World of Yo-Ho – gra planszowa fifty/fifty. Recenzja

Było o piratach w przestworzach, teraz będzie o piratach na morzach. I to nie byle jakich, bo totalnie zezwierzęconych. W World Of Yo-Ho: War Of The Orchids wcielamy się w kapitana statku i przemierzamy tytułowy świat w poszukiwaniu wyzwań, które przyniosą nam jak najwięcej łupów i uczynią najznamienitszymi piratami swoim czasów. Czasem na naszej drodze stanie morski potwór albo przeciwnik i wtedy zamiast łupów możemy dostać łupnia, ale cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Z pewnością będzie za to wyjątkowo, gdyż nie jest to zwyczajna planszówka, a unikalne połączenie gry planszowej oraz aplikacji, na poziomie, gdzie nie można się obyć właściwie bez obu tych części, aby prawidłowo rozegrać partię. Zapomnijcie więc o Alchemikach, gdzie apka stanowiła bardzo przyjemne wsparcie w rozgrywce, tu wszystko poszło o krok dalej. Kolejnym ciekawym aspektem jest fakt, że gra ta nie posiada jednego autora, ale aż siedmiu, a za rozwój projektu odpowiadali Dawid i Goliat rynku planszówkowego w postaci Volumique oraz iELLO. Ostatecznie ujrzał on światło dzienne po udanej akcji na Kickstarterze w 2016 roku. Nie zyskał rozgłosu na miarę Zombicide lub Rising Sun, tym bardziej jednak warto przyjrzeć się mu bliżej i ocenić, czy nie przegapiliśmy przypadkiem perełki. Zapraszam więc w podróż do świata Yo-Ho.

Informacje o grze

 
 
Autor: Farid Ben Salem, David Calvo, Tristan Genevet, Ryad Godard, Julien Hognon, Étienne Mineur, Benjamin Gallier
Wydawnictwo: iELLO
Liczba Graczy: 2-4
Czas Gry: 45-90 minut
Wiek: od 14 lat
Cena: ok. 250 zł 

Telefonu nie dołączono

Lista elementów zawartych w pudełku jest tak mała, że chyba po raz pierwszy w mojej karierze poniższy akapit będzie całkowicie zgodny z SEO. Znajdziemy tu dwie części naprawdę pokaźnej planszy prezentującej tytułowy świat. 8 kart z wizerunkami kapitanów i statków oraz ich statystykami, tekturowe modele wykorzystywane w grze przy użyciu tylko jednego urządzenia mobilnego i 8 silikonowych przyssawek służących do przyozdobienia swojego telefonu podczas gry. Osobiście jestem wielkim fanem tych ostatnich.

World of Yo-Ho

Mówiłem, że duża!

Żadna gra, nawet tak awangardowa, nie może obyć się bez instrukcji. Tu znajdziemy dwie, w języku angielskim i francuskim. W oparciu o wersję angielską mogę powiedzieć, że opisuje zasady bardzo dobrze, lecz istnieje możliwość pominięcia lektury i wykorzystania samouczka zawartego w apce, który poprowadzi nas przez rozgrywkę serwując dymki przy każdym nowym elemencie na jaki się natkniemy.

 

Skoro przy aplikacji jesteśmy, z redaktorskiego obowiązku wspomnę, że dostępna aktualnie jest wersja 1.5.1, jej wielkość to 455 MB, możemy pobrać ją na system iOS oraz Android, a dostępne w niej języki obejmują także włoski oraz niemiecki.

 

A może nad morze?

Zanim przystąpimy do plądrowania, staniemy przed wyborem kapitana oraz statku. Jest to o tyle istotne, że poza wspomnianymi już statystykami, np. siłą, charyzmą bądź wytrzymałością i możliwością montażu usprawnień, decydujemy się wtedy na posiadanie konkretnej wady (przypisanej do kapitana) i zalety (zależnej od statku). Może mieć to całkiem istotne znaczenie przy obieraniu strategii, więc polecam dobrze się zastanowić. Kiedy już się z tym uporamy, musimy jeszcze wybrać pułap punktowy, który zakończy partię, rozlokować nasz sprzęt elektroniczny lub modele na mapie i gra może się rozpocząć.

Ahoj przygodo!

 

W pojedynczej turze każdy gracz będzie mógł przeprowadzić dwie akcje. Do wyboru mamy ruch z zastrzeżeniem kierunku pionowego i poziomego, atak na innego gracza, przeprowadzenie naprawy na otwartym morzu, odwiedzenie portu, jeśli takowy znajduje się w naszym zasięgu oraz przeprowadzenie akcji specyficznej dla zajmowanego przez nas miejsca lub odbywanej misji. Wszystkie akcje, z wyjątkiem ataku, mogą być wykonane podwójnie.

