Wieści z Westeros – Klękajcie narody!

Tylko nie oni… Kolana mnie już bolą.

Zrezygnowany gracz na widok żółtego pudełka na karty przeciwnika z herbem rodowym Baratheonów.

 

Zapraszam do zapoznania się z trzecim wpisem z cyklu Wieści z Westeros, w którym na warsztat wziąłem ród Baratheonów z zestawu podstawowego do Gry o tron: Gra karciana – Druga edycja. To póki co obok Greyjoyów najmocniejsze stronnictwo w grze, które sprawia sporo frajdy grającym nim i sporo zgryzot ich oponentom.

W tekście da się zauważyć w kilku miejscach pustą przestrzeń – wystarczy zaznaczyć ten fragment, żeby przeczytać zawarty pod nim spoiler z książki lub serialu, do których nawiązałem. Nie jest tego wiele, ale nie chcę psuć frajdy komuś, kto może dopiero ma zamiar zacząć czytać lub oglądać Grę o Tron nie tylko na stole. Miłej lektury.

46
 Zdolność wprost odwrotna do tego czym Maester Cressen zabłysnął w powieści. Ta karta jest prawdziwym błogosławieństwem, dzięki któremu dość łatwo możemy ściągnąć ewentualne (tfu!) Makowe (tfu!) Mleko, którym uraczy nas przeciwnik. W związku z tym zastępuje kartę fabuły Konfiskata, robiąc nam miejsce na ciekawsze karty. Wraz z najnowszym dodatkiem przyszedł jednak dylemat w postaci karty fabuły Jestem tu, aby służyć. Z jednej strony ułatwia znalezienie nam Maestra w odpowiednim momencie, z drugiej znów zabiera miejsce w talii fabuły, które odstąpiła Konfiskata. W związku z tym ja pozostaję póki co przy trzech Cressenach w talii.
47
 Melisandre to jedna z trzech kluczowych postaci potrzebnych do zapewnienia rogaczom zwycięstwa. Jej pojawieniu się na stole zawsze towarzyszy grymas niezadowolenia na twarzy przeciwnika. Z jej zdolnością współpracują póki co: Selyse, Wyznawcy Ognia, Światłonośca i Widziany w płomieniach. Ponadto warto dodać, że przy mobilizacji sama siebie odpala. Niestety marnujemy tę zdolność, jeśli wystawimy ją jako kartę początkową. Warto też pamiętać, że zagrywanie na nią duplikatu nie  uruchamia reakcji. Podsumowując, możemy przy dobrych wiatrach uruchomić ją w grze aż 9 razy, nie licząc powracającego na rękę Światłonoścy. Ślicznie się to komponuje z rodzeństwem Baratheonów, strącając stojące u przeciwnika niedobitki.
48
 Zawsze staram się przyczepić Robertowi Baratheonowi Pieczęć Namiestnika. Dzięki niej będzie mógł uczestniczyć w dwóch wyzwaniach, co zazwyczaj oznacza 2 punkty władzy z renomy i dwie klęczące płotki przeciwnika z zastraszania. Jeśli uda nam się wygrać sporą przewagą, możemy klęknąć nawet jakąś grubszą rybę. Jeśli nam się poszczęści i grubasowi towarzyszy jego młodszy brat – Stannis, przeciwnik jest zgubiony, jeśli nie ma czegoś w zanadrzu. W takiej sytuacji Roberta warto zapatrzeć w jego Młot Wojenny z ostatniego dodatku – dzięki tej kombinacji nawet w trybie starcia można ślicznie wyzerować cały stół ze stojących przeciwników.
49
Selyse Baratheon to karta, która stara się nadrobić dość małą ilość postaci z ikonką intrygi u Baratheonów, dając im możliwość zdobycia tego „oczka” przez właściwie każdą rodową jednostkę. Niestety jest to tymczasowe rozwiązanie, a kosztuje tyle ile Mały Ptaszek, który działa permanentnie. Z drugiej strony nie zajmuje tyle miejsca w talii, więc w taliach rogaczy stawiam jednak na Selyse. Jej zagrywka może się okazać bardzo użyteczna z dwóch powodów:
– Dobrze zagrana chroni naszych grubasów przed Lyseńskimi Łzami
– Przy Stannisie na stole pozwala zachować komplet aktywnych ikon, mimo małej ilości postaci, którymi wstajemy co rundę.

