Planetarium, czyli Twój własny układ planetarny. Recenzja

System planetarny Aligus okazał się być o wiele bardziej złożony niż przypuszczali. Przed startem misji, badania tej odległej i zdawałoby się nieosiągalnej części galaktyki, wykazały istnienie siedemnastu planet, orbitujących wokół centralnej gwiazdy. W praktyce okazało się, że jest ich aż dziewiętnaście. Aż szesnaście z nich miało jednak gazową powłokę i mimo, że stanowiły rzecz jasna interesujące obiekty badawcze, to nie mogły stanowić celu załogowego lotu. O wiele ciekawsze okazały się trzy pozostałe, skaliste planety, z których każda, o rozmiarach zbliżonych do Ziemi, mogła kryć w sobie to, czego od dawna poszukiwano: warunki sprzyjające rozwojowi życia.

Analizując dane z komputera pokładowego sondy, Henryk ze szczególnym zainteresowaniem przyglądał się parametrom Aligus 3. Planeta znajdowała się w odległości około 160 mln km od swojej gwiazdy, a więc tylko nieznacznie dalej niż Ziemia w naszym układzie słonecznym. Jej średnica też wyglądała podobnie bo według wstępnych kalkulacji wynosiła nieco ponad 14 000 km. Na planecie występowała atmosfera, a najbliższy gazowy olbrzym znajdował się na tyle daleko, że istniała duża szansa na to, że warunki panujące na tym obiekcie były zbliżone do naszej Ziemi.

To tam lecimy? – zapytała Izabela, wchodząc do pomieszczenia i zerkając Henrykowi przez ramię na ekran.
Tak. Ją sprawdzimy jako pierwszą – odpowiedział powoli, nie spuszczając oczu z kolejnych wykresów.
Myślisz, że to będzie to? – Izabela spojrzała na niego z uwagą.
Nie wiem. – potrząsnął głową – Za wcześnie żeby wyrokować. To okaże się na miejscu. Jeszcze trzy miesiące – dodał i wskazał na zegar, odliczający czas ich misji. Izabela przeniosła na niego powoli wzrok. Ile to już minęło? – przeszło jej przez myśli – siedemdziesiąt cztery lata…

Zegar powoli odliczał kolejne sekundy.

Kosmos w pudełku

Na początku był chaos, a przynajmniej tak głosi jedna z teorii. To, co wydaje się być pewne, to, że powstanie i ewolucja Układu Słonecznego rozpoczęły się około 4,6 miliarda lat temu (rzut beretem…). Wtedy to w efekcie grawitacyjnego zapadnięcia się jednej z części obłoku molekularnego rozpoczął się proces formowania Słońca i innych gwiazd. Większość zapadającej się masy z tej części obłoku zebrała się pośrodku, tworząc Słońce, podczas gdy reszta spłaszczyła się, formując dysk protoplanetarny, z którego następnie powstały planety, księżyce, planety karłowate i pozostałe małe ciała Układu Słonecznego. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że dzięki grze Planetarium, będziemy mogli owo dzieło stworzenia odtworzyć!


Recenzowany tytuł został wydany przez Game Salute z początkiem 2017 roku. Autorem gry jest Stéphane Vachon – francuskojęzyczny Kanadyjczyk, dla którego Planetarium stanowi planszówkowy debiut. Gra ujrzała światło dzienne dzięki udanej kampanii na portalu crowdfundingowym Kickstarter. W jej trakcie zebrano aż $126,815, co zważywszy na to, że minimalnym celem było $21.000 stanowi wyśmienity wynik. Sam ten fakt, w połączeniu z tym, że projekt wsparło aż 2959 osób, może świadczyć o tym, że projekt miał w sobie to coś, co przyciąga zainteresowanie graczy i pozwala żywić nadzieje na niezły, końcowy produkt.

