Archelino – feng shui na Arce Noego. Recenzja

Nad horyzontem zbierają się pierwsze w historii świata burzowe chmury. Z nieba zstąpili anielscy secesjoniści pałając zwierzęcą chucią. Z ich wynaturzonych związków z ludzkimi kobietami rodzą się olbrzymy zwane Nefilimami, które silną ręką zaprowadziły na Ziemi rządy terroru i przemocy. Ci półbogowie przelali czarę Bożej goryczy, którą już sama ludzkość gorliwie wypełniła po brzegi oddając się swoim żądzom i całkowicie zapominając o Stwórcy. Wyrok został wydany – ludzkość ma zostać zniszczona w wielkiej powodzi. Przetrwać ma tylko Noe z rodziną na swojej arce, na której mają się też zmieścić wszelkiego rodzaju zwierzęta, które potem posłużą do odtworzenia naturalnego ekosystemu naszej planety. Czym zajmuje się zatem szczęśliwy wybraniec? Otóż ma on uwagę zaprzątniętą bardzo ważnym problemem – problemem, który nie jest obcy żadnemu sumiennemu organizatorowi wesel: Jak rozsadzić gości, żeby nie popełnić faux pas.

Tak jest – będziemy rozsadzać zwierzątka na arce, a właściwie na sporej wielkości kajaku, także wszystkich rozochoconych wstępem bardzo przepraszam – ani seksu ani przemocy nie będzie w żadnej kolejności i konfiguracji. Trudno się tego spodziewać po grze dla graczy w wieku od 4 do 99 lat. Młodszych mogłoby niebezpiecznie pobudzić, a starszych po prostu zabić. Jeśli wydaje Wam się, że popełniam tu przerost formy nad treścią, czy też pospolicie mówiąc leję wodę – macie rację.

Eh… No dobra, trzeba coś w końcu o tej grze napisać. Dalej będę raczej zwięzły.

Wykonanie –  kajakiem przez apokalipsę

Pudełko na grę zostało bardzo fajnie przygotowane. Zawartości jest w nim może mało, więc mogłoby być mniejsze, ale dzięki obecnej formie i wygodnej wyprasce w środku z wyciętymi miejscami na poszczególne figurki, jest bardzo elegancko i mamy pewność, że nic bezładnie nie fruwa. Łącznie wszystkich elementów w pudełku jest 11:

  • wielojęzyczna instrukcja
  • drewniane korytko imitujące arkę Noego
  • 7 drewnianych figurek – Noe i 6 różnych zwierzaków
  • plik arkuszy zadań
  • pochłaniacz wilgoci w saszetce ;D

Instrukcja jest króciutka, miło i wyczerpująco napisana, a drewniane elementy wydają się być dobrej jakości i mają nadrukowane cieszące oko grafiki. Plik z arkuszami zadań jest czytelny, zbudowany na zasadzie kalendarza z przekładanymi kartkami, gdzie od frontu mamy zadanie do zrealizowania, a z tyłu odpowiedź. Zadań jest 60 i są podzielone na cztery poziomy trudności, które pomijając narzucone przez wydawcę nazwy można nazwać: żłobek, przedszkole, nauczanie początkowe, podstawówka  – o tym ciut więcej napiszę później. Samo wykonanie tego elementu jest pomysłowe i dość przejrzyście, choć wolałbym, żeby grafiki były trochę większe i tym samym łatwiejsze do odczytania przez grupę docelową, czyli dzieci i ludzi o raczej dawno zapomnianej młodości, które chcą poćwiczyć trochę mózgownicę.

Rozgrywka –  zwierzęcy savoir vivre

Zabawę rozpoczynamy od wyciągnięcia elementów z pudełka i wybrania odpowiadającego nam zadania. Następnie układamy przed sobą drewniane korytko, w które należy wsunąć figurki w taki sposób, aby zrealizować wszystkie polecenia z aktualnego zadania (przy czym trzeba pamiętać, że Noe zawsze siada na froncie łodzi). Polecenia te są przedstawione w formie graficznej na różne sposoby.

