Nehemiasz Łukasza Woźniaka – rzut okiem

Łukasz Woźniak to inspirująca osoba. Jego swoista kariera związana z grami planszowymi rozpoczęła się niepozornie, bo od prostych instrukcji w formie zapisu video. Przyjęły się, więc postanowił spróbować z kręceniem videorecenzji [czym u nas w redakcji zajmuje się Rafał]. Obecnie ma ich na koncie 234 co jest chyba najlepszym wynikiem wśród twórców tego typu recenzji.

Kolejnym krokiem, niejako naturalną ewolucją w przypadku graczy, stało się wydawanie własnych tytułów. Zadebiutował “Skaczącymi małpami”, który jest tytułem dla młodszych osób, a obecnie czekamy między innymi [bo stale ma coś w zanadrzu] na “Nehemiasza” właśnie. A jest na co czekać.

Choć znam Łukasza osobiście i wiem, że ów tekst przeczyta, muszę powiedzieć jedną rzecz nim przejdę dalej – uważam, że dotychczas nie ma na swoim koncie gier, które chciałbym postawić na swojej półce. “Szalone małpy” odpadają z oczywistych względów, “Mercurius” nie przypadł nikomu z redakcji do gustu [ani Arturowi, ani Rafałowi], a “Pirackie Skarby” dzielą ten sam problem co w przypadku małp – to nie tytuł dla osoby, która określa się mianem gracza. Ale jest nadzieja, bo oto Wookie wypluwa z siebie kolejne projekty, które poziomem skomplikowania wreszcie satysfakcjonują planszówkowców. Odłóżmy jednak na bok plany wydania m.in. “Obrony Westerplatte” w okolicach września – na konwencie GRAMY przyszło mi, bowiem ograć “Nehemiasza” – worker placement z delikatnym twistem. Co prawda Witold z Leonardo Games, który ów grę wydaje, namawiał Łukasza do porzucenia tematu odbudowy zniszczonych murów Jerozolimy [miało być … mafijnie], ale ten nie ustąpił. Wielokrotnie wszak powtarzał, że jest osobą głęboko wierzącą.

ALE O CO CHODZI?

Będziemy gromadzić punkty, a ten kto zgromadzi ich najwięcej zwycięży. W tym celu posyłamy swoich ludzi po surowce, albo pieniądze. Będą potrzebne, aby płacić nimi na kartach, które dają nam przewagę u jednej z trzech świątyń. Najłatwiej o żółte, najtrudniej o czerwone [z racji ich rzadkości]. Koniec rundy skutkuje podliczeniem każdej z nich.

Haczyk polega na tym, iż rozpocząć stawianie trzeba od karty na górze kolumny, albo tuż POD tymi, którzy na kartach się znaleźli. To jedna z dwóch akcji. Drugą jest aktywacja już postawionego robotnika i efektu tejże karty na której stoi. Tym samym gra wręcz wymusza podejście na zasadzie “co prawda ja nie dostałem, ale ty także”. Oczywiście wszystko ma charakter raczej lekki i nieco losowy [rozłożenie kolumn] i gra należy do wagi lekkiej z nutką aspiracji do średniej. Idealne porównanie jakie samo nasuwa się na usta to “Letnisko”, które jednak nie sprawiło mi tyle frajdy co “Nehemiasz”.

Aby oddać sprawiedliwość – nie skosztowałem trybu dla zaawansowanych. Zaoferuje on liderów, których pozyskujemy w ramach niejawnej licytacji [odsłaniamy stawki na “raz, dwa, trzy”]. Po nakreśleniu nam tego jak działają, mogę z dużą dozą pewności powiedzieć, że żałuję, iż nie byli z nami od początku. Na własne życzenie, ale jednak. Czy kupiłbym? Niekoniecznie, bo na mojej półce znajdują się przeważnie tytuły o wadze ciężkiej. Ale nigdy nie odmówiłbym zagrania, a to chyba wystarczy już za dostateczną rekomendację.

Ten złowieszczy uśmiech daje do myślenia
Mateusz Kiszło