Pandemia: Laboratorium, czyli jak odcinać kupony. Recenzja

10_pandemic_laboratorium-421258-600x0Jeden z pierwszych tekstów, jakie napisałem dla Board Times, dotyczył pierwszego dodatku do jednej z moich ulubionych gier – Pandemii autorstwa Matta Leacocka. Od tego czasu popularność tego tytułu wzrosła w iście lawinowym tempie: oprócz znanych już wcześniej spin-offów mechanicznych (Zakazana Wyspa i Forbidden Desert) i tematycznych (Contagion), pojawiła się kościanka – Lekarstwo, wersja Legacy, Cthulhu, a już niebawem dołączy do tego Iberia. Rozwijana jest oczywiście też podstawowa wersja Pandemii – do tej pory doczekaliśmy się trzech dodatków, z których dwa dostępne są w polskiej wersji dzięki wydawnictwu Lacerta (a trzeci zapowiedziany!). Tych, którzy – podobnie jak ja – uwielbiają całą serię, zapraszam zatem dzisiaj do Laboratorium.

No właśnie, a czemu tylko zagorzałych fanów? Otóż nowy dodatek, co wywołało moje niemałe zdziwienie, wymaga do gry nie tylko wersji podstawowej, ale także rozszerzenia Na krawędzi. Laboratorium zatem kupią jedynie ci, którzy posiadają już dwa pudła z serii i ciągle im mało. Trochę zdziwiło mnie takie rozwiązanie, ale przynajmniej rozwiewa wątpliwości, w co zainwestować w pierwszej kolejności. W dalszej części recenzji zatem będę zakładał, że znacie już zasady z poprzedniego rozszerzenia.

Zawartość apteczki

W fioletowym pudełku z Laboratorium znajdziecie nowe postaci wraz z pionkami, wydarzenia, dodatkowe 12 znaczników fioletowej choroby, garść elementów do wyzwania drużynowego oraz planszę laboratorium oraz najładniejszy i najbardziej zbędny gadżet – kolorowe fiolki do zastąpienia znaczników lekarstw. Takie smaczki znowu, podobnie jak poprzednio, windują cenę dodatku w górę, ale jednocześnie dodają uroku całej grze. Do jakości elementów tradycyjnie nie mam zarzutów. Uwiera mnie tylko identyczna jak w Na krawędzi wypraska, która choć sprawia wrażenie idealnie zaprojektowanej, żadną miarą nie pomieści zakoszulkowanych kart. Dodatkowo średnio wygodnie wyjmuje mi się fiolki. Ale za to jakie robi wrażenie…

Moduły, moduły, moduły

Leacock konsekwentnie stawia na modułowość Pandemii i wprowadza nowe opcje, które można wprowadzać stopniowo lub zamiennie w stosunku do poprzednich. I tak: dochodzą nam 4 nowe postaci (razem mamy ich już 18!), tryb drużynowy i solo, tytułowe wyzwanie Laboratorium oraz rozwinięte wersje Złośliwego szczepu i Mutacji. Opcji jest zatem multum, a wszystkie sprawiają, że gra jest trudniejsza i bardziej regrywalna. Mając jednak w pamięci niezbyt udany wariant gry z bioterrorystą, do nowych wyzwań podszedłem z maksymalnym możliwym sceptycyzmem. Na szczęście – tym razem nieuzasadnionym.

Samemu…

Najmniej do powiedzenia mam na temat trybu solowego – fajnie, że w końcu został oficjalnie wprowadzony, ale przyznam szczerze, że od początku traktowałem Pandemię jako znakomity tytuł do gry jednoosobowej, po prostu grając „na dwie ręce”. Teraz można jednak zagrać tylko jedną postacią, wspieraną przez CDC (Centers for Disease Control and Prevention). Nasz sojusznik pozwala wykonać dodatkową akcję, choć nie funkcjonuje jak normalny gracz – nie można się z nim dzielić wiedzą i nie ma własnego pionka. Żeby nie było zbyt łatwo, nasza podstawowa talia ulega także zmniejszeniu. Tak czy inaczej – wariant solowy działa, jest sprawny, nie odczułem specjalnej różnicy na plus czy na minus w stosunku do grania na dwie ręce.

