Wyprawa na biegun – nie daj się skołować. Recenzja

altJestem fanem niekonwencjonalnych rozwiązań w grach planszowych. Chociaż z radością gram w każdy nowy tytuł, moją uwagę zawsze przyciągają bardziej tytuły z jakimś odjazdowym twistem, niż np. kolejny porządny worker placement od Uznanego Niemieckiego Twórcy. Tak się złożyło, że w moje oko wpadła kiedyś na konwencie gra Wyprawa na biegun od FoxGames, która wyróżnia się oryginalną planszą – obraca się bowiem w czasie rozgrywki! Gdy dowiedziałem się, że jest to lekka, rodzinna gra na 2 do 4 osób i około 45 minut, postanowiłem ją sprawdzić.

Żeby było ciekawiej, Wyprawę wyróżniają jeszcze dwie rzeczy: autorami są Finowie (Jouni Jussila i Tomi Vainikka, grafikę zrobił zaś Markus Norrgran), a przy tym jest to pierwsza gra, w której zastosowano aplikację Dized, czyli interaktywną instrukcję „krok po kroku”. Dodaje ona też kilka nowych wariantów do gry. Aplikacja docelowo obsługiwać będzie wiele gier – niestety, chwilowo z uwagi na przygotowywanie nowej wersji, nie można jej ściągnąć i zastosować przy Wyprawie na biegun. W przeciągu kilku miesięcy powinien pojawić się dostęp.

alt

Ekwipunek polarnika

Wyprawa na biegun jest grą lekką tylko pod względem mechanicznym, bo spore pudełko (wielkości Wsiąść do Pociągu czy Catanu) zawiera całkiem sporo elementów. Jak już wspomniałem, przede wszystkim uwagę przyciąga obrotowa, składana plansza. Niestety, chociaż pomysł jest świetny, z wykonaniem nieco gorzej – w moim egzemplarzu jeden z elementów był naderwany od razu po odfoliowaniu pudełka i nie wyglądało to na wadę fabryczną – składany na 4 okrąg jest dosyć wiotki. Mam też zastrzeżenia do plastikowych płytek, które wkłada się w otwory na obrotowej części, bowiem nie trzymają się dobrze i wylatują. O ile więc pomysł z obracaniem planszy i stosowaniem przezroczystych przesłon jest ciekawy, o tyle zawiodłem się na jego realizacji.

alt

W pudełku znajduje się także kilkanaście pionków (w tym bardzo ładne meeple niedźwiedzia polarnego oraz śnieżynki, która oznacza pierwszego gracza), trochę okrągłych żetonów i sporo kart. Są one całkiem niezłej jakości, ale w dosyć niestandardowym (niewielkim) formacie. Całość  okraszona jest komiksową, przyjemną dla oka oprawą graficzną. Zawartość pudełka uzupełnia instrukcja przypominająca nieco komiks, gdzie kolejne zasady przedstawione są w osobnych okienkach. Przyznam szczerze, że choć zazwyczaj nie mam problemu z czytaniem zasad, to w przypadku Wyprawy na biegun podchodziłem do nich 3 razy. Być może niektórym taka forma odpowiada, ale osobiście nie jestem zachwycony instrukcją.

alt

Gra pozwala na dużą personalizację egzemplarza – oprócz (chwilowo niedostępnej) możliwości wykorzystania dodatkowych zasad z aplikacji, w pudełku umieszczono sporo elementów do własnoręcznego wypełnienia. Są to zarówno karty, jak i żetony odkryć, na które możemy wymyślić własne zasady i przedmioty. Szczerze mówiąc, widziałem takie rozwiązania już w kilku grach i nigdy mi się nie chciało wprowadzać czegoś swojego, ale zawsze to miły dodatek.

alt

Na biegun, gotowi, start!

