Ukryte role, ukryte słowa, czyli: Słowołaki. Recenzja.

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Gra została przekazana mi bezzwrotnie w ramach recenzji od wydawnictwa Portal Games. Wydawnictwo Portal Games nie miało wpływu na kształt mojej opinii/niniejszej recenzji.

Słowołaki to wariacja na temat klasycznych Wilkołaków i gry w dwadzieścia pytań. Z tego połączenia wyszło jednak coś zupełnie nowego – czy wartego uwagi?
Nie będzie trzymania w niepewności – zdecydowanie wartego! Ale posiadającego też swoje problemy.

Informacje o grze


Autor: Ted Alspach
Wydawnictwo: Portal Games
Liczba graczy: 4-10
Czas gry: 10 minut
Wiek: 8+
Cena: 53 zł

 

 

“Burmistrzu, wybierz sekretne słowo”

Koncepcja gry jest niebywale prosta. Jedna osoba będzie Burmistrzem. Wylosuje sekretne słowo i będzie odpowiadać na pytania graczy, próbujących je odgadnąć. Ale zanim przejdziemy do zgadywania – rozdamy sekretne role. Cześć graczy dostanie rolę Wieśniaka – nie znają sekretnego słowa, chcą je odgadnąć. Jeden z graczy zostanie Jasnowidzem – pozna sekretne słowo, i będzie miał za zadanie pomóc graczom je odgadnąć. Nie może jednak być zbyt oczywisty w swoich poczynaniach! Jeśli rozgrywka skończy się wygraną graczy, ukryty do tej pory Wilkołak będzie mógł się ujawnić i spróbować wskazać kto był Jasnowidzem – jeśli zgadnie prawidłowo, kradnie reszcie graczy wygraną i wygrywa sam!
No i właśnie Wilkołak – lub dwa, zależnie od liczby graczy. Też zna sekretne słowo. Ale jego zadanie to nie dopuścić by gracze je zgadli. Może zadawać mnóstwo niepomocnych pytań, próbować mylić graczy, podrzucać mylne tropy… Ale znów – nie może się zdradzić ze swoimi intencjami. Jeśli gracze nie zgadną na czas sekretnego słowa, przegrywają – ale mają jeszcze ostatnią szansę. Jeśli zbiorowo uda im się wytypować kto był ukrytym Wilkołakiem – wygrywają grę.

Więc w skrócie: zadajemy pytania, żeby zgadnąć hasło, bez podziału na tury, kto kiedy chce. Mamy limit czasowy pięciu minut. Jeśli uda nam się zgadnąć – wygrywają Wieśniacy i Jasnowidz, chyba że ukryty Wilkołak odgadnie kto był Jasnowidzem. A jeśli nie uda się nam zgadnąć – wygrywa Wilkołak, chyba że graczom uda się odgadnąć kto nim jest.

 

Jest jeszcze jeden twist – rolę wręczamy także Burmistrzowi! Co ma ogromnie fajny wpływ na grę. Jeśli dostanie rolę Wieśniaka – nic to nie zmienia, odpowiada na pytania graczy normalnie.
Jeśli dostanie rolę Jasnowidza –  nadal bez zmian, odpowiada na pytania graczy normalnie, ale: w rozgrywce nie będzie brał udział w takim razie Jasnowidz, nie będzie dodatkowej roli wspomagającej Wieśniaków.
No i trzecia opcja – Burmistrz jest Wilkołakiem. Wpływa to na rozgrywkę na dwa sposoby: po pierwsze, na etapie wyboru sekretnego słowa (mamy na początku rundy kilka do wyboru) może wybrać trudniejsze, żeby utrudnić pozostałym graczom życie. Po drugie: może odpowiadać na pytania w taki sposób, żeby odgadnięcie hasła było trudniejsze!
Tu jednak wchodzi pewne sprytne rozwiązanie – gdy rozgrywka się kończy, a graczom nie udało się zgadnąć sekretnego hasła, poznają je, zanim przystąpią do zgadywania kto był Wilkołakiem! Ułatwia to snucie domysłów – ale przede wszystkim, uniemożliwia Burmistrzowi-Wilkołakowi totalne kłamanie. Jeśli na pytania odpowiadałby bezsensownie – gracze zdadzą sobie z tego sprawę gdy tylko poznają sekretne słowo, i od razu wytypują go jako Wilkołaka. Musi więc być sprytny – nie odpowiadać źle, ale nie odpowiadać też w najlepszy możliwy sposób. Jeśli hasło brzmi “krzesło” i padnie pytanie: czy to jest drewniane? – możemy położyć przed graczem znak zapytania, zamiast symbolu “tak” – no bo krzesła bywają różne. A czy jest w każdym domu? – znów znak zapytania, na pewno są jakieś domy w których krzesła nie uświadczymy…