…lub z kolegami

O wiele więcej emocji dostarcza tryb drużynowy. O niego mocno się obawiałem – czy aby nie wydłuży zanadto partii, podobnie jak bioterrorysta. Jednocześnie pokładałem duże nadzieje w tym wariancie, bo brakuje mi w kolekcji sensownych gier z podziałem na drużyny. Na szczęście muszę przyznać, że ten tryb się naprawdę udał – przez kilka naprawdę niewielkich dodatków w mechanice (jak np. osobne stacje badawcze dla konkurujących drużyn), wyzwanie wnosi wiele świeżości do gry. Poprzez wprowadzenie systemu przyznawania punktów, zaczynamy nieco więcej kombinować i pojawia się mniej momentów, kiedy mamy „jedyny słuszny” wybór. Premiowane jest też bardziej eliminowanie chorób. Podoba mi się wyważenie między kooperacją a rywalizacją. Jedyna wada trybu drużynowego jest taka, że dociąg specjalnych kart premii jest na tyle losowy, że nie zawsze wygrywała najlepsza w moim odczuciu drużyna. Cóż – taki urok Pandemii, zawsze był w niej element niepewności.

Wchodzimy do laboratorium

Główny bohater dodatku i – moim zdaniem – najciekawszy z modułów zaproponowanych w obu dotychczas wydanych w Polsce dodatkach. W wyzwaniu laboratorium całkowicie zmienia się system wynajdywania lekarstw – teraz już nie wystarczy po prostu zebrać 5 kart jednego koloru. Każdą zarazę należy najpierw zidentyfikować, pobrać i przetworzyć jej próbki, zsyntetyzować i przetestować medykament. Poziom klimatu wzrasta dzięki temu w sposób geometryczny. Jest trudniej – bo od początku badania do wynalezienia lekarstwa trzeba wykonać znacznie więcej akcji, a jednocześnie gra się odrobinę uniezależniła od dociągu, ponieważ naraz trzeba zebrać maksymalnie 3 karty jednego koloru. W podstawowej wersji gry na 4 graczy nieraz zdarzało się, że przez niefortunny dociąg zebranie 5 z 12 miast było niemal niewykonalne – teraz losowość bardziej ustępuje miejsca odpowiedniemu planowaniu. Wzrosła też rola centrów badawczych (tylko stojąc w nich możemy realizować nowe akcje). Co za tym idzie – niektóre wcześniej potężne postaci (np. naukowiec) trochę tracą na znaczeniu, podczas gdy inne (np. kierownik budowy) zyskują. Podoba mi się to! Zmiany w balansie postaci zauważył projektant – dzięki temu badacz czy wirusolog dostają nowe karty z bonusowymi akcjami laboratoryjnymi. Wyzwanie laboratorium ma u mnie plus z jeszcze jednego powodu – na bocznej planszy używamy zawartych w Na krawędzi szalek Petriego, dzięki czemu nie służą już wyłącznie do estetycznego wyglądania w pudełku.

Inne atrakcje

Laboratorium, jak już wspomniałem, rozbudowuje też poprzednio wprowadzone wyzwania. W nowym rozszerzeniu dostajemy kolejne karty epidemii złośliwego szczepu oraz utrudniony wariant mutacji: Totalna panika. Na tym warto się na chwilę zatrzymać, bo o ile wcześniej fioletowa choroba była irytującą, ale w gruncie rzeczy drobną niedogodnością, o tyle teraz potrafi nas pokonać równie często – jeżeli nie częściej – jak pozostałe. Niby powiększa się zasób znaczników zarazy (z 12 do 24), ale też przybywa ich na planszy dużo więcej.

