Gloomhaven: Jaws of the Lion. Recenzja

Gloomhaven: Jaws of the Lion ukaże się po polsku jako Gloomhaven: W Szczękach Lwa, nakładem wydawnictwa Albi w drugim kwartale 2021 roku.

Długi czas żyłem w przekonaniu, że jeśli kupuję jakąś grę planszową, to będę ją posiadał już zawsze. Późno odkryłem sprzedawanie gier. Ale kiedy już odkryłem – szybko weszło w krew. Gra nie podeszła? Idzie na sprzedaż. Gra podeszła, ale miałem już w kolekcji podobną? Idzie na sprzedaż. Gra była naprawdę dobra, ale nie grałem w nią od trzech, czterech lat? Idzie na sprzedaż. 

Zdarzało mi się w ten sposób sprzedać grę, którą oceniałem wcześniej na osiem, czy nawet dziewięć. Wiadomo – nawet w bardzo dobrych tytułach coś może nie pasować. Ale ostatnio po raz pierwszy pozbyłem się gry, która według mnie była pełną dziesiątkąGloomhaven. (Do zobaczenia tutaj) Czemu sprzedałem grę, którą uważałem za idealną? Już tłumaczę. 

Informacje o grze



Autor: Isaac Childres
Wydawnictwo: Cephalofair Games
Liczba graczy: 1-4
Czas gry: 30 – 120 min
Wiek: 14+
Cena: 219 zł

Gloomhaven: Jaws of the Lion – pierwszy rzut oka

Kilka miesięcy temu do sprzedaży trafiła gra Jaws of the Lion, samodzielny dodatek do Gloomhaven. Co oznacza “samodzielny dodatek”? Oznacza, że Jaws jest osobną grą, ale jeśli posiadamy obie – możemy je połączyć. Czym natomiast jest Gloomhaven? To wydany w 2017 roku kooperacyjny dungeon crawler, z oryginalną mechaniką zarządzania ręką kart, długą kampanią, a przede wszystkim – prawie dziesięciokilogramowym pudłem pełnym żetonów, kart, figurek i kafli. Gra wzięła planszówkowy świat z zaskoczenia i wskoczyła szybko na pierwsze miejsce rankingu najlepszych gier, według serwisu Boardgamegeek.

Najpierw jednak przyjrzyjmy się Jaws of the Lion tak, jakby starszy brat – oryginalny Gloomhaven – nie istniał.

Gloomhaven: Jaws of the Lion

Podstawowe zasady gry są naprawdę proste. Wybieramy postaci, bierzemy przyporządkowane do nich talie, rozstawiamy mapę wybranego scenariusza i zaczynamy. Gramy wszyscy przeciwko grze, nikt nie musi być “tym złym”. W każdej turze wybieramy dwie karty z około dziesięciu, które mamy do dyspozycji, zagrywamy je i czekamy aż pozostali gracze zrobią to samo. Kiedy wszyscy są gotowi – odkrywamy karty i ustalamy, co dalej. Każda karta podzielona jest na dwie części – górną i dolną. Z jednej z naszych dwóch kart musimy wybrać akcję dolną – z reguły związaną z ruchem, a z drugiej dolną – z reguły związaną z atakiem. Ale o tym co wybierzemy z której karty, możemy zdecydować już po tym, jak zobaczymy karty zagrane przez pozostałych graczy.

Potem, w kolejności wyznaczonej także przez nasze karty (niektóre posiadają wyższą inicjatywę, inne niższą), zagrywamy swoje akcje: poruszamy się po planszy, atakujemy, podnosimy skarby, korzystamy ze specjalnych zdolności.

Kiedy uda nam się ukończyć scenariusz, zapisujemy ile zdobyliśmy złota, ile punktów doświadczenia, mamy opcję zakupu nowych przedmiotów oraz zdobycia nowych kart dla naszej postaci, którymi będziemy mogli się posługiwać od następnej rozgrywki.

