Włościanie wjechali na salony- recenzja

Pod koniec lutego wydawnictwo UIVI Games zaczęło publikować posty promujące grę Włościanie z alfabetem włościanina. Taki nietypowy i fajny sposób na promocję gry nie uszedł mojej uwadze i od tamtej pory zaczęłam pilnie śledzić coraz to nowsze informację o tej pozycji. Już sam alfabet z wpisów wydawnictwa pozwolił oczekiwać niezbyt skomplikowanej gry, o kolorowej oprawie graficznej. Przyznam, że zaintrygował mnie ten tytuł i bardzo się ucieszyłam z egzemplarza recenzenckiego, który trafił w moje łapki. 

Informacje o grze



Autor: Haakon Gaarder
Wydawnictwo: UIVI Games
Liczba graczy: 1-5
Czas gry: ok 30min
Wiek: 9+
Cena: ok. 95zł

Kolorowe jarmarki, czyli o wykonaniu słów kilka

Zacznę może od tego co mi się w grze Włościanie nie podoba, żeby szybko mieć to za sobą i przejść do pozytywów.

Chodzi mianowicie o wielkość pudełka: zdecydowanie mogłoby być mniejsze i również pomieściłoby bez problemu wszystkie komponenty. Nie lubię gier wypełnionych powietrzem. Miejsce na półkach jest na wagę złota, a Włościanie mogli by go zajmować mniej. Tymczasem dostajemy sporych rozmiarów opakowanie, a wewnątrz kilkadziesiąt kart, trochę monet i znaczników. Takie chwyty marketingowe niestety nie budzą mojej przychylności.

Od teraz będzie już tylko dobrze.

Grafika na pudełku jest przyjemna dla oka, zaznaczenie kolorystyczne poszczególnych grup kart bardzo dobrze widoczne, co pozwala od razu odróżnić jedne od drugich. Separatory na karty pozwalają utrzymać porządek w pudełku – wszystko to na plus.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dodatkowo w rodzimej wersji dostajemy od razu pakiet mini dodatków, także rozgrywkę można urozmaicić po kilku partiach. W jednym z nich dorzucono ciekawie wyglądające znaczniki ulepszeń, które są urzekające.

Włościanie oferują również pakiet kart do gry solo i przyznam, że to duży plus. Nie raz szukałam gry do pogrania w pojedynkę, która nie jest zbyt długa i nie trzeba jej rozkładać przez 15 minut i wreszcie taką znalazłam. 

Ogólne wrażenie po pierwszym kontakcie z komponentami pozytywne. Karty mają fakturę, którą bardzo cenię, czytelną ikonografię, wszystko się ze sobą dobrze komponuje i wygląda przyjemnie dla oka. Grafiki przywodzą mi na myśl jakieś stare ludowe baśnie z dzieciństwa – takie ilustracje z książek sprzed 20 lat, tylko bardziej nasycone kolorem. Tworzy to całkiem fajny klimat i dobrze pasuje do całości konwencji gry.

Zatrudnianie, czy budowanie?

Włościanie to dość prosta, karciana gra. Trzeba w niej trochę pomyśleć, trochę dostosować się do warunków na stole i trzymać kciuki, żeby przeciwnicy nie podebrali nam karty, o której właśnie myślimy. Taki miks szczęścia i umiejętnego budowania talii.

Grę rozpoczynamy z 8 monetami (w grze nazywają je Złocisze), 5 kartami włościan na ręku oraz naszym kafelkiem ryneczku.

We wspólnym obszarze gry lądują jeden za drugim osadnicy początkowi- awersem do góry, widoczni dla wszystkich. Nad nimi układamy odpowiednio do liczby graczy, osadników wędrownych (rewersem do góry), w sześciu oddzielnych stosach. Pod drugi i ostatni stos wkładamy karty targowisk. Resztę tej talii kładziemy obok – będzie to rezerwa. Wystarczy jeszcze wyłożyć obok drogi odkrytych podstawowych osadników w 3 stosach i możemy zaczynać.