Nie to jednak stanowi o użyteczności tej karty. Najważniejsza jest jej cecha – R’hllor, dzięki której mając na stole Melisandre, przy mobilizacji  Selyse możemy odpalić jej zdolność i klęknąć przeciwnikowi postacią.

50
Ser Davos Seaworth to jedna z moich ulubionych postaci sagi Pieśni lodu i ognia. Dlatego też bardzo podoba mi się przelanie jej na mechanikę gry w sposób korespondujący z książkami. Na kartach powieści Davos co najmniej dwukrotnie był uznawany za zmarłego, a mimo to udawało mu się uniknąć objęć kostuchy. Poza tym mimo swojej prawości wielokrotnie dowiódł sprytu, jeśli na szali było dobro jego króla. Dzięki temu właśnie słowo kluczowe podstęp i zdolność przerwania Seawortha tak bardzo przypadły mi do gustu. Poza tym trudno przecenić kartę z podstępem, szczególnie jeśli wcześniej inne nasze karty zmiękczyły odpowiednio pulę postaci przeciwnika poprzez ustawienie ich w najlepszej – poziomej pozycji. Podobnie ochrona przed stosem zabitych sprawia, że Davos zawsze może wrócić na stół, mimo swojej „śmierci”. Jest to szczególnie mile widziane, jeśli przeciwnik potraktował okolicę Dzikim Ogniem, a na stole mamy poza naszym przemytnikiem wielką trójcę – Stannisa, Roberta  i Melisandre. Strata Davosa w takiej sytuacji jest chwilowa i ledwie odczuwalna.
51
 Shireen Baratheon – jej zdolność odzwierciedla chyba reakcję fanów na jej śmierć w ostatnim sezonie serialu. Wszyscy kleknęli w rozpaczy (Niektórzy porzucili serial – np. moja żona). Lud Westeros jest ciut mniej czuły na takie tragedie, więc zgon małej Lady pozwala nam uklęknąć tylko jedną postacią przeciwnika Bardzo rzadko korzystałem ze zdolności tej postaci – bardziej służy ona jako straszak dla naszego przeciwnika, który i bez niej ma pewnie sporo wyczerpanych postaci, a ze Stannisem w grze ma małe szanse na to, że wszystkie przywitają nową rundę na stojąco. W ostateczności mała lady może wymusić na przeciwniku rzucenie militarnego wyzwania jako ostatniego. Jak dla mnie przydatna umiejętność, jednak biorąc pod uwagę to, że dopiero śmierć ją aktywuje, chyba nie ma większego sensu wrzucania do talii więcej niż jednej Shireen.
52
 “Omg Baratheon, pls stahp.” – to jedyny komentarz do Stannisa Baratheona, jaki w chwili pisania tego materiału można znaleźć na oficjalnej stronie cardgamedb, na której FFG publikuje swoje karty i tekst ten właściwie uchwycił sedno postaci. Dla osób grających w aGoTa, które nie miały jeszcze jakimś cudem okazji do grania Baratheonami lub przeciwko nim, może się wydawać dziwne, że o karcie, która na równi kara co rundę wszystkich graczy siedzących przy stole, mówi się w samych superlatywach. Sam myślałem na początku (przed wypakowaniem gry z pudełka), że Stannis jest raczej średni. Nic bardziej mylnego. Stannis to potwór, którego raczej długo nikt nie zastąpi w rogatych taliach. Co z tego, że nie pozwala wstawać więcej niż dwóm postaciom podczas fazy wstawania, skoro mamy takie karty jak Światłonośca, Nasza Jest Furia, czy Wyznawcy Ognia, którzy wstają nam już w fazie dominacji. Dodatkowo nie wyobrażam sobie Baratheonów bez Pieczęci Namiestnika przyczepionej do króla Roberta. Dzięki tym kartom mamy zwykle naprawdę sporą przewagę nad przeciwnikiem. Dodatkowo liczba klęczących postaci na stole jest dzięki Stannisowi zazwyczaj ogromna, w związku z czym siła wspomnianego już Roberta wzrasta do kosmicznych poziomów. Ja zebrałem nim maksymalnie z 27 siły w trybie starcia. Co prawda takie coś czyni z braci Baratheonów cel dla wielu złośliwych zagrywek, ale od tego mamy w talii Ochroniarzy (przeciwko Tronowi z Morskiego Kamienia i innym zabijarkom), Cressena [przeciwko (tfu!) Makowemu (tfu!) Mleku] i od biedy Selyse (kontra na Lyseńskie Łzy)
53