Gdybyśmy poprzestali na takim opisie, Gloomhaven: Jaws of the Lion mogłoby wyglądać na kolejnego dungeon crawlera, nie wyróżniającego się niczym z tłumu. Przyjrzyjmy się zatem tym elementom, które czynią z tej gry coś wyjątkowego.

Gloomhaven: Jaws of the Lion

 

Karty, karty, karty

Kiedy zaczynamy rozgrywkę, mamy do dyspozycji wszystkie karty naszej postaci – trzymamy je na ręku, wybieramy co turę dwie. I tutaj siedzą dwa mechanizmy, które moim zdaniem wyróżniają Gloomhaven: Jaws of the Lion.

Pierwszy, to działanie samych kart. To nie standardowe akcje typu: “porusz się o dwa pola”, “zaatakuj dystansowo za trzy obrażenia” itp. Te karty, te dziesięć kart, które trzymamy na ręku, to tak naprawdę cała gra. Na początku mogą onieśmielić – dają mnóstwo opcji, ich działanie jest dość rozbudowane, zazębiają się ze sobą nawzajem a nawet z kartami innych postaci, rozegranie swojej pierwszej tury w trakcie swojej pierwszej rozgrywki może zająć nawet kilkanaście minut. Ale im głębiej w grę, tym więcej odkrywamy ukrytych zależności, możliwych do wykręcenia combosów, uczymy się zagrywać właściwą kartę we właściwym momencie – poznajemy coraz lepiej możliwości postaci, którą gramy.

Drugi mechanizm to czas. W każdej turze musimy zagrać dwie karty, które po zagraniu spadną na stos kart odrzuconych. Po kilku turach pula dostępnych akcji znacząco się zmniejszy, a nawet wyczerpie. Co wtedy? Mamy dwa rozwiązania: szybki lub długi odpoczynek. Jeśli zdecydujemy się na długi odpoczynek – poświęcamy całą turę, leczymy kilka punktów obrażeń, wybieramy jedną kartę ze stosu kart odrzuconych i całkowicie usuwamy ją z tej rozgrywki, ale reszta kart wraca na naszą rękę. Znów mamy większy wybór, znów możemy więcej.

Szybki odpoczynek nie daje nam opcji leczenia, a co więcej musimy losowo pozbyć się na stałe jednej karty (zamiast ją wybierać), ale za to nie tracimy tury – reszta kart wraca na rękę i jesteśmy gotowi natychmiast działać dalej.

Gloomhaven: Jaws of the Lion

Czemu ten mechanizm jest tak dobry? Bo, jak łatwo się domyślić, skoro permanentnie tracimy jedną kartę przy każdym odpoczynku, to prędzej czy później karty się skończą. Jeśli w swojej turze nie jesteśmy w stanie wybrać dwóch akcji do zagrania – bo nasza ręka jest pusta – gra się dla nas kończy, nasza postać pada ze zmęczenia. Co oznacza, że każdy scenariusz jest wyścigiem z czasem, łamigłówką – jak w wyznaczonym czasie wypełnić wszystkie stojące przed nami zadania?

Jest to tym ciekawsze, że sporo z naszych kart oferuje nam opcję super mocnej akcji – takiej, która naprawdę potrafi zmienić układ sił na planszy – ale jednorazowej. Po jej wykorzystaniu karta natychmiast opuszcza grę. Część możemy też zagrać jako stałą, bierną zdolność, która uczyni naszą postać silniejszą, ale znów – zabiera kartę. A mniej kart, to mniej czasu, który pozostaje na dokończenie scenariusza. Czy korzyść płynąca z tej akcji jest wystarczająco duża, żeby usprawiedliwić tę stratę? Czy lepiej zdziałać mniej, ale dać sobie więcej tur na następne akcje? Te wybory budują rozgrywkę w Gloomhaven: Jaws of the Lion.