Planetarium jest tytułem przeznaczonym dla 1-4 graczy (na pudełku znajdziemy informację o 2 do 4 graczach, ale jednym z odblokowanych, dodatkowych poziomów w ramach kampanii było opublikowanie trybu solo) w wieku od 10 lat. Czas rozgrywki został oszacowany na około 45 minut i faktycznie, w trakcie rozgrywanych przeze mnie partii wynosił mniej więcej tyle. 

Gra jest niezależna językowo. Na kartach znajduje się wprawdzie trochę angielskiego tekstu, ale nie jest on wykorzystywany w trakcie rozgrywki. Umieszczone na kartach informacje stanowią bowiem wyłącznie ciekawostki, których obecność buduje klimat rozgrywki i spełnia edukacyjną rolę.

Jak wyglądają owe karty, a także pozostałe, znajdujące się w pudełku elementy? Sprawdźmy!

Materia

Planetarium zostało wydane w pudełku  o rozmiarach 29.7 x 29.7 x 5.1 cm. Jest to więc klasyczny „kwadrat”, który bez problemu umieścimy razem z innymi pudełkami podobnego formatu. Na okładce znajdziemy świetnie  wyeksponowany tytuł gry, oraz imię i nazwisko autora. Grafika jest fenomenalna i niezwykle klimatyczna. To jedna z lepszych okładek, jakie ostatnio widziałem.


Na odwrocie pudełka możemy zapoznać się z listą komponentów, z jej settingiem i skróconym opisem rozgrywki. Możemy obejrzeć również jak wyglądają znajdujące się w środku elementy – karty  plansza. Na dole została umieszczona dodatkowo krótka metryczka, informująca o czasie rozgrywki, liczbie i minimalnym wieku graczy.

Po dostaniu się do wnętrza pudełka powinniśmy wyłowić z niego następujące elementy:

  • 52 karty,
  • planszę,
  • 4 planszetki graczy,
  • 8 znaczników punktacji,
  • 32 znaczniki kontroli,
  • 68 żetonów materii,
  • 4 żetony planet,
  • 4 pionki planet,
  • 4 podstawki pod pionki,
  • 4 znaczniki sprzyjającego/niesprzyjającego ekosystemu,
  • dwie instrukcje.

Pierwszym z elementów są karty. Dostajemy ich w pudełku w sumie 52 sztuki i są one trzech różnych rodzajów: małe ewolucje, duże ewolucje i ostateczne ewolucje. Każda z nich, niezależnie od rodzaju, jest okraszona przepiękną, klimatyczną ilustracją, na której możemy przyjrzeć się bliżej, przedstawianej przez kartę planecie. Klimatu dodaje także opis, który podnosi jednocześnie walor edukacyjny gry. Pozwala bowiem na poznanie ciekawostek na temat ciał niebieskich (zarówno tych z naszego Układu Słonecznego jak i tych odleglejszych) lub zjawisk zachodzących w otaczającym nas kosmosie.


Karty są niezwykle funkcjonalne i na każdej z nich znajdziemy kilka symboli, które określać będą ich wartość punktową, rodzaj struktury oraz skład, który determinuje rodzaj materii, którą musimy posiadać, aby umieścić planetę w grze.

Ważnym elementem jest plansza. To na niej będzie toczona rozgrywka i z jej wykorzystaniem tworzyć będziemy nasz planetarny układ. Plansza jest minimalistyczna, ale dzięki temu bardzo funkcjonalna. Dobrze, że autor nie przekombinowywał, podrasowując ten element graficznie bo dzięki temu nie mamy przerostu formy nad treścią.

W narożnikach planszy znajdują się wizerunki czterech planet, oznaczonych literami od A do D. Dwie z nich są planetami gazowymi, a dwie skalistymi. Małe strzałki umieszczone tuż pod literami pokazują krawędź planszy, wzdłuż której wykładane będą karty zagrywanych w trakcie rozgrywki ciał niebieskich.


W centrum planszy, wokół stanowiącego jej jądro słońca, znajduje się siedem orbit, po których krążyć będą planety i materia. Oba te rodzaje obiektów będę mogły wędrować w trakcie rozgrywki zarówno po białych orbitach, jak i pomiędzy nimi – fioletową i bardziej eliptyczną ścieżką.

