Potworek głodomorek. Do stołu… Start! Recenzja

Potworek głodomorek to sympatyczna gra wyścigowa dla całej rodziny. Zacznijmy od tego, że potworki urządzają sobie wyścig dookoła stołu. Kto pierwszy, ten lepszy. Po drodze każdy stara najeść się należycie, by mieć siły do dalszego biegu. Jednak przeciwnicy też będą mieli sporo do powiedzenia – zdarzyć się może zepchnięcie kogoś do tyłu. Całość oprawiona jest świetnymi ilustracjami i zachęca (zwłaszcza najmłodszych) do rozgrywki.

Kto wygra pojedynek? Kto najlepiej poprowadzi swoje głodomorki?

Informacje o grze


Autor: Robin Lees, Steve Mackenzie
Wydawnictwo: Lucrum Games
Liczba graczy: 2 – 4
Czas gry: od 15 do 25 minut
Wiek: od 7 lat
Cena: ? zł

Wykonanie

Z pewnością może trochę dziwić wielkość pudełka. Przecież zawartości wcale nie ma tak dużo – ot, talia kart (jedzenia i potworków), a także same żetony potworków (używane do oznaczenia pozycji na torze). Mimo wszystko po włożeniu owych żetonów w podstawki, mogą one zająć trochę miejsca. Tak więc dałoby się trochę zmniejszyć pudełko (i zaoszczędzić miejsca na półkach), ale właściwie dzięki takiemu rozwiązaniu przygotowanie rozgrywki trwa zdecydowanie krócej.

Przy tej okazji chciałem pogratulować wydawnictwu decyzji o dołączeniu do pudełka podstawek dla wszystkich żetonów (14). W grze używać będziemy (w zależności od liczby graczy) od 4 do 8 potworów (i tyleż samo podstawek). Mimo wszystko można wszystko złożyć przy pierwszej rozgrywce i później już nic nie zmieniać. Jak wspominałem, jest to wygodne i przyspiesza przygotowanie.

Całość prezentuje się naprawdę ładnie i kolorowo. Szczególnie spodobały mi się karty potraw, które prezentują spore spektrum kulinarne: od kawy, przez frytki, sushi, pizzę, po pierogi (!). Potworki muszą w końcu coś jeść. Do tego każdy potworek jest inny, mamy tu wersje męskie i żeńskie, co dla moich dzieci ma szczególne znaczenie (“czy mogę sobie tym razem wybrać 2 chłopaków?”).

Jedna rzecz troszeczkę przeszkadza, a właściwie utrudnia momentami grę. Mamy tu bowiem ułożony tor (który jest właściwie nakrytym stołem – potworki przechodzić tu będą z talerza na talerz). Przy grze w większą liczbę osób będziemy tu mieli problem z umieszczeniem wszystkich potworków na poszczególnych talerzach. Są one dość małe i mieszczą na sobie właściwie 1-2 potworki. Zdecydowanie akcent został tu bardziej położony na aspekt wizualny, a zapomniano trochę o wygodzie grania. W czasie gry niestety spora część żetonów musi być umieszczana “poza stołem”. Mi to osobiście przeszkadza. Poza tym drobnym minusem całość oceniam bardzo dobrze. Karty są wytrzymałe, podobnie jak tekturowe żetony potworków i plastikowe podstawki.

Zasady

Jak już wcześniej wspominałem, w Potworku głodomorku mamy wyścig tytułowych stworzonek. Każdy z graczy będzie prowadził 2. Kto pierwszy przeprowadzi oba swoje stworki do mety, wygrywa. Z potworkami jest związana jedna ważna rzecz – każdy z nich ma swoją umiejętność specjalną. Część opiera się na łatwiejszym przemieszczaniu, część na dodatkowym dobraniu karty, fakt, że wszystkie są dość przydatne.

W swojej turze gracz wykonuje następujące działania:

  • (opcjonalnie) wykorzystuje zdolność swojego potworka
  • dobiera kartę
  • (opcjonalnie) karmi potworka, a więc przesuwa go do przodu na torze

Karmienie jest możliwe wówczas, gdy uda nam się zebrać karty jedzenia o łącznej wartości przynajmniej 15. Przy tej okazji możemy wykonywać akcje z zagranych kart. Z uwagi na to, że wartości na kartach mamy różne (od 1 do 9), może się zdarzyć, że wartość na kartach będzie większa niż 15. Wówczas musimy zakryć kartę/karty, by wartość była mniejsza niż 15. Wykonujemy wtedy akcje tylko z odkrytych kart.

Przy każdym karmieniu wybieramy jednego z naszych potworków, którego przesuniemy do przodu. Dodatkowe ruchy są możliwe dzięki kartom jedzenia: np. przesuń 2 potworki o 1 pole lub jednego o 2. Zdarza się też, że karty uderzają bezpośrednio w potworka, który jest pierwszy. Stąd też nie zawsze warto pchać się do przodu

Jak już wspominałem, wygrywa ten, kto pierwszy doprowadzi swoje potworki do mety.

Wrażenia

Potworek głodomorek to atrakcyjna pozycja dla dzieci.

