Carcassonne: Star Wars Edition – Recenzja gry

Workerplacementowy hit rodzinny – kilka słów o podstawowej wersji Carcassonne

Carcassonne to obok Osadników z Catanu (aktualnie Catan), Monopoly i Talismana jedna z najbardziej znanych i rozpoznawalnych gier, jakie są polecane dla początkujących graczy lub osób, które z grami planszowymi nie miały do tej pory wiele do czynienia. Jak często bywa w wypadku tak popularnych tytułów, gra ma zarówno ogromną rzeszą fanów, jak i grupę zagorzałych przeciwników. Nie sposób jednak przejść obojętnie obok faktu, że od momentu swojej premiery w 2009 roku, podstawowa wersja gry sprzedała się w kosmicznym nakładzie ponad 6 milionów egzemplarzy. Wydawca przypomina nam o tym zresztą przy każdej okazji, umieszczając tę informację chociażby na pudełku kolejnych wersji gry. Powodów, dla których Carcassonne jest tak popularne, jest przynajmniej kilka. Gra ma bardzo proste zasady, przystępną sugerowaną cenę detaliczną, a do tego zapewnia całkiem sporą regrywalność ze względu na losowy przydział kafli, z których w trakcie rozgrywki powstaje plansza. Dzięki prostej bazowej mechanice i planszy budowanej na żywo podczas rozgrywki zaistniały również doskonałe okoliczności do tworzenia masy dodatków oraz wprowadzenia kilku zasad, dzięki którym możemy grać w trybie zaawansowanym. Aktualnie na rynku dostępnych jest kilka tematycznych wariantów tej gry, a ktoś kiedyś policzył, że wszystkich wersji, rozszerzeń, mini-dodatków i zbiorczych, dużych pudełek (tzw. Big Boxów) wyszło już ponad 50!

Nic więc dziwnego, że wydawca postanowił „kuć żelazo póki gorące” i w zeszłym roku wypuścił kolejną wersję gry, tym razem osadzoną w uniwersum Star Wars. Zapowiedź gry spotkała się z bardzo różnymi reakcjami. Fani podstawowej wersji gry pytali „po co?”, fani Star Wars pytali „jak to?”, a osoby które dobrze znają zawarte w grze mechaniki z lekkim niedowierzaniem patrzyły na ten „dziwny” twór, nie dowierzając że to wszystko może działać i jeszcze do tego dawać klimat „dawno temu, w odległej Galaktyce”. Jak wspomniałem wyżej, gra funkcjonuje na rynku już od ponad roku, a ja (jako zagorzały fan zarówno „Carcassonne” jak i Star Wars) zawsze polecam ją pytany o idealny prezent podchoinkowy dla innych fanów Gwiezdnych Wojen. Polecam ją nawet częściej niż moim zdaniem ciekawsze tytuły, których akcja rozgrywa się w tym właśnie uniwersum, a z jakiej przyczyny – tego dowiecie się z poniższej recenzji.

Informacje o grze

 

Autor: Klaus-Jürgen Wrede
Wydawnictwo: Bard (wersja PL) / Hans im Glück (wersja oryginalna)
Liczba Graczy: 2-5 (6 z dodatkiem)
Czas Gry: 35 minut
Wiek: od 7 lat
Cena: ok. 100 zł (rozszerzenie ok 50 zł)

 

 

Co w pudełku

Jeśli mieliście do czynienia z podstawową wersją gry, to tutaj nie będzie większego zaskoczenia. Wykonanie stoi na wysokim poziomie. Kafle z grubej tektury, dobrze wysztancowane, meeple w standardzie znanym z podstawki, tor punktowy również na kartonie takiej samej grubości jak kafle. Do tego dostajemy całkiem przydatne mini planszetki graczy. Można ustawić sobie na nich rząd meepli, żeby nie spadały ze stołu przy każdym ruchu ręką, czy też nie uciekały we wszystkie strony utrudniając policzenie, ile mamy jeszcze w swoich zasobach. Nowym komponentem względem podstawowego Carcassonne są kości. Dostajemy 6 ładnych, przezroczystych kostek k6 – 3 czerwone i 3 zielone. Standardowe drewniane meeple zostały wyposażone w naklejki przedstawiające postaci z gwiezdnej sagi. Ledwo je widać, ale na upartego można powiedzieć, że jest jakiś klimat. Grę można znaleźć w internetowych sklepach już w cenie około 80-90 zł, więc  śmiało można stwierdzić,  że jakość wykonania w porównaniu do ceny jest bardzo zadowalająca. Osobiście znam gry, które kosztują nawet dwa razy tyle przy mniejszej zawartości oraz braku licencji Star Wars, za którą wydawca z pewnością zapłacił niemałą sumkę. Carcassonne to niemiecka gra w niemieckim stylu, więc jakość komponentów pozostaje na tradycyjnie wysokim poziomie, oczywiście bez wymyślnych „amerykańskich” pomysłów jak plastikowe figurki, perforowane plansze graczy czy też inne komponenty, które – umówmy się – w grze tego rodzaju byłyby najzwyczajniej zbędne i powodowałyby wyłącznie wzrost ceny pojedynczego egzemplarza.