To nie planszowy RPG, który ma nas wciągnąć gęstym klimatem, rozbudowaną fabułą i decyzjami, które kształtują dalszy przebieg zdarzeń. To gra o optymalnym korzystaniu z kart i taktycznych potyczkach na planszy, w których każda błędna decyzja może skutkować porażką.

Gloomhaven: Jaws of the Lion

Kampania

Ważne w Gloomhaven: Jaws of the Lion jest też to, że rozgrywamy tu kampanię, a nie pojedyncze scenariusze. Skoro karty to dusza rozgrywki – to oczywiście awansując naszą postacią na kolejne poziomy, będziemy otrzymywali kolejne karty. Od tej pory decyzje komplikują się jeszcze bardziej – teraz  przed rozstawieniem każdego scenariusza będziemy musieli decydować, które z kart bierzemy ze sobą na misję. Nagle otwierają się przed nami możliwości “zbudowania” naszej postaci na różne sposoby, bardziej ofensywnie, bardziej defensywnie, z nastawieniem na atak dystansowy albo maksymalne wykorzystanie którejś ze specjalnych zdolności. Możemy w ten sposób testować różne style gry, lub nawet szykować się na to, co może nas czekać w danym scenariuszu.

System kampanii jest prosty, ale zrobiony całkiem nieźle. Pomiędzy scenariuszami możemy przebudować talię naszej postaci, odwiedzić sklep (w którym kupujemy przedmioty, potrafiące lekko pomóc w trakcie gry – podleczyć się, odzyskać odrzuconą wcześniej kartę itp.), a także – rozegrać losowe wydarzenie. Te wydarzenia mogą np. otworzyć przed nami możliwość rozegrania jakiegoś pobocznego scenariusza, dać dodatkowe punkty doświadczenia, czy odrobinę złota.

Scenariusze, które czekają na rozegranie, zaznaczamy na specjalnej mapce za pomocą naklejek. Niby nieistotny, dodatkowy bajer – ale naprawdę przyjemny. Widzimy jak duża część kampanii za nami, widzimy jakie mamy dostępne opcje, ale przede wszystkim – po prostu fajnie to wygląda!

Ok, przyjrzyjmy się w takim razie różnicom między podstawową wersją Gloomhaven, a Jaws of the Lion.

Gloomhaven: Jaws of the Lion 

 

Mniej znaczy więcej

Gloomhaven to pudło około cztery razy większe niż Jaws. Zawiera kilka razy więcej postaci, kilka razy więcej scenariuszy, przeciwników, żetonów, słowem: wszystkiego. Jest jednak kilka powodów, dla których warto sięgnąć po to mniejsze pudło zanim w ogóle zaczniemy interesować się większym.

Po pierwsze – zasady. Gloomhaven to ogromny bajzel. Gigantyczna skrzynia komponentów, które są totalną zagadką, kiedy pierwszy raz sięgamy po grę. Instrukcja przybliży nam zasady, ale w sposób tak nieuporządkowany, że części informacji będziemy po prostu musieli się domyślić. Co zrobić z tą kopertą? Czy mogę otworzyć to pudełko? Co oznacza napis “otwórz, kiedy uznasz, że na to zasłużyłeś”?

Gloomhaven: Jaws of the Lion wprowadza gracza w reguły o wiele przyjaźniej. Po pierwsze – jasno tłumaczy co i jak. Jak posortować i tak imponującą zawartość pudełka. Które komponenty będą nam teraz potrzebne, które nie. I tak dalej. Ale co więcej – Gloomhaven: Jaws of the Lion posiada rewelacyjnie zrobiony tutorial. Kilka pierwszych scenariuszy wprowadza zasady gry stopniowo, dopiero po kilku rozgrywkach gramy tak naprawdę w pełnoprawną wersję gry. Ala za to rozumiemy ją wtedy dużo lepiej, niż rzuceni od razu na głęboką wodę. Jest to jedno z lepiej zrobionych wprowadzeń w zasady gry, jakie kiedykolwiek widziałem.

