Schinderhannes – myśl i zarządzaj ręką. Recenzja

Schinderhannes (Johannes Bückler) był słynnym niemieckim przestępcą, działającym po obu stronach Renu, który zasłynął wieloma brawurowymi ucieczkami z więzienia. Urodził się około 1778 roku w Miehlen. Przyuczał się do zawodu grabarza, ale bardzo szybko zasmakował w przestępczym życiu. Po raz pierwszy został aresztowany w wieku 16 lat za kradzież skór, choć uniknął kary zgrabnie wymykając się organom ścigania. Największą sławę zyskał dzięki ucieczce z więzienia w Simmern, gdyż w tym czasie zachodnie banki nad Renem znajdowały się pod francuską okupacją, więc ludność opiewała w pieśniach każdego, kto w jakikolwiek sposób przeciwstawiał się władzy. Puszczono w niepamięć to, że zwędził około 40 sztuk bydła i koni. Z ust to ust przekazywano sobie opowieść jak przeszmuglowanym nożem wyciął niewielki otwór w oknie, aby znów cieszyć się wolnością. Schinderhannes stał się lokalnym bohaterem, a podziw dla jego wyczynów rósł wraz z każdą kolejną ucieczką. Kiedy sytuacja okazała się dla niego nie do zniesienia (cóż sława nie ułatwia popełniania przestępstw), porzucił swoich kompanów (w międzyczasie stworzył sprawie funkcjonującą organizację przestępczą) i wstąpił do austriackiej armii. Niestety, wieść o jego wyczynach dotarła także tutaj, toteż po rozpoznaniu został przekazany francuskim władzom. Dopiero po groźbie, że jego kochanka Juliana Blasius odpowie za współudział w jego zbrodniach, Johannes zaczął sypać. Wyciągnięte zeznania przyczyniły się do skazania około 19 groźnych przestępców. Sam Schinderhannes stracił głowę pod ostrzem gilotyny w 1803 roku, a miejsce jego urodzin nadal pozostaje wielką atrakcją turystyczną. A pieśni? Pewnie ktoś je jeszcze śpiewa…

Jednakże w grze Schinderhannes wcielamy się w dzielnych stróżów prawa, którzy mają za zadanie przerwać szlak zbrodni słynnego Johannesa. Wykorzystując siłę dedukcji, zasłyszane plotki, opowieści naocznych świadków oraz znane tylko sobie źródła informacji, będą chcieli zdobyć rozgłos, a przede wszystkim złapać najsłynniejszego przestępce w dziejach Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego.

Informacje o grze

Autor: Stephan Riedel 
Wydawnictwo: Clicker Spiele  
Liczba Graczy: 1 – 4
Czas Gry: 45 minut 
Wiek: od 9 lat 
Cena: około 80 zł

Aparycja przestępcy

W płaskim, podłużnym pudełku, wykonanym z łatwo wyginającej się tektury, odnajdziemy sporo żetonów (96), trochę mniejszą liczbę kart (80), planszę oraz 4 drewniane znaczki do liczenia punktów. Na pierwszy rzut oka widać, że gra ma już swoje lata. Plansza oraz żetony wyglądają jak wyciągnięte z zamierzchłej epoki dawnych planszówek, znanych z naszego dzieciństwa. Toporne ilustracje, mizerne wykonanie oraz nieprzejrzystość to ich znaki rozpoznawcze. Ponadto problemy z czytelnością niektórych elementów (zarówno na planszy, jak i na kartach) znacząco utrudniają przebieg partii. Nie raz miałam wrażenie, że oprócz dedukcji ćwiczy się też moją spostrzegawczość.

Z powodu jakości wykonania koszulki na karty są niezbędne, a i przy przenoszeniu należy uważać bowiem, od pudełka w nietypowym rozmiarze do zbyt cienkiej planszy, wszystko jest tutaj podatne na zniszczenie. Gra potrzebuje trochę miejsca na stole, gdyż na planszy brakuje miejsca do rozłożenia wszystkich stosów kart (tylko narysowane na brzegu fragmenty wskazują, gdzie należy je mniej więcej położyć), nie mówiąc już o stosach odrzuconych kart i posegregowanych żetonach. Za to na dużą ilustrację świeczki znalazło się miejsce (pewnie dla wytworzenia klimatu ślęczenia nad mapą). Gdzie sens? Gdzie logika?