Z nowymi utrudnieniami pomogą nam walczyć nowi zawodowcy. Szczególnie potężny wydaje mi się dyrektor terenowy, który potrafi przemieszczać pobliskie pionki i eliminować choroby w sąsiadujących miastach. Usadzenie go w węzłowym punkcie – np. w Delhi czy Hongkongu – bywa kluczem do zwycięstwa. Bardzo ciekawie prezentuje się też pilot, który jest pierwszą postacią z ograniczeniami (nie może budować stacji badawczych i wykonywać standardowych ruchów), ale za to przemieszcza się błyskawicznie i potrafi podwozić kolegów. Nieco gorzej wypada łącznik (ułatwia przekazywanie kart) i zwłaszcza wirusolog, który może zastępczo stosować karty w dowolnych kolorach, ale wtedy zużywa je stanowczo za szybko. Przy obecnej puli 18 bohaterów liczba kombinacji jest już na tyle duża, że każdy może mieć mimo wszystko swoje przebłyski.

Świat uratowany

Nie mogę się przełamać i kupić sobie Legacy, idea trwałych zmian w grze mnie odrzuca. Kościane Lekarstwo nie ma tyle klimatu, co oryginał. Z kolei Cthulhu nie przekonuje mnie tematem, choć pewnie jednak się złamię i wypróbuję. Myślę jednak, że jeszcze długo żadna kooperacja nie zdetronizuje w moich oczach klasycznej Pandemii, która dzięki dwóm dodatkom stała się bardzo wymagająca, regrywalna i klimatyczna. Dla fanów, Laboratorium to must have, zatem nie waham się co do oceny – mocne 4,5 na 5. A czemu nie 5? Bo po raz kolejny dodatek zawierający mniej niż ½ tego, co podstawka, kosztuje ~100 zł… mimo to – warto. Takie odcinanie kuponów mi jak najbardziej pasuje!

Plusy
  • rewelacyjne wyzwanie laboratorium

  • wariant drużynowy

  • szalki Petriego się na coś przydają

  • jeszcze więcej dobrego!

Minusy
  • wymaga poprzedniego dodatku

  • kiepski stosunek ceny do zawartości

Ocena: (4,5 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Lacerta za przekazanie gry do recenzji.

Grzesiek Szczepański

Tę i wiele innych gier możesz kupić w dobrej cenie w sklepie naszego partnera – planszostrefa.pl.

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaPandemic: In the Lab
AutorMatt Leacock, Thomas Lehmann
GrafikChris Quilliams
WydawcaZ-Man Games, Asmodee, Asterion Press, Devir, Filosofia Éditions, Gém Klub Kft., Lacerta, Lifestyle Boardgames Ltd, MINDOK
Rok wydania2013
Liczba graczy1 - 6
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 6
Liczba rekomendowana: 1, 2, 3, 4, 5
(26 głosy/głosów)
Czas gry60
Sugerowany wiek min.8 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)8 i więcej
(8 głosy/ów)
Zależność językowaModerate in-game text - needs crib sheet or paste ups
(7 głosy/ów)
KategoriaEnvironmental, Expansion for Base-game, Medical, Science Fiction
MechanikaAction Point Allowance System, Co-operative Play, Hand Management, Partnerships, Point to Point Movement, Set Collection, Variable Player Powers
RozszerzeniaPandemic: State of Emergency, Pandemic, Pandemic: On the Brink, Pandemic: State of Emergency
RodzinaPandemic, Solitaire Games

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Grzegorz Szczepanski

Grzegorz Szczepanski

Moje pierwsze (i w związku z tym wciąż darzone ogromnym sentymentem) gry to Scotland Yard i Osadnicy z Catanu. Wolę tytuły lekkie i średnie (Magnaci, Cyklady, Wysokie Napięcie), nie gardzę też dobrą kooperacją (Pandemia, Robinson, Ucieczka: Świątynia Zagłady).
Grzegorz Szczepanski

Latest posts by Grzegorz Szczepanski (see all)