Kieszonkowe Kasyno – kościana wersja jednorękiego bandyty. Recenzja

Nigdy nie byłem w prawdziwym kasynie i wcale mnie do hazardu nie ciągnie, ale przyznam, że okładka Kieszonkowego Kasyna przyciągnęła mnie do siebie obietnicą prostej, szybkiej i emocjonującej gry kościanej. Czy kompaktowa gra towarzyska może oddać emocje towarzyszące szybkiemu zdobywaniu fortuny lub traceniu walizki pełnej szmalu? O tym, jak również o pojemności swoich kieszeni opowiem w niniejszej recenzji.

Informacje o grze


Autor: Martin Nedergaard Andersen
Wydawnictwo: Fabryka Kart Trefl-Kraków 
Liczba graczy: 2 – 5
Czas gry: od 15 do 30 minut
Wiek: od 8 lat
Cena: około 40 zł

Wykonanie

Wydanie Kieszonkowego Kasyna prezentuje się przyzwoicie, co prawda bez fajerwerków, ale też nie odbiega od standardu, do którego zdążyły przyzwyczaić graczy współczesne planszówki. Mamy tu kilkadziesiąt kart o prostych, symbolicznych grafikach, garść niezbyt grubych, okrągłych żetonów i siedem specjalnych, ładnych kości, które napędzają całą zabawę. Jakość samych kart oceniam jako przeciętną, a przy dość intensywnym użytkowaniu gry zakoszulkowanie ich byłoby bardzo wskazane. Całość sprawia wrażenie gry wydanej bardzo schludnie, choć może trochę sztampowo. Zabrakło mi w oprawie graficznej jakichś ciekawych, przykuwających oko detali, jednak nie jest to znacząca wada. Wydaje się raczej, że wygląd gry podporządkowano tu praktycznej stronie rozgrywki.

Osobną kwestią jest natomiast wielkość pudełka do gry, które jest zbliżone do rozmiarów innych, niezbyt rozbudowanych karcianek, takich jak np. Fantastyczne Światy, Głębia czy Śpiące Królewny. W przypadku Kieszonkowego Kasyna wielkość ta jest w mojej ocenie podwójnym minusem. Po pierwsze, choć sam tytuł gry może wskazywać na jej niewielkie rozmiary, pudełko wcale nie jest kieszonkowe. Dla przykładu dodam, że próbowałem wsunąć grę do dość obszernej kieszeni bocznej w męskich spodniach typu „bojówki”, co niestety zakończyło się fiaskiem. Wystarczy dodać, że np. pięć zwykłych tabliczek czekolady mieści się tam bez problemu. Po drugie elementów gry jest tak niewiele, że z powodzeniem dałoby się je zmieścić w pudełku o połowę mniejszym. Pokusiłem się nawet o mały eksperyment i włożyłem wszystkie elementy Kieszonkowego Kasyna do pudełeczka charakterystycznego dla niewielkich karcianek z wydawnictwa G3.

Zasady

Celem gry jest zdobycie jak najwięcej liczby punktów z kart przedstawiających rozmaite kombinacje kolorowych symboli, znanych np. z automatów typu „jednoręki bandyta”. Karty są rzecz jasna różnie punktowane, w zależności od stopnia trudności ich zdobycia, czyli liczby i rodzaju symboli na nich występujących. W swojej turze gracz rzuca siedmioma kośćmi i sprawdza, czy wynik rzutu pozwala mu dopasować co najmniej jeden symbol z kości do jednej z wyłożonych na stole kart znajdujących się we wspólnej puli, bądź leżących przed innymi graczami. Oczywiście im więcej pasujących symboli, tym lepiej, bo zwiększa to szanse gracza na zdobycie nawet kilku kart w jednej turze, bądź np. jednej, wysoko punktowanej karty. Jeśli graczowi nie uda się za pierwszym razem wyrzucić pełnej kombinacji na którejkolwiek z kart, co ma miejsce bardzo często, wówczas ma on do dyspozycji żetony pozwalające płacić za przerzucanie kości. Dowolną liczbę kości można przerzucić płacąc za to dokładnie jednym żetonem, a jeżeli graczowi uda się w ten sposób dopasować przynajmniej jeden symbol, ma prawo do kolejnego przerzucania, oczywiście kosztującego go kolejny żeton. To rozwiązanie pozwala zachować losowość w ryzach. Z jednej strony nadal jest ona dość duża (wszak jest to przede wszystkim gra kościana), ale zawsze mamy kilka decyzji do podjęcia. Czasami wystarczy kierować się prostym rachunkiem prawdopodobieństwa, a innym razem może przydać się odrobina intuicji.