Prosta karta bez zdolności, z siłą odpowiadającą cenie i dwiema ikonami – Bękart w Ukryciu jest ok. I tyle. Z pewnością w którymś z dodatków znajdziemy kartę, która świetnie go zastąpi.
54
Wyznawcy Ognia uruchamiają Melisandre, pomagają wygrać dominację, obchodzą Stannisowy zakaz wstawania, posiadają rzadką ikonę intrygi – świetna karta.
55
 Królewski Oddział Łowczy – póki co dość mdła karta. Duża siła i mały koszt zachęcają do jej używania, ale tak się składa, że Baratheonowie są mało militarnym stronnictwem. Ja często wręcz unikam zabijania postaci przeciwnika pozwalając im posłusznie klęczeć ku chwale mojego rodu. Na plus można uznać cechę Armia, którą wykorzystuje fabuła Zwołanie Wasali z poprzedniego dodatku. Jedak załączanie jej tylko dla tej karty chyba jest zbyt ryzykowne, a łączenie Bratków z innymi rodami w celu posiadania większej ilości kart z tą cechą mija się raczej z celem. Póki co nie ma też zastosowania dla zdolności Łowczych. Działa ona tylko, jeśli przeciwnik kontroluje króla, a zatem gra Baratheonami i wystawił Roberta. W takiej sytuacji chcemy się go szybko pozbyć, a nie dostawać symbol intrygi w blasku jego majestatu. Z czasem dodatki mogą przynieść więcej postaci z cechą Król (Balon, Robb, Joffrey, Renly,Stannis, Tommen, Mance Rayder) i wtedy karta ta może się okazać bardziej przydatna. Teraz czekam na coś co ją zastąpi w mojej talii.
56
 Wierni ze Smoczej Skały – Każda frakcja dysponuje podobną kartą. Wchodzi za darmo, w kolejnych rundach przynosi zysk (rzadko kiedy nie wystawiamy postaci), nie ma ograniczenia, więc nie blokuje innych obniżarek, w ostateczności zbywalna jeśli padniemy ofiarą militarnego roszczenia – u mnie razy trzy w talii.
57
 Lansjer ze szpicy nie za bardzo ma się czym póki co lansować. W moich grach zazwyczaj wchodził jak już nie miałem nic innego i tylko kopał leżącego, niszcząc totalnie jego kulejące już morale. Ale nic poza tym. Jeżeli potrzebujesz tej karty, wiedz, że źle grasz Baratheonami. Powinieneś nie mieć już co zabierać przeciwnikowi w ostatnim etapie gry i żerować tylko na niebronionych wyzwaniach oraz dominacji. Ściąganie żetonów z karty stronnictwa przeciwnika zawsze przeszkadzało mi tylko w dojeniu go w wyzwaniach władzy. Oczywiście ciut lepiej to wygląda, jeśli zabieramy punkty z jakiejś postaci z renomą, ale to też nie robi zazwyczaj dużej różnicy. Jedyną nadzieją tej karty jest przyszłość, w której dostaniemy karty wspierające rycerzy. Już w trzecim dodatku bieżącego cyklu dostaniemy innego rycerza, którego koledzy po fachu trochę przypakują oraz fabułę, która każdej puszcze z kodeksem honorowym dorzuci renomę i odporność na wydarzenia przeciwnika. Z takimi kartami będzie można rozważyć powrót do Lansjerów.
58
Światłonośca dołączony do Stannisa robi przeciwnikowi ze stołu jesień średniowiecza. Od biedy można przyłączyć do Roberta i efekt będzie zbliżony, choć jemu lepiej pasuje Pieczęć Namiestnika. Czysto teoretycznie można też rzucić Melisandre, żeby brykała mimo zagrania na nią przez nas Umocnienia władzy. Według mnie, choć szału nie robi jeśli chodzi o ilość opcji, to warto się w nią zaopatrzyć ze względu na efekt Stannisa. Mimo dwóch kopii w mojej talii, bardzo często trafia w jego łapki.
59
 Port na Smoczej Skale – darmowy i obniża koszt każdej karty z jelonkiem na sztandarze, więc zawsze przyniesie zysk. Mimo to bardzo niebezpieczne jest ograniczenie, które gryzie się z Królewskim Traktem, który niestety wygrywa to starcie. Opisani wyżej Wierni ze Smoczej Skały wygrywają z kolei tym, że można ich zabić, żeby coś grubszego nie ucierpiało. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to potrzebna karta i mam dwie sztuki włożone w talii. Brak czegoś podobnego w Nocnej Straży bardzo upośledza grę tym stronnictwem.
