Budowa miasta wg. Knizi. San Francisco – recenzja.

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Gra została przekazana mi bezzwrotnie w ramach recenzji od wydawnictwa Rebel. Wydawnictwo Rebel nie miało wpływu na kształt mojej opinii/niniejszej recenzji.

San Francisco to najnowsze dzieło Reinera Knizi, który kojarzy mi się z tytułami takimi jak Bankrut, Wyprawa do El Dorado, Pędzące żółwie czy Zamek. Ja osobiście względem autora mam mieszane uczucia – Zamek dla przykładu bardzo lubię, zaś Wyprawę do El Dorado już niezbyt, niemniej tytuł San Francisco od razu wpadł mi w oko i zdecydowanie chciałam sprawdzić, czy poza atrakcyjnym wizualnie opakowaniem gra jest warta mojej uwagi.

Informacje o grze

 

San Francisco w stylu retro

Grafika na okładce sama w sobie sprawiła, że zachciało mi się na urlop – pastelowa kolorystyka utrzymana w ciepłej tonacji, gwar ulicznego ruchu… Ach, pozwiedzałabym sobie. W takim rozmarzeniu przyszło mi otwierać to wcale niemałe pudełko i co mi się pierwsze rzuciło w oczy, to bardzo krótka instrukcja (na dosłownie kilka stron), a przy tym całkiem spora liczba żetonów, znaczników, tekturowych budynków do samodzielnego złożenia i kart. Pomyślałam sobie nawet, że może gra San Francisco będzie przekombinowana przy takiej liczbie elementów i w założeniu dość prostej rozgrywce, jednak usiadłam i dzielnie złożyłam wieżowce, w międzyczasie zapoznając się z instrukcją. 

Całość oprawy wizualnej trzyma styl z okładki i jest utrzymana w delikatnych, pastelowych tonacjach. Nawet na wyprasce  gry San Francisco nadrukowana jest kolorowa grafika. Drewniane wagoniki, grafiki na kartach oraz tekturowe budyneczki dodatkowo cieszą oko podczas rozgrywki. Zresztą wszystkie elementy, prócz kart, są wykonane z dbałością, z grubej tektury (nawet planszetki graczy), co było bardzo miłym zaskoczeniem. 

 

Czas na budowanie!

Liczba elementów na stole będzie się różnić w zależności od liczby graczy biorących udział w rozgrywce. Wszystko jest dobrze opisane w instrukcji oraz dodatkowo zaznaczone ikonografią na planszach punktacji oraz projektów.  Po rozłożeniu wszystkich elementów zgodnie z instrukcją na środku stołu oraz rozdaniu planszetek graczom, możemy przystąpić do rozgrywki w San Francisco, która polega na dobieraniu i wykładaniu kart projektów oraz wkładaniu ich na swoją planszetkę.

W swojej turze gracz wykonuję zawsze jedną z dwóch akcji:

  • wykładanie karty projektu na planszę projektów – projekt można wyłożyć na dowolnym z trzech miejsc przy planszy projektów, karty układa się jedna pod drugą tak, aby były widoczne dla wszystkich graczy. Jeśli dołożymy kartę z symbolem fundamentu, to od razu kładziemy na niej żeton fundamentu z pierwszego stosu od lewej (odlicza nam to czas do końca gry)
  • realizacja projektów – czyli nic innego jak zebranie wszystkich kart projektów z dowolnego z trzech obszarów planszy projektów i dołożenie ich od razu do naszej planszetki. Jest jednak jeden warunek – można dobrać karty tylko jeśli jest ich więcej niż posiadanych przez nas na ręku żetonów zobowiązań. Po dobraniu kart dodatkowo dobieramy na rękę zawsze jeden żeton zobowiązania. Czytając instrukcję nie bardzo rozumiałam w tym sens, jednak chodzi o to, żeby osoba, która szybko zabrała karty ze stołu, i dostała kolejny żeton zobowiązania, była zmuszona do dołożenia karty w następnej turze, ponieważ może je wziąć dopiero gdy będzie ich więcej niż zobowiązań. Tak więc, zabierając szybko projekty ze stołu, musimy liczyć się z tym, ze być może będziemy później tylko wykładać przeciwnikom projekty, które mogą być o wiele ciekawsze niż to, co dobraliśmy. Dobrane karty dokładamy do naszych planszetek w rzędzie odpowiadającym kolorowi karty, na pierwszym wolnym od lewej miejscu. Jeśli jakiś rząd zapełnimy w całości jako pierwsi, to dostajemy za to żeton wart 1 punkt zwycięstwa, jednak wszystkie kolejne dobierane karty w tym kolorze będziemy musieli odrzucać do pudełka. 

Karty projektów, prócz kolorów rozróżniających je pomiędzy rzędami, mają również nadrukowane symbole, które dają nam dodatkowe bonusy w grze, jak np. tory tramwajowe pozwalające umieścić wagonik na każdej karcie połączonej z zajezdnią, fundamenty na których od razu stawiamy budynek (wart 1 punkt zwycięstwa na końcu gry), czy symbole premii, dzięki którym możemy dobrać żeton premii z odpowiedniego miejsca na planszy punktacji. 

Jeszcze jedna zasada – gdy wszyscy gracze mają już przynajmniej po jednym znaczniku zobowiązania, wówczas KAŻDY odrzuca 1 znacznik zobowiązania. De facto zawsze w grze musi być co najmniej jedna osoba bez znaczników zobowiązań.