Na planszy znajdziemy również krótką ściągawkę, przypominającą co oznaczają wykorzystywane w grze symbole, tor punktacji oraz tor materii. Na tym ostatnim lądować będą wykorzystane przez graczy żetony materii i jego zapełnienie skutkować będzie zakończeniem partii.

Cztery planszetki graczy służyć będą przechowywaniu żetonów materii, pobieranych z planszy głównej. W zależności od tego, którą z planet zdołaliśmy taką materię pozyskać, tam też umieszczany będzie nowy żeton.


Znaczniki punktacji i kontroli występują w czterech różnych kolorach (niebieski, żółty, zielony, czerwony) i każdy z graczy posiada ich ściśle określoną liczbę. Te pierwsze trafiają od razu na tor punktacji, drugie zaś, na wykładane przez nas karty planet. Tak, aby było wiadomo kto zagrał, jaką kartę.

68 żetonów materii, jak już wspomniałem nieco wcześniej, z początkiem partii znajdować będzie się na planszy. Z czasem będą z niej jednak znikać, łącząc się w wyniku naszych poczynań i przeistaczając się w ciała niebieskie. Żetony przedstawiają w sumie cztery różne rodzaje materii: gaz (22 sztuki), skałę (22 sztuki), wodę (16 sztuk) oraz najrzadszy metal (8 sztuk).


Innym rodzajem żetonów są znaczniki sprzyjającego/niesprzyjającego ekosystemu. Każdy z czterech układów planetarnych, znajdujących się w rogu planszy, może być bowiem albo sprzyjający albo niesprzyjający powstaniu weń życia. To, która z tych dwóch „sił” zwycięży, będzie uzależnione od rodzaju kart zagrywanych przez graczy.

W grze dostajemy również żetony i pionki planet. W sumie cztery bo tyle będziemy poruszać po orbitach. Dobrze, że zostały dodane do gry i nie mamy do czynienia tylko z samym żetonem bo dzięki temu o wiele wygodniej się je przemieszcza i łatwiej jest ogarnąć wizualnie, gdzie znajduje się aktualnie każda z planet.

Komplet elementów uzupełniają instrukcje. Jedna po angielsku, a druga po francusku. Nie powinno to dziwić bo gra pochodzi z Kanady, a jej autor jest francuskojęzyczny.


Oba dokumenty zostały wydane w kolorze i na papierze wysokiej jakości. Zasady zostały poprawne zredagowane i znajdziemy w nich sporo graficznych przykładów i dodatkowych wyjaśnień. Na końcu została także umieszczona ściągawka z sekwencją tury i opisem najważniejszych mechanizmów. To, co osobiście mnie dziwi to fakt, że angielska wersja instrukcji jest bogatsza od francuskiej. Zawiera bowiem zarówno dodatkowe zasady, opisujące tryb prowadzenia rozgrywki solo, jak i obszerny komentarz z wyjaśnieniem, w jak sposób powstawał nasz Układ Słoneczny oraz jak wyglądały dotychczasowe próby poszukiwania pozaziemskich form życia. Oba opisy są niezwykle interesujące i szkoda, że zabrakło ich we francuskiej wersji instrukcji.

Tyle o elementach. Czas na przybliżenie samej rozgrywki.

Protoplanety

Celem rozgrywki w Planetarium jest zdobycie jak największej liczby punktów. Część tych punktów akumulowana jest w trakcie partii, poprzez zagrywanie kart małych i dużych ewolucji. Reszta uzyskiwana jest pod sam koniec partii z chwilą, gdy staje się możliwe zagrywanie również kart ewolucji końcowych.

W grze mamy tylko jeden tryb rozgrywki (plus wariant solo). Nie ma więc różnych scenariuszy ani opcjonalnych zasad, którymi można byłoby żonglować i różnicować rozgrywane partie w warstwie mechanicznej. Regrywalność jest zapewniana poprzez losowe, początkowe rozmieszczenie żetonów materii oraz poprzez losowy dobór kart. Te dwa elementy sprawiają, że kolejne rozgrywki w Planetarium, pomimo owego braku różnic w mechanice, nie powinny być do siebie podobne.