“Teraz wszyscy zamknijcie oczy”

Ok, wytłumaczyliśmy sobie podstawowe zasady, to teraz jeszcze kilka rzeczy wartych omówienia.
Najpierw drobiazg, a potem duuuża rzecz.
Drobiazg: Burmistrz nie może w trakcie gry mówić. Zamiast mówić, wręcza graczom żetony oznaczające “tak”, “nie” lub “może”. Ma też, do jednorazowego użytku, żeton “bardzo blisko” i żeton “bardzo daleko”.
To znakomite rozwiązanie! Po pierwsze dlatego, bo nie pozwala Burmistrzowi sugerować nic tonem głosu, o co zawsze łatwo w takich grach. Po drugie – pod koniec rundy, kiedy mamy zgadnąć wspólnie kto był Wilkołakiem, albo jako Wilkołak mamy wskazać Jasnowidza – przed każdym graczem widzimy stos żetonów, pokazujących jak radził sobie w tej rundzie. Działa to super! Jeśli będziemy zbyt mocno pomagać jako Jasnowidz – Wilkołak rozejrzy się na koniec rundy po stole i zobaczy przed nami wysoki stosik jedynie poprawnych żetonów.
Drobna rzecz, a naprawdę wzbogaca grę.

Natomiast ta wspomniana duża rzecz – gra jest obsługiwana przez aplikację. Odpalamy ją na telefonie lub tablecie, kładziemy urządzenie na środku stołu i zaczynamy rozgrywkę. To aplikacja mówi nam kto ma kiedy otworzyć a kto zamknąć oczy, żeby poznać lub nie poznawać sekretnego słowa, to aplikacja wyświetla Burmistrzowi słowo do wyboru na daną rundę. Liczy nam czas. Informuje kiedy została tylko minuta gry. I tak dalej.

Miałem wcześniej pewne wątpliwości dotyczące wykorzystania aplikacji w tej grze – ale muszę przyznać, że działa ona rewelacyjnie.
Po pierwsze: pudełko z grą może być o wiele mniejsze, bo nie musi mieścić kilkuset kart z hasłami. Już to jest ogromnym plusem, Słowołaki są dzięki temu niezwykle przenośną grą.
Po drugie: możemy do gry z łatwością wprowadzać własne hasła! A nawet listy stworzone przez innych graczy.
Po trzecie: nikt nie musi “prowadzić” etapu przygotowania do gry.
Ale jeśli jesteście totalnymi wrogami aplikacji w grach – Słowołaki da się zagrać bez aplikacji, wystarczy tylko odrobina “house rules” i zmian w przygotowaniu gry. Burmistrz prowadzi rozgrywkę jak w klasycznej Mafii czy Wilkołakach, mówi kiedy otworzyć oczy, a na początku gry zamiast wybierać hasło w aplikacji, zapisuje je na kartce. Da się. Nie widzę powodu, żeby to robić, chyba że nikt nie ma akurat pod ręką telefonu – ale da się!

Mam jednak z aplikacją dwa problemy. Pierwszy, może bardziej subiektywny – nie lubię brzmienia polskiej wersji językowej. Angielska wersja brzmi jak konferansjer prowadzący teleturniej, trochę zabawny ale profesjonalny, polska – jak ktoś po raz pierwszy w życiu czytający dziecku bajkę. Lektor robi też dziwne pauzy, których nie uświadczymy w innych wersjach językowych. Kiedy rozpoczyna się gra, pada hasło: “teraz macie pięć minut!” – i w tym momencie gracze, którzy grają po raz pierwszy, od razu zaczynają zadawać pytania. Wtedy uspokajamy ich, mówiąc “nie, nie, on jeszcze nie skończył” a aplikacja po chwili dodaje “…na odgadnięcie magicznego słowa!”.
Czy to duży problem? Nie. Czy przyjemniej słucha mi się głosu w angielskiej wersji językowej? Zdecydowanie.