Kolejna kwestia to instrukcja. Osobiście znalazła się w moim rankingu TOP 5 najgorzej skrojonych wyjaśnień zasad w historii. Jej jedynym plusem jest interesujący dodatek historyczny, w którym dokładnie opisano nie tylko historię tego rabusia, lecz także pokuszono się o dokładne scharakteryzowanie każdego miejsca zbrodni. Na resztę powinno się spuścić zasłonę milczenia. Reguły wyłożono pobieżnie, chaotycznie, nie troszcząc się o należytą liczbę przykładów. Ba! Kiedy czytamy o poszczególnych rodzajach kart, to strzałki mające na celu wskazanie określonych symboli, pokazują różne fragmenty kart bez ładu i składu. Najbardziej pomocna okazała się luźna wkładka podsumowująca wszystkie zasady. Dopiero wtedy mogłam objąć wszystko całościowym spojrzeniem. A zasady są naprawdę skomplikowane, a dodatkowych wyjaśnień w internecie jest jak na lekarstwo. Płakałam na tą instrukcją chyba z 10 razy – ledwie co wytrzymałam. Już prawie odechciało mi się grać. Odniosłam jednak zwycięstwo nad moimi słabościami i wreszcie usiadłam do stołu.

Reguły dedukcji

Mechanika opiera się na zarządzaniu ręką i dedukcji. Zasady w ogóle nie są intuicyjne i dopiero po kilku partiach będziemy w stanie czerpać pełną przyjemność z rozgrywki. Wiele osób może się zniechęcić po kilku nieudanych próbach, ale już teraz zdradzę, że naprawdę warto wytrwać.

Plansza została podzielona na regiony i lokacje, w których mogły zostać popełnione różne przestępstwa. Naszym zadaniem jest odkrycie dokładnie jakie przestępstwo i gdzie wydarzyło się po obu stronach Renu. Tropimy zbrodnicze występki za pomocą kart podzielonych na 5 typów:

  • Przestępstw – pokazują rodzaj przestępstwa (np. rabunek)
  • Grupowe – wskazują kategorię przestępstwa (np. ucieczka z więzienia albo stróżom prawa) oraz region, w którym miało miejsce (np. na Północy)
  • Regionów – udzielają informacji, że dwa rodzaje przestępstw wydarzyły się w sąsiadujących lokacjach, połączonych drogą
  • Lokacji – dowodzą, że zbrodnia odbyła się w konkretnym miejscu.

Żetony, wykładane na plansze, wyróżniono za pomocą rozmiarów. Mniejsze dokładamy, gdy dopiero szukamy odpowiedzi na dręczące nas pytania. Większe lądują na mapie, kiedy uzyskaliśmy pewność, że w danym mieście wydarzyło się takie a nie inne przestępstwo.

W swojej turze wykonujemy następujące czynności w podanej kolejności:

  • zagrywamy jedną kartę
  • mamy możliwość odrzucenia jednej karty
  • dobieramy tyle kart, ile odrzuciliśmy i zagraliśmy

Kiedy nie możemy lub nie chcemy zagrać karty – odrzucamy tyle kart, ile chcemy, a następnie dobieramy tyle samo kart +1 dodatkową.

Karty mogą mieć następujące efekty:

  • Jeśli na planszy nie znajduje się żaden znacznik danego przestępstwa, to zostaną one dołożone
  • Jeżeli na planszy już znajdują się znaczniki danego przestępstwa, to będą one zdjęte

Warto całość zilustrować kilkoma przykładami. Zagrywając kartę, która wskazuje w jakich miejscowościach mogło wystąpić konkretne przestępstwo, jednocześnie rozkładamy w tych wszystkich lokacjach odpowiednie znaczniki. Kiedy znaczników jest więcej niż lokacji, to za każdy taki nadprogramowy znacznik zdobywamy punkt zwycięstwa. Trzeba jednak pamiętać, że jeśli w dwóch lokacjach znajduje się para takich samych znaczników, to nie możemy tam dołożyć kolejnego. I przy okazji używając karty, kłócącej się z informacjami na planszy (np. gdy mówi o tym, że rabunek musiał zajść na zachód od Renu, a niektóre żetony znajdują się na wschód od niego), to natychmiast je ściągamy i również za nie punktujemy. Już to wszystko wydaje się zagmatwane, a istnieje jeszcze kilkanaście wyjątków od reguł, multum różnorakich zależności między kartami oraz wątpliwości pojawiające się w wyniku dynamicznej zmiany sytuacji na planszy.

