Lutèce – prawie jak w Asteriksie. Recenzja

LuteceLutèce zachęca, a wręcz mami swoją okładką. Prawie, że jesteśmy pewni, że zaraz z pudełka wyskoczy Asteriks, Obeliks i Idefiks. Co zaś mamy w środku? I co to za gra? Być może niewiele o niej słyszeliście, a to dlatego, że za jej wydaniem stoi francuskie wydawnictwo Superlude, u nas niestety dość słabo znane. Nie bójcie się jednak, gra jest całkowicie niezależna językowo. Wystarczy tylko zapoznać się z angielską instrukcją.

Odnośnie samego tytułu: historycznie Lutecja nie należała do głównych miast rejonu. Być może była kiedyś miejscem handlu. Faktem jest, że obecnie stoi w tym miejscu Paryż. 

Lutèce właściwie należy do gier w zbieranie zestawów kart. Za różne ich połączenia zdobywamy punkty. Owszem, samo zabieranie zestawów już wielokrotnie spotykaliśmy. Mamy tu jednak jeszcze kilka małych mini smaczków. 

Lutèce zagrać może od 2 do 5 osób (od 10 lat), a rozgrywka zajmie ok. 45 min. 

Bajeczne ilustracje

Ilustracje są tu po prostu re-we-la-cyj-ne. Zaczynając od okładki, poprzez karty, na monetach kończąc. Wszystko ma swój rzymsko-galijski klimat. Żywcem wręcz wyjęty z komiksów o Asteriksie. Skojarzenia niestety są nieuniknione, choć naszych bohaterów nie spotkamy. Mamy za to bardzo sympatyczne i wałęsające się po kartach dziki. 

IMG_0817

O warchlaki, o warchlaki, o warchlaki apetyczne…

Jakość kart, monet, a także dodatkowych płytek jest bez zarzutu. Sama instrukcja też jest porządnie napisana. Nie ma tu wątpliwości, bo i sama gra do trudnych nie należy. 

Miłym gestem jest dodanie tu notesiku na punkty. Dzięki temu liczenie ich na koniec gry jest o wiele wygodniejsze.

No właśnie, jak się w to właściwie gra?

Monety

Monety

Zasady

W czasie gry zdobywać będziemy w dość ciekawy sposób karty, które w większości przypadków dadzą nam punkty na koniec gry. 

Przed rozgrywką należy (w zależności od liczby graczy) przygotować płytki i karty. Te ostatnie dzielą się na 2 rodzaje: osoby i miejsca. W górnym (osoby) i dolnym (miejsca) rzędzie wykładamy od 3 do 5 kart. Dodatkowo każdy dostaje 5 monet (wychodzi na to, że musiał to być rzymski aureus). Gracze mają też do dyspozycji własne zestawy kart, którymi wskazywać będą swoje akcje.

Przygotowanie gry dla 4 osób

Przygotowanie gry dla 4 osób

W każdej kolejce (turze) mamy 4 fazy:

  1. każdy gracz wykłada 2 zakryte karty akcji. Karty te są 2 rodzajów:
    • zebranie monet (2 takie karty) – dostajemy wtedy 3 monety
    • wskazanie na konkretną kartę na stole (litery A-E wskazujące osoby i liczby I-V wskazujące miejsca)
  2. każdy z graczy może teraz dołożyć łapówkę do swoich (wciąż zakrytych) kart (osobno do każdej); faza ta jest dość luźna – gracze dokładają kolejne monety (nie można obniżać stawek), aż wszyscy stwierdzą, że możemy przejść do kolejnej fazy
  3. odkrywamy karty:
    • w pierwszej kolejności pobieramy monety (jeśli ktoś wyłożyć tą akcję)
    • następnie zaczynając od góry sprawdzamy, kto był chętny na jaką kartę
      • jeśli był tylko jeden chętny, oddaje on do banku ewentualną łapówkę na karcie, następnie ponosi koszt samej karty (mają one koszt od 0 do 4) i wykłada przed sobą
      • jeśli było kilku chętnych, wówczas wygrywa ten, kto zaoferował najwięcej (pozostali otrzymują po monecie); jeśli jednak był remis, wówczas nikt nie otrzymuje karty, łapówki wracają do graczy, a każdy otrzymuje po monecie rekompensaty (karta w takim przypadku jest usuwana z gry)
  4. przygotowujemy kolejną rundę – na niezakupionych kartach dokładamy po monecie, będzie to bonus dla tego, kto je zakupi (nie jest to zniżka, ale bonus po zakupie)
Karty, które nie zostały zakupione, stają się coraz atrakcyjniejsze.

