Big Fat Burger – nieświeży kotlet. Recenzja

Dawno, dawno temu, kiedy do Polski zawitał słynny amerykański fast food MacDonald’s, przydrożne budki z burgerami zaczęły świecić pustkami. Podobno ich jakość nie mogła równać się z tym międzynarodowym molochem. Obecnie trend jest zgoła odwrotny. Sieciowe fast foody zostały napiętnowane jako królestwo niezdrowego jedzenia, a burgery powróciły do lokalnych knajpek i modnych food trucków. Cóż, moda bywa zmienna. Wydawnictwo Trefl w serii Joker postanowiło pomóc nam wcielić się w speców od grillowania. Big Fat Burger w założeniach miał być szybką i emocjonującą karcianką, gdzie rywalizacja miała być równie ważna jak umiejętności planowania ruchów. Czy coś poszło nie tak? A może jest to niedoceniana perełka?

Informacje o grze

Autor: Mikołaj Białko, Michał Dzięgiel, Michał Ociepka
Wydawnictwo: Trefl Joker Line
Liczba Graczy: 2 – 5 
Czas Gry: około 30 minut
Wiek: od 8 lat
Cena: około 60 zł

Prezentacja burgera

W pudełku znajdziemy sporą liczbę kart, 10 żetonów graczy służących do oznaczania zamówień oraz obrus, który będzie pełnił funkcję planszy do gry. Obrus stanowi nie tylko elegancki gadżet, lecz także dodaje rozgrywce klimatu. Zdecydowanie jest najbardziej okazałym elementem wyposażenia pudełka. Dodatkowo nastrój potęguje styl graficzny zastosowany na kartach. Od razu możemy się poczuć, jak podczas wizyty w lokalnej burgerowni bądź polecanym przez znajomych food trucku.

Same karty są wystarczająco grube oraz wytrzymałe, przez co raczej nie będą potrzebować koszulek. Podobnie nie mogę przyczepić się do żetonów graczy. Niestety ogólnie w pudełku wieje pustką, co wyjątkowo nie współgra z dość wysoką ceną. A zrezygnowanie z dodatkowych kart symbolizujących pieniądze na rzecz ponownego wykorzystania kart odrzuconych składników lub zamówień woła o pomstę do nieba. Już chyba wolałabym zamiast obrusu otrzymać dodatkowe znaczniki bądź karty, aby nie męczyć się z uważnym oddzielaniem kart podczas partii.

Instrukcja jest bardzo krótka i niestety zupełnie pozbawiona przykładów. Zasady nie są zbyt skomplikowane, ale mimo wszystko przydałoby się trochę więcej wyjaśnień, gdyż szczególnie początkujący gracze mogą mieć wątpliwości w stosunku do niektórych etapów gry. Zrozumienia reguł nie ułatwia również nieprzejrzysta struktura samej instrukcji. Najpierw przebieg rozgrywki, potem nagle zaskakuje nas zakończenie, a najważniejsze wątki zostały ukryte w dodatkowych informacjach, tak jakby miały marginalne znaczenie. Przynajmniej nie napotkałam żadnych błędów ortograficznych bądź interpunkcyjnych.

Jak usmażyć najlepszą wołowinkę?

Mechanika Big Fat Burger jest prościutka i opiera się przede wszystkim na zbieraniu odpowiednich kart składników w celu realizacji konkretnych zamówień. Szczyptę negatywnej interakcji dodają karty specjalne, pozwalające np. zabrać jeden składnik od innego gracza.

Najpierw tasujemy zamówienia i układamy je na torach zaznaczonych na obrusie. Rozdajemy uczestnikom rozgrywki 1składnik oraz kartę Postaci wraz z 2, odpowiadającymi jej żetonami. Resztę składników tasujemy oraz dzielimy na 3 w miarę równe stosy. I już możemy zaczynać partię. Nie ma co biadolić – set up jest naprawdę błyskawiczny.

W trakcie swojej tury, jeśli na początku mamy wolny żeton, a na obrusie znajduje się niezagospodarowane zamówienie, to mamy obowiązek jego rezerwacji. I dokładnie w tym miejscu mechanika zaczyna się sypać. Losowe wykładanie zamówień sprawia, że często jesteśmy zobligowani do rezerwacji takich burgerów, których nie możemy wykonać ze względu na brak odpowiednich składników. Same składniki także pojawiają się losowo, toteż to czy uda nam się zdobyć odpowiedni zależy wyłącznie od nieubłaganego fatum. Nierzadko część graczy była zablokowana przez większą część rozgrywki, podczas gdy inni ciągle zarabiali dolary. Czy byli lepsi? Nie, po prostu los bardziej im sprzyjał.