Duży żeton kładziemy wtedy, gdy na planszy pozostał tylko jeden mały żeton określonego przestępstwa. Od tej pory do danej lokacji ani nie dokładamy, a nie ściągamy żadnych znaczników. Gra kończy się, kiedy wszystkie miejsca przestępstw zostały ujawnione albo wyczerpały się wszystkie stosy kart i żaden z graczy nie może już zagrać żadnej karty.

Wariantowi jednoosobowemu najbliżej do logicznej łamigłówki. A właściwie do 4 logicznych łamigłówek bowiem jedyną różnicą między rozgrywką solo a grą wieloosobową jest używanie konkretnych zestawów kart. Schinderhannes traci wtedy aspekt interakcji i staje się zagadką. W instrukcji zamieszczono nawet odpowiedzi

Schwytany złoczyńca 

Schinderhannes to bardzo interesująca gra dedukcyjna, której zagmatwane zasady z czasem wchodzą nam w krew i już bez problemu walczymy z przestępczością w Świętym Cesarstwie Rzymskim Narodu Niemieckiego. Aczkolwiek boje z instrukcją oraz nieintuicyjne reguły sprawiają, że wielu graczy ze złości rzuci ją w kąt. Oprawa graficzna i wykonanie również nie zachęcają do zakupu. Warto jednak przemęczyć się i zanurzyć w świat nowożytnej zbrodni.

Po wygranej walce z zasadami czeka na nas sporo wyśmienitej dedukcji oraz planowania najbardziej optymalnych ruchów. Wbrew pozorom interakcji jest tutaj sporo. Naturalnie nie zagramy na nikogo żadnej karty, aby zniszczyć jego mozolnie budowane postępy w śledztwie, ale umiejętne ściąganie i dokładanie żetonów z łatwością pokrzyżuje plany przeciwnikom. Należy jednak poważnie myśleć nad zagrywanymi kartami. Brawurowe pozbywanie się ich z ręki doprowadzi nas do nikąd lub zmusi do ciągłego dobierania nowych kart, przez co stracimy tury. Jeśli nie pomyślimy nad kolejnością używania kart, to bardzo często stają się one bezużyteczne, a najlepsza ręka okazuje się najgorszą. Bez oglądania się na innych nie dojdziemy do celu.

Losowość jest tutaj istotna, ale na szczęście nie zapomniano o jej okiełznaniu. Bardzo łatwo wymienimy naszą rękę, a zawsze i tak zdobędziemy przynajmniej jedną nową kartę. Przy dobieraniu znów stajemy przed kolejnym wyborem. Sami decydujemy, z którego stosu dociągniemy kartę. Lokacji? Regionu? A może Przestępstwa? O wszystkim trzeba myśleć, wiele rzeczy brać pod uwagę i ciągle patrzeć na ręce współgraczom, ponieważ nigdy nie wiemy, kiedy ich karta pogrzebie nasze plany. Wymiar rywalizacji również ma sporo tutaj do powiedzenia. Gdy przesadzimy w nieustannym zastanawianiu się nad swoimi ruchami, to kilka szybkich posunięć rywali spowoduje, że nasza rękę będzie bezużyteczna. Podsumowując cała magia tkwi nie tylko w dobrym ruchu, lecz także w odpowiednim czasie jego zagrania. Na szczęście nigdy trwale nie odpadamy z gry, co najwyżej stracimy turę.

Regrywalność Schinderhannes stoi na naprawdę wysokim poziomie. Nie rozegrałam dwóch identycznych partii. Nie dość, że warunki startowe za każdym razem są inne, to jeszcze bardzo wiele zależy od przyjętej przez graczy taktyki. Jednakże tytuł ten potrafi nieźle przegrzać szare komórki, więc raczej nie zagramy dwóch szybkich partyjek pod rząd. Sugerowany czas gry (45 minut) należy raczej do pobożnych życzeń twórcy. Lepiej od razu zarezerwować te półtorej godziny. Sprawcą takiego wydłużenia rozgrywki jest oczywiście downtime. Nawet bez myślicieli nie ominą nas przestoje, szczególnie w trakcie początkowego zapoznawania się z grą. Dużo rzeczy trzeba ogarniać równocześnie, a jeszcze więcej zrozumieć. Jeśli perfekcyjnie poznamy wszystkie zasady, to i tak najlepsze rozwiązania taktyczne poznamy dopiero za jakiś czas. Mimo wszystko warto doskonalić się w, tak przygotowanym, dedukcyjnym wyzwaniu.

