Bongo – Recenzja

2 Pionki a.k.a. Portal Games

Wydawnictwo 2 Pionki to pododdział gliwickiego Portal Games, specjalizujący się w wydawaniu lżejszych tytułów rodzinnych, którym jednak bardzo daleko do tradycyjnych gier nurtu imprezowo-rodzinnego. Spory wpływ decyzji graczy na przebieg rozgrywki oraz mała ilość zasad sprawia, że imprezówki 2 Pionków świetnie radzą sobie na rynku. Jeśli połączymy to z bardzo przystępną ceną, mamy murowany hit i pewność, że gra będzie cieszyć rzesze graczy przez wiele lat. Jest tylko jeden maleńki problem – ilość gier, a raczej częstotliwość z jaką są obecnie wydawane. To co się aktualnie dzieje na rynku gier planszowych już dawno przerosło oczekiwania zarówno mniejszych, jak i większych wydawców. To z pewnością cieszy. Jednak statystyczny gracz (zarówno zaawansowany, jak i ten bardziej „casualowy”) zaczyna powoli gubić się w całej sytuacji. Portal i 2 Pionki zapowiedziały w zeszłym roku wydanie aż 37 tytułów. Wszystkich gier z różnych względów nie udało się wydać w założonym czasie, ale i tak ilość, która dzięki gliwickiej oficynie trafiła w 2016 na sklepowe półki, jest wręcz przytłaczająca. To jest niestety swoiste „drugie dno” całego planszówkowego szału. Niby od przybytku głowa nie boli, jednak odnoszę wrażenie, że coraz większa część bardzo dobrych gier popada w zapomnienie, bo wydawcy skupiają się na promowaniu najnowszych tytułów. Taki los spotkał doskonałe Szalone zegarki, lekko przykurzoną już serię Bajkogier (w zeszłym roku miały wyjść kolejne tytułu przedłużające cykl, jednak nadal nie doczekaliśmy się kontynuacji), Zapraszamy do podziemi , Wesołą farmę, czy nawet Poprzez Wieki wyparte ostatnio przez wersję w klimatach Cthulhu. Bongo zostało wydane w połowie 2016 i nie odbiło się jakimś większym echem w planszówkowym świecie. Czy tę grę również spotka przedwczesna rynkowa śmierć i odejście w zapomnienie pod wpływem naporu świeżych tytułów?

Zawartość pudełka i wykonanie

Przyznam się bez bicia, że pozwoliłem sobie na kilka więcej słów tytułem wstępu, ponieważ w poniższym akapicie nie mam zbytnio o czym pisać. Gra jest wykonana bardzo ładnie, poprawnie, na wysokim poziomie. Zawartość miażdży minimalizmem. Mamy 10 ładnych, drewnianych kości (5 beżowych, 2 zielone i 1 czerwona ze zwierzątkami oraz dwie żółte z czymś co przypomina… gwoździe). Do tego żetony w trzech rodzajach, odpowiadające zwierzątkom na kostkach – gnu, bongo i nosorożec. Mamy jeszcze krótką, jasną i dobrze napisaną instrukcję. Wszystko zamknięte w poręcznym pudełeczku w standardowym rozmiarze, w jakim 2 Pionki proponuje swoje micro-gry. Szczególnie biorąc pod uwagę cenę produktu, wykonanie oceniam bardzo dobrze – nic dodać nic ująć.

