Donkey Derby – masakra na planszy. Recenzja

pic3143361_mdChoć od największych w Europie targów gier planszowych w Essen minął już miesiąc, to nadal mamy przyjemność ogrywać kolejne tytuły, które być może już wkrótce pojawią się na naszym rynku. Jednym z takich tytułów jest Donkey Derby, prosta gra w hazard i liczenie na szczęście. Pierwsze skojarzenie? Przebiegłe Wielbłądy, które gościły w domach wielu graczy i nieprzerwanie cieszą rodziny z dziećmi, dając dużo zabawy i radości. Donkey Derby na pierwszy rzut oka odstają nieco od Wielbłądów, zarówno pod względem jakościowym i ilościowym.

Małe, niezbyt grube pudełko kryje w sobie instrukcję w 5 językach – mamy streszczenie wszystkich zasad, porady taktyczne, przebieg całej gry, opis wariantu z mostem, a wszystko to okraszone kilkoma przykładami. W zestawie otrzymujemy zwykłą, czarną kostkę k6, 5 takich samych figurek osłów w różnych kolorach, 15 znaczników obstawiania oraz 5 znaczników postaci. Na sam koniec dwustronna, duża plansza. Wykonanie jest poprawne, jednak nie zachwyca – brak żadnej wypraski w pudełku, które od wewnątrz jest po prostu szare. Żetony również są dobrze wykonane, ale i tym razem bez fajerwerków.

wp_20161110_13_02_44_pro

Osły do biegu..

Rozgrywka w Donkey Derby jest niezwykle prosta. Każdy z graczy, na początku gry wybiera kolor – otrzymuje jeden żeton postaci oraz 3 żetony obstawiania. Pierwszego gracza wybieramy w sposób losowy – on zacznie obstawiać, a także poruszać osłami. W swojej turze gracz może wykorzystać tylko jeden znacznik obstawiania – kładzie go na odpowiednim polu, oznaczonym kolorem osła. Pierwszy znacznik na polu w kolorze osła, który wygra, da na koniec gry najwięcej punktów, drugi mniej, itd. Również za 2 i 3 osły na mecie dostaniemy punkty! Co ważniejsze,raz obstawiony żeton, nie może być wykorzystany ponownie, zostanie tam na sam koniec gry. Następnie, pierwszy gracz rzuca kością za każdego osła. Gdy wszyscy zawodnicy już się poruszą, następuje runda obstawiania, gdzie każdy z graczy może przewidzieć zwycięzce wyścigu. Następnie kostką rzuca druga w kolejności osoba i tak do momentu gdy wszystkie osły przekroczą linię mety. Wtedy następuje punktacja:

  • przenosimy figurki trzech pierwszy osłów na podium
  • nad nimi ustawiamy obstawione żetony w trakcie gry
  • każde pole na podium ma określoną wartość punktową – gracz, który ma ich najwięcej wygrywa grę

wp_20161110_13_06_42_pro

Gotowe..

Donkey derby nie jest grą, która wprowadza innowacyjne rozwiązania, nowe mechaniki czy emocjonujące zwroty akcji. To zwykła, prosta gra w hazard i liczenie na łut szczęścia. Łudząco podobna do Przebiegłych Wielbłądów, jednak bardzo od nich odstająca. Zacznijmy od wykonania, wspominałem wyżej o niezbyt dobrym wykonaniu. Figurki wyglądają tak samo, to wprowadza do zasad gry wskazówkę, by poruszanego osła odwrócić tyłem do kierunku biegu, tak by nie pomylić się w ruszaniu figurek. Szkoda, że te figurki wyglądają tak samo – można było dodać jakieś elementy wyróżniające każdego z osłów, nawet naklejki. 

Postaci nadrukowane na żetonach działają na mnie drażniąco. Każda z nich ma taką samą minę, otwarte usta, stoi w ten sam sposób, trzyma to samo, jedynie kolory i twarze się różnią, tak by wiedzieć, że dwie z nich to faceci, a dwie to kobiety. Tutaj również się czepiam, ale gracze coraz większą uwagę zwracają na rozmaitość elementów – nikt nie lubi monotonii i wtórności.

wp_20161110_13_05_49_pro

Z tego wszystkiego najgorzej prezentuje się plansza. Dwustronna – na jednej osły mogą ścigać się w dzień, na drugiej pod osłoną nocy. Trasa wyścigu wydaje się być.. „zblurowana”, mniej ostra, mniej widoczna od pozostałych elementów na planszy. Jej ostrość jest po prostu za niska, jakby grafik przygotowujący ją do druku zrobił za mały szkic toru do faktycznej wielkości planszy. Reszta elementów prezentuje się już lepiej – jest bardziej wyrazista i wiemy na co patrzymy, choć po stronie nocy nie jest to takie oczywiste.

Start!

