Mess Machine – chryja w fabryce zabawek. Recenzja

Essen 2016 już jakiś czas temu odeszło do historii planszówkowego świata. Najgorętsze tytuły zostały ograne, nietrafione wybory sprzedane, a do daty kolejnych targów jest coraz bliżej. Liczba tytułów, mających premierę na targach, jest ogromna i bardzo ciężko jest poznać wszystko w co dusza pragnęłaby zagrać. Perełki od mniej znanych wydawnictw często giną pod naporem hitów, których nieznajomość może nie jest powodem do wstydu, ale pozostaje delikatną skazą na geekowskim honorze. W gąszczu plansz, żetonów, znaczników i kostek łatwiej zdecydować się na pewniaka niż niepozorne pudełko od nieznanego autora. Niekiedy przyciągnie nas nutka orientalnego uroku lub interesujący wygląd tekturowych elementów. Greckie wydawnictwo Desyllas Games w 2016 roku przyjechało na Essen z nową edycją gry Mess Machine, zaliczającej się do ich linii wydawniczej Quick, Simple, Fun. Niepozorne pudełko nie zachęcało do siebie ani estetyką ani proponowaną tematyką awarii w fabryce zabawek, choć grafika została poddana zmianom w stosunku do wydania z 2015 roku. Jednakże tytuł ten spotkał się z ciepłym przyjęciem i zdobył przychylność Toma Vasela za innowacyjność w gatunku semi-kooperacji. Warto sprawdzić czy w Mess Machine kryje się coś ponad prostotę, szybkość i zabawę.

Informacje o grze

Autor: Nikos Chondropoulos
Wydawnictwo: Desyllas Games
Liczba Graczy: 2 – 4
Czas Gry: 30  minut 
Wiek: od 10 lat 
Cena: około 15 dolarów

Reguły BHP w fabryce zabawek

Przed rozpoczęciem rozgrywki wybieramy jeden z 4 dostępnych obrazków, których pomieszanie symbolizuje szkody wyrządzone przez maszynę zarządzającą produkcją. Do wyboru mamy misia, kotka, robota i wiosnę utrzymaną w japońskich klimatach. Zanim będziemy mogli naprawić bezduszny mechaniczny chaos układanki musimy ją najpierw odpowiednio przygotować. Fragmenty danego obrazka układamy w kwadrat o wielkości 4×4, a gwiazdka w prawym dolnym rogu ułatwia zwrócenie kafelków w jednym kierunku. Po rozłożeniu i rozdaniu wszystkich pozostałych elementów (niewielkiej planszy, przypominającej o przypisaniu dozwolonych ruchów do konkretnych przycisków, żetonów przycisków, żetonów punktowania, żetony z kołem zębatym i znaczników przycisków dla graczy) przystępujemy do najważniejszego momentu przygotowania gry.

Roztropnie przyglądamy się puzzlom innych graczy, aby wybrać który z przycisków będzie przez nich najczęściej używany. Przyciski pozwalają na przesuwanie elementów układanki:

  • A (czerwony) – w tym samym rzędzie (poziomo) wymieniamy albo 1 i 3 kafelek albo 2 i 4 kafelek.
  • B (niebieski)– w tym samym rzędzie (poziomo) wymieniamy albo 1 i 2 kafelek albo 3 i 4 kafelek.
  • C (żółty) – w tej samej kolumnie (pionowo) wymieniamy albo 1 i 3 kafelek albo 2 i 4 kafelek.
  • D (zielony) – w tej samej kolumnie (pionowo) wymieniamy albo 1 i 2 kafelek albo 3 i 4 kafelek.

W zależności od tego, których ruch będzie prawdopodobnie najbardziej popularny w zbliżającej się partii, wybieramy 2 z 4 znaczników przycisków w stosownym kolorze rozdanych graczom. Kładziemy je zakryte przed sobą i umieszczamy na jednym z nich żeton z rysunkiem koła zębatego. Od tej pory będzie to nasz przycisk Direct, podczas gdy drugi stanie się przyciskiem Indirect, co będzie miało znaczenie w trakcie końcowego punktowania.

