Shadowrift 2nd edition – Recenzja

Shadowrift to kooperacyjna gra karciana oparta na tzw. deckbuildingu. Wszyscy gracze lub nawet jeden (ponieważ gra oferuje nam tryb solo) muszą zmierzyć się z potworami, które pragną krwi oraz podbicia malowniczego miasta.

Bohaterzy gotowi na poświęcenia, którym przyjdzie sprostać, muszą sprawnie budować talie i pokonywać masę potworów, aczkolwiek to nie wszystkie zadania, które spoczywają na barkach graczy Shadowrift.  Przy życiu trzeba utrzymać nie tylko siebie, ale także mieszczan. Jest to jedno z wielu rozmaitych zagrożeń, które na nas czyhają. Śmierć pojedynczych jednostek to nic w porównaniu z tym, co nam grozi, a grozi nam… totalna zagłada.

Pora wyjść z cienia i stanąć w obronie miasta New Heaven usytuowanego w średniowiecznej krainie!

Informacje o grze

Autor: Jeremy Anderson
Wydawnictwo: Salute Games
Liczba graczy: 1- 6
Czas gry: od 45 do 120 minut
Wiek: od 10 lat
Cena: około 210 zł

Nowe niebo, nowe pudełko

Razem z drugą edycja Shadowrift otrzymujemy nowe pudełko mieszczące wszystkie karty, znaczniki oraz, co najważniejsze, plansze. Wydawca wychodzi do nas z ciekawą opcją, którą są przegródki w postaci szerokich oraz troszeczkę większych kart. Dzięki temu z łatwością oddzielimy od siebie wszystkie rasy potworów czy np. karty startowe.

Całość możemy zakleszczyć gąbkami, które także znajdują się w środku pudełka. Przez to wszystkie karty, których w całej grze jest aż 540, są w pełni posegregowane.  

Mimo tego, że jest to gra karciana, otrzymujemy do niej planszę. Stanowi to główny element rozróżniający pierwszą edycję od drugiej.

Plansza

 

Plansza jest duża oraz przejrzysta. Przyczynia się do tego, że rozpoczęcie gry staje się o wiele łatwiejsze. W pudełku znajdują się małe kafelki znakujące górną część planszy, czyli kolejność nadchodzących potworów. Oczywiście skorzystanie z tego dodatku jest opcjonalne, autor nie wymusza na graczu użycia planszy. Jest to po prostu duże ułatwienie.

Jak przebiega obrona?

Shadowrift ma bardzo proste zasady. Zaczynamy od rozłożenia naszego miasta postępując według załączonych instrukcji. Jeśli decydujemy się na wariant solo, ilość kart różni się od tej, która przeznaczona jest rozgrywce z innymi graczami. Dzięki planszy jest to banalnie proste ze względu na to, że wszystkie miejsca są podpisane. W rozgrywce sami dokonujemy wyboru, komu mamy zamiar stawić czoła. Nieumarłym? A może demonom?

Następnie musimy rozdać wszystkim graczom karty startowe. Zaczynamy mając ich 10 na ręce.

Ręka startowa


Z tak rozłożoną planszą oraz kartami startowymi możemy rozpocząć obronę naszego malowniczego miasteczka.

Przebieg całej tury jest opisany w górnej części planszy, tuż pod miejscem na potwory. Dzięki tej na pozór mało istotnej drobnostce, nie musimy nieustannie zaglądać do instrukcji i sprawdzać jak przebiegają kolejne fazy – wszystko mamy pod ręką (i to dosłownie).

Zanim odsłonimy pierwszego potwora i sprawdzimy, czy siły zła mają wystarczającą moc, by siać spustoszenie w naszym mieście, musimy najpierw rozłożyć pomocników w dolnej części miasta oraz przywitać odwiedzających nas podróżników. Niestety, pośród odwiedzających nas podróżników znajdują się też niemile widziane jednostki, które mogą wiele namieszać w rozgrywce!
Po zagraniu kart i odrzuceniu ich na stos kart odrzuconych, nadchodzi czas na kolejną turę.

Dajemy jej początek wyciągając po pięć kart ze stosu właśnie tych odrzuconych. Dzięki temu pierwsze dwie lub trzy rundy dają nam szerokie pole do przygotowania się do ataku.

Grę wygrywamy na dwa sposoby:

  1. Jeżeli zbudujemy wszystkie części muru (walls),
  2. Jeżeli pozbędziemy się tzw. Shadowrifów, które znajdują się w talii potworów.

Niestety, o przegraną w tym przypadku jest o wiele łatwiej, niż o zwycięstwo. Dzieje się to:

  1. Jeżeli w naszym mieście (dolna część planszy) znajdzie się za dużo czarnych charakterów lub zwłok wieśniaków
  2. Jeżeli potwory użyją swojej umiejętności anihilacji. Niektóre z nich są w takową wyposażone, a skorzystanie z niej oznacza natychmiastowe zakończenie gry. 

Może jeszcze jedna partia przed snem?

Gra pozostawia po sobie wiele mieszanych uczuć. Z jednej strony planszówka ma proste reguły, choć czasami niektóre zasady w instrukcji nie były dla mnie tak istotne jak powinny. Z drugiej jest to karcianka, przy której musimy wysilić nasze szare komórki, aby ukończyć rozgrywkę z powodzeniem.