Z perspektywy gracza najistotniejszą opcję stanowi wizyta w porcie. To tam będziemy mogli przyjmować misje do wykonania, śledzić postęp punktowy każdego kapitana, odnawiać wytrzymałość naszych statków po walce i dokonywać zakupu oraz sprzedaży przedmiotów lub usprawnień. Skupmy się więc na tym.

 

Zaglądając do Baraków, możecie jednorazowo podjąć się wypełnienia trzech misji, a każda z nich może być innego rodzaju. Do wyboru są misje przygodowe, w których wykonywać będziecie specyficzne zadanie, misje kurierskie, czyli zwyczajne przemieszczenie się z miejsca na miejsce oraz misje walki wymagające wygrania starcia z konkretnym przeciwnikiem. Jeśli uda się wam z powodzeniem wypełnić powierzone zadanie, zostaniecie nagrodzeni punktami łupów przybliżającymi was do zwycięstwa oraz małżami stanowiącymi walutę w World of Yo-Ho. W pewnych sytuacjach będziecie mogli podjąć się misji o specjalnym charakterze. Zadanie konkurencyjne może być dostępne, gdy rywal postanowi oszczędzić trochę grosza i nie opuści portu incognito. Misja odwetowa natomiast pojawi się, jeśli z jakichś przyczyn wróg porzuci swoje zadanie lub nie spełni jego wymagań.

Piracka Tawerna stanowi główne źródło informacji w każdym porcie. To właśnie tam będziecie mogli sprawdzić aktualny stan posiadania każdego z graczy i przekonać się, kogo najpilniej trzeba przystopować w zdobywaniu punktów, żeby nie oddalił się za bardzo od reszty stawki.

 

Walki z przeciwnikami oraz potworami sprawiają, że wytrzymałość waszych statków zmniejsza się. Może dojść nawet do całkowitego „nokautu”, o czym świadczyć będzie czerwona obwódka na ekranie telefonu. Koniecznie udajcie się wtedy do najbliższego portu, gdzie w Stoczni dokonacie niezbędnych napraw. Upewnijcie się jednak, że macie w zapasie odpowiednią ilość małż. Im cięższe obrażenia tym większe koszty poniesiecie.

Jeśli po naprawach zostanie wam jeszcze co nieco grosza w skrzyni, wpadnijcie na Targ. Oferowane tam przedmioty z pewnością okażą się przydatne w dalszej podróży. Możecie wybrać elementy w trzech kategoriach: przedmioty do walki, wyposażenie kapitana i usprawnienie statku. Nie oszczędzajcie na niczym, lecz pamiętajcie, że w razie przegranej bitwy przeciwnik nie omieszka splądrować waszych ładowni.

Na nich, szczury lądowe!

Przyszedł więc chyba idealny moment by wspomnieć o walce. Każda bitwa składa się z (a jakże!) trzech faz. Najpierw dochodzi do deklaracji ataku na przeciwnika. Jeśli wszystkie warunki są spełnione, tzn. znajdujemy się obok statku innego gracza, który sam nie stoi na polu z portem, wystarczy kliknąć na przycisk ataku znajdujący się na jego telefonie i automatycznie przejdziemy do fazy programowania. Tu będziemy na zmianę zagrywać karty z przedmiotami w celu wyrządzenia jak największej szkody naszemu wrogowi. Pewne obiekty będą widoczne dla obu uczestników walki, np. hak abordażowy lub wiosła, inne, jak kule armatnie i miecze, tylko dla zagrywającego.

 

Bardzo istotne jest posiadanie dużej gamy przedmiotów, gdyż bitwa morska może odbywać się na dystansie lub w zwarciu, przechodząc w regularną bijatykę. Obiekty przypisane do jednego z tych systemów kolorem tła nie mogą zostać użyte w drugim i odwrotnie. Zróbcie więc wszystko, żeby idąc na dno nie żałować, że stało się tak tylko dlatego, że zaoszczędziliście trochę na mieczach i bombach dymnych odwiedzając Targowisko.

Po wypełnieniu wszystkich pól na karty dochodzi do rozwiązania walki. Obrażenia dodawane są do siły kapitana i wygrywa ten, kto zadał ich większą ilość. Nawet zwycięski statek nie unika uszkodzeń, gracz może jednak ukraść kilka przedmiotów należących do przegranego, a także otrzymuje pewną ilość punktów łupów.