 

Mechanika, zasady i zmiany względem podstawowej wersji

Główne zasady gry podstawowej pozostają praktycznie bez zmian. Zaczynamy od wyłożenia kafelka startowego. Dociągamy kafelek, kładziemy go na stole tak, aby pasował do innego kafelka lub kilku, które już tam leżą. Następnie mamy opcję wystawienia na dołożonym kafelku swojego meepla. Gdy zakończymy budować daną strukturę punktujemy, a wystawiony meepel wraca do naszych zasobów i jest gotowy do ponownego użycia. W zależności od tego, co jest nadrukowane na kafelku, meepla możemy wystawić na 3 różne sposoby. Tutaj mamy pierwszą zmianę względem oryginału – funkcje meepli zostały ograniczone z czterech do trzech rodzajów. Wystawiamy je na szlakach gwiezdnych (trakty w grze podstawowej), mgławicach (miasta w grze podstawowej) oraz planetach (klasztory w grze podstawowej). Punktowanie pozostało bez zmian – nadal za każdy kafelek zakończonego szlaku dostajemy 1 PZ, mgławicy – 2 PZ, a za całkowite okrążenie innymi kafelkami kafla z zajętą przez nad planetą otrzymujemy 9 PZ. Dodatkowo dostaniemy również po 2 PZ za każdy symbol którejkolwiek frakcji nadrukowany na kafelkach zakończonej struktury, o ile przynajmniej jeden z tych kafelków zawiera symbol naszej własnej frakcji.

 

Główna zmiana mechaniczna polega na pozbyciu się chłopów (przypuszczam, że dryfujące w przestrzeni kosmicznej meeple nie okazały się zbyt dobrym rozwiązaniem) i wprowadzeniu nowego elementu – walki. Sam pomysł zastosowania iście ameritrashowej „turlaniny” w dość suchym, niemieckim tytule może wydawać się dość absurdalny, ale o dziwo sprawdza się to w praktyce, najprawdopodobniej właśnie przez wzgląd na tematyczną „nakładkę”. O tym opowiem więcej w akapicie „Wrażenia z rozgrywki”, a teraz jeszcze kilka słów na temat samych bitew.
Walka jest zasadniczym elementem tej wersji Carcassonne i nie ma się czemu dziwić – Gwiezdne Wojny bez pojedynków i bitew? Coś takiego nie mogło mieć miejsca.

Do walki może dojść w dwóch przypadkach. Pierwszy to sytuacja, w której część struktury zajętej przez jednego gracza połączy się z częścią takiej samej struktury kontrolowanej przez drugiego. Inną możliwością zaatakowania przeciwnika jest najechanie zajmowanej przez niego planety przez dołożenie sąsiadującego kafelka. Nie wystawiamy wtedy meepla w standardowy sposób. Zamiast tego kładziemy go na planecie, którą chcemy odbić z rąk wroga. W obu przypadkach walka przebiega w ten sam sposób. Każdy z graczy bierze kostki w liczbie równej ilości własnych meepli znajdujących się na kafelkach będących częścią struktury, o którą będziemy się bić. Dodatkowe modyfikatory do tej liczby to symbole rodzimej frakcji nadrukowane na kaflach danej struktury. Za każdy taki symbol dostajemy dodatkową kostkę. Poza tym, jeśli wystawiliśmy większego meepla (mamy takiego jednego w naszych zasobach), jest on z miejsca „wart” dwie kości. Wygrywa ten gracz, który wyrzuci największy wynik na pojedynczej kostce. Tak jest – wyników nie sumujemy, a w przypadku wyrzucenia przez obydwu graczy tego samego najwyższego wyniku powtarzamy rzuty przy użyciu tej samej puli kości. Łatwo zauważyć, że czasem takie pojedynki mogą potrwać chwilę, ale 3-4 rzuty to przeważnie maksimum. Przegrany gracz odchodzi z niczym, a ten który wygrał – zostaje i okupuje daną planetę lub strukturę. Jeśli w wyniku dołożenia kafelka struktura została zakończona lub dołożono ostatni kafel okalający planetę – wygrany zbiera również wszystkie punkty jakie należą się za ukończenie, a mepel wraca do jego zasobów i może być użyty ponownie. Tak więc mamy tutaj diametralną zmianę mechaniczną względem oryginalnej gry, w której to przewagę w kontrolowaniu tej samej struktury określało się dopiero po jej ukończeniu, a punkty dostawał gracz posiadający w jej obrębie najwięcej meepli, ewentualnie obaj gracze punktowali w przypadku remisu.