Gloomhaven: Jaws of the Lion

Po drugie – czas rozstawienia! Spotkałem się w internecie z komentarzami, że przygotowanie rozgrywki w Gloomhaven zajmuje komuś dziesięć minut. Super. Mi zajmowało za każdym razem około czterdziestu. Znaleźć w tym pudle rozmiarów szafy odpowiednie kafle terenu, wszystkie potrzebne żetony skarbów, przeciwników, zbudować mapę z tych kafli, poukładać na niej wszystko co trzeba, rozstawić talie przeciwników, potasować, rozstawić postacie graczy… Czterdzieści minut.

Rozstawienie Gloomhaven: Jaws of the Lion zajmuje mi dziesięć. Z jednego prostego powodu, który absolutnie uwielbiam. W przeciwieństwie do większości gier tego typu, tu nie znajdziemy kafli terenu, z których budujemy mapę. Zamiast nich dostajemy książkę z mapami. Chcemy zagrać scenariusz siódmy? Otwieramy książkę na odpowiedniej stronie i już.

O rany, jak dobrym jest to rozwiązaniem!

Mapy są ładniejsze, bo zamiast uniwersalnych kafli dostajemy rysunek tej konkretnej lokacji w której rozgrywa się akcja. Setup jest błyskawiczny, bo wystarczy otworzyć książkę. Łatwiej posegregować zawartość pudła z grą, bo nie musimy składować tam kilkudziesięciu płytek terenu w różnych kształtach.

Po trzecie – sam rozmiar gry. Rozumiem, że Gloomhaven może być grą na długie lata. Ale przez wszystkie te lata będziemy musieli grać ze znajomymi u mnie, bo nie dam rady przewieźć nigdzie tego kolosa. Rozumiem, że Gloomhaven: Jaws of the Lion ma dwadzieścia cztery scenariusze zamiast stu. Ale dwadzieścia cztery scenariusze to naprawdę sporo grania, szczególnie biorąc pod uwagę, że są regrywalne. Wydaje mi się, że dla większości graczy skromniejszy rozmiar Gloomhaven: Jaws of the Lion nie powinien być minusem.

Ok, ale nie dla wszystkich, prawda?

Gloomhaven: Jaws of the Lion

Mniej czasem znaczy jednak mniej

W chwili gdy piszę ten tekst, Gloomhaven nadal zajmuje pierwszą pozycję w rankingu Boardgamegeek. Powstaje pytanie – czy gdyby zamiast tego monstrum, jako pierwsze wyszło Gloomhaven: Jaws of the Lion, też trafiłoby na pierwsze miejsce? Chciałbym powiedzieć, że nie wiem, ale niestety wydaje mi się, że wiem – raczej nie. Czemu?

Ponieważ częścią uroku Gloomhaven jest tych sto scenariuszy. Częścią uroku jest fakt, że po pół roku grania możemy nadal nie zobaczyć sporej części zawartości pudełka, bo nadal nie odblokowaliśmy wszystkich postaci, bo nadal nie pojawili się w grze niektórzy przeciwnicy, bo nadal nie wiemy, kiedy będzie nam wolno otworzyć tajemniczą kopertę itd. Rozmiar Gloomhaven jest wręcz absurdalny. Unboxing gry, kiedy przyniesiemy ją do domu, może nam zająć godziny. Jest w tym coś wyjątkowego…

Czy są jakieś znaczące mechaniczne różnice między obiema wersjami gry? Nie. Czy Gloomhaven: Jaws of the Lion “obsługuje” się łatwiej? Tak. Czy większość graczy, którzy kupią podstawową wersję, rozegra faktycznie sto scenariuszy? Obstawiam, że nie. Ale tu kończą się możliwości doradzania komuś właściwej decyzji – każdy musi sam zdecydować, czego oczekuje po tej grze.