  1. Po pierwsze uczy dzieci dodawania. Jest to ważne zwłaszcza dla dzieci w wieku 7-8 lat (wydaje mi się, że w przypadku starszych nie powinno już być takiej potrzeby, choć to oczywiście sprawa indywidualna). Mamy tu liczenie do 15, choć instrukcja wskazuje że w przypadku kart o łącznej wartości 30 lub więcej gracz ma obowiązek wykonać akcję karmienia. Gracze muszą tu więc dodawać, ale też trochę kombinować z kartami. Jeśli uda się uzbierać zestaw z dokładną wartością 15, wówczas wykonamy akcje ze wszystkich zagranych kart. Stąd też czasami opłaca się poczekać, by następnie zagrać najlepsze karty.
    Z drugiej strony czasem chcemy zagrać karty o wyższej wartości, by specjalnie jedną z nich zakryć. Jest to ważne zwłaszcza, gdy nasz potworek jest pierwszy, a karta działa właśnie negatywnie na niego (np. cofa go o jedno pole).
    Dorosłym oczywiście to całe dodawanie może się wydawać w tym miejscu nieco sztuczne, ale myślę, że zamierzeniem autora było połączenie przyjemnego z pożytecznym.
  2. Wykonywanie poszczególnych akcji w trakcie karmienia również wymusza myślenie – ich kolejność może mieć spore znaczenie i na to też dobrze dzieci uczulić: co się opłaca, a co nie do końca
  3. Niektóre z akcji pomagają innym i choć dla młodszych może to być trudne, to uczą też współpracy lub chociażby delikatnej gry nad stołem (przysługa za przysługę).

Ostatecznie nie ma tego bardzo dużo, ale gracze powinni dobrze znać zarówno zdolność swoich potworków, jak i działania z poszczególnych kart. Stąd też dzieci powinny już mieć opanowane czytanie. Oczywiście można wszystkie karty wytłumaczyć w trakcie kilku pierwszych rozgrywek, ale trochę tego jest i raczej dzieciom nie będzie łatwo wszystko spamiętać.

Rozgrywka jest dość płynna, część ruchów jest niejako automatyczna, bo nie zawsze każdy będzie poruszał potworki (czasem ograniczamy się tylko do dobrania karty). Z kolei akcja karmienia może trochę zająć – musimy sprawdzić, czy suma się zgadza, jakie akcje możemy wykonać, w jakiej kolejności. Czasem po karmieniu może się okazać, że możemy wykonać kolejne (co jest dopuszczalne). Gracze jednak nie zdążą się nudzić. Sytuacja na torze zmienia się dynamicznie.

Pomiędzy graczami jest trochę interakcji, czasem negatywnej. Oczywiście dotyczy to tylko części kart, ale mimo to mogą pojawić się tu trudne emocje. Moje dzieci już się do tego przyzwyczaiły i zazwyczaj z prostej kalkulacji cofany jest aktualny lider lub (na wszelki wypadek) tata.

Gra pod kątem wizualnym jest skierowana do dzieci, ale mimo to także starsi gracze mogą się przy niej dobrze bawić. Mamy tu trochę kombinowania, a całość nie jest zbyt długa. Potworka głodomorka można więc potraktować jako filler dla każdego. Gra przeznaczona jest dla graczy w liczbie od 2 do 4. Osobiście polecam pełny skład. Mamy wtedy najwięcej zamieszania, kombinowania, układów nad stołem. W grze 2 osobowej raczej ciężko będzie o takie emocje. Do tego nie ma tu właściwie żadnych zmian w przygotowaniu gry (osobiście zmniejszyłbym delikatnie tor na 2 osoby).

Do tego wszystkiego dodam, że z uwagi na standardowe w karciankach dobieranie kart, jesteśmy tu “skazani” na losowość. Czasem z tury na turę dobierać będziemy niskie wartości, gdy inni raz za razem wyłożą po dwie 9-tki czy 8-ki. Oczywiście to wszystko jest jak najbardziej naturalne w prostej grze dla dzieci, ale zaznaczam to z recenzenckiego obowiązku.

Podsumowanie

Zdecydowanie po grze w Potworka głodomorka można nabrać apetytu. Grając przed obiadem ślinka zaczyna cieknąć. Gra jest świetnie zilustrowana, potworki naprawdę sympatyczne, a sama rozgrywka…? Szybka, emocjonująca i wymagająca odrobiny kombinowania. Staramy się tu wykorzystać zarówno zdolności naszych potworków, jak i poszczególne akcje na kartach jedzenia.

Gra uczy dzieci taktycznego i strategicznego myślenia, ale nie zapominajmy o matematyce. Wykarmienie potworka wymaga zsumowaniu wartości ze swoich kart jedzenia. Dzieci więc uczą się i bawią. Rodzice zaś znajdą tu przyjemny i odprężający tytuł do pogrania w wolnej chwili.

Plusy
  • bajecznie kolorowy tytuł
  • wymagający myślenia
  • wspomaga naukę dodawania w zakresie do 20+
  • uczy współpracy lub przynajmniej delikatnej gry nad stołem
  • prosta mechanika dostępna dla każdego
Plusy / minusy
  • negatywna interakcja – część kart uderza w aktualnego lidera
Minusy
  • dwuosobowy wyścig jest dużo mniej emocjonujący, a tor wydaje się delikatnie za długi

Ocena: 3.5 out of 5 stars (3,5 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Lucrum Games za przekazanie gry do recenzji.

Łukasz Hapka

Game Details
NameLittle Monster That Came For Lunch And Stayed For Tea (2018)
ComplexityMedium Light [1.50]
BGG Rank [User Rating]12023 [6.20]
Player Count2-4
Designer(s)Robin Lees and Steve Mackenzie
Artists(s)Anna Kędzior
Publisher(s)Strawberry Studio
Mechanism(s)Hand Management, Take That and Variable Player Powers

Łukasz Hapka

Jest miłośnikiem gier złożonych. Mimo wszystko sympatią darzy wiele tytułów, niekoniecznie mózgożernych. W kręgu jego zainteresowań są także gry logiczne.
Ulubione tytuły: Race for the Galaxy, Le Havre, Lewis & Clark.
Łukasz Hapka