 

 

Wrażenia z rozgrywki

Pierwsza i chyba najważniejsza sprawa – czy czuć klimat Star Wars. Tak i nie. W porównaniu z propozycjami ze stacji FFG w temacie Star Wars klimat jest praktycznie zerowy. No dobra, możemy czytać nazwy planet, niby mamy planszetkę postaci oraz meeple, na których w zasadzie nie da się bez lupy zidentyfikować bohaterów sagi, ale na upartego jakiś tam klimat jest. Sama rozgrywka natomiast dostarcza bardzo dużo emocji i muszę przyznać, że połączenie euro-ameri w tym wypadku bardzo przypadło mi do gustu. Generalnie nie ma przymusu tłuczenia się czy to o planety, czy o inne struktury, jednak bicie się jest fajne i przyjemne. Przeważnie jak ktoś zacznie i odbije planetę zajmowaną przez innego gracza, może być pewien, że tamten będzie się starał zrewanżować w swoim kolejnym ruchu. Bitwy cechuje ogromna losowość, którą redukuje nieco pierwszy dodatek, o którym możecie przeczytać na końcu recenzji. Zasadniczo, poza kościanymi walkami wszystko nadal działa jak w standardowym Carcassonne . Można się dogadywać, można grać w eurosucharowym stylu „każdy sobie rzepkę skrobie” i wreszcie – można wprowadzać oficjalne zasady eksperckie, które działają świetnie, tak jak w oryginalnej grze. Każdemu, kto lubi Carcassonne, polecam spróbować choć raz zagrać dociągając na początku gry 3 kafelki zamiast jednego, a po ruchu dobierać jeden kafelek – tak, aby zawsze mieć 3. To naprawdę bardzo zmienia rozgrywkę i pozwala zarówno na lepsze zaplanowanie własnych ruchów, jak i na aktywne psucie planów przeciwników. Gwarantuję, że po jednej grze w takim trybie nie będziecie już chcieli wracać do obarczonego bardzo dużą losowością  trybu podstawowego.

Podsumowanie i ocena ogólna

Carcassonne: Star Wars Edition to udane połączenie niemieckiego euro-hitu z tematem Gwiezdnych Wojen. Nie powalające pod względem wykonania, ale dające lekki posmak przygody w odległej galaktyce. Wydaje mi się, że z uwagi na prostotę zasad i występujących w niej mechanizmów, ta wersja również może działać jako świetna gra wprowadzająca nowych, młodych graczy w świat nieco ambitniejszych, nowoczesnych gier planszowych. Być może nie jestem zbyt obiektywnym źródłem informacji, ponieważ cała moja rodzina to fani oryginalnej wersji gry. Do tego stopnia, że mimo iż zarówno ja, jak i mój syn jesteśmy fanami Star Wars, chyba częściej będziemy nadal siadać do oryginalnej wersji. Nieprzewidywalność wynikająca z kościanych walk na dłuższą metę może okazać się męcząca, ale sama rozgrywka daje bardzo dużo satysfakcji. Inna sprawa, że mamy w kolekcji kilka o wiele ciekawszych (naszym zdaniem) tytułów w klimacie Star Wars, jak chociażby Rebelia, czy Imperial Assault. Niemniej jednak większość gier w tym uniwersum to kosztowne inwestycje, także zawsze gorąco polecam Carcassonne: Star Wars Edition na różnego rodzaju prezenty mikołajkowe, podchoinkowe i inne. Kolejną zaletą jest z pewnością czas rozgrywki, który w porównaniu do wypasionych tytułów ze stajni FFG zamyka się w 30-40 minutach i pozwala na rozegranie nawet kilku partii w ramach jednego spotkania. Warto też zaopatrzyć się w rozszerzenie do gry, które co prawda nie zostało wydane przez autora polskiej wersji, wydawnictwa Bard, ale jest wydaniem międzynarodowym, które posiada nawet fabrycznie instrukcję w języku polskim (!).