60
 Komnata Malowanego Stołu to bardzo miła karta, którą zapewne długo będę trzymał w talii, choć zdarzało się, że do fazy dominacji nie miałem już czego zabierać przeciwnikowi z jego karty stronnictwa – nauczyło mnie to, żeby czasem oddawać przeciwnikowi niebronione wyzwania, żeby móc potem spokojnie na nim żerować :P. Z Żelaznym Tronem i Wyznawcami Ognia w grze, wcale nie jest trudno wygrać dominację i zdobyć od razu 2 punkty zamiast jednego.
61
 Czerwona Twierdza to obowiązkowa pozycja dla jelonków i idealna karta pod Wsparcie Ludu z ostatniego dodatku. Dodatkowe 2 siły w najważniejszych wyzwaniach – wyzwaniach władzy to spory bonus, który dodatkowo wspiera kolejną zdolność Twierdzy, która pomaga zaopatrzyć się w nowe karty. Wiadomo nie od dziś, że kto dociąga, ten wygrywa. Dzięki tej karcie wspartej solidnymi postaciami, mamy prawie zapewniony stały napływ dodatkowych kart co rundę. Nie da się tego przecenić.
62
 Umocnienie władzy, to kolejna bardzo mocna karta Baratheonów. Jest lojalna, więc ładnie działa z agendą Wierność. Dodatkowo można jej użyć na dwa sposoby. Można klęknąć przeciwnikowi jedną lub nawet kilkoma postaciami w celu unieszkodliwienia ich w fazie wyzwań, zwiększenia mocy Roberta, lub po prostu uniemożliwienia obniżenia kosztu postaci przeciwnika przez jego obniżarki. Jeden punkt zwycięstwa położony w zamian za to na jakiejś płotce naszego oponenta jest małą ceną, szczególnie, że jest to zazwyczaj karta, którą przeciwnik sam zabije w wyniku naszych roszczeń militarnych. Druga opcja to zagranie Umocnienia na własną postać. Takie rzeczy robi się na końcu gry i tak się ją wygrywa
63
 Nasza jest Furia – to droga miłość, ale trudno nie kochać tej karty. Znów lojalna, więc prawdopodobnie obniżymy jej koszt Wiernością. Nawet bez tego jednak jest moc. Szczególnie to odczujemy jeśli jesteśmy pierwszym graczem i wypsztykaliśmy się ze swoich postaci podczas własnych wyzwań, a nie poszczęściło nam się i Pieczęć razem ze Światłoścą leżą gdzieś na dnie talii (jeśli je mamy i się jeszcze wspieramy opisywanym wydarzeniem, jest już naprawdę ciężko dla naszego oponenta). Z pomocą przychodzi Furia, która nie dość, ze pozwala się bronić klęczącej postaci, to jeszcze nią wstaje po wygranym wyzwaniu. Co więcej, żeby wybrana postać się broniła, nie potrzebuje symbolu bieżącego wyzwania – po prostu dodaje swoją siłę. Jakby tego było mało, nawet jeśli przezorny przeciwnik przewidział takie zagranie i chciałby nas ominąć podstępem, nie ma takiej możliwości, gdyż Furia sprawia, że postać zaczyna uczestniczyć w wyzwaniu jako obrońca, ale nie jest deklarowana jako jeden z nich. W takich sytuacjach zazwyczaj potem wstajemy i możemy bronić się przed kolejnym wyzwaniem. Mało? Jeśli rozpatrujemy np. ostatnie wyzwanie przeciwnika, to możemy zagrać Furię na zadeklarowaną już przez nas jako obrońca postać  i jeśli wygramy, ona wstanie. Może to być potrzebne do wygrania dominacji, czy ominięcia Stannisa. Karta miód.
64
 Wszystkie karty wydarzeń Baratheonów są świetne i Widziany w płomieniach nic a nic nie odstaje od reszty. Już sama zdolność podejrzenia kart przeciwnika jest warta tej ceny. Dodatkowa możliwość odrzucenia jednej z nich to już rozpusta. Wisienką na torcie jest to, że mając w grze Melisandre, po każdym użyciu tej karty możemy klęknąć wybraną postacią – sama radość dla nas i zgrzytanie zębami dla naszych wrogów Warto tylko pamiętać, że Widziany w płomieniach nie zadziała, jeśli przeciwnik ma pustą rękę, a zatem nie klękniemy przeciwnikowi postacią ze zdolności kapłanki. Jak już mówiłem wcześniej, lepiej trochę utuczyć dobytek przeciwnika, żeby potem przy zarzynaniu było na czym ucztować.