Zgodnie z zapowiedzią ze wstępu, w Wyprawie na biegun przyjdzie nam się ścigać, by jak najszybciej dotrzeć swoimi pionkami na środek planszy. Zależnie od liczby graczy, naszym celem jest doprowadzenie na biegun 2, 3 lub 4 uczestników wyprawy. Po drodze często będziemy zbijać pionki przeciwnika i radzić sobie z omijaniem szczelin lodowych oraz zmienną pogodą.

alt

Pierwszą grą, z jaką skojarzyła mi się Wyprawa na biegun był… klasyczny Chińczyk. Nie martwcie się jednak, nie ma tu żadnej kostki – skojarzenie wynika z faktu, że w obu grach musimy najpierw wystawić nasze pionki przebywające w bazie, a następnie doprowadzić je do mety w taki sposób, żeby nie dać się zbić. Na planszy może równocześnie znajdować się dowolna liczba polarników – przy czym co turę wprowadzamy nowego. I tutaj podobieństwa się kończą, bowiem poruszanie się po Arktyce jest rozwiązane w bardzo oryginalny sposób. Pionki przemieszczamy, wykorzystując jedną z trzech leżących przed nami na planszy kart, które pozwalają poruszyć się na wprost lub na skos, a czasem i biegiem (czyli dwa pola naraz). Trzeba przy tym pamiętać, że nie da się przekraczać szczelin lodowych. Ale! Cały twist w grze zaczyna się po zakończeniu ruchu. Każda zużyta karta trafia bowiem na tzw. stos burzy, a gdy wartość leżących nań kart osiągnie określony (zależny od liczby graczy) poziom, cała plansza ulega przekręceniu. A wtedy nagle okazuje się, że mamy do dyspozycji zupełnie inne karty niż przed chwilą, a szczeliny lodowe nagle znajdują się w zupełnie innych miejscach. Magia!

alt

To jednak nie wszystko. Do dyspozycji mamy też żetony specjalne, które pozwalają na przekraczanie szczelin (rakiety), wykonywanie dodatkowych ruchów (husky) czy przekręcenie żetonu bieguna (kompas; pozwala na dotarcie do środka planszy z innej strony). Oprócz innych graczy, na nieostrożnych polarników czyha niedźwiedź polarny, a także dziury w lodzie. W końcu zdobywanie bieguna to nie jest prosta rzecz!

alt

Nie przyjechaliśmy tu dla przyjemności

Tym, co najbardziej zwróciło moją uwagę w trakcie rozgrywki, była rzadko spotykana w familijnych tytułach masa negatywnej interakcji. Nie licząc szczelin, od bieguna każdy nasz pionek dzieli właściwie kilka pól i gdyby nie przeciwnicy, można by bez problemu dojść w maksymalnie trzech-czterech ruchach. Konkurencja jednak nie śpi i trzeba się pogodzić z faktem, że każdy nasz pionek prawdopodobnie przynajmniej raz zostanie cofnięty do bazy. Złośliwe zagrania nie ograniczają się jednak tylko do zbijania przeciwników – równie dużo krwi można napsuć celowo zagrywając kartę ruchu o wysokiej wartości, by wywołać burzę. Zmienia to nie tylko ułożenie szczelin na planszy, ale także przesuwa wszystkie dostępne karty. Często spotykaliśmy się z sytuacją, w której aktywny gracz miał tylko jedną dostępną do zagrania kartę!

alt

Wybranie jednej z trzech kart w jakimś stopniu niweluje losowość, ale jej nie eliminuje; czasem przez całą grę nie możemy się doczekać na kartę biegu lub rzutu. Nie jest to coś uniemożliwiającego rozgrywkę, ale bywa irytujące, kiedy przeciwnik zbija nas co chwila, a my nie mamy się jak odgryźć. Bardziej za to uwierają mnie tajne żetony specjalne – nie lubię, kiedy w jednej puli są zarówno dobre, jak i złe efekty, bo to jeszcze bardziej wkurza, kiedy jeden gracz znajduje np. rakiety, a drugi wpada w dziurę w lodzie i nie ma na to żadnego wpływu.