Walka z potworem wygląda odrobinę inaczej. Po pierwsze, możliwa jest ucieczka, której towarzyszy utrata kilku punktów odporności statku, a po drugie niewymagane jest używanie żadnych przedmiotów. Do siły kapitana doliczana jest po prostu losowa wartość obrażeń od 1 do 6, taki ekwiwalent rzutu kostką. W odpowiedzi na nasz atak otrzymujemy ripostę, tym razem już z pełną mocą. Za próbę pokonania potwora gracz zostaje nagrodzony punktami łupów, lecz pojedynczy strzał z pewnością nie załatwi sprawy i w kolejnych rundach bestia powróci na powierzchnię. Na mapie zaznaczone są miejsca, w których można się spodziewać takich spotkań, więc miejcie oczy szeroko otwarte.

 

Podsumowanie

Po czterech rozegranych partiach w World of Yo-Ho nie twierdzę, że znam tę grę na wylot, że podjąłem się już każdej możliwej misji. Kto wie, może nawet znajdzie się takie pole na mapie, którego jeszcze nie odwiedziłem. Mam jednak wrażenie, że ta gra nie może mnie już niczym zaskoczyć. Bądź co bądź, polega ona przede wszystkim na przemieszczaniu się. Komunikaty towarzyszące realizacji postawionych przed nami celów mogą kwieciście opisywać nasze dokonania, lecz my, przez większość czasu, po prostu chodzimy po mapie. I w tym chodzeniu dostrzegam podobieństwo z planszowym Wiedźminem. Brakuje jedynie zbierania przy okazji wskazówek, zwanych potocznie patelniami. Ta gra ma jednak jedną znaczącą przewagę nad przygodówką Ignacego Trzewiczka. Nie jest obarczona brzemieniem kultowej sagi, więc „fańskie” oko może być dla niej łaskawsze.

 

Aby rozgrywka nabrała rumieńców i dawała większą satysfakcję potrzebny jest pełny skład. Szansa na walkę, podjęcie misji konkurencyjnej lub odwetowej zdecydowanie wzrasta, bo nie trzeba uganiać się za jedynym wrogiem po całej mapie. Rośnie też znaczenie usprawnień i zgromadzone małże na pewno nie zalegają nam na koncie. W takim momencie zestaw kapitan Rekin i statek Miecznik staje się bardzo łakomym kąskiem.

 

Oddanie całej władzy w ręce aplikacji jest na pewno bardzo wygodne, ale niesie też za sobą duże zagrożenie. Mamy od tej chwili pewność, że nie pominiemy żadnej reguły, a każdy punkt zostanie prawidłowo dodany. Baza misji może rozrastać się w nieskończoność i nawet możemy zostać uchronieni przed rozczarowującym wynikiem remisowym. Wszystko to jest oczywiście możliwe jeśli w pełni ufamy jej działaniu. Mnie za każdym razem apka nie informowała w żaden sposób o spełnieniu warunku zakończenia gry, wbrew temu co mówiła instrukcja. Może to efekt aktualizacji, może błąd. Niby nic wielkiego, wystarczyło zajrzeć do jakiejkolwiek Tawerny i sytuacja stawała się jasna, ale od razu nasuwało się pytanie, czy cała reszta funkcjonowała jak należy? Animacje, muzyka i efekty dźwiękowe towarzyszące rozgrywce to też bardzo fajny detal. Jeśli jednak podstawowe zasady szwankują to nic nam po pięknej otoczce.

 

World of Yo-Ho jest wyróżniającym się tytułem, lecz raczej na krótką metę. Nie żałuję, że go wypróbowałem, ale nie chciałbym, żeby rozwój planszówek poszedł w tym kierunku, więc wciąż pozostaję wierny drewnu i tekturze.

 

Plusy
  • innowacyjny pomysł
  • jakość animacji i efektów
  • walka!!!
Plusy / minusy
  • zależność językowa
Minusy
  • cena
  • zawodna aplikacja
  • szybko staje się powtarzalna
  • działa najlepiej w pełnej obsadzie

Ocena: 3 Stars (3 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu iELLO za przekazanie gry do recenzji.

Mateusz Owczarek

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaWorld of Yo-Ho
WydawcaIELLO, Volumique
Rok wydania2016
Liczba graczy2 - 4
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 4
Liczba rekomendowana: 3
(9 głosy/głosów)
Czas gry90
Sugerowany wiek min.8 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)10 i więcej
(1 głosy/ów)
Zależność językowaModerate in-game text - needs crib sheet or paste ups
(2 głosy/ów)
KategoriaAdventure, Nautical, Pirates
MechanikaDeck / Pool Building, Grid Movement, Variable Player Powers
RodzinaCrowdfunding: Kickstarter, Digital Hybrid, App Required

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Mateusz Owczarek

Mateusz Owczarek

Preferuje gry strategiczne z dużą dozą klimatu.
Jeśli jednak ma do czynienia z luźną grą imprezową, to nic nie szkodzi
Najchętniej zagrałby we wszystko, by wyrobić sobie własne zdanie.
Mateusz Owczarek

Latest posts by Mateusz Owczarek (see all)