Kilka słów o pierwszym rozszerzeniu do Carcassonne: Star Wars Edition

 

 

Pierwsze rozszerzenie, a właściwie Erweiterung 1, zostało wydane niedługo po światowej premierze gry, jednak nie było o nim specjalnie głośno , szczególnie w Polsce. Być może wpłynął na to fakt, że ten dodatek nie jest wspierany przez polskiego wydawcę, a Hans im Glück wziął sprawy w swoje ręce i najzwyczajniej sam przetłumaczył instrukcję na język polski – wszak gra jest niezależna językowo.

Rozszerzenie wprowadza zarówno możliwość przeprowadzenia rozgrywki w trybie sześcioosobowym, jak i nowe, ciekawe rozwiązania mechaniczne w postaci żetonów blasterów i mieczy świetlnych oraz dodatkowej kostki. Każdy z graczy otrzymuje na starcie nowe komponenty w swoim kolorze (dokładnie 2 żetony). Żetony są wielorazowego użytku i z nich skorzystać w momencie wystawiania meepla na kafel, który właśnie dokładamy. Miecz świetlny daje modyfikator +1 do najwyższego wyniku rzutu kośćmi, a blaster umożliwia skorzystanie z jednej specjalnej, żółtej kości k6, która tym różni się od pozostałych , że na jej ściankach widnieją wyniki od 3 do 8, zamiast od 1do 6. Należy pamiętać, że jeśli dokładamy meepla z jednym z żetonów na niedokończoną strukturę lub atakujemy nie w pełni okrążoną kaflami planetę, żeton razem z meeplem pozostanie w tym miejscu aż do momentu zakończenia budowy i powrotu meepla do zasobów gracza. Żetony są tylko 2, a meepli po 5 – warto więc mądrze nimi gospodarować.

W dodatku znajdziemy również 20 nowych kafli,  niektórych z symbolami Najwyższego Porządku – frakcji Kylo Rena, umożliwiającymi rozgrywkę 6 osobową. W swoim egzemplarzu dodałem te kafelki do wszystkich na stałe i używam ich również w rozgrywkach na mniej niż 6 osób – analogicznie jak w przypadku dodatków do gry podstawowej.

Dodatek można aktualnie znaleźć w sklepach internetowych za mniej niż 50 zł, więc w przypadku podjęcia decyzji o zakupie podstawowej gry, polecam również zastanowić się nad tym rozszerzeniem. Wprawdzie zawartość dodatku prezentuje się o wiele bardziej ubogo w porównaniu do podstawowej gry, a kosztuje połowę jej ceny, jednak wzbogaca rozgrywkę od strony mechanicznej. Szczególnie w wypadku walki czuć polepszenie, ponieważ w cały ten (jednak dość bezmyślny do tej pory dice fest) możemy wprowadzić jakieś modyfikatory.

Liczba rozgrywek : 40+ (liczba graczy 2-6)

Plusy
  • Bardzo niski próg wejścia. Zasady można wytłumaczyć w kilka minut, a 7-latek nie powinien mieć mieć większych problemów z ich zrozumieniem
  • Ładne i solidne wykonanie komponentów
  • Przystępna cena
  • Krótki czas rozgrywki
  • Dzięki modularnej planszy i dodatku dostępnym wraz z polską instrukcją spory potencjał regrywalności
  • Możliwość wprowadzenia zasad zaawansowanych – takich samych jak do gry oryginalnej
Plusy / minusy
  • Kolejna „nakładka” tematyczna na euro-grę
  • Spora losowość w trakcie bitew (rzuty kośćmi) oraz podczas dociągu kafelków

 

Minusy
  • Słabo odczuwalny klimat Star Wars
  • Dodatek bardzo poprawia grę od strony mechanicznej, jednak jest relatywnie drogi w porównaniu do gry podstawowej

Ocena: (4 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Bard za przekazanie gry do recenzji.

Wojciech Mikołajczak

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

BGG jest chwilowo niedostępne.
Wojciech Mikolajczak

Wojciech Mikolajczak

Swoją przygodę z planszówkami zaczął jeszcze w latach 90-tych, ale prawdziwa miłość do gier bez prądu przyszła dopiero po prawie 20-latach. Od 2014 namiętnie gra, pisze recenzje oraz newsy dla kilku różnych serwisów i organizuje w Lublinie festiwal gier planszowych i karcianych Board Mania. Najbardziej lubi nowoczesne gry hybrydowe, łączące w sobie wiele różnych mechanik znanych zarówno z gier ekonomicznych, jak również tych „z klimatem”. W grach nie lubi przesadnej losowości i braku większego wpływu decyzji gracza na przebieg rozgrywki. Niektóre z ulubionych tytułów: Star Wars: Imperial Assault, Blood Rage, Cyclades, Eclipse, Terraformacja Marsa, Robinson Crusoe.
Wojciech Mikolajczak