Dreams – milion gwiazd na niebie lśni. Recenzja

Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy – ten cytat z Einsteina jak ulał pasuje do nowej gry Oliviera Grégoire o znamiennym tytule Dreams. Grę ilustrowało aż 8 grafików, a wydał ją Zoch Verlag. Wcielimy się w niej w bogów (!), którzy zsyłają śmiertelnikom wizje (!!) za pomocą układania konstelacji gwiezdnych na nieboskłonie (!!!). Brzmi jak szalony pomysł – ale postaram się Wam dzisiaj dowieść, że w tym szaleństwie jest metoda.

Żeby lepiej wczuć się w klimat, na początek krótki filmik, który zawsze kojarzy mi się z oglądaniem gwiazd i snuciem domysłów na temat tego, co tam tak naprawdę widać

Aha, i jeszcze jedno: pewnie nieraz to podkreślę, ale zaznaczam od razu – wyjątkowo sugeruję nie przejmować się liczbową oceną końcową, bo Dreams jak rzadko która gra wymyka się jednoznacznym klasyfikacjom.

Marzenie mam!*

Już nawet patrząc na okładkę i czytając opis rozgrywki każdemu (chyba?) przychodzi do głowy Dixit. Wrażenie to potęguje zawartość pudełka – kilkadziesiąt dużych kart z bardzo oryginalnymi grafikami (przykłady na zdjęciach), do tego tor i znaczniki punktów, tym razem w kształcie księżyców oraz żetony do głosowania (w formie obracających się gwiazdek do samodzielnego sklejenia). Większą część opakowania zajmuje jednak owalna mata, reprezentująca nasz firmament. Nasze konstelacje oznaczać na niej będziemy zaś za pomocą plastikowych kryształków w trzech kolorach i rozmiarach. Całość robi bardzo dobre wrażenie, choć mam dwie drobne uwagi: gdyby nie mata, zawartość mieściłaby się w dużo mniejszym pudełku, więc w środku hula sporo powietrza; z kolei gwiazdkowate znaczniki do typowania zbyt luźno się obracają. Na BGG jest jednak podpowiedź, jak sobie z tym poradzić.

Po raz pierwszy widzę blask

Mój skrótowy opis rozgrywki ze wstępu pominął pewien ważny aspekt – w każdej rundzie jeden z graczy będzie potajemnie wcielał się w śmiertelnika, który stara się poprawnie odcyfrować zsyłąne wizje i nie dać po sobie poznać, że nie należy do grona bogów. Brzmi to – i działa bardzo podobnie – jak rozgrywka w Mamy Szpiega i po rozegraniu kilku gier stwierdzam, że jest to pozycja znacznie bliższa Dreams, niż przychodzący w pierwszym odruchu do głowy Dixit.

Każda z rund zaczyna się od wyłożenia 4 kart, z których jedna – losowo wybrana – przedstawia obraz, jaki będziemy układać na macie (firmamencie). Wszyscy gracze (w liczbie od 3 do 6 osób) dostają po jednym żetonie numeru w ten sposób, że poza śmiertelnikiem każdy wie, która karta została wytypowana. Następnie po kolei układamy nasze 3 plastikowe gwiazdki, starając się: a) jeśli jesteśmy bogiem – wykryć śmiertelnika lub b) jeśli jesteśmy śmiertelnikiem – zgadnąć, który obraz został wybrany. Na koniec głosujemy (za pomocą obrotowych znaczników) i zdobywamy punkty. Gdy pierwsza osoba zdobędzie ich 16, rozgrywka się kończy.

Przez nieba wzrok

Dreams to jedna z najbardziej oryginalnych gier, z jakimi miałem do czynienia. Obrazy, które układamy, są równie nietypowe jak w Dixicie czy Tajemniczym Domostwie, przy czym tutaj nie wymyślamy dla nich skojarzeń, a staramy się je „przerysować” za pomocą gwiazdek. Pomysł naprawdę szalony, ale – mimo obaw – to działa!

Metod na układanie konstelacji jest kilka: można skupić się na kolorach naszej karty, zazwyczaj jednak łatwiej jest oddać punkty charakterystyczne. Każdy ma jednak swoją własną metodę, a nieraz okazywało się, że nasz murowany kandydat na śmiertelnika był jednym z bogów, tylko układał gwiazdy według tylko jemu znanego klucza. Co ważne, w trakcie rozgrywki należy uważnie obserwować naszych rywali i zapamiętywać, gdzie układają swoje kryształki. Nie jest to tak proste jak w Dixicie, gdzie trzeba tylko zgadnąć, co miał na myśli narrator – tu trzeba uważać na wszystkich!

Trudno odgadnąć, kto przy stole jest śmiertelnikiem, ale chyba jeszcze trudniej ustalić, jaki obraz przedstawiają gwiazdy. Nie robiłem statystyk, ale w co najmniej połowie rund w każdej partii nie udało mu się odgadnąć prawidłowej karty. Sytuacja jest trudna zwłaszcza, kiedy będąc śmiertelnikiem zaczynamy rundę, bo nie mamy żadnych wskazówek i najmniejszego pojęcia, gdzie zacząć. Nigdy nie jest za prosto – przy czym gra się bardzo dobrze balansuje, ponieważ praktycznie się nie zdarza, żeby wszyscy w jednej rundzie trafili. Muszę też przyznać, że w przeciwieństwie do Dixita, gra sprawuje się bardzo dobrze już od 4 graczy. 