Gra dzieli się na trzy fazy:

  1. Faza dobierania – w której, począwszy od pierwszego gracza wszyscy dobierają osadników i kładą na swój ryneczek. Limit podstawowy dobierania to 2, można go jednak zwiększyć i dobierać maksymalnie 5 kart w tej fazie. Na początku dostępni są osadnicy podstawowi, ewentualnie można dobrać kartę z któregoś stosu w ciemno. Puste miejsca po osadnikach uzupełnia się natychmiast kartami z pierwszego na lewo stosu ułożonego nad osadnikami.
  2. Faza porządkowania drogi, następuje wymienienie niektórych odkrytych osadników, na tych z talii rezerwy. 
  3. Faza budowania – każdy gracz wykonuje wszystkie swoje akcje budowania na raz. Nie wiem swoją drogą dlaczego zostało to nazwane “budowaniem”? Wszak są to osadnicy, czy nie powinniśmy ich np. “zatrudniać”? W każdym razie budowanie również posiada swój limit – 2 karty. Możemy go zwiększyć w trakcie gry do 5. Budowanie to najciekawsza część rozgrywki. Trzeba przemyśleć, którą kartę chcemy wyłożyć, oraz czy możemy to zrobić. We Włościanach tworzymy niejako łańcuch produkcyjny z poszczególnych profesji np. żeby zbudować cieślę, musimy uprzednio wyłożyć drwala, na założycieli można położyć piwowara itd. Podstawowych osadników możemy wziąć z poszczególnych talii, nie zużywając akcji budowy, jedynie oddajemy jedną z naszych kart na ręku, żeby wystawić u siebie któregoś z nich. 
  4. Faza targowiska po zużyciu drugiego i ostatniego stosu. Są to momenty, gdy w grze podliczamy punkty, czyli po prostu dostajemy złocisze w wartości nadrukowanej na kartach przy pierwszym targowisku, oraz dodatkowe karty bonusowe ze srebrnymi monetami po drugim targowisku . Wówczas następuje koniec gry. Dodatkowo możemy zapunktować posiadając u siebie karty, pomagające odblokować budowę innych kart np. cieśla ma taką umiejętność. Jest to na nich zaznaczone ikoną breloka. Wygrywa osoba, która na koniec drugiego targowiska ma najwięcej złociszy.

Oprócz kart osadników, których budujemy w swoich wioskach, możemy też dobierać karty specjalne, które dodają nieco interakcji między graczami, pomagają nam i/lub przeszkadzają innym. W pudełku znajdziemy kilka pakietów takich kart, dzięki mini dodatkom dołączonym do polskiej edycji. Przyznam, że jest to bardzo fajne urozmaicenie rozgrywki.

We Włościan możemy też zagrać solo i zmierzyć się ze złowieszczą Hrabiną- oj dała mi ona nieźle w kość przy pierwszej rozgrywce. Hrabina zbiera bardzo dużo kart podczas gry, i za każdą punktuje osobno, także nie jest łatwo z nią wygrać, przy czym gra w pojedynkę jest na prawdę dobrze przemyślana i zmuszająca do rozruszania szarych komórek.

 

Wrażenia z rozgrywki we Włościan

Ostatnimi czasy, ze względu na konieczność siedzenia w domu, gramy dużo i Włościanie w tym okresie lądowali na stole raz za razem. Dodam, że wcale nie dlatego, że mam recenzję do napisania, tylko po prostu jest to przyjemna gra na pół godzinki, przy której trzeba troszeczkę pokombinować. Iść w budowanie i móc co turę dokładać więcej kart do miasteczka, a może jednak w kasę, żeby zebrać jej jak najwięcej? A co jeśli wezmę stelmacha, a nie podejdzie kołodziejka i nie dam rady go zbudować? Ha! Jest karta z bonusem za każdy symbol pożywienia, byle nikt mi jej nie podebrał! 

 

Niestety nie zawsze podchodzą nam karty pasujące do łańcucha produkcji, który chcieliśmy wytworzyć, ale na szczęście możemy się w każdym momencie wycofać z wcześniej założonego planu, oddać niepotrzebną kartę i wziąć za nią podstawowego osadnika. Jeśli umiejętnie lawirujemy pomiędzy dostosowywaniem się do dostępnych kart, mamy trochę szczęścia i zbieramy to, co nam potrzebne, to mamy szansę prześcignąć rywali w wyścigu o złocisze.