Tury następują naprzemiennie i zgodnie z ruchem wskazówek zegara. W naszym ruchu wybieramy jeden z przycisków, wykonujemy przypisany do niego ruch i zabieramy żeton tego przycisku z planszy. Jeśli udało nam się dopasować przynajmniej dwa fragmenty puzzli we właściwym miejscu, to zdobywamy punkty zwycięstwa, które od razu zaznaczamy na torze punktacji. Nie można jednak wykonywać ruchów przypisanych do tych przycisków, z których nie da się już pobrać należytych żetonów. Ponadto istnieje sposób na zwiększenie trudności gry. W zależności od wybranego przez nas poziomu, kilka razy w trakcie partii, będziemy rzucać dwiema kostkami i ponownie mieszać niektóre części naszej układami zgodnie z uzyskanym wynikiem.

Gra kończy się gdy zostanie spełniony, choć jeden z dwóch warunków:

  • jeden z graczy skończy układanie obrazka
  • przynajmniej na jednym przycisku nie ma już żetonów i wszyscy gracze zgodzą się, że dalsze próby rozwiązania puzzli nie będą owocne.

Punktowanie różni się w zależności od naszej sytuacji na koniec rozgrywki.

Jeśli udało nam się skończyć układankę, to odsłaniamy wybrane na początku gry przyciski Direct i Indirect, aby zdobyć kolejne punkty:

  • za każdy żeton przycisku zabrany przez nas i zgadzający się kolorem z przyciskiem Direct – 1 punkt.
  • za każdy żeton przycisku, który zgadza się kolorem z przyciskiem Indirect, u innych graczy – 2 punkty.

Kiedy nie poradziliśmy sobie z puzzlami to odkrywamy jedynie znacznik przycisku Indirect i otrzymujemy 1 punkt zwycięstwa za każdy żeton przycisku o tym samym kolorze, znajdujący się u naszych przeciwników.

Gracz z największą liczbą punktów zwycięstwa może cieszyć się z sukcesu. Jednakże Mess Machine została uzupełniona o wariant pełnej kooperacji, w którym wspólnie staramy się naprawić szkody wyrządzone przez rozszalałą maszynerie w fabryce. Nie wybieramy wtedy znaczników Direct i Indirect, a wygrywamy jeśli wszystkie fragmenty obrazka znajdą się na właściwym miejscu.

Estetyka zabawek

Czy w ciągu gry odczuwamy klimat naprawiania rozgardiaszu wywołanego przez szaleństwo maszyn? Oczywiście, że nie! Jest tak sucho, jak tylko być może. Jakikolwiek inny temat sprawdziłby się równie dobrze do zaproponowanej mechaniki. Układnie obrazków z zombie, wikingami bądź Marsem wpisywałoby się dodatkowo pewne tendencje tak obficie występujące na kartonowych pudełkach zapełniających nasze regały. Komponenty zostały przygotowane solidnie z odpowiednią grubością tektury, więc nie musimy obawiać się o przesuwane kafelki. Niestety, zmiana szaty graficznej nie wyszła Mess Machine na dobre. Wersja z 2015 roku również nie zachwycała estetycznymi fajerwerkami, ale jej surowa prostota przynajmniej nie wywoływała mylnego wrażenia, a układanki naprawdę przedstawiały zabawki. Teraz jest bardziej kolorowo, milusińsko, dziecinie i… trochę bez sensu. Puzzle z robotem, misiem i kotkiem można jeszcze na siłę dopasować do tematu, ale japońską wiosnę ciężko uznać za zabawkę. Co więcej, w instrukcji przemyka jedno zdanie sugerujące, że tak w sumie to układamy sceny z filmów! Wydawnictwo chyba nie było pewne jaki temat będzie bardziej przyciągał potencjalnych klientów, przy czym zmieniło oprawę na bardziej bajkową i przez to Mess Machine wygląda na tytuł przeznaczony głównie dla dzieci. Jednak są to tylko pozory.

