Feldyści, suchary i Badacze głębin – kilka przemyśleń w oczekiwaniu na nowego Felda

aquaspherePrzemierzając planszówkowy internet często można spotkać się z fanami Stefana Felda. I nie ukrywajmy – nie jest ich wcale tak mało. Trafić można gdzieniegdzie nawet na określenie “feldyści”. Zakon ten w swojej ścisłej regule ma oczywiście kult Stefana. Najwierniejsi fani wymieniać mogą w nieskończoność ukochane tytuły, mechaniki, rozwodzić się nad prostotą zasad przy jednocześnie sporej komplikacji rozgrywki.

Wszystko to nie bez powodu. Stefan Feld pracuje bez wytchnienia. Wydaje grę po grze. Gracze nie mają czasu ograć jednej, bo zaraz wychodzi kolejna. Ale najważniejsze jest, że są to w większości gry dobre, bardzo dobre, a nawet doskonałe

Moja przygoda z grami Felda rozpoczęła się chyba jakieś 5 lat temu. Zachęcony entuzjastycznymi recenzjami na bratnim GamesFanaticu (głównie  Pancha, który zachwalał co i rusz tę pozycję w Planszostacji) nabyłem Notre Dame. Nie powiem, gra chwyciła. Trochę kart, mechanizm draftu, Paryż, katedra Notre Dame. Przyjemnie, do pokombinowania. W tym wszystkim nie przeszkadzała nawet plaga szczurów. Co dla mnie istotne, gra skalowała się bardzo dobrze i bez problemu pozwalała na satysfakcjonujące pojedynki dwuosobowe. Z czasem trochę ten entuzjazm mi minął, ale do tej pory moja żona uważa, że to bardzo dobra pozycja.

Po dłuższym czasie Feld wrócił. To znaczy dane mi było spotkać się z kolejną jego grą. A było to niepozorne na pierwszy rzut oka Rialto. Niepozorne dlatego, że w zasadzie nie odkrywa Ameryki (do tego tematu jeszcze wrócimy) – wszystkie mechanizmy już gdzieś były. Rialto jednak w zupełnie niewytłumaczalny sposób mnie zachwyciło. Nie wiem czy to za sprawą ukrytej w tle Wenecji i bardzo gustownych grafik.

Wiadomo, że pan Stefan kolejny raz nie uraczył graczy klimatem, ale przecież wiemy, że nie o to chodzi. Mamy w Rialto jednak charakterystyczną kombinację prostych elementów utkanych w bardzo zmyślną mozaikę. Oczywiście: wiele dróg do punktacji, ale też znany skądinąd tor pierwszeństwa, zarządzanie ręką, mini-licytacje, area majority, mamy do  tego wszystkiego kilkanaście różnych zdolności budynków. Gra nie jest duża, nie jest też długa, do tego wszystkiego nie jest też trudna, ale jak dla mnie zdecydowanie ma w sobie to coś. To coś, co sprawia, że z przyjemnością do niej zasiadam. O dziwo, z przyjemnością większą nawet od Notre Dame.

Ale idźmy dalej, bo to oczywiście nie koniec. Kolejny raz los kazał nam się zetknąć. W dość niespotykany i niecodzienny sposób. Wszystko dzięki BGG i słynnym contestom. Wiadomo, że contestów (swoistych konkurso-quizów) jest na BGG sporo. Czasem nawet kilka w tygodniu. Kolejne wydawnictwa promują swoje gry i proponują małą loterię. Tak było też przy wydaniu największego chyba pudła Felda – Amerigo. Pokazywałem wtedy, trochę dla żartu, mojej żonie, że jest coś takiego na BGG jak contest. “O, popatrz, tu się klika, tu są jakieś pytania. To wyklikajmy coś. O nawet 3 poprawnie! Nieźle. No i to był właśnie contest”. Jakież było moje zdziwienie, gdy za jakiś czas dostaję maila z Queen Games, że wygrałem Amerigo. Ale jak to? Przecież ja tylko strzelałem! Trudno to nazwać inaczej jak tylko przeznaczeniem W ten sposób kolejny raz Feld zagościł na mojej półce.