Podoba mi się ta konieczność połączenia łutu szczęścia z dążeniem do zamierzonego celu oraz umiejętnością przystosowania się do sytuacji na stole. Bardzo fajne jest też to, że w grze Włościanie brakuje przestojów, rozgrywka jest dynamiczna, a całość trwa tyle co wypicie kawy. Nieraz brakuje nam gier do wyciągnięcia na pół godziny w tak zwanym międzyczasie i ta gra jest własnie taka, a dodatkowo przyjemnie rozgrzewa zwoje mózgowe podczas szukania najlepszej drogi do zwycięstwa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Włościanie są grą która bardzo dobrze się skaluje. Wraz ze wzrastającą liczbą graczy na stosy ląduje więcej kart, więc nie ma obawy, że zabraknie ich szybciej, niż w grze na 2 osoby. Jedynie gdy gracze mają dużo ikon pożywienia w swoich miasteczkach, wówczas dobierają więcej kart w fazie dobierania i rozgrywka o wiele szybciej się kończy. 

Zasady rozgrywki są proste, instrukcja przejrzysta. Generalnie Włościanie powinni sprawdzić się jako gateway dla początkujących, mogą również  pełnić rolę filerka pomiędzy cięższymi tytułami. Interakcja między graczami jest niewielka, więc polecam ją raczej dla wielbicieli pasjansów, niźli dla fanów wbijania sobie noża w plecy.

Podsumowanie

Biorąc do ręki pudełko Włościan dostajemy przyjemną, kolorową i niezbyt skomplikowaną grę, która naprawdę może się podobać. Mi skojarzyła się trochę z “O mój zboże”, gdzie też tworzyło się łańcuchy produkcyjne z kart. Tamta niezbyt przypadła nam do gustu, z Włościanami sprawa jest zupełnie inna. Sięgamy po nich chętnie, gra sprawia nam frajdę, przy czym nie zajmuje dużo czasu. Losowość, jak to w grach z dociągiem kart, jest dość spora, jednak zasady rozgrywki dają nam spore możliwości dostosowania się do sytuacji panującej na stole.

Zaznaczam, że Włościanie nie są pozycją wybitną, ani odkryciem roku, nie zrobiłam wielkiego “WOW” po pierwszej rozgrywce.  Jednak dają dużo funu z rozgrywki i wracają na stół, co już samo z siebie jest najlepszą recenzją. Czasem w kolekcji brak właśnie takiej pozycji – łatwej do ogarnięcia, ładnie wykonanej i niewymagającej spędzania 3 godzin nad stołem.

Jest to solidny produkt, zapewniający przyjemnie spędzony czas. Czy jednak jest na tyle atrakcyjny, żeby zagościć na stałe w waszych domach? Żeby to ocenić musicie po prostu sami zagrać i sprawdzić. U nas póki co zostaje, pełniąc rolę filera, oraz gry którą mogę wyciągnąć podczas rozgrywki z niedzielnymi graczami w mojej rodzinie.  

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Plusy
  • ładne wykonanie
  • czas gry
  • proste zasady
  • brak downtime’u
  • do lekkiego kombinowania
  • dobry gateway, jak i filler
  • rozgrywka solo
  • dobre skalowanie
Plusy / minusy
  • losowość
Minusy
  • zbyt duże pudełko
  • cena

Ocena: 4 out of 5 stars (4 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu IUVI Games za przekazanie gry do recenzji.

Julia Gawrońska

Game Details
NameVillagers (2019)
ComplexityMedium Light [2.26]
BGG Rank [User Rating]652 [7.41]
Player Count1-5
Designer(s)Haakon Gaarder
Artists(s)Haakon Gaarder
Publisher(s)Sinister Fish Games, Angry Lion Games, Arrakis Games, Fractal Juegos, Gigamic, IUVI Games, KOSMOS, MS Edizioni and YOKA Games
Mechanism(s)Card Drafting, Set Collection and Solo / Solitaire Game
Julia Gawrońska
Latest posts by Julia Gawrońska (see all)