Przygotowanie do partii jest dosyć intuicyjne, choć należy podkreślić, że zajmuje nieco czasu. Każdy z 66 żetonów materii musimy umieścić bowiem losowo na planszy. Każdy z graczy otrzymuje także po 2 karty każdego rodzaju (2 małe ewolucje, 2 duże ewolucje, 2 ewolucje końcowe), z których może zachować tylko 5. Jedną z końcowych ewolucji musi od razu odrzucić.

Rozgrywka toczy się w cyklu następujących po sobie tur, w trakcie których gracze będą kolejno wykonywać następujące czynności:

  • przemieszczenie jednego żetonu na planszy (planety lub materii),
  • zagranie karty,
  • dobranie karty (o ile jakąś zagraliśmy).

Sekwencja nie jest więc szczególnie rozbudowana i tury graczy nie będą trwać długo. To sprawia, że flow partii jest bardzo sympatyczne i nie będziemy mieć raczej do czynienia z sytuacjami, w których ktoś zaliczać będzie downtime.


Bardzo ważnym elementem tury jest przemieszczenie żetonu na planszy. Może to być zarówno materia jak i planeta, przy czym ta druga może zostać poruszona na nieco innych zasadach niż materia. Podstawowa reguła rządząca ruchem żetonu jest taka, że jest on wykonywany zgodnie z ruchem wskazówek zegara o jedno pole wzdłuż linii, na której znajduje się obecnie żeton. Materia nie może być przemieszczana na pole z innym żetonem materii, ale może trafić na pole z planetą. Jeżeli do tego dojdzie albo jeżeli to planeta zostanie przemieszczona na pole z żetonem materii, to żeton taki jest zdejmowany z planszy i umieszczany na planszetce gracza. W ćwiartce odpowiadającej wizerunkowi planety, na którą spadła materia.

Gracze będą pozyskiwać w ten sposób żetony materii i czyścić przy okazji planszę. Początkowo zdobywanie interesującego nas rodzaju materii jest bezproblemowe bo na planszy jest niezwykle gęsto. Później robi się już ciężej i przemieszczając planety będziemy musieli często nieźle się nagimnastykować, aby zdobyć to, co w danym momencie nas interesuje. Ewentualnie możemy zdecydować się na ruch, który skomplikuje życie naszym rywalom. To sprawia, że  Planetarium może być pełne negatywnej interakcji i przeciągania liny. Wiele zależy od tego, jak konfrontacyjnie są nastawieni do siebie gracze.


Po przemieszczeniu planety lub żetonu materii przychodzi czas na zagranie jednej z posiadanych na ręku kart. Nie musimy się na to decydować, jest to więc opcjonalny fragment sekwencji tury. Początkowo możemy zagrywać wyłącznie karty małych lub dużych ewolucji, pod warunkiem, że posiadamy odpowiedni zestaw żetonów materii. Zagrana w ten sposób karta daje nam od razu pewną liczbę punktów i trafia w miejsce obok planszy. Umieszczamy na niej również nasz znacznik kontroli, tak, aby było wiadomo, że to my ją zagraliśmy. Jest to o tyle istotne, że później, gdy przyjdzie już do zagrywania kart końcowych ewolucji, „paliwem” do tego, będą właśnie nasze znaczniki kontroli.

Poza odpowiednim zbiorem żetonów materii karty będą wymagać spełnienia dodatkowych warunków. I tak część z tych kart będzie mogła się znajdować tylko na określonej orbicie, część tylko na gazowych planetach, a jeszcze inne tylko na skalistych. To, czy będziemy mogli zagrać daną kartę będzie więc uzależnione od tego, gdzie znajduje się aktualnie planeta, której tą kartę chcemy przyporządkować. To wyjaśnia dlaczego niekiedy będziemy chcieli przemieszczać planetę w stronę konkretnej orbity. Tyle, że nasi przeciwnicy mogą chcieć czegoś zupełnie przeciwnego…


Żetony materii, wydatkowane w trakcie wykładania karty, trafiają na tor materii, znajdujący się na planszy. Z chwilą gdy tor ten zapełni się aż do pola z dwoma strzałkami, następuje akceleracja procesu formowania układu i przemieszczając żetony materii w pierwszym kroku, możemy ruszać je od tego momentu o jedno albo o dwa pola.

