Zęby Smoka, czyli co w smoczej paszczy siedzi – recenzja

   IMG_9399Przez lata moich doświadczeń z grami fabularnymi, planszowymi, czy bitewnymi napotkałem wiele smoków. Wiele zadań jakie przyszło mi wypełnić w związku z tymi potworami zazwyczaj sprowadzało się do jednego- usiec gada. Kiedy zaś cel związany był z zębami poczwary, zazwyczaj należało mu je wybić lub już wybite przetransportować do rąk jakiegoś ekscentrycznego kolekcjonera. Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałem się, że teraz, na prośbę smoków zaniepokojonych swoim stanem uzębienia skierowaną do dzielnych wojów z okolicznych grodów, będę zęby smocze… mył.

Hej ho, hej ho do smoczej gęby by się szło…

Od strony wizualnej Zęby Smoka to po prostu piękna gra. Rysunki zarówno smoków jak i wojów myjących im zęby są fantastyczne i bardzo wyraźnie nawiązują do znanego filmu animowanego- „Jak wytresować smoka”, co z pewnością przemówi do młodszej części odbiorców. Nie brak tu też humoru, szczególnie jeśli chodzi o postacie wojów, które przynoszą najróżniejsze narzędzia aby poradzić sobie z kamieniem na smoczych kłach. Ich arsenał narzędzi dentystycznych waha się od pokaźnych rozmiarów szczoteczki do zębów, poprzez wielki korkociąg, młot pneumatyczny, a kończąc na laskach dynamitu (Na miejscu smoka byłbym co najmniej zaniepokojony). Uroku grze dodaje także składana, trójwymiarowa pieczara smoka, czyli podajnik na płytki smoków, który jest elementem z punkty widzenia mechaniki zbędnym, ale za to cieszy oko. Wszystkie elementy gry, wliczając w to smoczą jamę są wykonane z dość grubego kartonu i są niezłej jakości, choć przy nieostrożnym wyciąganiu z wypraski leciutko się on strzępi.

IMG_9384

Gdzie mam kuć panie?

Grę zaczynamy od wyboru smoków, które wezmą udział w rozgrywce. Zawsze będzie to 8 bestii na 14 dostępnych, a każda z nich zawiera graficzną informację w grze na ilu graczy występuje. Tasujemy wybrane płytki smoków i umieszczamy je zakryte w uprzednio złożonej pieczarze (jako, że nie mieści się ona w pudełku złożona, przy każdej grze trzeba ją będzie składać i rozkładać, co nie jest specjalnie uciążliwe, ale wybitnie leniwych może irytować), bierzemy po 8 dzielnych wojów o wartościach siły od 1 do 8 i po 1 planszy z minkami przedstawiającymi różne nastroje, które kładziemy przed sobą.
Teraz można przejść do właściwej rozgrywki. Rozpoczyna grę ten kto ostatnio widział smoka (czyli w mojej grupie raczej ja, jeśli wliczamy gapienie się w figurki do bitewniaka :P). Gracz ten bierze z pieczary pierwszego smoka z góry i w tajemnicy sprawdza jego wartość punktową. Następnie ma prawo wyrazić opinię na temat mocy tego gada, jednocześnie nie zdradzając jego wartości punktowej. Niestety tu zazwyczaj odchodzi komedia i pozostali gracze nic z tego etapu nie wyciągną. W założeniu miały to być zapewne jakieś wskazówki dla pozostałych graczy lub element umożliwiający blef, jednak w praktyce sprowadza się to do wydawania serii nieartykułowanych dźwięków imitujących strach lub podziwiających rozmiar… smoka. Nikt z moich współgraczy nie podszedł do tematu zbyt poważnie i tak szczerze mówiąc było zabawniej.
Na koniec aktywny gracz wybiera jednego ze swoich wojów (czyli w praktyce numerek od 1-8) i jawnie wysyła do pracy przy smoku. Reszta graczy w tajemnicy wybiera swoich przedstawicieli i następnie wszyscy naraz odkrywają swoje postacie oraz smoka, z którym będą mieć do czynienia.
Jeśli suma punktów wszystkich postaci jest jest niższa niż wartość smoka, wszyscy kładą swoich wojów na uśmiechnięte pola swoich plansz, czyli otrzymują tyle punktów, ile wynosi wartość ich bohatera. Jeśli suma jest wyższa, oznacza to, że w pewnym momencie smok przysnął i zamknął paszczę miażdżąc przy tym pechowca, który akurat w pocie czoła świadczył mu usługi dentystyczne ( wątpię, żeby jakiekolwiek ubezpieczenie to obejmowało). Jak sprawdzić kto miał wątpliwy zaszczyt posłużyć jako smocza karma? Otóż woje wchodzą do paszczy smoka i wykonują swe zadania w kolejności od najsłabszego. Najpierw jedynki, potem dwójki, trójki, itd… Jeśli wystawione zostały np. dwie czwórki, wchodzą one do paszczy wspólnie. Należy dodawać wartości kolejnych wystawionych wojów do siebie i w momencie gdy suma ich wartości przekroczy wartość smoka, smok kłapie paszczą, a pechowy wojownik który doprowadził do przekroczenia punktów zostaje zjedzony, trafia na smutne pole planszy i będzie stanowił punkty ujemne na koniec rozgrywki. Każdy kolejny bohater, który miałby po nim wejść trafia na neutralne pole i jest już nieistotny dla dalszych zmagań. Po tym nadchodzi runda kolejnego gracza i tak dopóki nie skończą nam się kafle zarówno smoków jak i wojów. Na koniec podliczmy punkty z uśmiechniętej części planszy, odejmujemy te ze smutnej i porównujemy wyniki. Ten kto zgarnął więcej punktów- wygrywa.