alt

Obrotowa plansza, duża tali kart i sporo elementów do personalizacji sprawia, że Wyprawa na biegun jest odpowiednio regrywalna. Nie ma co się nastawiać na badanie możliwości gry i opracowywanie najlepszej strategii, bo gra jest mocno taktyczna – robisz to, na co ci pozwalają karty, pogoda i przeciwnicy.  Bez problemu byliśmy w stanie zagrać 2 partie z rzędu i wyciągnąć z powrotem pudło za parę dni, nie mając poczucia powtarzalności. Jednocześnie trzeba pamiętać, że cel jest zawsze ten sam i choć układ planszy stale się zmienia, to odczucia z gry są dosyć podobne. W pewnym sensie przypomina to klasycznych Osadników z Catanu (notabene, choć rozgrywka jest BARDZO odmienna, jest to mniej więcej porównywalny poziom trudności gry).

alt

Wyprawa na biegun jest wykonana estetycznie (choć nie perfekcyjnie, jak już wcześniej pisałem); obrazki narysowane są w sposób dosyć humorystyczny. Już z okładki pudełka patrzy na nas polarnik z rozprutymi spodniami, a naszą drużynę zdobywców bieguna mogą stanowić m.in. Szkoci, ekipa św. Mikołaja lub… pingwiny. Nie miałem okazji zagrać z dziećmi (chociaż widziałem, jak grały), tym niemniej wydaje mi się, że Wyprawa na biegun nadaje się do pokazania w każdym gronie wiekowym. Skaluje się w miarę nieźle (zależnie od liczby graczy mamy do wprowadzenia 2, 3 lub 4 pionki, zatem czas rozgrywki jest zazwyczaj podobny). 1 partia nie przekracza godziny nawet w bardzo powolnym gronie.

alt

Biegun zdobyty!

Przechodząc do podsumowania: Wyprawa na biegun nie zrewolucjonizuje rynku gier familijnych, ale ma swoje plusy. Gra posiada ciekawe rozwiązania (zastosowanie aplikacji, obrotowa plansza) i jest w sumie całkiem przyjemna, o ile lubimy mocno konfrontacyjne pozycje. Cena polskiej edycji jest też całkiem przystępna – SCD wynosi ok. 140 zł, a w wielu sklepach oczywiście kupicie ją sporo taniej. Nawet jeśli oceniacie wartość gry „na wagę”, nie będziecie rozczarowani. Gra od FoxGames nie jest tytułem, w który będę się zagrywał, tym niemniej chętnie usiądę do stołu, o ile ktoś go zaproponuje. A ja proponuję ocenę 3,5 na 5 (7 w skali BGG) z lekką tendencją zwyżkową 😊

Plusy
  • oprawa graficzna
  • fajny pomysł z obrotową planszą
  • niezła skalowalność
  • dużo możliwości personalizacji
  • uczciwa cena
Plusy / minusy
  • aplikacja (chwilowo nie mogę jej ocenić ;))
  • bardzo dużo negatywnej interakcji
Minusy
  • drobne niedociągnięcia wydawnicze
  • momentami dokuczliwa losowość
  • niezbyt wygodna instrukcja

Ocena: 3.5 Stars (3.5 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu FoxGames za przekazanie gry do recenzji.

Grzesiek Szczepański

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaRace to the North Pole
AutorJouni Jussila, Tomi Vainikka
GrafikMarkus Norrgran, Eric Verspoor
WydawcaCosmic Games, Foxgames (Poland), Playmore Games Inc. (Finnish Publisher)
Rok wydania2015
Liczba graczy2 - 4
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 4
Liczba rekomendowana: 2, 3, 4
(6 głosy/głosów)
Czas gry45
Sugerowany wiek min.7 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)6 i więcej
(4 głosy/ów)
Zależność językowaNo necessary in-game text
(4 głosy/ów)
KategoriaAdventure, Exploration, Racing
MechanikaGrid Movement, Press Your Luck, Variable Player Powers
RodzinaArctic Theme

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Grzegorz Szczepanski

Grzegorz Szczepanski

Moje pierwsze (i w związku z tym wciąż darzone ogromnym sentymentem) gry to Scotland Yard i Osadnicy z Catanu. Wolę tytuły lekkie i średnie (Magnaci, Cyklady, Wysokie Napięcie), nie gardzę też dobrą kooperacją (Pandemia, Robinson, Ucieczka: Świątynia Zagłady).
Grzegorz Szczepanski

Latest posts by Grzegorz Szczepanski (see all)