Wrażenia z działania trybików

Hasło Quick, Simple, Fun oddaje tylko część prawdy o Mess Machine. Zasady są na tyle proste, że jesteśmy w stanie wytłumaczyć je w niecałe 10 minut. Tymczasem rozgrywka potrafi niesamowicie przegrzać nasze szare komórki. Nie dość, że staramy się jak najszybciej ułożyć puzzle to jeszcze cały czas musimy nie tylko zwracać uwagę na postępy naszych rywali, lecz także przewidywać ich ruchy. A rozwiązanie układanki, samo w sobie, nie jest proste. Haczyk tkwi w dostępnych nam ruchach. Nie istnieje bezpośrednia możliwość zamiany kafelków, w pionie lub w poziomie, między pozycjami 1 i 4 bądź 2 i 3. Zmierzamy do sukcesu okrężną drogą, jednocześnie tak dobierając ruchy, aby zdobyć jak najwięcej punktów. Tom Vasel miał rację stwierdzając, że w tej semi-kooperacji mocno odczuwa się element „semi”, ponieważ wszyscy pracujemy razem nad rozwiązaniem, ale tylko jeden gracz będzie cieszył się sukcesem. Podczas gry często pojawia się nieufność w stosunku do innych graczy. Nie wiadomo do końca czy dobra rada kolegi nie jest przypadkiem torowaniem mu drogi do zwycięstwa. Przydatne są również umiejętności negocjacyjne i pokerowa twarz.

Miks logiki oraz blefowania został połączony w Mess Machine w spójną mechanikę, która zapewnia sporą regrywalność. W pudełku znajdują się tylko 4 różne obrazki, lecz zawsze ich układ początkowy jest inny, więc nie ma mowy o powtarzaniu jednej strategii w każdej partii. Nie jest to także prosta i banalna gra dla dzieci, jak sugeruje szata graficzna. Będziemy bardzo dużo myśleć, kombinować, zastanawiać się i przekonywać innych do swoich racji. Rozegranie dwóch partii pod rząd może być zbyt wyczerpujące, ale niekiedy emocje w nasze grupie były zbliżone do tych z Gry o Tron szczególnie wtedy, gdy okazywało się kto został zwycięzcą. Przekłada się to na czas gry i konieczność dobrania odpowiedniej ekipy. Gracze nie lubiący logicznych łamigłówek nie znajdą tutaj zbyt wiele dla siebie. Podobnie miłośnicy klimatu wylewającego się z każdego rogu planszy. Jeśli do stołu zasiądą wytrwani myśliciele i wybitni negocjatorzy, to rozgrywka może trwać nawet ponad godzinę, przez co emocje opadają, a oczekiwanie na swoją turę staje się nieznośne. Aż chciałoby się wyciągnąć klepsydrę. Mimo wszystko Mess Machine jest nieszablonowym tytułem semi-kooperacyjnym, w którym umiejętności negocjacyjne są równie ważne, jak zamiłowanie do logicznych łamigłówek. Choć estetyka może odstraszać potencjalnych graczy to niska cena jest niezłą przynętą. Dla logicznych gaduł jest to pozycja obowiązkowa.

 

Plusy
  • świetne połączenie logiki i blefowania
  • niska cena
  • powiew świeżości dla semi-kooperacji
  • proste zasady
  • regrywalność
Plusy / minusy
  • temat bez związku z mechaniką
Minusy
  • kiepska szata graficzna
  • rozgrywka nie jest tak krótka jak sugeruje wydawca
  • czas oczekiwania na swoją turę może się dłużyć

Ocena: (4 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Desyllas Games za przekazanie gry do recenzji.

Daria Chibner

 

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaMess Machine
AutorNikos Chondropoulos
GrafikAndre Garcia
WydawcaDesyllas Games, Quick Simple Fun Games
Rok wydania2014
Liczba graczy2 - 4
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 3
Liczba rekomendowana: 2, 4
(2 głosy/głosów)
Czas gry30
Sugerowany wiek min.10 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)10 i więcej
(2 głosy/ów)
Zależność językowaNo necessary in-game text
(2 głosy/ów)
KategoriaBluffing, Industry / Manufacturing, Puzzle
MechanikaAction / Movement Programming

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Daria Chibner

Daria Chibner

W grach planszowych poszukuję takiej mechaniki, która wymaga zarówno intensywnej pracy umysłowej, jak i zachęca do rozgrywania partii za partią. Nie musi być to jednak niesamowicie skomplikowany tytuł, zabierający kilka godzin życia, ponieważ podstawowym kryterium moich ocen pozostaje przyjemność płynąca z rozgrywki. Moje serce raduje się na widok kostek i kart. Żaden gatunek nie jest mi ani obcy ani nie wzbudza zbytniej niechęci. Z taką samą przyjemnością gram w eurosy, ameritrashe i imperezówki, o ile dany tytuł jest dobry w swojej kategorii. Ulubione tytuły to: Ora et Labora, Dominant Species, Kemet, Zamki Burgundii.
Daria Chibner

Latest posts by Daria Chibner (see all)