Karty, które nie zostały zakupione, stają się coraz atrakcyjniejsze.

Po co zbieramy te karty? Na koniec gry (gdy zabraknie kart do wyłożenia w którymś stosie) liczymy punkty za:

  • w poszczególnych kategoriach surowców (4 rodzaje) zliczamy, kto zebrał ich najwięcej; pierwszy dostaje 10 punktów, ostatni – 0, a reszta (nawet kilku graczy) po 4 punkty
  • każda karta legionisty daje 2 punkty
  • mamy też karty punktujące odpowiedni kolor kart (na przykład 2 punkty + 1 punkt za każdą niebieską kartę albo 1 punkt za każdy symbol miecza na karcie)
  • dodatkowo mamy też stragany, gdzie odpowiednie zestawy możemy wymienić na punkty (3 konkretne symbole za 6 punktów)
  • otrzymujemy też punkt za każde 3 monety

Kto zbierze najwięcej punktów, ten oczywiście wygrywa.

Wrażenia z Lutecji

Na początku może irytować fakt, że nie wiemy, co kupią inni. Strzelamy z naszymi zakupami w ciemno. Każdy wykłada 2 karty i liczy, że się nie powtórzą. Dopiero z czasem uczymy się odpowiednio wykorzystywać łapówki. Bez nich czasem niestety nic nie zbierzemy. A bez kart przecież nie ma co mówić o punktach. 

W związku z tym, że akcje wybieramy tajnie i równolegle, rozgrywka może sprawiać wrażenie chaotycznej i losowej. Jednak po pewnym czasie „uczymy” się gry. Do pewnych kart nie startujemy, dla innych specjalnie podbijamy łapówkę, by nikt nam ich nie zwinął. 

Postacie - nietrudno się domyślić, jakie były ich pierwowzory

Postacie – nietrudno się domyślić, jakie były ich pierwowzory

Ciekawe jest to, że łapówki wykładamy na zakrytych kartach. Ciągle nie wiemy, kto co chce wziąć, a mimo to możemy „podbijać” wzajemne stawki. 

Czasem zdarzy się (przykładowa rozgrywka 3-osobowa), że zostanie wziętych 6 kart, w kolejnej rundzie zaś – żadna. Dziwne, śmieszne… Dla niektórych irytujące. Lutèce moim zdaniem ma ciekawy system zakupu. Licytowanie w ciemno. Gdy naprawdę nam na czymś zależy warto zaoferować więcej łapówki. Do tego nie musimy co turę kupować 2 kart. Może wystarczy jedna, ale dobra? Nie każda karta jest warta tyle samo…

W co warto tu iść? Z pewnością nie uda nam się zdobyć większości w 4 rodzajach surowców. Jeśli uda nam się to dla 2 rodzajów, to będzie spory sukces. Warto dla konkretnego surowca (np. chlebów) szukać kart, które dają za ten konkretny symbol dodatkowe punkty. Oczywiście takie pójście w jedną stronę może nakierować naszych współgraczy, co będziemy chcieli zrobić. Warto od czasu do czasu więc mylić naszych przeciwników. W końcu gdy wydamy wszystko na łapówki, nie zostanie nam pieniędzy na zakup kart. Dobrze, że nie wszystkie kosztują 4 monety. 