Więc w największym skrócie: jeśli ktoś oczekuje doświadczenia jak z gry RPG – klimatu, fabuły, walki, zatonięcia w nowym, obcym świecie – nie jestem pewien czy jakakolwiek wersja Gloomhaven spełni jego oczekiwania. To dość mechaniczna gra, skupiająca się bardziej na sprytnych mechanizmach, niż budowaniu atmosfery.

Gloomhaven: Jaws of the Lion

Jeśli ktoś oczekuje znakomitego systemu walki, rozkminy nad zagrywaniem kart, taktycznej rozgrywki z w miarę możliwości małym udziałem losowości, dodatkowo świetnie sprawdzającej się także solo – Gloomhaven może być spełnieniem marzeń, pytanie tylko które.

Jeśli chcesz sprawić sobie wyjątkowy prezent – postawić na stole ważące tonę pudło, pełne rozgrywek na najbliższych dziesięć lat – bez wątpienia, podstawowa wersja. Gra numer jeden na świecie, według internetu.

Ale jeśli chcesz dokładnie tego samego doświadczenia z rozgrywki ale za mniej niż połowę ceny, z łatwiejszym setupem, lepszą instrukcją, za to kosztem trochę skromniejszej liczby komponentów – polecam Gloomhaven: Jaws of the Lion.

A czasem mniej znaczy tyle samo

Po kilku rozgrywkach w Gloomhaven bez żalu sprzedałem grę, kiedy tylko w sprzedaży pojawiło się Jaws of the Lion. Przekonał mnie krótszy setup, przede wszystkim. Zdarzało mi się, że miałem ochotę rozegrać partyjkę i wbić kolejny poziom moimi postaciami, ale rezygnowałem, bo nie byłem pewien czy starczy mi czasu. Wymieniłem więc podstawkę na samodzielny dodatek i nie żałuję. Ale jednocześnie – nie umiałbym jednej z tych wersji postawić wyżej niż drugą. Obie posiadają swoje zalety, obie są rewelacyjnymi grami. Obie będą dla kogoś najlepszym wyborem.

Ze swojej strony polecam bardziej Gloomhaven: Jaws of the Lion, z uwagi na najlepszy tutorial w historii i łatwiejsze wejście w świat gry. Jeśli chwyci – zawsze można po tych dwudziestu czterech scenariuszach zdecydować się na ciąg dalszy w postaci dużego Gloomhavena. Lub nadchodzącego Frosthaven – nowej wersji, podobno jeszcze ciekawszej…

 

Plusy
  • Znakomity mechanizm zarządzania ręką kart
  • Bardzo dobrze zbudowana kampania, szczególnie rozwój postaci
  • Szybkie rozstawienie gry
  • Świetna zarówno do gry z innymi, jak i solo
Plusy / minusy
  • Mniejsze niż podstawowe Gloomhaven..?
Minusy
  • Brak klimatu, nastawienie na mechanikę

Ocena: 5 out of 5 stars (5 / 5)

Gloomhaven: Jaws of the Lion ukaże się po polsku jako Gloomhaven: W Szczękach Lwa, nakładem wydawnictwa Albi w drugim kwartale 2021 roku.

Marcin Dudek

 

Game Details
NameGloomhaven: Jaws of the Lion (2020)
ComplexityMedium Heavy [3.57]
BGG Rank [User Rating]6 [8.85]
Player Count1-4
Designer(s)Isaac Childres
Artists(s)Francesca Baerald, David Demaret and Alexandr Elichev
Publisher(s)Cephalofair Games, Albi Polska, Feuerland Spiele and Korea Boardgames Co., Ltd.
Mechanism(s)Action Queue, Campaign / Battle Card Driven, Communication Limits, Cooperative Game, Critical Hits and Failures, Deck Construction, Grid Movement, Hand Management, Hexagon Grid, Legacy Game, Line of Sight, Once-Per-Game Abilities, Scenario / Mission / Campaign Game, Simultaneous Action Selection, Solo / Solitaire Game and Variable Player Powers
Marcin Dudek