Zapełnienie całego toru materii w Planetarium uruchamia końcowe odliczanie, prowadzące do końca partii. Każdy z graczy może zagrać z tą chwilą dowolną liczbę kart końcowych ewolucji. Karty te, w przeciwieństwie do małych i dużych ewolucji nie wymagają w większości przypadków wydatkowania żetonów materii. Wymagają jednak zdjęcia znacznika kontroli z karty zagranej uprzednio w trakcie partii i z reguły tego, aby planeta, której ewolucja dotyczy, znajdowała się na wskazanej orbicie. Jeżeli nasi przeciwnicy zdołali przesunąć ją w ostatniej chwili gdzieś na inną, to może się okazać, że nie będziemy w stanie zapunktować. Kluczowe znaczenie w trakcie trwania partii ma więc równoważenie zdobywania punktów za karty małych i dużych ewolucji z takim pozycjonowaniem planet, które umożliwi nam zgarnięcie punktów również z końcem rozgrywki.


Ostatnią czynnością wykonywaną przez gracza w trakcie jego tury jest dobranie nowej karty. Dochodzi do tego tylko wtedy, gdy w poprzednim kroku zagrał którąś z dotychczas posiadanych lub ją odrzucił, korzystając z występującej na niektórych kartach zdolności regresu. Nowa karta może zostać pociągnięta zarówno ze stosu małych, dużych jak i końcowych ewolucji.

Po wykonaniu tej czynności gracz kończy swoją turę i ruchy zaczyna wykonywać kolejny z uczestników rozgrywki.

Oto nasza planeta

Planetarium to gra, która urzeka swoją oprawą wizualną i elegancją. Grafiki na kartach są pierwszorzędne i każdy, kto choć trochę interesował się astronomią już dla samego faktu obcowania z tymi małymi dziełami sztuki, powinien zwrócić uwagę na ten tytuł. Gra nie stoi jednak wyłącznie wyglądem. Mechanicznie jest to bardzo solidnie zaprojektowany tytuł, z ciekawym flow, chwytliwym settingiem i przystępnymi zasadami.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to jest gra niezwykle prosta. Łatwa do roztrzaskania i taka, która nie będzie wymagać zbyt dużego zaangażowania. Już pierwsza partia sprawia jednak, że to wrażenie szybko znika. Okazuje się bowiem, że na każdym etapie naszej tury musimy uważnie zastanawiać się nad tym, jaki ruch powinniśmy wykonać. Który żeton przemieścić? Po jakiej trajektorii poruszyć planetę? Jaką kartę zagrać i jaką kartę dobrać? Decyzji jest naprawdę sporo, a w tle pozostaje jeszcze cały czas konieczność sensownego „zaprogramowania” układu planet na planszy z końcem partii – tak, aby móc wycisnąć możliwie jak najwięcej punktów z naszych końcowych ewolucji.


Podoba mi się dynamika rozgrywki. Poznawszy już zasady tury lecą szybko i nie długich przestojów pomiędzy naszymi ruchami. Zarówno wtedy, gdy gramy w dwie, w trzy, jak i w cztery osoby. Oczywiście, czasami będą przypadki, gdy potrzebny będzie moment refleksji, ale nie powinno to trwać zbyt długo. Zwłaszcza, że nie da się dokładnie przewidzieć ruchów naszych współgraczy.