Co ciekawe, mamy tutaj jeden szczególnie ciekawy rodzaj kart – Legionistę. Na koniec gry przynosi nam on 2 punkty, możemy jednak wykorzystać go w czasie gry. Otóż po odkryciu kart, możemy odrzucić kartę Legionisty (a nawet kilka, jeśli posiadamy), by zwiększyć wartość naszej łapówki o 2 monety. Najlepsze jest jednak to, że ta karta kosztuje 0. Mamy tu więc niby trochę niepewności prz zakupach, ale dość łatwo możemy sobie pomóc. 

Dobrze przez cały czas pilnować innych graczy, jednak im więcej kart, tym trudniej wszystko zliczyć. Ważne oczywiście, by czuwać głównie nad przewagami w surowcach. Dochodzimy tu do tematu skalowalnościLutèce pozwala na rozgrywkę w gronie od 2 do 5 graczy. W 2 osoby możemy odczuć dość dużą swobodę. Rozgrywka wtedy jest chyba najmniej zaciekła. Co innego w 3-4 osoby – dzieje się wtedy dużo, do zakupu mamy naprawdę dużo kart etc. W 5 osób jest oczywiście najwięcej zamieszania – trudno wtedy ogarnąć, co będą chcieli inni.

IMG_0758

Losowość… Oczywiście jak przystało na karciankę, karty będą wychodziły losowo. Co jeszcze? Z uwagi, że mamy 2 stosy, jeden najczęściej wyczerpuje się przed drugim. Tak więc nie zawsze możemy być pewni, że wyjdzie kolejna karta w konkretnym rodzaju. Dla miłośników liczenia (każdej karty) może to więc być bardzo bolesne

Podsumowanie

Czy więc Lutèce to przyjemna, prosta gra? W pierwszym odbiorze nie jest może zbyt intuicyjna. Może sprawiać nawet wrażenie zacinającej się. Wystarczy jednak rozegrać próbną partię, by w kolejnej wykorzystywać wszystkie kruczki i smaczki (łapówki, legionistów). Mi grało się przyjemnie. Z pewnością nie jest to płytka gra, bo premiuje przemyślane posunięcia – karty muszą ze sobą współdziałać, inaczej dostaniemy za nie jakieś marne punkty. 

Lutèce nie jest może bardzo oryginalna, ale kilka mechanizmów sprawia, że czujemy tutaj powiew świeżości. Poza tym dużym atutem jest tu oprawa graficzna. Szkoda jedynie, że Lutèce nie jest dostępna w polskich sklepach. 

Plusy
  • grafiki
  • ciekawy mechanizm licytacji w ciemno
  • dość sprawnie przebiegająca rozgrywka
Plusy / minusy
  • losowość
Minusy
  • (szczególnie początkowo) sprawia wrażenie zacinającej się 
  • kolejna wariacja na temat set collection

Ocena: (3,5 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu SuperLude za przekazanie gry do recenzji.

Łukasz Hapka

Wiele innych gier możesz kupić w dobrej cenie w sklepie naszego partnera – planszostrefa.pl.

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaLutèce
AutorNicolas Sato
GrafikBiboun
WydawcaLacerta, Superlude Éditions
Rok wydania2015
Liczba graczy2 - 5
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 5
Liczba rekomendowana: 2, 3, 5
(3 głosy/głosów)
Czas gry90
Sugerowany wiek min.10 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)10 i więcej
(4 głosy/ów)
Zależność językowaNo necessary in-game text
(4 głosy/ów)
KategoriaAncient, Card Game, Real-time
MechanikaCard Drafting, Hand Management, Set Collection, Simultaneous Action Selection
RodzinaCities: Paris (France)

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Łukasz Hapka

Łukasz Hapka

Jest miłośnikiem gier złożonych. Mimo wszystko sympatią darzy wiele tytułów, niekoniecznie mózgożernych. W kręgu jego zainteresowań są także gry logiczne.
Ulubione tytuły: Race for the Galaxy, Le Havre, Lewis & Clark.
Łukasz Hapka

Latest posts by Łukasz Hapka (see all)