Mechanika Donkey Derby jest nudna jak flaki z olejem. Obstawiamy, 5 razy rzucamy kostką, obstawiamy, następna osoba rzuca kością, itd. Najnudniej robi się w dwóch sytuacjach – gdy na początku gry wykorzystamy wszystkie swoje żetony i nie robimy nic tylko patrzymy jak inni rzucają kością i przesuwają osły. Druga sytuacja, to moment w którym pierwszy osioł przebiegnie linię mety – wtedy musimy nadal rzucać kostką, jednak nie możemy już obstawiać. Nie można było tego wymyślić w podobny sposób jak w Wielbłądach? Pierwszy osioł przebiega metę, reszta zajmuje lokaty odpowiednie do zajmowanego miejsca na planszy. Rzucanie kostką nie jest takie fajne, zwłaszcza w nowoczesnych grach planszowych. Jeśli będę chciał to robić, zaproszę rodziców czy narzeczoną na partyjkę Monopoly lub Chińczyka.

wp_20161110_13_05_05_pro

Donkey Derby nie oferuje nic ciekawego – jakość wykonania stoi na niskim poziomie, mechanika jest nudna. Jedyny „zwrot akcji” następuje w momencie, gdy osioł stanie na polu z mostem. Wtedy traci kolejkę, dzięki czemu gracze do następnej rundy nie mogą nim poruszać, co z kolei determinuje mniejszą ilość rzutów kością. Uff, jak dobrze. Wskazówka taktyczna umieszczona w instrukcji podpowiada by nie trzymać zbyt długo żetonów u siebie, tylko obstawiać! Tylko że później nie będę robił nic innego, jak tylko patrzył jak inni rzucają kością, aż nie wróci do mnie kolejka. Nuda.

O klimacie i atmosferze podczas gry nie ma co pisać. One nie istnieją. Ciężko w ogóle wyczuć klimat tej gry. Wyścigi Osłów? Wolę porzucać kostką w Talismanie i zdecydować, czy pójdę w lewo czy prawo. Nie znam nikogo, kto byłby fanem losowości ekstremalnej, połączonej z mdłym klimatem i nudną mechaniką. Jeśli znajdziecie kogoś takiego, pokażcie mu ten tekst.

wp_20161110_13_05_45_pro

 

Staram się dostrzec jakieś zalety Donkey Derby, jednak bardzo ciężko jest je znaleźć. Jeśli pokażecie tę grę znajomym, którzy nie mają styczności z grami planszowymi, tylko ich zniechęcicie i stracicie okazję do grania w większym gronie w o wiele lepsze i ciekawsze gry planszowe. Doświadczeni gracze będą unikać jej jak ognia. Ci lekko podchodzący do tematu, jeśli będą mieli taką możliwość, zagrają raz i szybko o niej zapomną. Może jest to jakaś alternatywa dla rodziców, którzy chcą pokazać gry planszowe swoim pociechom. Jednak i tutaj znajdziemy masę innych, ciekawszych gier, które stały się hitem wśród dzieciaków.

Tekst krótki, bo i o grze nie ma sensu się rozpisywać. Brzydkie wykonanie, słaba jakość, ogromna losowość, nijaka mechanika, brak klimatu. To wszystko powoduje, że gra jest po prostu zła i zalecam dużą ostrożność przy decydowaniu się na zakup. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się aż tak niedopracowanego tytułu i liczyłem na jakieś zaskoczenie. Zawiodłem się i ostrzegam innych, a Wam polecam inne, o wiele lepsze tytuły. 

 

Plusy

  • Brak

Plusy / minusy

  • Zjadliwa (tylko na początku) dla najmłodszych graczy
Minusy
  • Brzydkie wykonanie
  • Okropna plansza
  • Ogromna losowość
  • Nijaka mechanika
  • Ciągłe turlanie kostką
  • Wszechobecna nuda podczas gry
  • Po swojej turze nie robimy praktycznie nic

Ocena: (1 / 5)

Kamil Czubek

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaDonkey Derby
AutorWalter Müller
GrafikKlemens Franz
Wydawcafranjos Spieleverlag
Rok wydania2016
Liczba graczy2 - 5
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 5
Liczba rekomendowana: 2, 3, 4
(1 głosy/głosów)
Czas gry35
Sugerowany wiek min.9 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)6 i więcej
(1 głosy/ów)
KategoriaRacing
MechanikaBetting/Wagering, Dice Rolling

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Kamil Czubek

Kamil Czubek

Zapalony gracz bez prądu. Kolekcjoner i miłośnik gier planszowych i karcianych. Namawia znajomych do wspólnego grania, zaraża pasją, cierpliwie tłumaczy zasady. Do jego ulubieńców należą: Belfort, Władca Pierścieni LCG, Descent i Robinson Crusoe. Nie stroni od każdej gry - świetnie bawi się przy typowych grach imprezowych jak i cięższych, mózgożernych tytułach
Kamil Czubek