmienić z tury na turę) żeby ułatwić sobie drogę lub pokrzyżować plany przeciwnika. Inne warianty wprowadzają więcej rywalizacji, choć podstawowe zasady są wciąż takie same.

W czym tkwi więc sekret, że tak prosta gra wcale się nie nudzi? Teraz zapewne, kiedy jest tak duży wybór gier familijnych, „Labirynt” nie zrobiłby zapewne takiej furory. Ale z sentymentu od razu po odnalezieniu tak dobrze pamiętanego pudełka postanowiłam w nią zagrać. Trochę zbyt duża losowość, ale mimo wszystko gra wciąż ma swój klimat i sporą dawkę interakcji. Gdybym miała dzieci zapewne grałabym w nią teraz częściej, ale i tak chętnie będę do niej wracać (na opakowaniu wszakże napisane jest, że można w nią grać aż do 100 lat), bo gdzieś wśród tych korytarzy pozostały wspomnienia beztroskiego grania w planszówki, z którego nigdy do końca się nie wyrasta…

A potem oczywiście przyszły następne gry. Magia i Miecz, Cluedo, Scotland Yard… Klasyki, do których wciąż czasami chętnie zaglądam i dobrze wspominam. Ale żeby do końca nie pogrążyć się w sentymentalnych wspomnieniach pozostawię to może na oddzielny tekst…

Marta Mikita