Oprócz rezerwacji zamówienia możemy dobrać 2 składniki, zrealizować jedno z naszych zamówień lub pociągnąć kartę specjalną. Należy pamiętać, że możemy wykonać jednie 2 z wyżej wymienionych akcji. Nastrój zniecierpliwionych klientów został oddany przez przesuwanie w dół jednego z zamówień na koniec naszej tury. Jeśli odrzucona karta była zarezerwowana, to stosowny żeton wraca do właściciela, a ten musi odrzucić jednego dolara.

Po zakończeniu tury możemy mieć przed sobą jedynie 5 składników, a wszelkie nadmiarowe karty musimy oddać pozostałym graczom. Uniemożliwia to jakiekolwiek dalekosiężne planowanie. W połączeniu z koniecznością rezerwacji zamówień tworzy to przerażającą, nieokiełznaną losowość. Prawdziwy koszmar zaczyna się jednak dopiero podczas otrzymywania dolarów za zrobione burgery. Jak już wspomniałam nie ma tu żadnych dodatkowych znaczników służących do odznaczania zarobionych pieniędzy. Używamy do tego odrzuconych kart składników/zamówień. I tutaj zaczynają się nasze problemy.

Przede wszystkim musimy bardzo pilnować porządku na stole. Nie raz, nie dwa zdarzała się sytuacja, że komuś pomieszały się składniki z „dolarami”. Chaos stawał się wszechogarniający. Ktoś podwędził dolara jako składnik? Jasne, czemu nie. Nie zastosowano żadnych ograniczeń dla wszechogarniającej losowości. Różne bonusy za ukończone zamówienia również niewiele zmieniają (poza dokładaniem losu do losowości).

Gra kończy się wtedy, gdy wyczerpie się stos kart składników. Przeliczamy nasze dolary i cieszymy się zwycięstwem bądź zmagamy się z goryczą porażki.

Czy ten burger był świeży?

Z przykrością muszę stwierdzić, że Big Fat Burger okazał się bardzo słabą grą. Ciekawa, mało spotykana tematyka została zaprzepaszczona przez niedopracowaną mechanikę. Czasami zastanawiałam się, czy ktoś to w ogóle testował przed wydaniem. Monstrualna losowość bez żadnych ograniczeń od samego początku ustala przegranych i wygranych. Kiepskie zamówienia? Nieodpowiednie składniki? Niepotrzebne karty specjalne? Nic z tym nie zrobisz. Możesz wyłącznie siedzieć i płakać. Konieczność rezerwacji zamówień przy wolnym żetonie jeszcze bardziej potęguje nieład. Kiedy utknąłeś przy mało opłacalnym zamówieniu, to twój rywal już dawno zajmuje się 5 zgarniając przy okazji mnóstwo szmalu. A ty bezowocnie czekasz jak na szpilkach z narastającą irytacją aż pojawi się odpowiedni składnik.

Przy okazji jedyne emocje, które pojawiają się podczas partii to: nuda, rozgoryczenie, złość, beznadzieja. Nigdy aż tak często uczestnicy gry nie prosili o przerwanie gry, ponieważ absolutnie nikomu nie chciało się wysiedzieć do końca. Gniew potęgował także absurdalny pomysł braku znaczników lub kart pieniędzy. Po którymś z kolei pomieszaniu wszystkiego z poplątaniem, każdy rzucał karty na stół i szukał możliwości ucieczki.

W Big Fat Burger nie da się niczego zaplanować. Równie dobrze można rzucać klasyczne karty na stół, nie dbając ani o określony porządek, ani nie troszcząc się o jakiekolwiek reguły. Czy wspominałam o niezbalansowanych kartach specjalnych? O nie przemyślanej liczbie poszczególnych składników? Jedynie zamówienia wydają się posiadać pewien zamysł, ale też nie w każdym przypadku. Jednakże to wszystko nie jest jeszcze najgorsze. Prawdziwą makabrą jest powtarzalność oraz schematyczność rozgrywki. Za każdym razem robimy dokładnie to samo. Nic nas nie zaskoczy, nic nas nie zdziwi, nie wypróbujemy niczego nowego.