 

Podsumowując dodam tylko, że Baratheonowie najlepiej czują się we własnym sosie. Sami najlepiej się wspierają i karty innych frakcji głównie by im zaszkodziły rozmywając motyw przewodni klękania postaciami. Z drugiej strony, jeśli chcemy ich wcisnąć innemu stronnictwu, to tylko Melisandre z jej R’hllorowymi kartami. Krzywdę jakąś może zrobi, jak wpadnie na rękę, ale nie ma co liczyć na efektywność porównywalną  z tą, kiedy Mel gra w swojej drużynie – Robert, Stannis.
Jeśli chodzi o fabuły na jakich polecałbym się skupić przy tworzeniu jelonków, proponuję wszystko co pozwala nam zdobywać żetony władzy typu Uczta Dla Wron i Starcie Królów. Pomogą też Wezwanie, jeśli ktoś z trójcy nie podejdzie oraz Ohydne oskarżenia, które skutecznie unieruchomią wrogą postać, na którą nie mamy akurat innego haka. Stanowczo zaś odradzam Wspierania Wiary, które odbiera nam cenne żetony na nasze świetne wydarzenia i ciut mniej stanowczo odradzam też Dziki Ogień – lepiej żeby przeciwnik miał dużo postaci. Naszym zadaniem jest, aby wszystkie klęczały.

Tyle z mojej strony na dziś. Mam nadzieję, że tekst okazał się być interesujący. Bardzo chętnie wysłucham uwag na jego temat. Może coś pominąłem, o czym warto wspomnieć? W najbliższej przyszłości omówię kolejne rody, a teraz dziękuję tym co dotarli na sam koniec i życzę udanej zabawy na polach bitewnych Westeros :).

Dziękujemy wydawnictwu Galakta za udostępnienie plików kart w wysokiej jakości.

Borys Wołkowiecki

 

Tę i wiele innych gier możesz kupić w dobrej cenie u w sklepie naszego partnera – Planszostrefa.pl

Borys Wołkowiecki

Mąż, ojciec, wieczny student, kolekcjoner i wielbiciel gier planszowych, karcianych oraz figurkowych, weteran mistrzowania w Warhammera Fantasy Role Play. Z planszówkami miał styczność od wczesnego dzieciństwa, zaczynając od prostych gier typu grzybobranie. Szybko nudząc się jednak prostotą i losowością, modyfikował zasady tworząc coś, coś, co dziś można by było nazwać grami Talismanopodobnymi. Grał w RPG, zanim w ogóle wiedział co to jest, bawiąc się w opowiadane Pokemony z siostrą i kuzynostwem. W grach ceni najbardziej wspólną zabawę z rodziną i znajomymi, przyjacielską rywalizację i potrzebę ruszenia mózgownicy.
Borys Wołkowiecki