Morze chmur – podniebne ryzyko. Recenzja

Théo Rivière nie zalicza się do autorów, których nazwisko wywołuje żywe poruszenie wśród graczy. Specjalizuje się w pozycjach przeznaczonych raczej dla młodszego grona odbiorców, gdzie bardzo prościutkie zasady uzupełniają wielokolorowe grafiki. Tym razem, wraz z wydawnictwem Portal, zaprasza nas do świata podniebnych piratów, aby podejmowane przez nas ryzykowne decyzje zapewniły nam sporo dobrej zabawy. Jednak czy w ostateczności zbieranie łupów przełożyło się na emocjonującą rozgrywkę?

Informacje o grze

Autor: Théo Rivière
Wydawnictwo: Portal 
Liczba Graczy: 2 – 4  
Czas Gry: około 25 minut 
Wiek: od 10 lat 
Cena: około 70 zł

Szlachetne piękno morza i chmur 

Portal przyzwyczaił nas już do pewnych standardów estetycznych, które stosuje w wydawniczym rzemiośle. W przypadku Morza Chmur również zostaliśmy porażeni pięknem. Od błyszczącej okładki, przez wielobarwną instrukcję i elegancką wypraskę, po fantastyczne planszetki graczy – a to wszystko wykonano z materiałów najlepszej jakości. Aczkolwiek za wywołanie największego wrażenia odpowiadają karty. Ich grubość, wytrzymałość, brak konieczności stosowania koszulek, zaliczymy po prostu do kategorii „dobrze wykonanego zadania”, lecz same grafiki to już inna para kaloszy.

Nie tylko odznaczają się przyjemnym dla oka klimatem, lecz także są różnorodne oraz zabawne w ten sympatyczny sposób, który uwielbiają dzieci. Młodzi amatorzy gier bez prądu, bardzo pomocni w moich testach, zawsze byli zachwyceni. Warto jeszcze dodać, że karty świetnie spisują się pod względem funkcjonalnym. Umieszczone na nich symbole są intuicyjne, a pozostałe napisy i cyfry również są wystarczająco wyraźne. Ukoronowaniem całości jest znacznik przypominający o wygrywaniu remisów przez danego gracza, nazywany przeze mnie frywolną papugą, świetnie wpisujący się w wybrany przez ilustratora styl.

Instrukcja jest okraszona wieloma barwnymi ilustracjami i chociaż reguły gry nie należą do najtrudniejszych, to nie zapomniano o odpowiedniej liczbie przykładów przy jednoczesnej dbałości o wyjaśnienie każdego aspektu gry. Tłumaczenie jest jasne oraz klarowne oraz nie wywołuje większych wątpliwości. Przyjęta struktura, rozpoczynająca się od wyjaśnienia podstawowych kart oraz symboli, umożliwia swobodne zrozumienie całej rozgrywki. Już po pierwszym czytaniu, co nie zajmie nam więcej niż 20 minut, śmiało możemy przejść do wyjaśnienia zasad innym współgraczom, nawet tym nie zaznajomionym ze światem współczesnych gier planszowych. Brak błędów ortograficznych i interpunkcyjnych to tylko postawienie kropki nad i. Dodatkowo należy się wielki plus za wyczerpujące objaśnienie najbardziej kłopotliwych zdolności kart.

Jak zostać podniebnym piratem?

Mechanika Morza Chmur opiera się w głównej mierze na zbieraniu setów oraz push your luck, gdzie pewne zawirowania wprowadzają specjalne zdolności kart. Reguły nie są skomplikowane, toteż bez problemu wprowadzimy zarówno nowych graczy, jak i nie będziemy się martwić o ich szybkie zapomnienie. 

Nasza droga do zwycięstwa prowadzi przez zbieranie odpowiednich setów. Możemy przebierać w kartach reliktów oraz rumu. Co ciekawe nie zawsze zgarnięcie pojedynczej karty będzie dla nas opłacalne. Często zbieranie poszczególnych egzemplarzy zaowocuje ujemnymi punktami na koniec gry. Ten prosty pomysł skłania nas do przemyślenia decyzji na jakie karty postawić oraz z czego zrezygnować (kolekcjonowanie najcenniejszych kart nie zawsze jest opłacalne, ponieważ z jednej strony przyciągają wielu chętnych, podczas gdy z drugiej strony musimy jeszcze na nie trafić). Od samego początku ryzyko łapie nas w swe nieubłagane kleszcze.

Karty przedmiotów nie tylko zapewniają nam dostęp do unikatowych zdolności, lecz także bywają maszynką do generowania punktów zwycięstwa na koniec partii bowiem trafiają się pośród nich egzemplarze tajne oferujące punkty za spełnienie określonych warunków. Ten ostatni mechanizm nie zyskał mojej sympatii, dlatego że odznaczał się zbyt dużą porcją losowości. Prawdopodobieństwo zdobycia czegoś absolutnie nieprzydatnego jest ogromne, a znając przewrotności losu, nas przeciwnik z pewnością zgarnie właściwą kartę, a przez to nawet zagwarantuje mu zwycięstwo. Naturalnie kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, ale za bardzo wkrada się tutaj irytacja pomieszana z nieprzychylnością fatum.