Wrażenia

Zasady gry są naprawdę nieskomplikowane – rzucamy, dopasowujemy symbole, jeśli nas stać przerzucamy, możemy czasem podebrać jakąś kartę przeciwnikowi (szczypta negatywnej interakcji) i tak na okrągło, do wyczerpania się stosu zawierającego dokładnie 35 kart. Ze względu na niezbyt dużą objętość talii zjawisko powtarzalności rozgrywki może pojawić się bardzo szybko, jednak mimo tego regrywalność jest na przyzwoitym poziomie. Wszystko to dzięki odpowiedniej dozie losowości, która zapewnia emocje i niepewność, jak również dzięki krótkiemu czasowi rozgrywki (15 – 30 minut), który nie pozwala, by nuda pojawiła się przy stole. Prostota zasad była pierwszym aspektem gry, który zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Dzięki niej dostajemy bowiem grę naprawdę uniwersalną, w którą można zagrać z dorosłymi, jak i z dziećmi. Według mojej oceny można śmiało próbować rozgrywek z pociechami już od szóstego roku życia, choć pudełkowa informacja od wydawcy wskazuje na wiek 8+.

Kieszonkowe Kasyno pod względem mechaniki i przebiegu rozgrywki skojarzyło mi się w szczególności z dwoma tytułami: Age of War oraz Next! Pierwsza z tych gier, autorstwa Reinera Knizii, pozwala graczom zdobywać karty zamków należących do różnych klanów w czasach feudalnej Japonii. Temat zgoła odmienny, jednak dopasowywanie symboli z kości do kart przebiega bardzo podobnie, jak w Kieszonkowym Kasynie, choć na plus tego ostatniego jest w moim odczuciu mniejsza losowość, zwłaszcza dzięki umożliwieniu graczom świadomego płacenia za dodatkowe rzuty dowolną liczbą kości. Kieszonkowe Kasyno pod tym względem wypada bardzo dobrze również w zestawieniu z grą Next! (wydawnictwo Gigamic), która, pomimo mechanicznych podobieństw, jest tytułem bólu wręcz losowym. Jeżeli próbowaliście któregoś z wyżej wymienionych tytułów, grając w Kieszonkowe Kasyno z pewnością poczujecie się jak w domu. Niestety, jeżeli patrząc na okładkę omawianej tu gry liczyliście na jakieś podobieństwa do Las Vegas autorstwa Rüdigera Dorna, możecie srogo się zawieść, ponieważ poza tematem i dominującym w mechanice zastosowaniem kości, obie gry mają ze sobą niewiele wspólnego.

A jeżeli mowa o samym temacie gry, muszę niestety stwierdzić, że jego odwzorowanie w Kieszonkowym Kasynie wypada dość słabo. Przebieg rozgrywki, choć odpowiednio nasycony losowością, niespecjalnie kojarzy mi się z hazardem, a zdobywanie punktów z kart nie przekłada się na wrażenie zdobywania grubej forsy. Zbankrutować też się nie da, ale przyznam szczerze, że ja tego typu emocji po Kieszonkowym Kasynie nawet nie oczekiwałem. Bądź co bądź jest to gra rodzinna, zatem powyższa wada może okazać się dla wielu cechą jak najbardziej pożądaną. Na koniec jeszcze słówko o skalowalności: nie ma tu specjalnych mechanizmów zmieniających rozgrywkę w zależności o liczby graczy. Im liczniejsze towarzystwo przy stole, tym dłużej poczekamy na swoją kolejkę, ale nie jest z tym źle. Osobiście najlepiej grało mi się przy 3 – 4 graczach, wówczas rywalizacja wydawała mi się najciekawsza.

Podsumowanie

Ogólne wrażenia z rozgrywki w Kieszonkowe Kasyno są bardzo pozytywne. Gra jest dynamiczna, tury przebiegają płynnie, a frajda ze zdobywania kolejnych „setów” z kart jest całkiem spora. Negatywna interakcja w postaci kradzieży kart innym graczom występuje sporadycznie i z pewnością nie dominuje rozgrywki. Nie ma tu innowacyjnych mechanik, ani wyszukanych komponentów, dominuje za to prostota, w dobrym tego słowa znaczeniu. Gra jest na tyle uniwersalna, że ma szanse spodobać się graczom praktycznie w każdej grupie wiekowej, w tym również planszowym geekom, jako przyjemny filler zapewniający chwilę relaksującego turlania kośćmi.

Plusy
  • prostota zasad
  • dynamiczna rozgrywka
  • szerokie grono odbiorców – zagrasz praktycznie z każdym
  • krótki czas rozgrywki
Plusy / minusy
  • wygląd – prosty i estetyczny, lecz dość sztampowy
  • brak klimatu gry hazardowej rodem z kasyna, ale chyba nie o to tu chodzi
Minusy
  • relatywnie wysoka cena w stosunku do zawartości pudełka
  • gra jest kieszonkowa tylko z nazwy

Ocena: 4 out of 5 stars (4 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Kart Trefl-Kraków za przekazanie gry do recenzji.

Arkadiusz Deroszewski

 

Arkadiusz Deroszewski

Mój początek planszówkowej przygody nie był oryginalny. Już w szkole podstawowej zauroczyła mnie Magia i Miecz, czyli polski pierwowzór Talismana. Po wielu latach przerwy pokochałem planszówki współczesne, głównie dzięki Dixitowi i... eurosucharom. Obecnie moim konikiem są gry z mechaniką dice placement. A poza grami bez prądu, moje życie kręci się wokół dwóch córek i żony, pracy w banku, kina grozy i sci-fi oraz książek o Stanach Zjednoczonych.
Arkadiusz Deroszewski