Amerigo Stefana Felda

Zagrałem w Amerigo i zachwyciłem się kolejny raz. Przede wszystkim słynną wieżą. Nie jest to bowiem zwykły gadżet w grze, to najbardziej chyba wymyślny i oryginalny generator dostępnych akcji. Z wieży wylatywać bowiem będą różne kolory i różne ilości kostek. I tak: dostępne kolory to dostępne akcje, a ilość kostek w najliczniejszym kolorze to ilość akcji. Wybieramy jeden kolor i wykonujemy akcje. Naprawdę długo się zastanawiałem, jak ten gość mógł wpaść na coś takiego. Pomysł niesamowity, a do tego wszystkiego działający. Czytałem owszem recenzje, że to się nie sprawdza, że wprowadza za dużo losowości, ale dla mnie to świetne rozwiązanie. Dodajmy do tego piękną planszę, którą przemierzać będą nasze statki, budynki, kolonie, a przede wszystkim żetony rozwoju, dzięki którym możemy rozwijać taki mini-silniczek. Jak dla mnie – cudeńko. Owszem, można ponarzekać na cenę, ale mnie jakoś to zmartwienie ominęło

zamki burgundii

Na koniec dodam jeszcze, że niedawno miałem okazję zagrać w Zamki Burgundii. Kolejny prosty pomysł – para kostek i zabudowywanie planszy. Ale przecież nie bez powodu Zamki zajmują bardzo wysokie miejsce w rankingu BGG. W relatywnie krótkim czasie gry została zamknięta potężna dawka kombinowania – budynki specjalne, szybsze zamykanie obszarów, towary, robotnicy. Wszystko to znowu – dość proste – ale dające niezłą porcję kombinowania.

Badacze Głębin (Aquasphere) - gra planszowa Stefana Felda

Wypada więc wyznać z całą szczerością, że z niecierpliwością czekam na Aquasphere. Nie mogę się doczekać zwłaszcza jej polskiej wersji. Liczę, że wydawnictwo Fullcap Games rozpocznie w ten sposób serię ambitnych gier dla zaawansowanych. Co o Aquasphere (Badaczach głębin) obecnie możemy powiedzieć? Będziemy mieli tu zdecydowanie unikatowy mechanizm programowania. Co rundę na specjalnej planszy będzie zmieniała się kombinacja akcji. Tworzone jest w ten sposób swoiste drzewo wyborów. Tak więc wcześniejsze wybory determinować będą kolejne. Jakie będziemy wykonywać akcje? Rozwijamy laboratorium przez co będziemy mogli zbierać więcej kryształów (ośmiornic etc.), zbieramy znaczniki czasu, ośmiornice, wysyłamy łodzie podwodne, a także zbieramy karty rozwoju. Szczególnie ciekawie zapowiada się owo drzewo akcji do programowania botów. Co ciekawe oprogramowujemy maksymalnie 2 boty, a potem musimy wykorzystać ich akcje (boty wspierają akcje inżynierów). Wszystko to okraszone będzie jeszcze elementami area majority (za kontrolowanie większości “pokojów” mamy oczywiście dodatkowe punkty). Wydaje się to trochę skomplikowane, ale zapewniam, jak wcześniej u Felda, mamy tu dość proste zasady gwarantujące sporą dawkę kombinowania.

Czekamy więc i czekamy. Premiera Badaczy już na jesieni.
A wszystkich żądnych wiedzy, którzy jeszcze nie dotarli do instrukcji, zapraszam do lektury (w j. ang.), a także odwiedzenia strony gry polskiego wydawcy. W międzyczasie też Rahdo opublikował, jak wygląda rozgrywka dwuosobowa (oczywiście na prototypie).

Łukasz Hapka

Łukasz Hapka

Jest miłośnikiem gier złożonych. Mimo wszystko sympatią darzy wiele tytułów, niekoniecznie mózgożernych. W kręgu jego zainteresowań są także gry logiczne.
Ulubione tytuły: Race for the Galaxy, Le Havre, Lewis & Clark.
Łukasz Hapka

Latest posts by Łukasz Hapka (see all)