Bóg ciężki żywot ma

Trochę się pozachwycałem, więc czas na wady… a jest ich nawet sporo, choć o różnej wadze. Zaczynając od najmniej istotnych – wspomniane już parę akapitów temu drobiazgi związane z wydaniem (luźno kręcące się znaczniki, brak sensownej wypraski), można było zrobić to lepiej. Większy problem mam za to z ilustracjami. O ile zgodnie z zamysłem większość jest surrealistyczna, ale intrygująca, o tyle kilka jest na tyle mało charakterystycznych, że naprawdę ciężko do nich nawiązać przy układaniu gwiazd. Co więcej, 8 artystów, którzy tworzyli grafiki, ma baaardzo odmienne style i część obrazków po prostu się ze sobą gryzie. Nie próbowałem grać w Dreams za pomocą talii do Dixita, ale wydaje mi się, że mogłoby być ciekawiej.

Największym jednak problemem Dreams mogą być… gracze, z którymi zasiądziemy do stołu. Specyficzna rozgrywka nie każdemu bowiem przypasuje. Zdarzyły mi się partie, gdzie wszyscy bez wyjątku oczarowani byli mechaniką i pomysłem, a na koniec pytali tylko, gdzie to można dostać. Z drugiej strony – w długi weekend próbowaliśmy grać z rodziną i stanowczo nie wyszło, a zazwyczaj wszelkie tytuły „kalamburowate” czy na skojarzenia przyjmowały się bardzo dobrze. Co gorsza, sensowną rozgrywkę zepsuć może nawet jedna osoba, która jej nie czuje – bo dokładając gwiazdki w losowych miejscach, przeszkadza zarówno bogom, jak i śmiertelnikowi. Podobne odczucia miałem zresztą przy Mamy Szpiega, jednak wtedy nie w aż takim stopniu.

Pod gwiazdami

Dziwi mnie, że o Dreams jest tak cicho. Nie słyszałem o tym tytule ani przeglądając listy essenowych premier, na samych targach też nie rzucał się specjalnie w oczy, w Polsce (przynajmniej na razie) nikt go nie dystrybuuje. Gra nie jest aż takim hitem, jakim być mogła, ale stanowczo zasługuje na wiekszy rozgłos, bo jest nieprzeciętna i oryginalna. W recenzji nieraz odwoływałem się do innych tytułów, niemniej Dreams w praktyce nie przypomina do końca żadnego z nich. Jest tutaj coś z Mamy Szpiega, Dixita, ale i z rysowanych kalamburów. A wszystko to podane w zupełnie nowatorski sposób.

Z oceną Dreams mam ogromny problem. Po pierwszym zachwycie byłem gotów przyznać, że mamy nowego króla imprezówek, jednak pograwszy dłużej i z różnymi osobami, zdaję sobie sprawę, że nie jest to tytuł całkowicie uniwersalny. Absolutnie zachęcam do wypróbowania, bo żadna inna gra nie daje podobnych odczuć, ale ostrzegam – nie każdemu się spodoba. Dlatego finalnie wystawiam ocenę 4/5, przy zastrzeżeniu, że zależnie do naszych towarzyszy może być kiepsko lub fenomenalnie.

Plusy
  • Fantastyczny pomysł
  • Bardzo fajnie wykorzystana mata
  • Balans
  • Skalowalność
  • W dobrym gronie – fenomenalna!
Minusy
  • …tylko trzeba mieć odpowiednie grono/nastrój
  • Zbyt luźne znaczniki do głosowania
  • W pudełku wszystko lata
  • Nierówny poziom kart

Ocena: (4 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Zoch Verlag za przekazanie gry do recenzji.

Grzegorz Szczepański

Wiele innych gier możesz kupić w dobrej cenie w sklepie naszego partnera – planszostrefa.pl.

*ktoś rozpoznał, z jakich bajek są śródtytuły?

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaDreams
AutorOlivier Grégoire
GrafikVictor Boden, Miguel Coimbra, Giulia Ghigini, Matthias Holländer, Alexander Jung, Tina Kothe, Timo Kümmel, Tobias Schweiger
WydawcaKaissa Chess & Games, Lion Rampant Imports, Zoch Verlag
Rok wydania2016
Liczba graczy3 - 6
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 6
Liczba rekomendowana: 4
(6 głosy/głosów)
Czas gry30
Sugerowany wiek min.10 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)10 i więcej
(2 głosy/ów)
Zależność językowaNo necessary in-game text
(3 głosy/ów)
KategoriaDeduction, Party Game
MechanikaCo-operative Play, Pattern Building, Pattern Recognition, Voting

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Grzegorz Szczepanski

Grzegorz Szczepanski

Moje pierwsze (i w związku z tym wciąż darzone ogromnym sentymentem) gry to Scotland Yard i Osadnicy z Catanu. Wolę tytuły lekkie i średnie (Magnaci, Cyklady, Wysokie Napięcie), nie gardzę też dobrą kooperacją (Pandemia, Robinson, Ucieczka: Świątynia Zagłady).
Grzegorz Szczepanski

Latest posts by Grzegorz Szczepanski (see all)