IMG_9395

Myć czy nie myć?- oto jest pytanie

Według zapewnień wydawcy pojedyncza partia powinna zabrać nam około 20 minut życia. Pierwsza zabiera może z 10 minut… wliczając przeczytanie instrukcji. Wszystkie kolejne trwają po 5 minut. I niestety nie są to specjalnie ciekawe minuty. Dla kogoś kto gra w planszówki regularnie, „Zęby Smoka” nudzą się po drugiej partii. Nie ma tu jakichś ciekawych strategi ani wciągającej mechaniki. Większość rozgrywek wygląda niestety identycznie, więc nie ma do czego wracać. Można co prawda liczyć karty i pamiętać kto co zagrał i jakie smoki zeszły, a jakie jeszcze są w stosie, ale chyba nie o to chodziło twórcom i gracze zazwyczaj liczą na szczęście. Ciut lepiej jest kiedy gramy na 4,5 graczy- można tu kombinować, żeby pozbywać się wojów o wysokiej wartości umieszczając ich na polach neutralnych. Na trzech graczy jest to prawie niemożliwe. Jeśli zaś chodzi o docelową grupę wiekową 6+, to zwyczajnie uważam, że są ciekawsze gry, które zamiast hazardu nauczą dziecko myślenia i analizowania sytuacji na stole. Jestem przekonany, że zdecydowana większość sześciolatków rzucałaby losowych wojowników z ręki i czekała aż rodzice policzą im punkty. Jeśli jednak zależy nam na tym, żeby zachęcić dzieci do grania na stole zamiast na komputerze, czy konsoli, to tematyka omawianej gry i jej śliczne grafiki mogą przyciągnąć maluchy.

IMG_9387

Na koniec może dodam, że mimo tego co napisałem, nie ma tragedii. Po prostu nie traktowałbym „Zębów Smoka” jako gry, a bardziej jako ogólnie rozrywkę- przyjemną, niezobowiązującą czasowo i cieszącą oko w przerwach pomiędzy czymś ciekawszym lub dla wyjątkowo planszoopornych dzieci. Dla planszówkowych wyjadaczy stanowcze i wyraźne „raczej nie”.

Plusy
  • oprawa graficzna
  • oprawa graficzna
  • wykonanie
  • krótki czas gry
Minusy
  • nie powalająca mechanika
  • mała przewidywalność
  • monotonia

Ocena: 3 out of 5 stars (3 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Trefl za przekazanie gry do recenzji.

Borys Wołkowiecki

 

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaDragon Teeth Washer
AutorNoriaki Watanabe
GrafikTomasz Larek
WydawcaBig Fun Games (Board Game), Drosselmeyer & Co. Ltd., Gameland 游戏大陆, Trefl
Rok wydania2012
Liczba graczy3 - 5
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 5
Liczba rekomendowana: 4
(1 głosy/głosów)
Czas gry15
Sugerowany wiek min.6 i więcej
Zależność językowaNo necessary in-game text
(1 głosy/ów)
KategoriaBluffing, Card Game, Fantasy
MechanikaPress Your Luck
RodzinaAnimals: Dragons

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Borys Wołkowiecki

Mąż, ojciec, wieczny student, kolekcjoner i wielbiciel gier planszowych, karcianych oraz figurkowych, weteran mistrzowania w Warhammera Fantasy Role Play. Z planszówkami miał styczność od wczesnego dzieciństwa, zaczynając od prostych gier typu grzybobranie. Szybko nudząc się jednak prostotą i losowością, modyfikował zasady tworząc coś, coś, co dziś można by było nazwać grami Talismanopodobnymi. Grał w RPG, zanim w ogóle wiedział co to jest, bawiąc się w opowiadane Pokemony z siostrą i kuzynostwem. W grach ceni najbardziej wspólną zabawę z rodziną i znajomymi, przyjacielską rywalizację i potrzebę ruszenia mózgownicy.
Borys Wołkowiecki