Drugi problem może być poważniejszy. Gra przeznaczona jest dla 4 do 10 graczy. Jeśli gramy na dziesięć osób i nie mamy tabletu – zobaczenie sekretnego słowa na ekranie telefonu możne być trudne. Nie każdy będzie siedział wystarczająco blisko telefonu. A słowo na ekranie jest z jakiegoś powodu dość niewielkie!

Jednak to jedyne rzeczy, do których mógłbym się przyczepić – poza tym aplikacja działa bez zarzutu.

Słowołaki przyjaźniejsze od Mafii.

Bardzo podoba mi się ta gra, więc pozwólcie, że najpierw pomarudzę odrobinę o jeszcze paru drobnych sprawach, a potem przejdę do tłumaczenia, czemu musicie kupić tę grę.

Pierwszy powód do marudzenia: jakość komponentów. A konkretnie tylko jednego ich rodzaju. Żetony “tak”, “nie” itp. są super, w ciągu gry ciągle się nimi przerzucamy, przekładamy, międlimy w rękach – i po kilkudziesięciu rozgrywkach nie widzę na nich śladów użytkowania. A grałem z kilkoma grupami znajomych, a nawet z uczniami szkoły podstawowej!
Ale za to tabliczki z rolami nosiły poważne ślady użytkowania już po dwóch (!!!) rozgrywkach. Zagięte brzegi, starty nadruk, zniszczenia które, jeśli chcemy, pozwalają bez problemu zidentyfikować tabliczkę – np. ta z zagiętym lewym górnym rogiem to Wilkołak.
Rozumiem, że mogą się zniszczyć z czasem – ale żeby tak szybko? Jakość tabliczek jest naprawdę rozczarowująca, a zakoszulkować ich nie możemy…

Drugi powód do narzekań to głos w aplikacji i trochę za mała czcionka – ale to już wiecie.

Ostatni – gra nie jest tak dobra na dziesięciu graczy. Pudełko mówi o 4 do 10 graczach.
Zaskoczyło mnie, jak dobra jest ta gra na czterech! Gra się rewelacyjnie, w ogóle nie czujemy że przydałoby się jeszcze ze dwóch graczy – polecam grę nawet w tym minimalnym składzie. Natomiast nie polecam tak bardzo w maksymalnym. Czas rozgrywki się nie zmienia, od 7 graczy w górę mamy tylko tę różnicę, że grać będą dwa Wilkołaki. Więc kiedy gramy w dziesiątkę – część graczy nam przepadnie. Nie wszyscy przebiją się ze swoimi pytaniami. Niektórzy zadadzą pytania, ale ze dwa w całej rundzie. Co nam to mówi na koniec gry, kiedy mam zgadnąć kto był Jasnowidzem lub Wilkołakiem? Absolutnie nic. A nawet jeśli wszyscy będą brać udział w rozgrywce w równym stopniu – nie dadzą rady zadać tylu pytań każdy, ile zadaliby w grze na 5 graczy. Więc kiedy gramy w mniejszym składzie – role działają po prostu trochę ciekawiej.
Da się zagrać na 10 osób. Ale dla mnie gra była najciekawsza w przedziale od 4 do 7, góra 8 graczy.

Ok, no to teraz chwalimy.
O rany, ale mi ta gra podeszła!
Co więcej – podeszła nawet mojej żonie która nie znosi gier z ukrytymi rolami, blefowania, kłamania w grach!
Dlaczego? Bo tak dobrze zaprojektowana jest całość rozgrywki!
Podstawowy schemat gry w 20 pytań działa sam z siebie super. Mamy sensowny limit czasowy, zadajemy pytania, chcemy zgadnąć ukryte słowo. Ale każda sekunda, każde pytanie każdego z graczy i każda odpowiedź Burmistrza, angażują nas totalnie!
No bo przecież każdy ze współgraczy może być Wilkołakiem. Więc warto słuchać jak pytają i o co, notować to w pamięci. A jak odpowiada na pytania Burmistrz? Pomaga, czy próbuje przeszkodzić? A jeśli to my jesteśmy Wilkołakiem / Jasnowidzem – jak nie ściągnąć na siebie podejrzeń, ale zrealizować zadanie?
Każda chwila jest ciekawa, każda runda trochę inna, ciągle przychodzą nam do głowy nowe pomysły jak być dobrym Wilkołakiem lub Jasnowidzem.