Skoro o współgraczach mowa, to wypada podkreślenia, że w Planetarium duże znaczenie ma umiejętność czytania ruchów naszych rywali i jednocześnie maskowania tych naszych. Obserwując uważnie poczynania pozostałych graczy, czasami łatwo jest wyczytać, jakich żetonów materii potrzebują albo na której orbicie próbują ustawić którąś z planet. Jeżeli uda nam się to odgadnąć, to możemy próbować im te plany pokrzyżować. W grze może być więc sporo negatywnej interakcji. Czasami również całkowicie niezamierzonej bo może być tak, że dwaj gracze obiorą sobie za cel sterowane tą samą planetą. Wtedy może się okazać, że będziemy świadkami astronomicznego przeciągania liny.


W grze duże znaczenie ma planowanie. Należy jednak podkreślić, że im więcej osób uczestniczy w partii, tym większy chaos wkrada się w to, co dzieje się na planszy. Ciężej jest wtedy zapanować nad tym, gdzie chcemy aby powędrowała któraś z planet i częściej wchodzić będziemy na odcisk innym. Grając w pełnym składzie trzeba sprawnie adaptować się do zmieniającej się sytuacji i tak wykonywać kolejne ruchy, aby maksymalizować szansę na kolejne wartościowe posunięcia.

Podsumowując Planetarium to solidna, piękna wizualnie pozycja, przy której można nieźle pogłówkować i dobrze się bawić. Świetnie może się sprawdzić jako tytuł wprowadzający w świat gier planszowych bo posiada przystępne zasady, funkcjonalne komponenty i bardzo sympatyczny czas trwania partii. Polecam!

Plusy
  • Jakość wydania i klimatyczna oprawa graficzna
  • Gra jest niezależna językowo
  • Proste, przystępnie napisane zasady
  • Krótki czas rozgrywki
Minusy
  • Grając w cztery osoby można mieć lekkie poczucie chaosu na planszy
  • Francuska instrukcja nie zawiera tłumaczenia trybu solo

Ocena: (4 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Game Salute za przekazanie gry do recenzji.

Michel Sorbet

 

planszostrefa2Wiele innych interesujących gier możesz kupić w dobrej cenie w sklepie naszego partnera – Planszostrefa.

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaPlanetarium
AutorStéphane Vachon
GrafikDann May, Greg May
WydawcaGame Salute
Rok wydania2017
Liczba graczy1 - 4
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 3
Liczba rekomendowana: 2, 3, 4
(8 głosy/głosów)
Czas gry45
Sugerowany wiek min.10 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)8 i więcej
(2 głosy/ów)
KategoriaEducational, Science Fiction, Space Exploration
MechanikaGrid Movement, Hand Management, Set Collection
RozszerzeniaPlanetarium: Sci-Fi Set 1
RodzinaCrowdfunding: Kickstarter

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaPlanetarium
AutorStéphane Vachon
GrafikDann May, Greg May
WydawcaGame Salute
Rok wydania2017
Liczba graczy1 - 4
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 3
Liczba rekomendowana: 2, 3, 4
(8 głosy/głosów)
Czas gry45
Sugerowany wiek min.10 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)8 i więcej
(2 głosy/ów)
KategoriaEducational, Science Fiction, Space Exploration
MechanikaGrid Movement, Hand Management, Set Collection
RozszerzeniaPlanetarium: Sci-Fi Set 1
RodzinaCrowdfunding: Kickstarter

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Michel Sorbet
Twitter

Michel Sorbet

Ma dwie Ojczyzny (Polska i Francja), ale jedno serce. Przygodę z planszówkami zaczął jeszcze w czasach gier wydawanych przez Sferę, Encore i Dragona. Potem w jego życie wtargnął M:TG, Rage CCG i kilka innych karcianek. Po kilku latach wrócił do gier planszowych - głównie do strategii sygnowanych przez GMT. Uwielbia wielostronicowe instrukcje, wyjątki od wyjątków i gry, nad którymi można siedzieć tygodniami. Dwoje wspaniałych Dzieciaków w domu sprawia jednak, że często grywa i w lżejsze tytuły.

Motto: "Świat jest w moich rękach".
Michel Sorbet
Twitter