W każdej rundzie gracze po kolei starają się podzielić Łupami. W trakcie przygotowania rozgrywki tworzymy trzy odrębne stosy łupów, na początku zawierające po jednej karcie. Podczas partii będziemy stopniowo dokładać kolejne karty, aby z rozmysłem budować nasze układy setów. W turze możemy albo wziąć Łupy z danego stosu (wcześniej je oglądając) i następnie umieścić je w stosownych miejscach wokół naszej planszetki, albo odłożyć karty Łupów na odpowiednie miejsce, dokładając tam wierzchnią kartę z talii Łupów. Należy pamiętać, że w danym stosie mogą znajdować się co najwyżej 3 karty Łupów, potem dokładamy tam Dublona z banku.

Brzmi prosto? I tak jest w rzeczywistości, ale ile w tym frajdy! Push your luck ukazuje się tutaj w całej swojej krasie. Wyborowi o pozostawieniu większej liczby kart przeciwnikowi, gdy liczymy na to, że tam dalej skrywa się poszukiwana przez nas karta, towarzyszą przyjemne nerwy. Karty zaliczające się do konkretnego rodzaju (przedmioty/relikty/piraci) mają inne rewersy, toteż mniej więcej wiemy na co możemy liczyć. Jednakże nikt nam niczego nie zagwarantuje. Na ile hazardu sobie pozwolimy, zależy wyłącznie od nas.

Upływ kolejnych rund zaznaczamy na planszetce, odwzorowującej etapy naszej podróży. Kiedy wszyscy gracze wzięli przynajmniej po 1 karcie Łupów, przesuwamy drewniany znacznik okrętu na następne pole. Gdzieniegdzie znajdziemy czerwony symbol z 2 skrzyżowanymi mieczami. Wówczas dochodzi do fazy abordażu. Wykorzystujemy wtedy działanie naszych kart Piratów.

Obliczamy siłę naszej załogi przez zsumowanie symboli siły naszych Piratów, porównując wartości z rywalami zarówno po naszej prawej, jak i lewej stronie, dodając odpowiednie modyfikatory wynikające ze zdolności innych kart. Remisy wygrywa gracz, posiadający aktualnie znacznik papugi. Ten element dokłada szczyptę negatywnej interakcji między graczami. Powinniśmy obserwować nie tylko zbierane przez rywali sety, lecz także uważać, żeby nie pozbawili nas szansy na sukces przez chytrze przemyślany abordaż. Kolejny smaczek wpływający na miły odbiór całości.

Gdy okręt wypłynie z ostatniej wyspy, to przechodzimy do końcowego podliczania punktów. Dodajemy do siebie zgromadzone Dublony oraz wartości poszczególnych, ułożonych przez nas, setów. A najlepszy po prostu wygrywa !

Rum, papugi i Behemoty

Po pobieżnej lekturze zasad Morze Chmur nie wydaje się niczym szczególnym. Ot, kolejna niczym nie wyróżniająca się pozycja. Aczkolwiek już podczas pierwszych partii okazuje się, że jednak coś w niej jest, co owocuje bardzo sympatycznym, familijnym tytułem. Emocjonujące partie, dobrze przemyślana mechanika push your luck, doza negatywnej interakcji, spodobają się nie tylko młodszym fanom gier bez prądu, lecz także bardziej zaawansowanym graczom, którzy poszukują nieskomplikowanego fillera.

Zbieranie łupów należy do najciekawszych momentów gry. Wybór odpowiednich setów będzie w głównej mierze zależał od dostępnych kart, jednakże nic nie stoi na przeszkodzie stosowania różnorodnych taktyk. Trudno odnaleźć jedną drogę prowadzącą do zwycięstwa. Niektórzy pójdą w piratów, inni pozostaną przy pewnych punktach z setów, a kolejni przetrząsną talię w poszukiwaniu dobrych kombinacji przedmiotów oraz tajnych kart. 

Najważniejsze jednak, że gra nie jest pozbawiona nerwowych poruszeń. Ryzyko odgrywa tutaj główną rolę. Wybór między przeglądanym stosem a niewiadomymi, znajdującymi się tylko troszeczkę dalej, nie jest ani prosty, ani oczywisty.

Rozgrywka jest dynamiczna, pozbawiona męczących dłużyzn, a partie nigdy nie trwały dłużej niż 45 minut. Tury poszczególnych towarzyszy stołu odbywają się błyskawicznie, choć nie przebiegają bezmyślnie. Nad paroma rzeczami trzeba się zastanowić, w szczególności gdy nie wiemy do końca, w którą stronę zamierzamy iść. Set up także przebiega w ekspresowym tempie, więc Morze Chmur idealnie sprawdzi się wtedy, kiedy nie mamy zbyt wiele czasu, leczy mamy ochotę  na przyjemny, szybki i emocjonujący tytuł.