Pomysł, żeby Burmistrz też miał rolę, jest wyborny. Wpływa na każdą rundę, nie tylko te w których Burmistrz faktycznie rolę dostał. Dlaczego? Bo jeśli trzeba będzie zgadnąć kto był Wilkołakiem – to jeszcze jeden podejrzany i jeszcze jedna osoba, której działania trzeba ocenić. Jeśli jako Wilkołak zgadujemy kto był Jasnowidzem – nie strzelamy po prostu w tego z graczy, który radził sobie najlepiej. Musimy się zastanowić – a może to po prostu zwykli gracze, może nikt nie był Jasnowidzem, bo ta rola leży przed Burmistrzem?
No i wreszcie rundy w których to Burmistrz będzie Wilkołakiem – niezwykle interesujące! Jako Burmistrz trzeba się wtedy wykazać odpowiednią nieumiejętnością jasnego odpowiadania na pytania – ale takiego które nie będzie zbyt podejrzane!

Słowołaki mają syndrom kolejnej partyjki, tak silny, jaki ostatnio widziałem chyba tylko w Jednym słowem – mojej ulubionej grze imprezowej.
Zawsze kiedy kończy się runda, zapada ta chwila ciszy i ktoś pyta w końcu “to co, jeszcze raz, nie?”
Jedna rozgrywka w Słowołaki to około 5-10 minut. Ale zwykle kiedy siadam do tej gry, trwa ponad godzinę. Bo nikt nie chce, żeby ta runda była ostatnia. Bo kto wie, co zabawnego wydarzy się w następnej? Jaką rolę dostaniemy? Jakie dziwaczne słowo trzeba będzie zgadnąć?

A teraz otwórzcie oczy!

Zagrałem w Słowołaki z około trzydziestką różnych osób, w różnym wieku. Nie spotkałem nikogo, komu by się nie spodobały.
Nie twierdzę, że muszą się spodobać każdemu na świecie… aaaale jest naprawdę duża szansa że spodobają się Wam!

Z opisu można by wywnioskować że Słowołaki trochę przypominają gry w rodzaju Mamy szpiega. Ukryte role, zgadywanie, blef i kłamanie. Z jednej strony – tak. Ale z drugiej – podobają się osobom, które przy Mamy szpiega stresują się za bardzo. Bo w Słowołakach stres jest jakiś inny. Owszem – jest presja czasu. Jest obawa, żeby nie zdradzić się ze swoją rolą – ale jednocześnie nie ma takiego ciężaru, jaki potrafią stworzyć niektóre gry tego typu.

Jeśli więc lubicie gry imprezowe, które zadziałają i w większym (chociaż może nie dziesięcioosobowym…), i mniejszym gronie, lubicie gry ze zgadywaniem haseł, lubicie gadanie przy grze – Słowołaki powinny przypaść Wam do gustu.
Mnie zachwyciły i lądują ostatnio obowiązkowo na stole przy każdym spotkaniu. 

Plusy
  • Świetnie zaprojektowane ukryte role
  • Dobrze działająca aplikacja
  • Bardzo przenośna gra
  • Szybka rozgrywka!
  • Syndrom jeszcze jednej partyjki
Plusy / minusy
  • Aplikacja – nie każdy lubi gry z telefonem
  • Głos w polskiej wersji językowej
Minusy
  • Jakość tabliczek ról
  • Trochę za mała czcionka w aplikacji
  • Działa trochę słabiej przy maksymalnej liczbie graczy

Ocena:

Słowołaki to jedna z najlepszych gier imprezowych jakie grałem w tym roku, a pewnie i w kilku poprzednich. Proste zasady skrywają mnóstwo możliwości blefu, sprytnych zagrywek, zabawy w odczytywanie intencji innych graczy. Bardzo polecam wszystkim – nie tylko fanom ukrytych ról i okłamywania współgraczy!

Dziękujemy wydawnictwu Portal Games za przekazanie gry do recenzji.

 

Marcin Dudek

Game Details
NameWerewords (2017)
ZłożonośćLight [1.17]
BGG Ranking870 [7.15]
Liczba graczy4-10
Projektant/ProjektanciTed Alspach
GrafikaJason Boles and Roland MacDonald
WydawcaBézier Games, GoKids 玩樂小子, Popcorn Games, Portal Games, Ravensburger and UBO CnC
MechanizmyHidden Roles, Roles with Asymmetric Information, Traitor Game, Variable Player Powers and Voting
Marcin Dudek