Czy jednak odczuwamy tutaj klimat ścigania przestępcy? Sama mechanika oczywiście nie odwzorowuje policyjnego pościgu. Zresztą od samego początku jesteśmy bardziej wrzuceni do pokoju, gdzie ślęczymy nad mapą niż wyruszamy w teren. Nastroju nie potęgują kiepskie rysunki (głowa konia bądź owcy wywołuje trochę dziwne skojarzenia, co do natury zbrodni), przez które trudno domyślić się jaki nikczemny czyn został popełniony. Realiów epoki też nie odczuwamy, choć kiedy wcześniej trochę poczytamy, to możemy skojarzyć poszczególne lokacje i związane z nimi wydarzenia. Więcej jednak musimy sobie opowiedzieć, a nie wczuć. Niemniej jednak głównym celem nie był tutaj klimat, lecz mechaniczne połączenie dedukcji oraz zarządzania ręką, co wyjątkowo się udało. Jeśli nie odpowiadają wam niemieckie klimaty, to spróbujcie innej gry, tego samego autora, Old Town, osadzonej, jak sama nazwa wskazuje, w realiach Dzikiego Zachodu.

Wariant solo jest, jak już wspomniałam, zagadką logiczną. Całkiem przyjemnie porównuje się nasze wyniki z tabelką odpowiedzi, ale jest to raczej jednorazowa zabawa. Po rozwiązaniu wszystkich 4 wyzwań nie ma już po co wracać do tego trybu. Jednakże gra zdecydowanie sprawdza się w większym gronie. Może ociupinkę gorzej chodzi przy 4 osobach ze względu na ewentualność wydłużonego oczekiwania na swoją turę, ale nadal nie psuje to wyraźnie partii. 

Schinderhannes to świetna gra dedukcyjna, w której elegancko połączono losowość, odpowiednią dozę interakcji między graczami oraz aspekt rywalizacyjny. Duża regrywalność przy jednoczesnym treningu szarych komórek zapewnia sporo frajdy. Szkoda, że nie popracowano bardziej nad oprawą graficzną i instrukcją. Nie dajcie się jednak odstraszyć, gdyż jest to naprawdę wyśmienity przedstawiciel swojego gatunku.

 

Plusy
  • bardzo dobre połączenie dedukcji i zarządzania ręką
  • sporo możliwych taktyk
  • regrywalność
  • sprawnie działająca i okiełznana losowość
  • odpowiednia doza interakcji między graczami
  • dobrze się skaluje
Plusy / minusy
  • tryb solo
Minusy
  • nieciekawa szata graficzna
  • mizerna jakość wydania
  • fatalna instrukcja
  • nieintuicyjne zasady

Ocena: 4 Stars (4 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Clicker Spiele  za przekazanie gry do recenzji.

Daria Chibner

 

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaSchinderhannes
AutorStephan Riedel
GrafikChristian Opperer
WydawcaClicker Spiele
Rok wydania2009
Liczba graczy1 - 4
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 2
Liczba rekomendowana: 1, 2, 3
(3 głosy/głosów)
Czas gry45
Sugerowany wiek min.9 i więcej
Zależność językowaModerate in-game text - needs crib sheet or paste ups
(2 głosy/ów)
KategoriaDeduction
MechanikaHand Management
RozszerzeniaSchinderhannes: Julchen, Schinderhannes: Schwarzer Peter

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Daria Chibner

Daria Chibner

W grach planszowych poszukuję takiej mechaniki, która wymaga zarówno intensywnej pracy umysłowej, jak i zachęca do rozgrywania partii za partią. Nie musi być to jednak niesamowicie skomplikowany tytuł, zabierający kilka godzin życia, ponieważ podstawowym kryterium moich ocen pozostaje przyjemność płynąca z rozgrywki. Moje serce raduje się na widok kostek i kart. Żaden gatunek nie jest mi ani obcy ani nie wzbudza zbytniej niechęci. Z taką samą przyjemnością gram w eurosy, ameritrashe i imperezówki, o ile dany tytuł jest dobry w swojej kategorii. Ulubione tytuły to: Ora et Labora, Dominant Species, Kemet, Zamki Burgundii.
Daria Chibner

Latest posts by Daria Chibner (see all)