Shadowrift nie jest grą, przy której będziemy musieli spędzać długie noce. Moim zdaniem możemy w nią bardzo szybko wygrać, bardzo szybko przegrać lub przez długi czas bronić się rękoma i nogami, nie wiedząc tak naprawdę, co może nas zaraz czekać. Wydaje mi się więc, że czas rozgrywki od 45 do 120 minut jest trafny. Wiek jest to moim zdaniem kwestią sporną, jak dla mnie gra nadaje się dla 12 – 13 latka, na pewno nie dla 10. 

Oczywiście, jak na grę karcianą przystało, jest to gra losowa, poza kilkoma elementami, takimi jak np. karty bohatera, które wybieramy samodzielnie na samym początku.

Warte zauważenia są występujące w Shadowrift niektóre mechaniki, które swoją prostotą pokazują, że np. nie musimy tworzyć skomplikowanego systemu walki by gra nabrała jakichkolwiek barw. Mechanizm, który spodobał mi się najbardziej, to tzw. “Monster Act”. Potwór robiąc krok do przodu wykonuje kolejną akcję na karcie, która jest od razu opisana dzięki temu możemy spokojnie przygotować sie na atak i próbować go odeprzeć lub pogodzić się ze śmiercią wieśniaka lub anihilacją wioski, brak tutaj rzutu kostkami czy czym kolwiek by wymierzyć moc potwora w następnym ruchu. Proste i czytelne. To mi się podoba!

Drugą rzeczą wartą uwagi są wieśniacy / podróżnicy, dlaczego? W większości gier “tower defense” nie wiemy do końca czego bronimy i tak naprawdę po co to robimy. W trakcie gry możemy opłacić wieśniaka lub podróżnika, który wzamian zaoferuje nam pomoc. Śmierć wieśniaka oznacza zwłoki w naszej talii miasta. Im więcej zwłok tym większe prawdopodobieństwo przegranej oraz mniej dodatkowych umiejętności do użycia podczas danej tury.

Ostatnią rzeczą jest jak dla mnie niski downtime ze względu na dość dużą kolaborację wszystkich graczy. Czas tury tak naprawdę nie wydłuża się przy 2 graczach czy przy 4. W Shadowrift dzięki prostej mechanice nabieramy dobrego tempa rozgrywki dzięki czemu jedna tura nie trwa wieków. 

Podsumowanie

Shadowrift jest bardzo ciekawą grą kooperacyjną, przy której możemy spędzić długie godziny i wracać do niej codziennie. W mojej opinii gra jest świetna, nawet pomimo długiego czasu rozkładania planszy oraz poziomu trudności samej rozgrywki.

Na pewno będę wracał do niej z wielką przyjemnością. A robić to mogę nie tylko w gronie znajomych, ale – ze względu na fenomenalny tryb solo – w chwilach, kiedy mam ochotę na solową rozgrywkę. Jeżeli poszukujecie dobrej kooperacji, a angielskim władacie przynajmniej na poziomie podstawowym, mogę ze spokojnym sumieniem podsumować tę recenzję jednym zdaniem: Shadowrift jest dla was.

Plusy
  • Tryb solo
  • Niski downtime
  • Różnorodność kart
Minusy
  • Monotonne rozkładanie planszy
  • Instrukcja w pewnych momentach nie do końca czytelna

Ocena: (4 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Game Salute za przekazanie gry do recenzji.

Mateusz Woźniak

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaShadowrift
AutorJeremy Anderson
GrafikEnggar Adirasa, Kirsten Brown, Colin Epstein, Ross Grams, Tomasz Jedruszek, Nicholas Kay, Tom Kelly, Andy Kluthe, Philip X. Liu, José Muñoz, Terry Pavlet, Elin Petterson, Levente Rückert, Sabine van Apeldoorn, Thomas Williams
WydawcaGame Night Productions, Game Salute
Rok wydania2012
Liczba graczy1 - 6
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 6
Liczba rekomendowana: 2, 3, 4, 5
(16 głosy/głosów)
Czas gry120
Sugerowany wiek min.14 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)12 i więcej
(6 głosy/ów)
Zależność językowaExtensive use of text - massive conversion needed to be playable
(7 głosy/ów)
KategoriaCard Game, Fantasy
MechanikaCooperative Play, Deck / Pool Building, Hand Management
RozszerzeniaShadowrift: Archfiends, Shadowrift: Eve of the Sickle Moon, Shadowrift: Skittering Darkness
RodzinaCrowdfunding: Kickstarter

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Mateusz Woźniak

Mateusz Woźniak

Na co dzień studiuję marketing internetowy. Z codziennych czynności poza graniem w gry planszowe bardzo lubię montować filmy oraz grać na ukulele lub basie (jestem samoukiem). Z grami planszowymi zetknąłem się już dawno temu, ale dopiero w 2013 coś we mnie drgnęło i stałem się prawdziwym maniakiem. Całą swoją przygodę rozpocząłem od zakupu Mascarade. Wtedy jako świeżak byłem w niej po prostu zakochany. Teraz po nieco większym doświadczeniu w świecie gier planszowych lubuję się w tytułach strategicznych oraz kooperacyjnych takich jak: Scythe, Chaos w Starym Świecie czy też topowy Robinson Crusoe. To tytuły, nad którymi mogę spędzać całe noce. Cenię sobie w grach planszowych wymuszanie u gracza pracy szarych komórek oraz to, że jest to najlepszy pretekst, aby spotkać się ze znajomymi.
Nie za bardzo pałam sympatią do gier przesadnie łatwych oraz takich, które nie pożerają dużo czasu (długa sesja w grę to dobra sesja).
Mateusz Woźniak

Latest posts by Mateusz Woźniak (see all)