Mechanika i wrażenia z rozgrywki

Po zapoznaniu się z zawartością pudełka od razu nasuwa się podstawowe pytanie: „To tyle?!”. Pospiesznie wertujemy krótką instrukcję, żeby sprawdzić, czy przypadkiem w magazynie nie zawieruszyły się jakieś meeple, karty, więcej kostek albo jakiś żeton pierwszego gracza. Niestety. Wszystko zgodnie z instrukcją, wszystko na swoim miejscu, kompletne. Za chwilę dowiadujemy się, że żetony oznaczają trofea i nawet bez nich gra zadziała bez problemu – wystarczy kartka i coś do pisania. Po dokładnym obejrzeniu kości dodatkowo okazuje się, że poza kolorami, specjalnie nie różnią się między sobą, a każde ze zwierzątek występuje dokładnie 2 razy na każdej kości. Nawet dwie żółte kości to również sześcianiki, które zasadniczo zamiast dość dziwnych symboli mogłyby mieć po prostu nadrukowane numery od 1 do 3.  Muszę przyznać, że przed pierwszą rozgrywką szczerze wątpiłem, że 10 wirtualnie identycznych sześciościennych kostek może dać wiele godzin zabawy i spowodować (przynajmniej u niektórych) zjawisko przegrzewania się połączeń synaptycznych w ich mózgach. Nic bardziej mylnego. Bongo to gra na refleks, spostrzegawczość, szybkie liczenie, a co najważniejsze – szybkie porównywanie wyników.

Podstawowe zasady są niesamowicie proste. Na wyrzuconych kościach musimy jak najszybciej zauważyć i wypowiedzieć (czy też wykrzyknąć) nazwę rodzaju zwierząt, których liczba odpowiada wynikowi, jaki pokażą nam dwie żółte kostki. Rzucamy wszystkimi kostkami na raz i tutaj zaczyna się zabawa. Jeśli dwie żółte kostki pokażą tę samą liczbę (ok, ilość „gwoździ”), to trzeba wypowiedzieć nazwę zwierzątek, których symbol występuje właśnie w takiej liczbie. Jeśli wyniki na kościach różnią się od siebie – wypowiadamy nazwę zwierzątek, których symboli pojawiło się tyle, co wynik, którego na żółtych kościach nie ma, czyli np. jeśli na kościach wypadnie 1 i 2 („gwoździe”) , to trzeba powiedzieć nazwę zwierzątka, którego symboli na wyrzuconych kościach jest 3. Jeżeli żadne zwierzątka nie występują w ilości wynikającej z tego co wypadnie na żółtych kostkach, należy krzyknąć „nic”.  Jest jeszcze jedna dodatkowa zasada – jeśli zdarzy się sytuacja, że rodzajów zwierzątek, których liczba odpowiada wynikowi rzutu żółtymi kostkami jest więcej niż jeden – wtedy należy podać nazwę trzeciego zwierzątka. Kto wypowie prawidłową odpowiedź jako pierwszy otrzymuje trofeum – żeton zwierzaka, którego nazwę wypowiedział. Gramy do momentu, gdy ktoś zdobędzie po 2 różne trofea lub 6 takich samych – taka osoba zostaje zwycięzcą całej rozgrywki. Oczywiście przeważnie trafia się „lepszy” zawodnik, który stara się być „mądrzejszy” od innych graczy i natychmiast po rzucie krzyczy „NIC!” , ale projektant na szczęście przewidział taki wypadek. Za złe odpowiedzi tracimy trofea, a co za tym idzie oddalamy się od wygranej.. Ciekawiej robi się, gdy dorzucimy kości kłusownika (2 czerwone) i strażnika (1 zielona). Jeżeli dwie czerwone kości pokażą takie same symbole zwierząt, to dane zwierzę jest „złapane” – docelowa liczba zostaje zredukowana o jedną sztukę. Jeżeli dwa różne symbole zwierząt pokażą się na czerwonych kościach, to trzecie „złapane” zostaje to trzecie. Docelowy wynik należy oczywiście porównać z wynikiem na żółtych kościach przed wypowiedzeniem tej, a nie innej nazwy zwierzaka. Strażnik chroni przed Kłusownikiem – zwierzę, którego symbol pojawi się na zielonej kości nie może być „złapane”. Proste? NIE! Ale za to jakie piękne!

Majndfak. Głowa puchnie. Uczucie, które towarzyszyło grze „Szalone zegarki” jest tutaj jak najbardziej obecne, myślę że dla jeśli komuś przypadła do gustu,  to Bongo również okaże się strzałem w dziesiątkę. Oczywiście wszystko zależy od spostrzegawczości graczy, ale szybko okazuje się, że liczenie i porównywanie „na czas” może sprawiać trudność nawet najbardziej zaawansowanym euro-wyjadaczom.