Nie powinniśmy martwić się, że pudełko Morza Chmur szybko się zakurzy. Regrywalność tego tytułu jest spora. Poszczególne partie ze względu na losowość obecną w trakcie przygotowania do gry, będą kusiły nas nowymi wyzwaniami. A miło jest sprawdzić, jak obrana przez nas taktyka sprawdzi się podczas starcia z niepewnością stosów Łupów. Aczkolwiek nie jest to tytuł przeznaczony do ogrywania w nieskończoność. Po pewnym czasie może się wkraść pewna powtarzalność oraz schematyczność ruchów. Na szczęście wystarczy na pewien czas odłożyć go na bok, żeby ponownie wrócić do odkrywania skarbów.

Przyda się jeszcze wspomnieć o paru mankamentach. Nie da się ukryć, że losowość w tej pozycji odgrywa bardzo dużą rolę. Chociaż jest to niejako wpisane w push your luck, to czasami wyroki nieubłaganego fatum są zbyt surowe. Nierzadko szanse zebrania wybranego przez nas setu są mizerne bowiem konkretne karty ukryły się na spodzie talii. Decyzja okazuje się błędna bez naszego specjalnego udziału. Widoczne rewersy rodzajów kart to zdecydowanie za mało, aby dostatecznie ograniczyć losowość. Inną bolączką jest absolutny brak klimatu. Owszem grafiki są przepiękne, jednak zupełnie nie czujemy się piratami przestworzy. Wybranej tematyki nie oddaje ani mechanika, ani przebieg partii.

Pewne zastrzeżenia możemy mieć również w stosunku do skalowania. Najwięcej uroku mają partie w maksymalnym składzie, gdyż gra ukazuje wtedy pełnie swych możliwości. W 3 osoby również będziemy bawić się na podobnym poziomie. Niestety w w parze nie jest już tak różowo – jest po prostu zbyt łatwo. Bez problemu zbieramy sety, abordaż staje się drugorzędny, a i emocji jest mniej, kiedy bez nerwów realizujemy nasze zamierzenia. Raczej nie jest to pozycja przeznaczona do umilania sielankowego wieczoru we dwoje.

Morze Chmur to dobra gra przeznaczona do rodzinnego grania, która sprawdzi się również jako filler między bardziej skomplikowanymi tytułami. Jeżeli nie przeszkadza wam duża losowość oraz poszukujecie tytułu z niskim progiem wejścia, to jest to idealny wybór. Polecam zwłaszcza miłośnikom ryzyka, nie obawiającym się niefartownego dociągu kart.

 

Plusy
  • ciekawie skonstruowana mechanika push your luck
  • emocjonująca rozgrywka
  • wiele dróg prowadzących do zwycięstwa
  • krótki czas oczekiwania na swoją turę i błyskawiczny set up
  • regrywalna
  • pięknie wydana
Minusy
  • po pewnym czasie do rozgrywki wkrada się delikatnie powtarzalność i schematyczność 
  • w niektórych aspektach losowość odgrywa zbyt wielką rolę 
  • absolutnie pozbawiona klimatu
  • partie 2-osobowe nie zachwycają 

Ocena: (4 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Portal za przekazanie gry do recenzji.

Daria Chibner

 

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaSea of Clouds
AutorThéo Rivière
GrafikMiguel Coimbra
WydawcaGaGa Games, Hutter Trade GmbH + Co KG, IELLO, Portal Games, Reflexshop, uplay.it edizioni
Rok wydania2016
Liczba graczy2 - 4
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 4
Liczba rekomendowana: 2, 3, 4
(24 głosy/głosów)
Czas gry45
Sugerowany wiek min.10 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)8 i więcej
(10 głosy/ów)
Zależność językowaModerate in-game text - needs crib sheet or paste ups
(5 głosy/ów)
KategoriaCard Game, Pirates
MechanikaCard Drafting, Press Your Luck, Set Collection
RozszerzeniaSea of Clouds: Kali Khan, Sea of Clouds: Kitty, Unicorn, Love Ray, Sea of Clouds: Lurch Cassidy, Sea of Clouds: Petit Chat Promo Card
RodzinaAdmin: Better Description Needed!

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Daria Chibner

Daria Chibner

W grach planszowych poszukuję takiej mechaniki, która wymaga zarówno intensywnej pracy umysłowej, jak i zachęca do rozgrywania partii za partią. Nie musi być to jednak niesamowicie skomplikowany tytuł, zabierający kilka godzin życia, ponieważ podstawowym kryterium moich ocen pozostaje przyjemność płynąca z rozgrywki. Moje serce raduje się na widok kostek i kart. Żaden gatunek nie jest mi ani obcy ani nie wzbudza zbytniej niechęci. Z taką samą przyjemnością gram w eurosy, ameritrashe i imperezówki, o ile dany tytuł jest dobry w swojej kategorii. Ulubione tytuły to: Ora et Labora, Dominant Species, Kemet, Zamki Burgundii.
Daria Chibner