Panic Lab – w pogoni za amebami. Recenzja małżeńska.

Kiedyś na forum gryplanszowe.pl w wątku dotyczącym grania z dziećmi, ktoś napisał o grze „Panic Lab”, jako tytule, w który dzieci potrafią wygrywać z dorosłymi. Opis gry zainteresował mnie, aczkolwiek dopiero niedawno, dzięki współpracy z wydawnictwem G3, przypomniałem sobie znów o tym tytule. Dzisiaj mogę stwierdzić, że „Panic Lab” jest tytułem, w który najwięcej razy grałem, przebił dotychczasowych faworytów „Draco” i „7 Cudów”. Dlaczego? Zapraszam do lektury naszej recenzji.

Małe jest piękne?

Krzysztof

Nie lubię gier w małych pudełkach, ale nie lubię też gier, w których duże pudełka są w większości wypełnione powietrzem. Panic Lab zachwycił mnie mimo tego, że rozmiar pudełka jest mały. Ale za to jakiego pudełka: metalowego, solidne, ozdobionego kolorową grafiką i takiej wielkości, by pomieścić elementy i nie zostawiać zbędnego miejsca. Może to głupie, ale dla mnie na samym początku przyjemnością było same branie do ręki i otwierania pudełka z grą.

Wewnątrz znajdują się kartoniki z rysunkami ameb, które będziemy „łapać” oraz kilkoma elementami komplikującymi rozgrywkę, cztery specjalne kości, żetony zwycięstwa i krótka instrukcja w 7 językach.

Ania

Mnie również od razu zachwycił wygląd pudełka. Jest ono metalowe, a wiec bardzo wytrzymałe na wszelkiego rodzaju wstrząsy, upadki, zgniecenia, co ma szczególne znaczenie przy dzieciach, które są jednym z odbiorców tej gry. Bez trudu mieści się w damskiej torebce, wiec swobodnie możemy ja zabierać gdzie tylko chcemy.

Małym minusem jest wykonanie kartoników, które po kilkukrotnym używaniu ulegają uszkodzeniu- zagięte rogi, ślady po zbyt mocnym naciskaniu. Ochroną przed tym może być granie na twardej powierzchni, nie zaś na miękkim dywanie. Rysunki na kartonikach są kolorowe, ale nie krzykliwe. Dzięki temu łatwiej, szczególnie dzieciom, wyodrębnić jest dany szczegół.

Polowanie na ameby


Krzysztof

Na początku, losowo układamy wszystkie kartoniki w kształt okręgu. W okręgu znajdują się kartoniki przedstawiające różne ameby, szyby wentylacyjne, laboratoria i laboratoria mutacyjne.

Celem gry jest jak najszybsze odnalezienie konkretnej ameby, która jest określana za pomocą trzech wskaźników: kształtu, koloru i wzoru. Każdy z tych wskaźników występuje w dwóch wariantach. O tym jakiej ameby aktualnie szukamy decyduje wynik, który wypadnie na czterech kostkach (jedna z nich wskazuje, z którego laboratorium ameba uciekła, i w którą stronę się udała).

Po rzucie kostką wszyscy gracze szukają konkretnej ameby, ten który pierwszy, trafnie wskaże uciekiniera, zdobywa punkt zwycięstwa. Jeśli jego wskazanie będzie błędne, traci punkt.



Ania

Oczywiście ucieczka ameby, może być bardziej lub mniej skomplikowana w zależności od wieku graczy a także ich doświadczenia. Ponieważ ameby w laboratoriach mutacyjnych zmieniają kolor, wzór lub kształt, jak również przechodzą przez szyby wentylacyjne, to znalezienie ameby po kilku przemianach może być dla młodszych dzieci zbyt trudne lub wręcz niemożliwe. Dlatego też dobrze jest, tak jak sugeruje nam instrukcja, stopniowo wprowadzać elementy utrudniające grę, w miarę coraz lepszego rozumienia zasad gry przez młodych graczy.

 

Emocje i współzawodnictwo


Powyższy opis brzmi trochę sucho, prawda? Rozgrywka jednak taką nie jest. Emocje, które jej towarzyszą wiążą się, po pierwsze z tym, że śledzenie poszczególnych przemian ameb, wchodzenia i wychodzenia z szybów wentylacyjnych, wymaga skupienia, z drugiej zaś strony, ze świadomości, że musisz być szybszy niż pozostali współgracze. I czasem ten pośpiech gubi, podobnie zresztą jak brak pośpiechu – taki paradoks.

Przykład? Rzucamy kostką, szukamy fioletowego ślimaka (tak potocznie nazywamy jeden z kształtów ameb) w kropki. Widzimy, że ucieka z żółtego laboratorium w kierunku białych strzałek. Niby proste, ale za laboratorium mamy szyb wentylacyjny, w który ameba wchodzi i wychodzi w następnym omijając kilka kafelków, za szybem dociera do laboratorium mutacyjnego i zmienia kolor, potem znów szyb, znów laboratorium, tym razem zmieniającego wzór. Jeśli zbytnio się spieszysz możesz nie zauważyć, że szukasz już pomarańczowego ślimaka w paski, a nawet jeśli zauważysz, możesz przegapić wejście lub wyjście, z któregoś szybu i wskazać niewłaściwego (każdy rodzaj ameby występuje w kilku egzemplarzach). Z drugiej strony powolne szukanie też nie zda egzaminu, bo nie wiesz jak spostrzegawczy będą inni gracze.