Czasem część figurek jest już przyporządkowana do odpowiednich miejsc na arce, inne mają tylko pokazane swoje miejsce względem innej figurki lub zaznaczone jest, że z kimś rozmawiają (figurki odwrócone są w swoją stronę). Bywa też, że figurka jest pokazana z wolnymi miejscami obok siebie, co oznacza tyle, że trzeba je uzupełnić innymi figurkami (jeśli panda ma np. po jednym wolnym miejscu ze swojej lewej i prawej strony, wiadomo, że nie będzie ani pierwsza ani ostatnia). To właściwie tyle. Jeśli stwierdziliśmy, że udało nam się prawidłowo ułożyć naszych pasażerów, odwracamy kartkę i możemy sprawdzić prawidłową odpowiedź. Trudno właściwie Archelino nazwać grą planszową – to raczej zbiór logicznych zagadek.

Najhardkorowsze z zadań… (Uwaga !!! Poniżej spoiler – oglądasz na własną odpowiedzialność!)

… i jego rozwiązanie.

Wrażenia – rozgrywka dla młodego geeka

Na początku warto zaznaczyć, że Archelino prawdopodobnie nie nadaje się dla większości naszych czytelników. W końcu odwiedzają nas raczej osoby zainteresowane grami i grające, a dla takich osób omawiana pozycja jest zwyczajnie za prosta. Mi ogarnięcie najtrudniejszych zadań nie zajmowało nawet minuty. Wadą też jest to, że niektóre, w tym najtrudniejsze z zadań mają po kilka rozwiązań, a tylko jedną odpowiedź pokazaną z tyłu. To trochę popsuje zabawę szczególnie młodszym, którzy mogą być lekko zdezorientowani.

Dla kogo zatem jest Archelino? Najprostsze zadania są dla naprawdę najmłodszych. Polegają zaledwie na ułożeniu zwierzątek dokładnie tak jak na obrazku, z czym nieźle sobie radził mój trzyletni syn. Jeszcze młodsze dziecko mogłoby wyciągnięte zwierzaki wkładać z powrotem do wypraski na zasadzie zabawy w dopasowanie kształtów, co też mojemu synowi bardzo się spodobało, bo figurki z egzotycznymi bestiami są bardzo urocze.

Jeśli zaś chodzi o trudniejsze zadania, myślę że mając około 12 lat byłbym przeszczęśliwy dostając taki pakiet do rozwiązania, więc jeśli dzieci lubiące matematyczne zabawy jeszcze nie wymarły i znacie takie, Archelino powinno być trafionym prezentem. Niestety problemem jest cena około 80 złotych, która według mnie jest co najmniej o połowę za wysoka w odniesieniu do zawartości.

Plusy
  • przyjazna, ciekawie napisana instrukcja
  • ładnie wykonane, drewniane elementy
  • zabawa dla najmłodszych
  • pochłaniacz wilgoci w saszetce ;D
  • mały poziom trudności
Minusy
  • mały poziom trudności
  • cena
  • Kilka poprawnych rozwiązań przy niektórych zadaniach i jedna odpowiedź z tyłu

Ocena: 4.0 Stars (4.0 / 5)

Wydawnictwu HUCH & friends dziękujemy za dostarczenie egzemplarza do recenzji.

Borys Wołkowiecki

 

Borys Wołkowiecki

Borys Wołkowiecki

Mąż, ojciec, wieczny student, kolekcjoner i wielbiciel gier planszowych, karcianych oraz figurkowych, weteran mistrzowania w Warhammera Fantasy Role Play. Z planszówkami miał styczność od wczesnego dzieciństwa, zaczynając od prostych gier typu grzybobranie. Szybko nudząc się jednak prostotą i losowością, modyfikował zasady tworząc coś, coś, co dziś można by było nazwać grami Talismanopodobnymi. Grał w RPG, zanim w ogóle wiedział co to jest, bawiąc się w opowiadane Pokemony z siostrą i kuzynostwem. W grach ceni najbardziej wspólną zabawę z rodziną i znajomymi, przyjacielską rywalizację i potrzebę ruszenia mózgownicy.
Borys Wołkowiecki