Gra w San Francisco może zakończyć się na dwa sposoby: 

  • gdy któryś z graczy zabuduje swoją całą planszetkę
  • gdy skończą się żetony fundamentów na planszy projektów

Na koniec sprawdzamy kto miał najwięcej wagoników, oraz najwięcej symboli robotników w każdym z rzędów i przyznajemy za to żetony punktów, następnie podliczamy punkty ze wszystkich zebranych przez nas podczas gry żetonów oraz dostajemy 1 punkt za każdy zbudowany przez nas budynek. Zwycięża oczywiście osoba z największą liczbą punktów. 

 

Wrażenia

Opis zasad San Francisco na sucho może wydawać się nieco chaotyczny, ale zapewniam was – rozgrywka jest bardzo łatwa, płynna i, co najważniejsze, interesująca. W każdej rundzie trzeba podjąć szybką decyzję, czy brać karty już teraz, czy poczekać aż wyjdzie coś ciekawszego? A jeśli wezmę je od razu, to musze się liczyć z faktem, że później będę musiała czekać nieco dłużej na możliwość doboru kolejnych kart…. Bardzo to fajnie ze sobą działa. Nie odczuwałam downetime’u nawet przy grze w cztery osoby, a wręcz ucieszyłam się, że można zamknąć rozgrywkę w niecałą godzinę. Przy tym, za każdym razem po partyjce w San Francisco czułam, że w coś pograłam, ale nie na tyle długo, żeby rozgrywka zdążyła mnie znużyć. Po pierwszych kilku rozgrywkach wręcz miałam chęć zagrać od razu jeszcze raz.

Jest jednak jeden spory minus tytułu San Francisco – na dwie osoby działa to bardzo średnio. Gra potrafi skończyć się tak nagle już po kwadransie, że czułam wręcz lekki niesmak – tyle rzeczy jeszcze nie zrobione, a tu już wyszły wszystkie żetony fundamentów i liczymy punkty. Dlatego też trzeba rozgrywkę dwuosobową jednak trochę modyfikować. Jeden pomysł, który widziałam gdzieś na grupie na facebooku, to wtasowywanie kart z symbolem fundamentu tak jak w Pandemii tj. dzielimy talię na równe kupki i wtasowujemy karty z fundamentami każdą w osobny stosik, później układamy je jeden na drugim. Ja wpadłam na to, żeby wyciągnąć z talii część kart fundamentów i wtasować pozostałe w talię – trochę statystycznie szanse na nagły szybki koniec gry się niwelują. Na trzy i cztery osoby gra działa bardzo dobrze, gdzie przy czterech zazwyczaj gra nam się kończyła jednak w momencie, kiedy ktoś już zabudował całą planszetkę, a nie przez dociąg żetonów fundamentów. Zdaję sobie sprawę, że gry karciane z założenia mają sporą dozę losowości, ale jeśli można ją choć trochę zniwelować, to robię to zawsze z chęcią.

Elementy 3D (budynki i wagoniki) są w San Francisco fajnym urozmaiceniem i chociaż z powodzeniem mogłyby to być żetony, to jednak cieszę się, że nie są. Dzięki temu gra jest nie tylko przyjemna w rozgrywce, ale również cieszy oko. Budynki 3D dają nam również poczucie, że faktycznie coś tam budujemy, a nie tylko dokładamy karty na planszetkę. Ogólnie zdaję sobie sprawę, że tematycznie mogłaby to być gra o wszystkim, choćby np. o hodowli warzyw w szklarni, jednak motyw budowania sprawdza się w niej doskonale i czuję, że pasuje do mechaniki. 

Natomiast żetony punktacji na których jest po 1/2 punktu to zupełnie zbyteczny zabieg. Dlaczego Reiner wpadł na pomysł ułamków punktowych tego doprawdy nie rozumiem – dla mnie z powodzeniem można by przemnożyć wszystko razy 2 i nie bawić się w połówki punktów. 

 

Wakacyjne San Francisco

W moim odczuciu San Francisco jest idealną grą na wakacje – nie za długa, przyjemna dla oka, ciekawa w rozgrywce, a do tego z prostymi zasadami, które można szybciutko wytłumaczyć. Dokładnie tego szukałam na wakacyjne wojaże! Trochę gorsza sprawa, że mój sześciolatek jeszcze jest za mały na ten tytuł, dwunastolatek mało zainteresowany planszówkami, zaś sama gra słabo działa na dwie osoby. Ogólnie jednak rozgrywka podoba mi się na tyle, że nadal chcę do niej wracać, więc jak najbardziej polecam. 

Plusy
  • oprawa wizualna
  • brak downetime’u
  • ciekawa i prosta do wytłumaczenia mechanika
  • idealna długość rozgrywki dla tytułu tego typu
Minusy
  • słabo działa na dwie osoby
  • ułamki zamiast całych punktów

Ocena:

San Francisco to bardzo dobry, niezbyt ciężki tytuł, w pięknej pastelowej oprawie graficznej. Rozgrywka wymaga odrobiny taktyki, trochę szczęścia oraz… najlepiej trzech lub czterech graczy przy stole. Idealna propozycja na godzinę rozgrywki.

Dziękujemy wydawnictwu Rebel za przekazanie gry do recenzji.

 

Julia Gawrońska

Game Details
NameSan Francisco (2022)
ZłożonośćMedium Light [2.22]
BGG Ranking5569 [6.86]
Liczba graczy2-4
Projektant/ProjektanciReiner Knizia
GrafikaRoman Kucharski
WydawcaRebel Studio, Asmodee Italia and Asmodee Spain
MechanizmyConnections, End Game Bonuses, Market, Open Drafting and Tile Placement
Julia Gawrońska
Latest posts by Julia Gawrońska (see all)