Ania

Rozgrywka rzeczywiście jest bardzo emocjonująca, niezależnie od wieku grających. Czasami irytujące może być to, gdy ktoś powtarza półgłosem „czerwony ślimak w paski, czerwony ślimak w paski” i trzeba delikwentowi wyperswadować tego typu zachowanie.

Trening czyni mistrza

Krzysztof

Ta gra wymaga spostrzegawczości i koncentracji. I te cechy ćwiczy. Widać to po kilkunastu rozgrywkach w tym samy zespole. Na początku poszukiwania idą powolnie, potem tempo gry stopniowo wzrasta i emocje również. Tutaj sprawdza się zasada, że im więcej i częściej grasz, tym, jesteś lepszy. I to zdecydowany atut tej gry. Sukces, zależy od twoich umiejętności. W treningu pomaga to, że minimalny czas gry zależy tylko od wspólgraczy. Może wynieść 5 minut, a może również godzinę. Wprawdzie instrukcja mówi, ze gra kończy się po uzyskaniu, przez jednego z graczy 5 punktów zwycięstwa, ale nie jest to zasada, której trzeba się sztywno trzymać.

Zaletą jej jest również to, ze cechy, które ćwiczy przydają się w codziennym życiu. Osobiście uważam, że jest to świetna, rozwijająca gra zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Na pudelku jest napisane, że Panic Lab, to tytuł dla graczy od 8 lat. My testowaliśmy grę również na 5-latkach i dawały radę w wersji uproszczonej, którą sugeruje instrukcja.

Ania

Faktycznie jest tak, że im dłużej się gra, tym łatwiej można dostrzec swoje postępy. Początkowe „fioletowa ameba w paski”, powtarzane po rzucie kostkami, zostaje zastąpione wyobrażeniem ameby, której szukamy, zaczynamy dokonywać syntezy poszczególnych cech, tworząc całość. Dzięki temu łatwiej i szybciej znajdujemy szukaną amebę.

Na początku oczywiście nie raz zdarzy nam się zapomnieć jak wygląda nasz uciekinier, jaki ma wzór lub kolor, ale z czasem, przestanie nam to sprawiać taką trudność. Fakt, że można się zastanawiać, czy czasem nie jest śmieszniej, kiedy jednak od czasu do czasu zapomnimy, o którejś cesze.


Czas na ocenę

Krzysztof

„Panic Lab” to gra genialna w swej prostocie, generująca emocje i rozwijająca. Mogę ją z czystym sercem polecić każdemu, jako przerywnik od cięższych tytułów, ale tez jako główne danie wieczoru spędzonego z przyjaciółmi. Aż dziw, że te kilkadziesiąt kartoników i cztery kostki dają tyle frajdy.

Jedyny minus jaki znalazłem to, ten, że kartoniki, mogą mieć ograniczoną żywotność, szczególnie przy grze z dziećmi.

Ania

Gra jest świetna. Jak to się mówi: lekka, łatwa i przyjemna, natomiast mam wrażenie, że gdyby w trakcie gry zobrazować pracę naszego mózgu, to wszystkie jego obszary byłyby zaangażowane, no może poza obszarem odpowiedzialnym za węch i smak :).


Plusy:

– ładne wykonanie
– solidne, estetyczne, poręczne pudełko
– dowolnie skalowalny czas gry
– liczba graczy od 2 do 10
– możliwość dostosowania poziomu trudności
– wiele emocji i zabawy przy krótkim czasie rozgrywki


Minusy:

– mała wytrzymałość kartoników

Ocena:

Krzysztof 5/5

Ania 4,5/5


Dziękujemy Wydawnictwu G3 za przekazanie gry do recenzji

Krzysztof i Anna Pilch

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaPanic Lab
AutorDominique Ehrhard
GrafikMaxim Cyr
WydawcaGigamic
Rok wydania2012
Liczba graczy2 - 10
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 8
Liczba rekomendowana: 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10
(11 głosy/głosów)
Czas gry30
Sugerowany wiek min.8 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)6 i więcej
(7 głosy/ów)
Zależność językowaNo necessary in-game text
(8 głosy/ów)
KategoriaHumor, Party Game, Puzzle, Real-time
MechanikaDice Rolling, Memory, Pattern Recognition
RozszerzeniaBrettspiel Adventskalender 2016, Panic Lab: Shower, Panic Lab: U-turn

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Krzysztof Pilch

Krzysztof Pilch

Lubi gry planszowe z klimatem, nie cierpi sucharów, choć nie znaczy to, że nie gra w euro. Fascynacja nowoczesnymi planszówkami zaczęła się u niego od „Dungeoneera” i gry przygodowe ciągle są mu bliskie.
Krzysztof Pilch

Latest posts by Krzysztof Pilch (see all)