Podsumowanie i ocena ogólna

Bongo to bardzo udany tytuł imprezowy. Możemy śmiało wywalić i tak maleńkie pudełeczko i brać ze sobą garść kostek na różne wyjazdy i wycieczki. Gra świetnie nadaje się do grania w plenerze. Kostek nie porwie wiatr, sprawdzają się doskonale również na plaży. Zasady gry są na tyle proste i przystępne, że ze zrozumieniem ich nie będzie mieć problemów nawet największa planszówkowa ameba. Poza dużą ilością śmiechu i zabawy, gra każe nam szybko myśleć i premiuje „matematyczny” refleks. Myślę, że gra Bongo może stanowić świetną pomoc dydaktyczną dla uczniów klas 1-3, którzy dzięki niej będą trenować szybkie liczenie w stresujących warunkach, co niewątpliwie jest bardzo pomocną zdolnością chociażby podczas sprawdzianów i testów. Gra  Bongo pod względem skomplikowania zasad nie jest bardziej wymagająca niż Dobble czy Jungle Speed, ale daje nam zupełnie inny klimat i bliżej jej do  Szalonych zegarków i innych bardziej „mózgożernych” imprezówek. Jedyne co mnie martwi, to ilość gier aktualnie wydawanych zarówno przez Portal, jak i 2 Pionki, a co za tym idzie konsekwentne spychanie starszych tytułów na boczny tor, aby zrobić miejsce dla nowości, którymi gliwicki wydawca ostatnio zalewa rynek.

Plusy
  • krótki czas przygotowania i rozgrywki
  • proste zasady wprowadzające dla początkujących
  • wysoka jakość komponentów
  • możliwość prowadzenia rozgrywki na zasadach zaawansowanych w bardziej wymagającym wariancie
  • przystępna cena
Plusy / minusy
  • gra imprezowa
  • mechanika wymuszająca konieczność szybkiego liczenia i porównywania
Minusy
  • „próg wejścia” jest tylko pozornie niski. Pierwszy kontakt z mechaniką wymuszającą wykonywanie prostych działań matematycznych i porównywanie wyników „na czas” bywa dla niektórych przytłaczający i może powodować u graczy dyskomfort/niechęć do gry

 

Ocena: 4.5 Stars (4.5 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu PORTAL za przekazanie gry do recenzji.

Wojciech Mikołajczak

Wiele innych gier możesz kupić w dobrej cenie w sklepie naszego partnera – planszostrefa.pl.

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaBongo!
AutorBruno Faidutti
GrafikFrank Stark
WydawcaHeidelberger Spieleverlag, Portal Games
Rok wydania2000
Liczba graczy2 - 8
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 8+
Liczba rekomendowana: 2, 4, 5, 6
(5 głosy/głosów)
Czas gry15
Sugerowany wiek min.8 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)6 i więcej
(3 głosy/ów)
Zależność językowaNo necessary in-game text
(6 głosy/ów)
KategoriaAnimals, Dice
MechanikaDice Rolling, Pattern Recognition
RodzinaTube Games

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Wojciech Mikolajczak

Wojciech Mikolajczak

Swoją przygodę z planszówkami zaczął jeszcze w latach 90-tych, ale prawdziwa miłość do gier bez prądu przyszła dopiero po prawie 20-latach. Od 2014 namiętnie gra, pisze recenzje oraz newsy dla kilku różnych serwisów i organizuje w Lublinie festiwal gier planszowych i karcianych Board Mania. Najbardziej lubi nowoczesne gry hybrydowe, łączące w sobie wiele różnych mechanik znanych zarówno z gier ekonomicznych, jak również tych „z klimatem”. W grach nie lubi przesadnej losowości i braku większego wpływu decyzji gracza na przebieg rozgrywki. Niektóre z ulubionych tytułów: Star Wars: Imperial Assault, Blood Rage, Cyclades, Eclipse, Terraformacja Marsa, Robinson Crusoe.
Wojciech Mikolajczak