Regrywalność powinna opierać się na sprytnym połączeniu zmiennych występujących w grze z mechaniczną głębią, czyli zastosowaniu takich mechanik, które pozwolą na stosowanie różnorodnych strategii/taktyk w kolejnych rozgrywkach przy jednoczesnej szansie planowania ruchów oraz przewidywania zagrań przeciwników. Dowalenie losowości w każdym aspekcie gry tego nie zapewni. Skutkuje czymś zupełnie innym – kompletnie niegrywalną grą, co niestety zdarzyło się w przypadku tej pozycji.

Trochę broni się klimat. Spadające zamówienia kojarzą się ze zniecierpliwieniem potencjalnych klientów. Nawet obrus dodaje szczyptę nastroju. Nazwy burgerów są całkiem zabawne. Ilustracje wpisują się w temat. Nie poczujemy zapachu oleju, ale nie jest to najbardziej sucha pozycja świata. Szkoda, że nie pokuszono się o dopracowanie mechaniki. A po co nam ładna gra, która zupełnie nie sprawia nam radości?

Na siłę doszukamy się też innych plusów: szybki set up (przygotowanie rozgrywki naprawdę trwa moment), brak downtime’u (tury przebiegają błyskawicznie. Cóż w sumie nie ma się nad czym zastanawiać bowiem nic od nas nie zależy), krótki czas trwania jednej partii (góra 30 minut, ale zdarzało się także skończyć po 20 minutach, a i tak mało kto miał ochotę wysiedzieć do końca). Trudno powiedzieć cokolwiek o skalowaniu, gdyż w każdym wariancie jest stosunkowo kiepsko. Najlepiej sprawdziły się partie 2-osobowe ze względu na delikatne ograniczenie losowości przez wolniejsze pojawianie się oraz spadanie kart, na czym najbardziej zyskują zamówienia. Nie musimy już brać pierwszego lepszego, które się nawinie, lecz nawet co nieco zaplanujemy (acz znów nie za dużo). Nadal jednak jest schematycznie, nudnie i powtarzalnie. Im więcej osób, tym większy chaos. Rozgrywka 5-osobowa to już całkowita loteria.

Big Fat Burger to zmarnowany potencjał. Ciekawy temat został zniszczony przez niedopracowaną mechanikę oraz wydawnicze niedociągnięcia. Rozgrywka jest nużąca i z każdą chwilą mamy coraz większe poczucie zmarnowanego czasu. Nie rekompensuje tego również estetyka wydania, ponieważ cena jest zbyt wygórowana jak na hulający w pudełku wiatr. Próbujecie na własną odpowiedzialność.

 

Plusy
  • krótki czas rozgrywki
  • szybki set up
  • niedługo czekamy na swoją turę
  • zawiera trochę klimatu
Minusy
  • schematyczna, nieciekawa, powtarzalna i mało emocjonująca rozgrywka
  • mechanicznie uboga
  • wszechogarniająca losowość 
  • brak możliwości planowania naszych ruchów
  • zrezygnowano ze znaczników/kart służących do oznaczania dolarów
  • wysoka cena w stosunku do pustki w pudełku

Ocena: (2 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Trefl za przekazanie gry do recenzji.

Daria Chibner

 

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaBig Fat Burger
AutorMikołaj Białko, Michal Dziegiel, Michal Ociepka
GrafikRoman Kucharski
WydawcaTrefl Joker Line
Rok wydania2017
Liczba graczy2 - 5
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 5
Liczba rekomendowana: 2
(1 głosy/głosów)
Czas gry30
Sugerowany wiek min.8 i więcej
KategoriaCard Game
MechanikaSet Collection, Take That
RodzinaFood / Cooking

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Daria Chibner

Daria Chibner

W grach planszowych poszukuję takiej mechaniki, która wymaga zarówno intensywnej pracy umysłowej, jak i zachęca do rozgrywania partii za partią. Nie musi być to jednak niesamowicie skomplikowany tytuł, zabierający kilka godzin życia, ponieważ podstawowym kryterium moich ocen pozostaje przyjemność płynąca z rozgrywki. Moje serce raduje się na widok kostek i kart. Żaden gatunek nie jest mi ani obcy ani nie wzbudza zbytniej niechęci. Z taką samą przyjemnością gram w eurosy, ameritrashe i imperezówki, o ile dany tytuł jest dobry w swojej kategorii. Ulubione tytuły to: Ora et Labora, Dominant Species, Kemet, Zamki Burgundii.
Daria Chibner